Poprzedni temat «» Następny temat
Sala zabiegowa
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-19, 22:22   Sala zabiegowa



[Profil]
 
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-19, 22:34   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


//11 kwietnia

Ten dzień nie zapowiadał się dobrze...
Już zaczynałam odzyskiwać nadzieję na jakiekolwiek życie w tym kompleksie, odkąd w dużej mierze trafiałam pod skrzydła doktor Adene. Ale jak widać - to co dobre, musi się kiedyś skończyć. Boleśnie się o tym przekonałam tego ranka, gdy wyrwano mnie półprzytomną ze snu, z mojej sali, wyciągając za szmaty i kierując prosto do sali zabiegowej. Nieprzyjemne wspomnienia sprzed dwóch czy trzech lat zaczęły wracać. Nie uznawano mnie tu za człowieka. Byłam śmieciem, obiektem badawczym, szczurem doświadczalnym. I tak łatwo było o tym zapomnieć, gdy choć przez chwilę możesz zaznać wolności, gdy choć przez chwilę bierzesz udział w zwykłych treningach a w Twoje ręce w końcu trafiają leki na migrenę... Czemu więc musiałam tu wrócić? Czemu znowu byłam u punktu wyjścia?
Moje tętno było podniesione jeszcze zanim zamknięto mnie samą w sali. Miałam czekać, niczym pies przed sklepem na swojego właściciela. Wiedziałam, że moje oczy już zaczynały się szklić - ze strachu przed kolejnymi dawkami bólu. Czy to miała być kara za moje ostatnie braki w panowaniu nad mocą? Czy jednak doszli do nagrań, w których to mój krzyk niszczył sprzęt należący do D.O.G.S.? Czy kryło się za tym coś gorszego, o czym nawet nie miałam zielonego pojęcia?
Przez fakt, że wyrwano mnie niemal z pryczy, nie miałam przy sobie swojej zaufanej kurtki. Nie miałam gdzie schować swoich dłoni. Zgarbiłam się więc wyraźnie, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i czekałam. Stałam na samym środku sali, nie ruszając się, prawie nie oddychając, byle tylko nie zrobić choćby jednego fałszywego kroku. Byle jeszcze bardziej nie zdenerwować kogokolwiek, kto miał teraz się mną zająć...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-19, 23:12   

//11 kwietnia

Evie weszła do sali zabiegowej z teczką w rękach, zaledwie kilka minut po tym jak wprowadzono tutaj nowego pacjenta do badań. Kobieta cały czas nie potrafiła się przyzwyczaić do określania ich mianem "obiektów". W końcu obiekty nie były tak złożone jak ludzki mózg a zwłaszcza mózg osoby z aktywnym genem X.
- Dzień dobry Echo! - Kobieta przywitała się z siedzącą w sali dziewczyną przyjaznym tonem głosu, obdarowując ją nawet uśmiechem. Kobieta otworzyła teczkę, przeglądając zawarte w niej dane... Echo... lat 17... przeszłość nieznana... Akustykokineza...Wrażliwa... Evie przyjrzała się uważnie dziewczynie która siedziała lekko się kuląc, doskonale wiedziała czemu wybrano ją akurat do tego badania. Jeszcze się nie zaczęło a ona już wyglądała na przestraszoną. Z jednej strony kobiecie było szkoda dziewczyny, była taka młoda a wnioskując po aktach przeprowadzano na niej co gorsze badania. Z drugiej musiała to badanie przeprowadzić, nie tylko aby powiększyć swoja bazę danych, ale i dlatego że dostała takie zadanie a przełożonym się nie odmawia.
Kobieta odłożyła teczkę na jeden ze stolików po czym podeszła do dziewczyny.
- Jak się czujesz? Chorowałaś na coś ostatnio? - spytała po czym zmierzyła dziewczynie ciśnienie. Ech była taka młoda... Podwyższone ciśnienie Echo utwierdziło tylko kobietę w przekonaniu, iż pacjent został doskonale dobrany.
- Będziemy dziś przeprowadzać rutynowe badanie, proszę połóż się wygodnie i rozluźnij, im spokojniejsza będziesz tym mniej będzie bolało. - kobieta uśmiechnęła się do Echo pocieszająco, po czym podeszła do jednej z maszyn, uruchomiła ją po czym podeszła do stolika znajdującego się przy drzwiach, wyjęła z niego strzykawkę, wypełnioną płynem. Nie zrobiła jednak Echo zastrzyku, zamiast tego ułożyła strzykawkę starannie na niewielkim, metalowym talerzyku.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-20, 00:04   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc, jak drzwi się otwierają, mimowolnie się wzdrygnęłam, zaciskając swoje wargi w wąską kreskę. Nie wiem czego się spodziewałam. Całego tabunu lekarzy? Kilku członków Helis, którzy tylko będą czekać na jakikolwiek sygnał do uderzenia czy kopnięcia? Samych słynnych Wellerów, którzy będą chcieli przerobić mnie jednak na całkowicie bezmózgiego kundla? Czy właśnie tego się obawiałam? Że całkowicie utracę resztki swojej autonomii?
Ku mojemu zdziwieniu, w sali pojawiła się tylko jedna kobietka. I to w sumie... Nie wyglądająca aż tak źle czy groźnie. Czy to znaczyło, że mam jakąś szansę? Że to badanie nie będzie wcale aż tak złe? Czy mogłam w ogóle wmawiać sobie takie brednie i karmić się złudną nadzieją?
Nie wiedziałam.
Spięłam jednak swoje mięśnie jeszcze bardziej a na jej pytanie tylko pokiwałam przecząco głową.
- Tylko migreny... - Wydusiłam z siebie po dłuższej chwili, ledwo słyszalnie. Zapewne trudno było uwierzyć, że moją silną cechą był właśnie głos. Bez większych sprzeciwów dałam też sobie podnieść rękaw bluzki do zmierzenia ciśnienia, przez co Pani doktor mogła zauważyć liczne blizny po wkłuciach. Zapewne nie wyglądało to zbyt przyjemnie, przez moją bladą skórę i chude ręce, no ale... Na to już wpływu nie miałam.
Rutynowe badanie? Czy to mnie mogło jakkolwiek pocieszać? Ostatnim razem, gdy miałam wziąć udział w czymś całkowicie normalnym straciłam panowanie nad mocą, przez durne piski maszyny. Bałam się, że i tym razem ta sytuacja będzie mogła się powtórzyć, więc nie. Ta informacja wcale mnie nie uspokoiła. W sumie nie byłam pewna, czy nie zaczynałam się denerwować jeszcze bardziej. Dłonie z pewnością mi już drżały i mogłabym przysiąc, że już w tym momencie słyszałam własne bicie serca. Wiedziałam jednak, że nie mogę się stawiać, więc tylko po krótkiej chwili zawahania - w końcu ruszyłam w kierunku tej nieszczęsnej... Leżanki? Łóżka? Jakkolwiek tego nie nazwać i na chwilę na nim przysiadłam, by móc zobaczyć, co też badaczka dobrego wyprawia. Nie mogłam jednak zbyt długo podnosić wzroku... Za to też były kary. Więc wstrzymując na chwilę oddech, w końcu się położyłam, by po dłuższej chwili móc wypuścić powietrze z płuc.
Nie będzie źle. Nie będzie źle. Nie będzie źle. - Powtarzałam sobie w myślach, próbując skupić się na suficie. Aura, która tu panowała wcale nie była przyjemna. Rozluźnienie się było więc bardzo trudnym zadaniem i jednym z tych rozkazów, którego nie byłam w stanie wykonać...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-20, 23:36   

Kobieta pokiwała tylko głową, słysząc że dziewczyna miewała ostatnio tylko migreny. Nie były one przeszkodą w wykonaniu zaplanowanego badania, migreny nie miały wpływu na wyniki jej badań to też wiedziała iż może je spokojnie wywołać. Czy bardzo chciała to zrobić? Cóż, z jednej strony ciekawa była wyników badania, kobieta wiedziała w jaki sposób będą musieli poruszyć mózg młodej mutantki i gdyby mogła wybrać inną możliwość, z pewnością by to zrobiła. Niestety innej możliwości nie było .
Ślady po wkłuciach nie zrobiły na kobiecie żadnego wrażenia, pracowała w tym zawodzie tak długo i widziała takie rzeczy, że kilka blizn wydawało się jej całkiem normalnych. Dobrze wiedziała ile dziewczyna jest w ośrodku i szczerze mówiąc, spodziewała się zobaczyć więcej śladów po wkłuciach bądź pozostałości po innych badaniach. Doskonale wiedziała jak okrutni potrafią być jej koledzy po fachu i naprawdę starała się nie dopuszczać do siebie myśli że po tym badaniu, które musi przeprowadzić, będzie mogła przybić z nimi piątkę. Jeszcze na praktykach obiecała sobie, że nigdy nie będzie znęcać się nad pacjentami i to postanowienie miało pójść w piach właśnie dzisiaj..
Kiedy Echo w końcu się położyła a maszyna której potrzebowała uruchomiła w pełni Evie podpięła elektrody, mające na celu przechwycić sygnały wysyłane przez mózg dziewczyny, do maszyny, po czym podeszła do pacjentki.
- Spokojnie, nie będziemy razić cię prądem tylko badać sygnały wysyłane przez twój mózg, to nic nie boli. - powiedziała uspokajająco do dziewczyny, po czym powoli niemal matczynym gestem odgarnęła blond włosy z twarzy Echo. Elektrody wylądowały na skroni młodej dziewczyny. Pani doktor przysunęła ku niej urządzenie, przypominające plastikowy pręt i umiejscowiła je tuż nad głową dziewczyny, ot kobieta chciała przy okazji wykonać jeszcze jeden pomiar, by nie musieć krzywdzić dziewczyny kolejny raz. Kobieta wiedziała że to, co mieli zaplanowane skrzywdzi ją prawdopodobnie o wiele bardziej niż poprzednie badania jakie na niej wykonywali.
- Leż spokojnie Echo i staraj się nie ruszać, dobrze? - poprosiła dziewczynę łagodnie po czym podeszła do stanowiska z kilkoma monitorami i komputerem i usiadła za biurkiem. Na szczęście monitory zasłaniały jej badaną dziewczynę, cieszyła się że nie będzie musiała tego oglądać, że jedyne co będzie do niej należało to skupienie się na obrazach, pokazywanych przez monitory i wyłapanie z nich jak najwięcej danych. Kobieta wzięła głęboki oddech, po czym włożyła jeszcze do uszu zatyczki, by jak najbardziej odciąć się od tego, co będzie się za chwilę działo w tej sali.
Kobieta wyjęła swój telefon z kieszeni po czym wysłała wiadomość. Teraz Kolejny głęboki wdech. Jesteś tylko Ty i monitory... tylko Ty i monitory....
Do sali weszło dwóch mężczyzn. Weszło było jednak bardzo delikatnym określeniem na otworzenie drzwi kopniakiem. Pierwszy z mężczyzn, wysoki i umięśniony blondyn trzymał w dłoni zwoje liny i jakieś skórzane pasy, drugi zaś, nie co mniejszy brunet wokół ramienia owinięty miał gruby łańcuch. Obaj wiedzieli że mają do czynienia z mutantem, nie wiedzieli jednak jak silna może okazać się dziewczyna na leżance, woleli więc być przygotowani mimo iż mieli przyszykowaną na wszelki wypadek mutazynę.
- Kogo my tu mamy... Ładniutka jesteś wiesz? - blondyn zwrócił się do Echo, przejeżdżając palcem po jej policzku. - Dawaj John, trzeba się nią zająć - zwrócił się do bruneta po czym podał mu liny. Mężczyzna złapał dziewczynę za ręce, na wysokości dłoni, co by nie wyrywała się im za bardzo w czasie gry brunet przywiązał jej ramiona do leżanki.
- Dobra, teraz jeszcze przy moich rękach, nie wierzgaj się księżniczko - brunet obwiązał dziewczynę w kolejnym miejscu sprawiając iż dziewczyna nie miała teraz jak użyć swoich rąk do obrony, w końcu żaden z nich nie chciał oberwać, czyż nie? Następnie brunet związał jej też nogi w kostkach, by za bardzo nie wierzgała a blondyn w tym czacie wsadził jej do ust szeroki, skórzany pas, tworząc swego rodzaju knebel. Pas był na tyle długi że mężczyzna zapiął go pod leżanką sprawiając iż echo nie miała jak wstać, w końcu jego głównym zadaniem było upewnić się, iż pani doktor będzie w stanie dokończyć swoje badania.
- To co z nią robimy? - brunet zapytał blondyna, który zdawał się tu dowodzić, mężczyzna w odpowiedzi tylko uśmiechnął się cwanie po czym znów, przejechał palcem po twarzy Echo.
- Nie ciekawi cię jak wygląda bez tych łachów? - spytał bruneta po czym po woli przesunął palcami wzdłuż jej szyi, zatrzymując się na chwilę przy ramionach po czym chamsko wsunął jej rękę pod koszulkę dotykając piersi dziewczyny..
Ty i monitor..
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-21, 01:02   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Przyglądałam się dokładnie ruchom kobiety, gdy tak majstrowała przy moich włosach, na moim czole, przyczepiając do mojej skóry dziwne urządzonka, które z pewnością już kiedyś widziałam. Chyba miałam przeprowadzone podobne badanie, przed kilkoma miesiącami. I rzeczywiście, nie kojarzyłam, by wiązało się z jakimikolwiek bodźcami bólowymi. Może właśnie dlatego uwierzenie pani doktor nie sprawiło mi tak wielkiej trudności jak jeszcze przed kilkoma chwilami?
Kolejny raz wzięłam głębszy wdech, jedynie kiwając potwierdzająco moją głową, na znak zrozumienia prośby. Nie ruszać się. Leżeć spokojnie. Przeczekać, zaraz będzie po wszystkim.
Chyba nawet na chwilę udało mi się przymknąć oczy, gdy w sali na ułamek sekundy zagościła niemal błoga cisza, przerywana jedynie cichym szumem maszyn. To był pierwszy raz od wielu dni, gdy bóle głowy nie dawały mi w kość, więc starałam się docenić każdą chwilę, gdy nadmiar bodźców mnie nie przytłaczał. I o rany... Jak zaczynałam siebie nienawidzić za tę moją naiwność...
Te prawie błogie chwile przerwało wparowanie dwóch mężczyzn do sali. Sam już ich wygląd wstawił mnie w stan gotowości i dezorientacji. Co tu się do jasnej anielki działo? Ktoś śmiał przerwać badania? To jakiś głupi żart? Kara za moją niesubordynację sprzed miesiąca?
Pasy i łańcuchy kojarzyły mi się tylko z jednym - uderzeniem. Biciem tak mocnym, że zostawały ślady, mięśnie bolały, a ciało nie chciało się ruszać przez kolejne kilka dni. Chyba właśnie dlatego mimowolnie cała się spięłam, próbując wyszukać panią doktor swoim wzrokiem - jednak bezskutecznie...
- Pani doktor?! - Wydarłam z siebie głębszy krzyk, ignorując komentarz jednego z mężczyzn i próbując zwrócić uwagę kobiety, która przecież do tej pory wydawała się przejmować tym, co tu się działo. Czemu więc teraz nie reagowała? Czemu jej nie było? Przecież ja... Ja byłam przerażona. Nie lubiłam dotyku innych ludzi, nawet mi bliskich. A ten krótki dotyk na mojej twarzy... Wprawiał mnie w jeszcze większy dyskomfort. Chciałam wstać, ale nie było mi to dane, bo oni już mnie trzymali. Już próbowali przywiązać mnie do tej przeklętej leżanki. Zaczynałam panikować, gdy próbowałam uwolnić choćby jedną kończynę, ale oni... Byli więksi. Byli silniejsi.
Nie dałam rady wyrwać ani jednej dłoni, ani jednej stopy. Drżałam, zmuszona do bezruchu a w moich oczach już zaczynały zbierać się łzy.
- Proszę, nie... - Wyrzuciłam z siebie błagalnym, niemal płaczliwym tonem, nim pas trafił w moje usta, uniemożliwiając mi i mowę. Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że ja wciąż nie byłam świadoma, do czego oni dążą. Ja przed swoimi oczami miałam jedynie wizję długotrwałego bicia, przed którym nie mogę się bronić. A to już było bardziej, niż nieludzkie. Do tej pory żaden bat, żadna kara nie spotkała mnie w takich warunkach. Zawsze była szansa, by skupić się na ziemi, ochronić palce, skryć swoją głowę i twarz... A teraz?
Mimo, że liny trzymały mocno, wciąż próbowałam się jakkolwiek poruszyć. Byłam już zlana zimnym potem, a łzy płynęły po mojej skórze. Szloch próbował się wydrzeć z gardła, skutecznie tłumiony przez knebel. I dopiero ostatnie zdanie wypowiedziane przez mężczyznę otworzyło mi oczy... Dosłownie, bo z tego szoku aż otworzyłam szeroko powieki, próbując tylko nieskładnie krzyknąć "nie" spod skórzanego pasa.
Mój oddech stawach się coraz szybszy i coraz mnie regularny, z każdym centymetrem mojej skóry, który pokonał jego palec. Wspomnienia z mojej wioski boleśnie do mnie wracały, gdy niegdyś, jako jeszcze... Dziecko... Próbowano... Próbowano zrobić dokładnie to samo.
Krzyki, wrzaski i płacz nasilały się z każdą chwilą, podobnież jak moje próby uwolnienia się. Nie myślałam logicznie, chciałam po prostu działać szybko. Bałam się jedynie używać swojej mocy, gdy była tak niestabilna, a moje usta były przykryte. Bałam się, jakie skutki to może nieść. Nie mówiąc o tym, że wtedy, przed laty... Czy nie straciłam przytomności? A tam agresor był tylko jeden. Tylko jeden. Tu jest ich dwóch. O rany. Skąd mogłam mieć pewność, że drugi nie do kończy tego wątpliwej jakości moralnej zadania?

Byłam grzesznicą. Byłam grzechem. Jednak teraz.... Czułam się jeszcze bardziej brudna...
Kara boska musiała mnie dotknąć. Ale czy ta pokuta kiedykolwiek się skończy?
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-22, 23:41   

Gdy tylko mężczyźni weszli do pomieszczenia kobieta zaczęła wykonywać powoli ćwiczenia oddechowe, byleby tylko się uspokoić. W końcu najważniejszą rzeczą było teraz wykonanie badania czyż nie? Jej rozterki moralne musiały zejść na dalszy tor, nawet jeśli uważała że jej przełożony przekroczył pewne granice wybierając akurat ten sposób wzbudzenia w dziewczynie lęku. W końcu mogli użyć obrazów, dźwięków bądź pobudzenia chemicznego organizmu... To co mieli zrobić dwaj wyznaczeni przez niego mężczyźni było według niej bestialskie i przesadzone. Wiedziała jednak że w pewien sposób jest to aluzja do niej samej, W końcu przez większość swojej pracy tutaj była tą dobrą, tą która nie krzywdziła niepotrzebnie swoich pacjentów co niektórym z lekarzy się nie podobało, w tym jej przełożonemu. Evie wiedziała więc że to zadanie jest swego rodzaju testem, góra chciała sprawdzić czy wykona rozkaz nawet jeśli wszystko w jej środku krzyczało aby to zatrzymać.
Evie skupiła cały swój umysł na wykonywanym przez nią badaniu, niestety zatyczki do uszu nie odcięły jej stuprocentowo ode tego, co działo się w sali to też gdy Echo ją zawołała kobieta musiała użyć całej swojej woli by nie wstać i tego wszystkiego nie przerwać, by nie ruszyć Echo na ratunek... To by jednak oznaczało że straci swoją posadę i wszystko to, do czego dążyła przez naprawdę długą część swojego życia, poświęcając je.
Pani Doktor wzięła głęboki wdech, po czym spokojnie wypuściła powietrze. Tylko Ty i monitor... Ty i monitor.. powtarzała sobie w myślach koncentrując się na swojej pracy, trzeba przyznać iż nawet jej się to udało, nie chciała aby strach dziewczyny poszedł na marne. Miała świadomość iż im szybciej się uwinie, tym szybciej będą mogli zakończyć tę szopkę.
Tymczasem mężczyźni kontynuowali, całą tę szopkę Evie jednak nie miała pojęcia jak bardzo przekroczyli to, co mieli zrobić. Gdyby tylko wiedziała że zaczęli ją dotykać z pewnością przerwałaby to wszystko, monitory jednak skutecznie oddzielały ją od tego całego zdarzenia. Blondyn wysunął rękę z dekolty dziewczyny po czym wymienił kilka zdań z brunetem ustalając coś w nieznanym jej języku. Brunet wziął do rąk strzykawkę po czym stanął, oparty o ścianę przyglądając się tej całej sytuacji. Widać było iż mieli ustalony cały plan działania, tak jakby przygotowywali się do tego przez dłuższy czas.
Blondyn wrócił do dziewczyny, śmiejąc się z tego jak próbuje się wyrwać, tak jakby wydawało się jej że ma jakieś szanse. Mężczyzna wrócił do jeżdżenia dłonią po jej ciele, od żeber, poprzez brzuch a gdy jego ręka była koło jej podbrzusza mężczyzna zatrzymał się na chwilę, chodząc po nim swoimi palcami.
Blondyn przyjrzał się uważnie twarzy kobiety, jak próbuje krzyczeć, wyrwać się... Jak na jej twarzy maluje się czyste, dzikie przerażenie i szczerze mówiąc bardzo to na niego działało. Mężczyzna zaczął zjeżdżać ręką coraz niżej, dotykając teraz jej ud, ba nawet ośmielił się wsunąć rękę między jej uda. Chwilę później podszedł tak, by być bliżej twarzy dziewczyny, i złapał ją mocno za szczękę zmuszając aby na niego patrzyła.
- I co nadal udajesz niewiniątko? - powiedział uśmiechając się złośliwie. Jego oczy kipiały nienawiścią. - Jesteś tylko brudną szlamą w rzece ludzkości, obrzydza mnie samo patrzenie na Ciebie.- mężczyzna przysunął swoją twarz do jej ucha, a dziewczyna mogła poczuć jego oddech na swojej szyi.- Czas odpłacić za swoje grzechy... - wymruczał jej do ucha, po czym cały czas trzymając jej twarz jedną ręką, drugą znów zaczął ją dotykać po ciele, tylko mocniej, tak jakby chciał zadać jej ból każdym swoim dotykiem.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-23, 14:30   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Czy kiedykolwiek czułeś, że nie pasujesz do układanki?
Byłeś zerem. Nic nie znaczyłeś. Pomiatano Tobą i nie traktowano jak człowieka. Wyszydzano Cię i wytykano palcami. Nie pasowałeś do schematów, które ktoś utworzył.
Ale żeby zejść jeszcze niżej?
Całe życie czułam, że jestem inna. Zawsze zwracano na mnie uwagę, uczono mnie uległości i nadstawiania drugiego policzka. Jednak w takich sytuacjach jak ta... Nie byłam w stanie. Tego losu nie mogłam zaakceptować, tym bardziej, gdy tak bardzo kojarzył mi się z tym, przed czym przed laty próbowałam uciec. Dlaczego więc i tym razem historia próbuje zatoczyć koło, przybliżając mnie do nieuniknionego?
Nie panowałam nad własnym oddechem. Był nieregularny, niemal świszczący, a mimo tego zaczynał już przypominać hiperwentylację. Razem z moim oddechem w parze szło moje serce, bijące od środka, próbujące się wyrwać tak samo jak każdy inny centymetr mojego ciała. Miałam wręcz wrażenie, że wszystko od środka zaczyna mnie boleć i robi mi się słabo. Bladłam w oczach, dalej próbując krzyczeć i się uwolnić. Wierzgałam pod linami i pasami, napinałam ciało wykręcając je niemal w już nienaturalne pozycje, jednak wciąż bezskutecznie. Moje paznokcie boleśnie wbijały się w moje własne dłonie, już otwierając niewielkie, acz bolesne i powoli krwawiące rany. Każdy mięsień drżał, nie wiedząc nawet, że to robi. Traciłam panowanie nad samą sobą w obliczu tak wielkiego strachu...
Próbowałam uciec przed tym dotykiem, który zdawał się palić moją skórę, plugawiąc moje ciało i duszę. Z całą pewnością - oni wiedzieli, jak sprowadzić Cię na dno, zakopać w mule i zostawić na zgnicie. Moja nienawiść rosła - i tylko nie wiedziałam, czy do samej siebie, czy jednak do tych ludzi...
A przecież nie tylko moje ciało cierpiało. Tłumione wrzaski i szloch spod knebla niosły za sobą tak wiele - błagania o pomoc, o zaprzestanie, próśb o odpowiedzi. Dlaczego? Dlaczego? Czemu..? Nikt jednak nie zamierzał mnie posłuchać. Nikt nie zamierzał mi odpowiedzieć. Byłam tylko marnym szczurem, którego można poświęcić w imię wyższego dobra, w imię dobrych wyników badań. O etyce badawczej zapomniano tu już dawno - w dniu, gdy na nowo zdefiniowano słowo "człowiek". Znaczyliśmy mniej niż zwierzęta, na których testowano kosmetyki. Znaczyliśmy mniej, niż śnieżnobiałe kitle, codziennie dostarczane do szatni badaczy. A czasem miało się wręcz wrażenie, że znaczyliśmy mniej, niż te tanie lateksowe rękawiczki, które przecież po każdym użyciu lądowały w koszu...
Złe wspomnienia zaczęły się zlewać w jedno, tworząc przed moimi oczami wizję, która tak bardzo mnie przerażała. Zaczynałam dławić się własnym płaczem, nie mogąc złapać oddechu. Tak bardzo chciałam teraz zdechnąć, dać odpocząć tej zmęczonej ludzkim życiem skorupie, by choć na chwilę doznać ukojenia. Tylko na chwilę, bo przecież... Przecież wiedziałam, że moja dusza już dawno była potępiona.
Niemoc mnie przytłaczała i zaczynała odbierać świadomość. Jakby mój umysł sam chciał się wyprzeć tego, co tu się działo. Wtem jednak, silny uścisk dłoni mężczyzny na mojej twarzy przywrócił mnie do tej paskudnej rzeczywistości. Patrzyłam więc, przez zaszklone oczy na twarz agresora, nie potrafiąc w niej już nikogo rozpoznać. Mój obraz był tak zamazany przez te litry łez, które już zdążyłam tu wylać... Co jednak było najgorsze, ogarnęło mnie tak paraliżujące przerażenie... Nie mogłam już krzyknąć, nie mogłam się wyrwać, nie mogłam odwrócić wzroku. Każde jego słowo docierało do mnie, tak realne, a jednocześnie odległe...
Grzechy...
Byłaś grzesznicą.
Chyba właśnie to był ten moment, który mnie rozbił całkowicie. Wskaźniki na sprzęcie musiały zacząć w tej chwili świrować, pokazując wręcz nierealne wyniki, gdy ja, tak sparaliżowana, pod naciskiem dłoni tego nieznajomego i przytłoczona jego słowami, straciłam po raz kolejny panowanie nad swoją mocą. Co jednak było tu znaczące - w przeciwieństwie do mojego ostatniego epizodu z brakiem kontroli, ukazałam teraz cały potencjał swojej mocy. Wrzask, który wydobył się z moich ust nie tylko rozerwał skórzany knebel, odrzucając blondyna na ścianę kilka metrów za nim, nie tylko mógł spowodować nieprzyjemny ból w uszach u pozostałych tu zebranych, lecz również potłukł wszelkie szklane elementy znajdujące się na jego drodze.
To był jeden krótki krzyk, który i mnie dał w kość. Organizm nieprzyzwyczajony do takiego poziomu mocy nie był na niego obojętny - moje wargi w ciągu ułamku sekundy boleśnie popękały, a z moich dziąseł zaczęła powoli sączyć się krew. Gardło i struny głosowe dawały o sobie znać, nieprzyjemnym bólem i drapaniem, niemal uniemożliwiającym mówienie. Głowa stała się lekka, umysł powoli odpływał, a ciśnienie mojej krwi gwałtownie spadło, doprowadzając mnie niemal do utraty świadomości. Ciało stało się rozluźnione, nie reagując już na ucisk żadnej z lin. Byłam po prostu wykończona. Osłabiona. Niezdatna do niczego.
W tej chwili wszystko przestało mieć znaczenie. I już tylko łzy bezwiednie spływały po moich policzkach, mocząc żałośnie brzeg leżanki, gdy wewnętrznie czułam już tylko brud i pustkę...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-23, 16:24   

Wszystko byłoby szło tak, jak było to zaplanowane gdyby w pewnym momencie parametry na jednym z monitorów nie zaczęły szaleć. Kobieta nie miała pojęcia co się dzieje, przynajmniej przez pierwszą chwilę. W jej głowie pojawiła się myśl że może jej teoria jest zła, albo sprzęt okazał się awaryjny, niestety to nie było to. Kolejne chwile minęły dla młodej doktor naprawdę bardzo szybko. Najpierw kobieta usłyszała przeraźliwy wrzask, wytłumiony trochę przez zatyczki w jej uszach. Następnie był łoskot, jakby coś uderzyło o ścianę, krzyk jednego z mężczyzn, dźwięk pękającego szkła i ból.
Evie wiedziała że musi reagować szybko, mężczyźni wydali się być ogłuszeni mocą Echo to też jedyna nadzieja pozostała w niej. Kobieta zsunęła się pod biurko, na podłogę pełną szkła, raniąc sobie przy tym kolana. Nie słyszała już wrzasku, mężczyźni jednak nadal zdawali się być ogłuszeni. Wyciągnęła z szafki dwie fiolki oraz strzykawki, każdą napełniając innym płynem po czym ostrożnie wstała. Sala wyglądała trochę strasznie, jasnowłosy mężczyzna leżał pod ścianą, brunet siedział skulony przy drzwiach, a z jego uszu leciała krew. Cała podłoga w sali pokryta była kawałeczkami szkła. Doktor ostrożnie podeszła do Echo przyglądając się jej. Związana z popękanymi wargami i krwią wypływającą z jej ust wyglądała jak zapłakane siedem nieszczęść. Kobieta westchnęła ciężko po czym, korzystając że dziewczyna nadal była związana, zrobiła jej zastrzyk najpierw z mutazyny, gwarantując sobie możliwość bezpiecznego udzielenia jej pomocy po czym wstrzyknęła jej w żyły środki uspokajające. Evie ignorowała na razie dwóch mężczyzn, Echo była o wiele ważniejsza w tym momencie gdyż kolejny taki wybuch jej umiejętności mógłby zakończyć się dla nich śmiertelnie. Kobieta rozwiązała blondynkę na leżance, najpierw uwalniając jej nogi, później ręce by w końcu uwolnić jej głowę. Kobieta odsunęła urządzenia i zdjęła elektrody z jej głowy.
- Echo, słyszysz mnie? Proszę leż spokojnie, zaraz się Tobą zajmę dobrze?- kobieta odezwała się do niej spokojnym, uspokajającym głosem mając nadzieję iż nie przestraszy dziewczyny, po czym sprawdziła co jest z dwójką mężczyzn. Kobieta pomogła im wyjść z sali, po czym kazała się udać do innego lekarza po pomoc, zapowiadając iż z pewnością się rozmówią w tej kwestii.
Dopiero teraz Evie zauważyła szkło w swoich rękach jednak zignorowała je, chcąc najpierw zająć się jej pacjentką. Kobieta przysunęła do leżanki krzesło, jak i szafeczkę z podstawowymi przyborami medycznymi.
- Teraz cię oparzę Echo dobrze? Nie ruszał przez chwilę głową.. - kobieta cały czas przemawiała do niej spokojnie po czym przyjrzała się uważnie jej twarzy, ech dziewczyna była taka młoda a już musiała przejść tak potworną rzecz! Evie wyciągnęła z jej czoła kilka kawałków szkła, które wbiło się w twarz dziewczyny starając się robić to jak najdelikatniej.
- Teraz może cię zapiec, ale nie martw się to nic poważnego tylko dezynfekcja - jej głos cały czas był uspokajający, kobieta oczyściła jej ranki na czole po czym, czystymi wacikami starła łzy z jej policzków oraz krew z twarzy, mając nadzieję iż leki za chwilę zaczną działać, że dziewczyna przestanie płakać i będą mogły porozmawiać na osobności. No ale najpierw musiała zająć się jej ranami.
- Muszę sprawdzić w jakim stanie są twoje dziąsła, czy możesz otworzyć usta? - poprosiła ją, nie chcąc jej do niczego zmuszać.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-23, 17:40   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Cała rzeczywistość wokół mnie zdawała się rozmywać. Czas przestał mieć znaczenie, tak samo jak ból i cierpienie. Liny i pasy, które do tej pory tak ciasno trzymały mnie na leżance z pewnością zostawiły otarcia i siniaki, kawałki szkła - zadrapania i skaleczenia, jednak to, co bolało najbardziej - było niewidoczne.
Widząc panią doktor, która ostrożnie próbuje się do mnie przemknąć przez salę, raniąc sobie dłonie i kolana, wzdrygnęłam się. Nie miałam jednak sił, by znów próbować się uwolnić a i moc zdawała się nie działać na moją korzyść. W uszach pojawiło się to bolesne piszczenie, migrena również uderzyła mnie nagle. Tylko łzy wciąż niekontrolowanie spływały po moich policzkach, wyduszając ze mnie cichy, choć też bolesny dla mojego gardła szloch. W pewnym momencie, wręcz plunęłam krwią na leżankę, nie mogąc dalej odwrócić głowy, gdy dopadł mnie kaszel spowodowany tym nieprzyjemnym drapaniem w okolicy krtani... Te dwa wkłucia wręcz zniknęły gdzieś wśród innych bodźców bólowych, których właśnie doświadczałam. Zdawałam się ignorować fakt, że moje kończyny w końcu są wolne. Że mogę nimi swobodnie ruszyć. Po prostu leżałam, jak mała, pusta laleczka, próbując się w końcu wybudzić z koszmaru. Zareagowałam dopiero słysząc swoje imię, spoglądając pustym wzrokiem na kobietę. Moje oczy, choć zaszklone, nie wyrażały żadnych emocji, tylko wpatrywały się w twarz badaczki.
Mogła teraz mówić co tylko chciała. Ja jednak wiedziałam, że nie mogę tu ufać nikomu. Każdy, absolutnie każdy, kto chociaż raz wykaże wobec Ciebie choć odrobiną ciepła, w końcu Cię zdradzi, narażając Cię na ból i cierpienie. Teraz zgrywała dobrą cioteczkę? Może jeszcze za chwilę wciśnie do mojej kieszeni zapas środków przeciwbólowych? A wszystko po to, by wzbudzić w nas złudne poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa, którego nigdy nie zaznamy będąc szczurami laboratoryjnymi...
Heh. Zabawne. Nie ruszaj się. Jakbym mogła, gdy całe ciało miałam wykończone? Gdy ani jeden mięsień nie chciał ze mną współpracować? Gdy klatka piersiowa mnie bolała i nawet wzięcie głębszego wdechu wydawało się niemożliwe? Gdy czułam się osłabiona i nawet na leżąco już prawie odpływałam na drugą stronę?
Moja wola przetrwania była jednak silniejsza, niż wszystko złe co mnie spotkało. Nie spuszczałam wzroku ani z Evie, ani z dwójki agresorów. Z jednej strony dobrze czułam się ze świadomością, że byłam w stanie ich od siebie odsunąć. Z drugiej... Nie chciałam taka być. Czy szatan coraz głośniej przeze mnie przemawiał? Czy zsyłał na mnie swoje siły, bym czyniła zło?
Czy naprawdę ja byłam złem?
Gdy Russel ponownie się do mnie zbliżyła, próbowałam jej zaprzeczyć. Z moich ust nie dało jednak rady wyjść ani jedno słowo. Zamiast tego ponownie tylko kaszlnęłam krwią. Leżałam więc, marszcząc brwi za każdym razem, gdy kolejna drobinka szkła opuszczała moją skórę. Ja już nie chciałam od nich pomocy. Nie chciałam, by znowu mnie dotykano. I nawet mimo tego, że przecież byłam wyciśnięta z wszelkich sił, moje ciało dalej się spinało na każdy dotyk. Kobieta jednak mogła odnieść wrażenie, że to reakcja na ból, co przecież w normalnych warunkach byłoby całkowicie naturalne...
Co było jednak w tym wszystkim najgorsze?
Pierwszy raz od dawna miałam dylemat. W ostatnich miesiącach nie traktowano mnie tak źle. Wręcz... Powiedziałabym, że było dobrze, odkąd im ulegałam. Odkąd wykonywałam każdy rozkaz. Dlaczego więc, teraz, po takim czasie... Znowu mnie to spotykało? Minął już miesiąc, odkąd nadużyłam swoich przywilei. Czy właśnie na tym polegała tutaj kara? Byś odczuł ją jeszcze bardziej, stosowali ją dopiero, gdy zaczynałeś czuć się bezpiecznie?
Nie wiedziałam. Miałam jednak opory, by spełnić tę prośbę. Jednak... Co jeśli... Co jeśli spotka mnie kolejna kara za niesubordynację, jeśli tego nie zrobię?
Potrzebowałam kilka dłuższych chwil, nim otworzyłam usta. Brunetka mogła w tym czasie zauważyć, jak walczę sama ze sobą - ze swoim bólem, z wątpliwościami, z łzami, które mimo, że w teorii przestały lecieć, wciąż zaślepiały mój widok.
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-24, 23:36   

Kobieta widziała pustkę w oczach Echo, zaskoczyło ją to gdyż sądziła że zobaczy w nich niechęć, gniew bądź nawet nienawiść. Czuła że postąpiła źle, nie miała jednak wyboru. Gdyby odmówiła straciłaby i pracę i dach nad głową, nawet jeśli przyjaźniła się z ważniejszą osobą w tej instytucji. Była jednak niemal pewna że dziewczyna tego nie zrozumie, przynajmniej nie teraz. W końcu to ona robiła to badanie i pewnie to ją, dziewczyna miała za winną i pomysłodawczynię tego projektu.
Evie domyślała się że dziewczyna nie chce być dotykana, w końcu gdyby ona sama przeszłą co takiego to również nie chciałaby, aby ktokolwiek ją dotykał. Była jednak lekarzem i nie mogła wypuścić jej z powbijanym szkłem z powrotem na blok, w końcu mogłoby jej się stać,co gorsza mogłaby wyjąć to szkło sama i coś sobie zrobić, a na to nie mogła pozwolić.
Kobieta spokojnie czekała aż dziewczyna podejmie decyzję, widziała jak walczy z sobą i naprawdę zabolało to Panią doktor. Nie sądziła ze kiedykolwiek zobaczy coś takiego w oczach swojego pacjenta, miała wrażenie że zawiodła na całej linii.
- Dziękuję- powiedziała do dziewczyny po czym wytarła jej usta z krwii, specjalnym wacikiem, takim jak nie raz używali dentyści, po czym uważnie przyjrzała się dziąsłom Echo jak i gardłu, na szczęście tylko naczynka nie wytrzymały używania jej mocy, nic gorszego się nie działo. Kobieta dała jej znak iż może zamknąć usta.
- Muszę sprawdzić czy nie masz szkła w brzuchu bądź nogach, pozwolisz mi?- Kobieta spytała ot tak, by Echo poczuła się trochę pewniej, tak jakby miała jakąkolwiek kontrolę nad sytuacją, by mogła poczuć się może trochę bezpieczniej. Kobieta nie wykonała żadnego ruchu dopóki dziewczyna się nie zgodziła, a gdy już uzyskała pozwolenie podwinęła delikatnie bluzkę dziewczyny. Uważnie przyjrzała się jej brzuchowi i bokom po czym wyciągnęła dwa, maleńkie kawałeczki szkła które znalazła. Następnie sprawdziła czy nogi dziewczyny nie oberwały.
Gdy było już po wszystkim sprawdziła jeszcze puls dziewczyny.
- Przepiszę ci leki przeciwbólowe, maść na rozcięcia i coś na gardło. Leki będzie ci ktoś przynosić raz dziennie razem z maścią i syropem. Oszczędzaj gardło i jakby coś się działo powiadom któregoś ze strażników. - powiedziała spokojnie, po czym dla pewności zmierzyła jej jeszcze temperaturę termometrem bezdotykowym. - Potrzebujesz odpocząć? Kiwnij tylko głową, możesz leżeć jak długo potrzebujesz...- odpowiedziała po czym usiadła przy jednym ze stolików, zajmując się teraz swoimi rękami. Całe badanie prowadziła z kilkunastoma kawałkami szkła z monitora zatopionymi w jej skórze.
- To nie był mój pomysł.-powiedziała cicho, wiedząc iż pewnie Echo to nie obchodzi.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-26, 15:55   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie byłam bohaterem.
Nie byłam silna.
Przerażało mnie to, że tak mało znaczę, że nie potrafię zawalczyć o swoje. Jakakolwiek niechęć czy złość niknęła gdzieś w środku mnie, przyćmiona tą pustką i rezygnacją. Poddawałam się z każdą chwilą, gdy pękałam na coraz mniejsze kawałeczki. Przecież wiedziałam, że szczególnie tutaj powinnam chodzić z podniesioną głową, by nie stać się jeszcze większą ofiarą. Uchylać miałam się tylko pod osobami postawionymi wyżej ode mnie. Ale nigdy... Nigdy nie miałam tak skończyć.
Nie wiem, czy potrafiłabym na to spojrzeć inaczej, gdybym wiedziała, jakie były alternatywy. Nie wiem, czy wpłynęłoby to na właśnie utracone zaufanie wobec pani doktor. Nie wiem, czy moje emocje wyglądałyby inaczej w obliczu odebrania godności drugiej osobie, za cenę utrzymania stanowiska...
Wszyscy jesteśmy egoistami. Ja także. Nie pozostawało mi zatem nic, poza cichą akceptacją losu, który mnie spotkał, byle tylko nie narazić się na jeszcze większe problemy i kary...
Wbrew temu, co chciała osiągnąć kobieta, ja wcale nie czułam, że mam na cokolwiek wpływ. Jej kolejne prośby traktowałam już raczej jako kolejne wydane rozkazy, starając się znowu nie zawieszać w swoich decyzjach. Bycie uległą wychodziło mi najlepiej i przynosiło najmniej złego. Może to była też zasługa tych leków uspokajających, przez które w końcu zaczęłam normalnie oddychać? Przez które mogłam zacząć jakkolwiek logicznie myśleć, nie kierowana emocjami?
Kiwnęłam więc głową, na znak zgody, bo w gardle mimo wszystko wciąż czułam nieprzyjemne drapanie. I leżałam, czekając i spinając mięśnie przy każdym nowym dotyku.
W sumie zabawne, że nie czujesz bólu własnego ciała, gdy Twój umysł krzyczy z rozpaczy. Zapewne, gdy pani Russel wypuściła mnie na blok w tym stanie, zorientowałabym się dopiero wieczorem, gdy wszystkie emocje by ze mnie zeszły.
Zapewne w tej chwili mogłam się wydać niemal idealnym pacjentem - bez rozszczeń, współpracującym, siedzącym cicho i dającym sobie zrobić wszystko, co konieczne. Nie zadając zbędnych pytań, nie będąc nazbyt wścibskim wobec celu tych pomiarów. Przez te chwile, gdy Evie zajmowała się wyciąganiem kolejnych drobinek szkła z mojej skóry i badaniem norm, byłam w stanie powrócić do względnie dobrego samopoczucia - no, przynajmniej fizycznie...
- Nie... Trzeba. - Mruknęłam, mocno zachrapniętym i zdartym głosem, przez co zapewne byłam ledwo słyszalna. W tej samej chwili, jeszcze zanim brunetka skończyła swój wywód, próbowałam wstać do pozycji siedzącej, dopiero teraz odczuwając, jak moje ręce i nogi drżą. Nie chciałam jednak sprawiać dodatkowych problemów, więc pozwoliłam sobie na pozostanie w tej pozycji, biorąc głębszy oddech i znowu odkaszlując. Co jednak mogło wydać się niepokojące - mój niemal pusty wzrok wciąż nie schodził z pani doktor.
- Yhym. - burknęłam po chwili w odpowiedzi na jej próbę wybielenia siebie. Bo jak inaczej mogłam to potraktować? Oczywiście, oni wszyscy byli zawsze niewinni. A jednak byli ponad nami i to oni nam to robili. Oczami wyobraźni widziałam krew na jej rękach i dziwną satysfakcję, gdy kolejny raz doprowadza do stworzenia kundla idealnego. Wzdrygnęłam się na tę myśl, próbując włożyć ręce do kieszeni, których przecież nie miałam, przez co ostatecznie skończyłam szorując dłońmi po własnych udach w dość nerwowy sposób, jednocześnie znacząco się garbiąc. Nie chciałam zostać kundlem... Nie chciałam... Nie kundlem...
- Prze-przepraszam. Za problem. - Wydusiłam z siebie, tak bardzo walcząc, by mój i tak zdarty głos się nie łamał. Musiałam utrzymywać tę grę. Musiałam być posłuszna, by nie odebrali mi resztek mnie. By nie odebrali mi resztek mojej woli. By pozostać... sobą...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Evie Russell



I felt free, once I realized i was never going to fit the narrow mold that society wanted me to fit in.

brak

pracownik działu medycznego





name:

Evie Russell

age:
29

height / weight:
175/78

Wysłany: 2018-07-27, 00:17   

Evie nie powinna wyciągać tego całe szkła na jej oczach, ba nie było to zbyt wskazane nie miała jednak wyjścia. Nie mogła zostawić jej samej, przynajmniej jeszcze przez chwilę, dopóki leki nie zaczną w pełni działać. Bała się że może jej się coś stać gdy tylko opuści pomieszczenie, dlatego też wolała mieć ją na oku. Dość sprawnie wyjęła całe szkło ze swojej ręki, i zdezynfekowała swoje rany. Słysząc zwykłe "yhm" wiedziała że jest już na straconej pozycji, że dziewczyna nie wybaczy jej tego, co się tutaj stało i na co kobieta, niestety wcale nie miała wpływu.
Australijka coraz bardziej czuła się winna całego zajścia, w końcu mogła odmówić, porzucić marzenia i pracę, znaleźć coś innego, może w jakimś szpitalu.. Z drugiej strony bała się, jak skończyła by Echo gdyby ktoś inny, ktoś kto nie jest za delikatny prowadziłby to badanie, w końcu nie jeden z kolegów pozwoliłby mężczyzną naprawdę ją zgwałcić bądź nawet i zabić. Kobieta westchnęła ciężko do swoich myśli, cóż nie mogła się teraz rozkleić. Gdyby jej przełożony to zauważył z pewnością przydzieliłby jej nawet gorsze badania tylko po to by ją złamać, by zmusić ją aby zmieniła podejście do pacjentów bądź zrezygnowała z pracy w departamencie. A na to nie mogła pozwolić, Ev poświęciła tej pracy niemal całe swoje życia i nie miała zamiaru się poddać. Mniejsze zło.
Kobieta wyjęła z komputera dysk, na którym zapisane były wyniki tego badania, chciała jak najszybciej je opracować i zapomnieć o całej tej sytuacji, otworzyć butelkę wina, przetrwać atak paniki i powoli wrócić do normalności by jutro znów stawić się w laboratorium z samego rana... Dysk powędrował do jej kieszeni a kobieta podeszła do Echo i posłała jej bardzo smutny uśmiech.
- Nic się nie stało.- odpowiedziała tylko. Nie wiedziała czy powinna jej wytłumaczyć zaistniałą sytuację, błagać o wybaczenie czy po prostu odejść akceptując to wszystko. Wiedziała że nie ma szans wytłumaczyć jej na czym to polega i jak mało było jej winy w tym wszystkim.
- Mam nadzieję że kiedyś zrozumiesz że nie miałam wyboru i mi wybaczysz. Ktoś zaraz odwiezie cię do izolatki, pozostaniesz pod obserwacją..- powiedziała tylko po czym wyszła z sali.
Za drzwiami od razu zleciła przewiezienie obiektu do izolatki jak i zapędzenie stażystów do pracy, by ogarnęli tę przeklętą salę zabiegową. Po chwili również Echo wyjechała z sali na wózku.

[z/t x2]
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-02-19, 00:29   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


//5 stycznia, ranek.

Ostatnie dwie noce nie były dla mnie łaskawe. Bałam się zmrużyć oczy, wiedząc, że gdzieś na wolności przebywa Obiekt 36. Był niebezpieczny, a co gorsza - mógł żywić do nas czystą nienawiść za wszystko, co go w życiu spotkało. Miałam wrażenie, że odkąd Dolores mnie o tym poinformowała, spoglądałam za swoje ramię znacznie częściej, niż powinnam. No i... Ugh, sama blondynka przyprawiała mnie o ból głowy. Sam fakt, że oczekiwała ode mnie niemożliwego, przez własne wybujałe wizje był nie do zniesienia.
W pracy nie mogłam po sobie dawać jednak poznać, że coś jest nie tak. Musiałam zachować profesjonalizm, a na usta przywołać ten uśmiech, z którego wszyscy mnie tak dobrze znali. A gdy chciałam sobie zaparzyć kawy, by móc przetrwać początek swojego dnia przy papierkowej robocie, dostrzegłam nieznaczną zmianę w swoim grafiku - miałam zaplanowany zabieg, na sam ranek. Westchnęłam w głębi duszy, sama do siebie, biorąc na szybko dwa łyki kofeinowego trunku, nim swoje kroki skierowałam ku sali zabiegowej, w celu przygotowania całego sprzętu. Zaglądając w pozostawioną kartę pacjenta, nie byłam jednak w stanie dopasować imienia do żadnej mijanej twarzy. Może to i lepiej? Zdecydowanie łatwiej cięło się obcych, niż własnych bliskich...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-02-19, 00:44   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tej nocy również nie mógł zasnąć Brian. Myśl o tym co go czeka dnia następnego i jak teraz będzie wyglądało jego odpokutowanie kary, nie uśmiechało za bardzo. Tym samym nie mógł przestać myśleć o Samancie i dziecku jakie jej zrobił. Nie miał nawet możliwości i otrzymanej zgody by z nią porozmawiać. Byłoby dla niego wygodniej, gdyby mógł pierw z nią się spotkać a potem udać na ten zabieg. Oni jednak uważali inaczej.
Jak każdego ranka, wstał tradycyjnie wcześniej, odbył poranne ćwiczenia, ogarnął, był już po śniadaniu. Kiedy reszta udała się do pracy na swoje stanowiska, on musiał załatwić końcowe sprawy, omawiane dnia poprzedniego z szefem. A raczej mu narzucone. Zdegradowanie do niższej hierarchii strażniczej, co wiązało się ze zmianą oznaczeń na mundurze. Musiały iść częściowo do poprawki. Nie czuł się dobrze z tą myślą, zastanawiając, czy dobrze zrobił, podpisując dokument.
Tak czy siak, zjawił się na korytarzu w laboratorium. Miał kierować się do sali zabiegowej. Stanął przed tymi drzwiami, wahając się Mógł zawrócić. Ale wtedy szef znów nie będzie zadowolony a on nie zobaczy tej którą kocha i przez którą ma teraz problemy.
Westchnął. Zapukał i czekał na pozwolenie. A kiedy je otrzymał, nacisnął klamkę i wszedł do środka.
- Dzień dobry... Ja, w sprawie zabiegu...
Nie bardzo wiedział jak obrać to w słowa. Choć nie ukrywał po sobie tego, że nie chciał tutaj być w takiej sprawie. Przymus z góry. Wzrokiem odszukał lekarkę przebywającą w tym pomieszczeniu. A kiedy jego oczy ją odnalazły, stwierdził że kojarzył jej twarz. Mijał ją nie raz przemierzając tutejsze korytarze. A odkąd jest po operacji, będzie tu znacznie częściej na badaniach i dializach.
Brian na sobie miał obuwie wojskowe, spodnie mundurowe szwadronu, podkoszulek i bluzę zapiętą prawie pod szyję.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7