Poprzedni temat «» Następny temat
Cela #2
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-07-15, 18:24   Cela #2


[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-07-15, 19:51   

10 kwietnia

Nikt nie powiedział Bradleyowi jak długo przebywa w więzieniu Genetically Clean. Mógł jedynie policzyć ilość posiłków, które dostawał od momentu przybycia do siedziby głównej wcześniej wspomnianej organizacji. Jak widać nikt nie chciał go tutaj zagłodzić, chociaż jakoś posiłków, którą serwowano mu podczas jego pobytu. Odwiedzano go tylko raz dziennie, tylko po to żeby zaserwować mu odpowiednią dawkę mutazyny. Nikt z nim nie rozmawiał. Nikt nie informował go o niczym. Nie miał szansy więc dowiedzieć się o tym co stało się w Bractwie. Wielkość celi, w której przebywał pozostawała wiele do życzenia, jej wielkość z pewnością nie była konstytucyjna, ale jak Grey mógł już zauważyć jeśli chodzi o mutantów nikt nie przejmował się prawami człowieka. Brad mógł słyszeć jedynie przepełnione bólem i przerażeniem krzykiem, przedzierające się przez grube ściany ciemnej celi, w której się znajdował. Dzisiejszego dnia nie otrzymał trzydziestego szóstego posiłku. Zamiast tego przyszło do niego kilku rosłych mężczyzn. Wyglądali na wojskowych. Ponownie zaaplikowano mu mutazynę i zaciągnięto go do pomieszczenia, w którym nie znajdowało się tylko jedno krzesło, pobudzając go do życia elektryczną pałką Nie pozwalali mu spać. Dopiero po upłynięciu dwóch dni do pomieszczenia coś się zmieniło.
[Profil]
 
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-15, 22:26   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Billy nie przepadał za tą częścią roboty. Jeśli miał jakikolwiek wybór, wolał pracować w terenie. Niestety, ale nie zawsze miał możliwość wyboru. Niestety podczas napadu na Bractwo nie udało im się wyłapać wszystkich mutantów, więc obecnie ich priorytetem było odnalezienie niedobitków. Co prawda wielkim sukcesem było złapanie Colleen Marie, ale ta obecnie znajdowała się w ośrodku DOGS. Rada nadzorcza liczyła, że tym razem to GC zatriumfuje. Szczerze? Billy nie za bardzo był zainteresowany pracą dla organizacji, zdając sobie sprawę z ich problemów finansowych. Mimo wszystko musiał to wszystko zaplanować, ułożyć jakiś sensowny plan i za ten czas miał zamiar wciąż wykonywać swoją pracę. Nawet tą najbardziej niewdzięczną jaką było przesłuchiwanie mutantów.
Widocznie postanowiono trochę zagrać na cierpliwości pana Greya, skoro nikt nie rozmawiał z nim przeszło przez miesiąc. GC lubiło stosować przeróżne gierki psychologiczne, żeby złamać swoich więźniów. Dobrze. Billy był cierpliwym człowiekiem, ale wolał żeby więzień był odpowiednio przygotowany do rozmowy z nim, dlatego zarządził odpowiednie zajęcie się mężczyzną już na dwa dni wcześniej.
Po wejściu do pomieszczenia, zażądał by go skuto rękami do tyłu. Niby wciąż był na mutazynie, ale mógł stawiać niepotrzebny opór. Jeden z żołnierzy przyniósł też jedno krzesło dla Billy’ego. Billy obrócił krzesło tak, że mógł usiąść na nim okrakiem, opierając łokcie o jego tylnie oparcie. Wyciągnął rękę w stronę jednego z mężczyzn będących w pomieszczeniu, a ten podał mu brązową teczkę, do której Billy zajrzał. - Bradley Grey.... Urodzony z Seattle.... 26 lat... Oh.. Przegapiliśmy twoje urodziny, Braddy. - mruknął, wciąż przeglądając akta. - Przynoszę Ci bardzo złe nowiny, Brady. Dokładnie miesiąc temu. 10 marca. Organizacja terrorystyczna nazywająca sama siebie Bractwem została spacyfikowana pod dowództwem prawdopodobnie znanej ci rządowej organizacji i przy drobnej pomocy Genetically Clean. - powiedział Billy miękkim, gładkim i aż do bólu uprzejmym głosem, wpatrując się prosto w oczy mutanta. - Obawiamy się jednak, że nie udało nam się schwytać wszystkich mutantów. Co prawda panna Marie jest z nami, ale nie lubimy zostawiać niedokończonych spraw. Wiemy, że musieliście planować przeniesienie Bractwa. Liczę, że nam z tym pomożesz, Braddy. Z chęcią przyjmiemy twoją pomoc, wtedy być może i my pomożemy ci.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-07-20, 10:23   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedział ile czasu tu spędził. Wydawało się jakby lata. Co prawda nie było aż tak źle jak ostatnim razem, gdy został schwytany. Tam od razu został wzięty na przepytki i tortury. Chociaż może i by wolał taki rozwój akcji niż siedzenie w niepewności w swojej celi. Każde kroki były dla niego stresem, chociaż z czasem zaczął się niecierpliwić. Nic z nim nie robili! To po co go schwytali? Mogli go od razu zabić albo od razu przepytać i zabić, bo nie przypuszczał, żeby chcieli go wypuścić. Takie rzeczy się nie zdarzały.
Wątpił też w jakąś siłę sprawczą Bractwa. Było nieźle osłabione, a poza tym podzielone między sobą. Ostatecznie wiedział, że nikt po niego nie przyjdzie i jest zdany na siebie. Gdyby tylko mógł użyć tu swoich mocy, już dawno by go nie było. Teleportowałby się w bezpieczne miejsce i tyle by było z ich więzienia.
W końcu coś się zaczęło dziać. Było to chyba lepsze niż to oczekiwanie w napięciu, więc mężczyzna poczuł ulgę, że w końcu ktoś do niego przyjdzie.
Gdy do środka wszedł mężczyzna, Brad wiedział już, że się nie dogadają. Ale wiedział też, że nie będzie próbował jedynie po dobroci wyciągnąć z niego informacje. Nie stawiał żadnego oporu, bo było to bezcelowe. Nawet gdyby jakimś cudem obezwładnił strażników i Pana Ważnego, to sam nie wydostanie się z tak strzeżonego miejsca. Nie było sensu próbować i skracać sobie życie.
Kiedy już skuty z rękami do tyłu siedział na przeciwko oprawcy, zaczął go dokładnie obserwować. Czytał jego dane z kartoteki, w której właściwie nie było nic nadzwyczajnego.
- Tylko tyle na mnie macie? Myślałem, że przyjdziesz przygotowany - powiedział kpiąco. Miał dość tego miejsca, ale nie stracił ducha walki. Wzruszył lekko ramionami na wzmiankę o urodzinach. Spędzone w niewoli raczej nie zaliczają się do udanych. Nie obchodził.
Wiedział, że nie jest to jakiś podrzędny żołnierz GC. Ktoś postawiony wyżej, ale nie mógł przewidzieć kto. Słuchał tego co mu mówił i nie wiedział co myśleć. Kłamie, żeby go złamać? Czy mówi prawdę? Swoją drogą szlag go trafiał za każde "Braddy" jakiego mężczyzna użył, ale nie dawał tego po sobie poznać, żeby nie dać mu satysfakcji.
- Terrorystyczna? Może darujemy sobie te polityczne kłamstwa. Nie można być terrorystą, jeśli jedyne co się robi to broni przed ludźmi, którzy chcą nas wykończyć. Jeśli już chcesz kogoś nazywać terrorystami to spójrz w lustro - odpowiedział, bo to naprawdę rażące w jaki sposób do tego podchodzili. Traktowali ich gorzej od zwierząt podczas gdy mutanci chcieli tak naprawdę być tylko akceptowani.
- Właściwie z kim dokładnie rozmawiam? Chyba powinienem wiedzieć, skoro oczekujesz ode mnie jakichkolwiek informacji - zwłaszcza, że to nie fair, skoro Billy miał o nim większość publicznych danych.
- Panna Marie - powtórzył i poczuł jak serce spada mu do żołądka. Jego przyjaciółka była w tarapatach. Co miał robić? Współpracować, żeby zyskać na czasie i jakoś ją odbić? - Jest z nami, czyli tutaj? Czy DOGS ją przejęło do swoich podejrzanych badań?
Nie wiedział co miał robić. Bez swoich mocy był bezradny. Jeżeli miał stąd wyjść żywy musiał coś zrobić. Nie będą go trzymać przy życiu, jeśli będzie bezużyteczny.
- Pomożecie mi? W jaki sposób? - zapytał, chcąc znać szczegóły tego paktu z diabłem.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-07-24, 00:14   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Bradley słusznie wątpił w siłę sprawczą Bractwa, bo takowego już nie było, a przynajmniej nie w takim kształcie jak kiedyś. Może gdyby jeszcze funkcjonowało tak jak było to za czasów jego założycielki, wtedy być może mógłby żywić jakieś nadzieje, że ktokolwiek po niego przyjdzie, ale obecnie Bractwo miało własne problemy do rozwiązania i niestety jednym z nich nie było ratowanie swoich członków. Tak też Bradley był skazany na siebie, ale na jego szczęście od czasu wydarzeń z marszu pokojowym GC także się zmieniło i to nie w taki sposób w jaki wielu by się podobało.
- Jak widać nie jesteś kimś wystarczająco ważnym, aby posiadać grubszą teczkę. - odparł mu, uśmiechając się nieco prześmiewczo. - Prawdę mówiąc z tego co wiem dałeś się nabić w butelkę i proszę bardzo o to jesteś. Wierz mi. Wiem o tobie tyle ile potrzebuje wiedzieć.
- Widzę, że udziela ci się poprawność polityczna. Jeśli chcesz możesz się nazywać bojownikiem o wolność, zbawicielem czy pieprzoną Joanną D'arc. Osobiście mam to w dupie. Aczkolwiek dobrze, że zauważyłeś kto tu jest tym złym. - popukał palcami w krzesło. I owszem. Miał to w dupie, bo jako jeden z niewielu agentów GC faktycznie miał gdzieś czy siedzi przed nim mutant, człowiek czy wróżka zębuszka. Dla Billy’ego to była tylko dobrze płatna praca, którą bardzo starannie wykonywał, więc owszem, to on był tutaj tym złym i nie musiał się z tym kryć, bo ostatecznie… Co mógł zrobić Grey? Pójść do sądu? Złożyć na niego skargę? Dobrobyt mutantów obchodził już mało kogo.
Nie odpowiedział na jego pytanie dotyczące jego imienia. Uśmiechnął się tylko szerzej. - Panna Marie znajduje się obecnie w jednej z placówek, którą nazwaliśmy Gównociętoobchodzi. Ale zapewniam cię, że warunki tam panujące są podobne do tych tutaj. - mruknął, wysuwając z teczki zdjęcie kobiety, które zrobiono w pierwszych dniach jej pobytu w DOGS. - Co może być dla niej trochę problematyczne, skoro jest w ciąży. - cmoknął, patrząc na zdjęcie. - Na żywo jest o wiele ładniejsza. Jeśli ktoś by mnie o to pytał. Szkoda, że przez ciąże tak okropnie się rozpasie. Jeśli oczywiście urodzi. - wzruszył ramionami, rzucając ostatnie spojrzenie na zdjęcie.
- Szczerze powiedziawszy, Braddy, nie masz zbyt wielu opcji. - powiedział, zaczynając wyliczać. - Możemy cię torturować do momentu, gdy sam nie będziesz wiedział kiedy sprzedasz informacje dotyczące wszystkich swoich przyjaciół, a potem cię zabijemy. A wierz mi… To się zdarza. Jeśli nie to po prostu umierają. Teoretycznie mógłbyś wszystko wyśpiewać teraz i oszczędzić sobie bólu i przyśpieszyć to co nieuniknione. Ale trafiłeś na mój dobry dzień. Mógłbym pomóc ci i kilku innym mutantom - pomachał mu zdjęciem swojej przywódczyni pod nosem - którzy się tutaj znajdują lub gdzie indziej. Być może czeka na ciebie jakaś przyszłość. Więc właśnie w taki sposób to załatwimy, Braddy. Ty pomożesz mi, ja pomogę ci. Obopólna korzyść.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-07-24, 02:52   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Cóż, kiedy on opuszczał Bractwo to jeszcze istniało i to w pełnym wymiarze. Niestety nie do końca silne i niepodzielne, bo niektórym się w dupach poprzewracało i chcieli robić rewolucje. Nikt nie mógł jednak przewidzieć takiego obrotu spraw, a Brad dalej nie wiedział czy może wierzyć urzędasowi. Nigdy nie wierzył w ani jedno ich słowo, więc dlaczego teraz miałby zmienić zdanie? Zakłamane psy, które tylko czyhały na potknięcie.
Uśmiechnął się na jego odpowiedź. Właściwie dobrze, że tak uważał. Może nie był świadomy jakiego kalibru broń przechowują. DOGS miałoby prawdziwą uciechę w badaniu jego mocy i pewnie chętnie użyliby go przeciwko jego pobratymcom. Biorąc pod uwagę ten aspekt, Brad wcale nie był mało ważny, ale właściwie lepiej, że Ważniak miał o nim takie zdanie.
- Albo wasz wywiad jest do dupy - podsumował jego wywód. Mogli się licytować jak małe dzieci, Bradowi to nie przeszkadzało. Przynajmniej czas szybciej leciał w tym grajdole. Nie skomentował nawet tego, że dał się nabić w butelkę itd. Nie mógł pozwolić, żeby ten Laluś go sprowokował. Aż tak źle z mutantem nie było.
- Powiedziałbym bardziej "prawda polityczna", ale coś takiego nie istnieje. A siebie nazywam raczej po imieniu i nie robię za bohatera - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie miał o sobie wygórowanej opinii, po prostu nie znosił, kiedy ktoś wciskał takie kity, że mutanci to terroryści. Nikogo tu nie było, więc mógł sobie darować takie oczywiste kłamstwa. - Ale skoro już tutaj jestem to może mi wytłumaczysz jak to jest, że jak ludzie zabiją tysiąc mutantów to jest w porządku, a jak mutanci zabiją 5 zwykłych ludzi to jest tragedia narodowa?
Nie rozumiał tego. Ludzie mieli się za pępki świata i wszystkie stworzenia stawiają niżej od siebie. Zabijanie masowo zwierząt? Zabijanie mutantów? W porządeczku, w końcu im wolno. Pieprzeni hipokryci. Ale ten oto Pan przed nim miał przynajmniej świadomość, że jest tym złym. Zawsze coś.
- Czyli opływa w luksusach - zakpił po raz kolejny, ale po chwili nie było mu tak do śmiechu, kiedy zobaczył zdjęcie Colleen. Oznaczało to, że wcześniejsze słowa również nie były kłamstwem. Dopiero jego ostatnie słowa wprawiły Brada w lekkie osłupienie. W ciąży? Mimowolnie zaczął liczyć, kiedy ostatni raz ze sobą spali. Stwierdził, że to nie może być jego dziecko, ale nie zmieniało to faktu, że była w ciężkich warunkach, które nie sprzyjają rozwojowi płodu.
- Co z nią zrobicie? - nie skomentował dalszych słów mężczyzny. Najchętniej rzuciłby się na niego i przerwał mu tętnicę.
- Zachęcające obie opcje - powiedział z kwaśną miną. Widział przed sobą potwora, ale nauczył się już, że w tych organizacjach pracują tylko tacy. Spojrzał w podłogę i przez dłuższą chwilę się nie odzywał, analizując sytuację.
- Daruj, ale nie uwierzę w takie ogólniki. Wiem na czym moja pomoc tobie miałaby polegać, ale dalej nie wiem jak ty mi pomożesz. Sprzedasz, żeby robili na mnie eksperymenty? To jest twoja wizja pomocy? Potrzebuję więcej szczegółów, jeśli nasza współpraca miałaby dojść do skutku.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-08-22, 00:10   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Niestety, ale Brad nie trafił na najlepszego rozmówcę, by rozprawiać nad naturą tego problemu. Głównie dlatego, że Billy wcale nie rozpatrywał tego w kategoriach moralności, a raczej zysków i strat. Być może któryś z obecnych tu z nim agentów mógłby powiedzieć Greyowi coś na ten temat, ale dla Billa to było naprawdę obojętne. Gdyby mutanci zapłacili mu tyle ile płaciło mu GC, mógłby być ich bohaterem. Ale to GC mu płaciło, więc wykonywał robotę dla nich. Nie było w tym żadnej ideologii. - Być może czas zdać sobie sprawę z tego, że świat jest kurewsko niesprawiedliwy, Braddy. Ty. Niewinny siedzisz tutaj, a ja morderca siedzę tutaj. Ty jesteś terrorystą, a ja jestem patriotą. Szczerze powiedziawszy nazewnictwo nie gra tu wielkiej roli.
- Myślałem, że tam w Bractwie dobrze wiecie co dzieje się z mutantami w ośrodkach DOGS. - uśmiechnął się szeroko.
Pokiwał głową, opierając się wygodnie o krzesło. - W skrócie to tak. Możesz zgnić tutaj albo w DOGS. Tylko, że my nie trzymamy jeńców, przynajmniej tych bezużytecznych, a DOGS robi z takich jak ty użytek. Powiedzmy. Kupisz sobie trochę czasu. I być może uda mi się załatwić kilka miejscówek dla twoich kolegów z celi obok. To twoja decyzja. DOGS albo GC. - rozłożył ręce. - Ale nie ma nic za darmo. Potrzebuje informacji na temat twoich kolegów z Bractwa. Kontakty, możliwe miejsca pobytu, możliwe miejsce przeniesienia Bractwa. Pamiętaj, że nie wybierasz tylko za siebie.
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-09-04, 22:15   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Brad jaki był taki był, jego moralność też wielokrotnie była zachwiana i dążył do czegoś po trupach - tu dosłownie. Ale jednak jego kompas nie był tak do końca popsuty i wiedział jak działa i jedna druga strona. Mimo tego ci hipokryci nazywali siebie bohaterami i wybawcami. Ludzie byli niesamowici głupi i czasem miał wrażenie, że co słabsi powinni ginąć - taka selekcja naturalna. Ludzie o małych umysłach zginęliby pierwsi.
- Przykre, że to dla ciebie tylko kwestia nazewnictwa - mruknął, ale nie kontynuował tematu, bo widział, że nie miało to najmniejszego sensu.
Zacisnął zęby na jego odpowiedź, żeby nie wyparować zbyt emocjonalnie. Nie chciał dawać mu tej satysfakcji, więc nie odpowiedział wcale. Mężczyzna i tak albo nic nie wiedział albo nie zamierzał mu pomóc.
- Wybór między młotem a kowadłem? Nie, dzięki. I tak nic wam nie powiem, więc darujmy sobie te uprzejmości. Możesz mnie zabić, jeśli chcesz. Chociaż nie wiem co na to twoi przełożeni, bo założę się, że DOGS chętnie zrobiłoby na mnie mnóstwo eksperymentów, skoro mam większą niż przeciętny mutant moc - mruknął i wzruszył ramionami. Miał nadzieję, że uda mu się zagrać na czasie. Właściwie wolał zginąć niż być poddany tym wszystkim badaniom i bolesnym eksperymentom, ale nie miał nic do gadania. Mógł jedynie czekać na decyzję Pana Ważnego, który był typowym typem kalkulującym każdą decyzję. Zrobi to, co będzie mu się opłacało, a jeśli zostanie nagrodzony za wydanie takiego mutanta, to pewnie przeniosą go do ośrodka DOGS.
Żadna decyzja nie byłaby dobra, a pociągnięcie za sobą na dno przyjaciół całkowicie odpadało. Nie miał zamiaru pozwolić, by więcej osób skończyło jak on. Ale tego nie zrozumie ktoś taki jak Billy.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-18, 13:41   

Skoro Bradley chciał się bawić w lojalnego harcerzyka, to czy Billy w jakimś stopniu mógł mu tego zabronić? Czy to był dobry moment, by ingerować w Bradley’owe mylne poczucie wyboru? Dowódca w końcu skinął głową, podnosząc się ze swojego krzesła, które odłożył na bok. Czas to pieniądz – racja, ale czasami trzeba było inwestować, a tak się składało, że Sanders był wręcz przekonany, że Grey wie coś więcej. Może warto było go odpowiednio przycisnąć?
– Cóż, to się okaże – odpowiedział z przesadnie uprzejmym uśmiechem, by podać swojemu podwładnemu ampułkę z eksperymentalną mutazyną. Potężna moc, niepotężna… z tym cacuszkiem mogli zrobić z Grey’a nikogo. Mogli z niego zrobić śmiecia, który nie potrafi nawet pstryknąć palcami. Czy cokolwiek, co wcześniej potrafił. Polecenie Billa było dość oczywiste. Tortury na śniadanie, mutazyna na obiad, paralizator na podwieczorek, a wieczorem… wieczorem miała być kolejna przyjemna rozmowa.
***

20 maja
Bradley tak bardzo przywyknął do swojej nowej codzienności, że kiedy dzisiejszego poranka postanowiono przerwać jego nową rutynę – był niezwykle zagubiony. Obolały, głodny, wychudzony, zmaltretowany, wycieńczony, ale teraz też – zagubiony. Światło, które wdzierało się do pomieszczenia przez otwierane drzwi kojarzyło mu się tylko i wyłącznie ze zbirami, którzy mieli wykonać swój poranny obowiązek. Co takiego mogli przygotować dla niego dzisiaj? Chłostę? Powieszenie go na palikach do góry nogami? Oblewanie wrzątkiem? Wyłamywanie palców? Rysowanie nożem po ciele? A może dzisiaj po prostu chcieli go postrzelić? Przez tyle czasu, który Bradley tutaj spędził… chyba żaden rodzaj tortur nie był w stanie go zaskoczyć. Wszystko o czym kiedykolwiek myślał jako nie do wytrzymania – teraz było jego rutyną. A przynajmniej… przynajmniej do dzisiejszego dnia.
Zamiast dwóch zbirów, wszedł jeden wysoki, niezwykle elegancki mężczyzna. Zapalił lampkę – coś co dla Grey’a było niesamowitym luksusem, a potem usiadł na krześle naprzeciwko mężczyzny.
– Zakładam, że nie jesteś aż takim ignorantem i z pewnością wcześniej o mnie słyszałeś, ale maniery nakazują mi się przedstawić – posłał Grey’owi uprzejmy uśmiech. – Nazywam się Joseph Weller i przyszedłem tutaj w celach pokojowych. Jak pewnie wiesz jestem naukowcem, a twoja moc…. Muszę przyznać, że niezwykle mnie zaintrygowała… – zaczął, cmokając w powietrzu. Nie wydawał się być wrogo nastawiony. W jego spojrzeniu można było nawet dostrzec nutkę współczucia. Ale nie potrafił nic poradzić na swój pełen naukowej pasji ton głosu, który psuł cały efekt. – Oczywiście te litry mutazyny, które w ciebie wpakowano dość znacząco osłabiły twoją umiejętność i minie wiele miesięcy, może nawet lat zanim powróci ona do prawidłowego stanu – skrzywił się wyraźnie niezadowolony. – …ale jestem gotów zmierzyć się z tym wyzwaniem. Widzisz, Bradley’u… Genetically Clean są ograniczeni i nie dostrzegają tylu możliwości, ale jeśli tylko wyrazisz chęci, by się stąd wyrwać… To kwestia czasu. Potrzebuję tylko od ciebie informacji. A może nawet nie informacji! Opinii! Porady! To jak, chciałbyś mnie wysłuchać?
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-09-18, 23:25   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Billy był nudziarzem, który w żaden sposób nie zaskoczył Bradleya. Próbował go złamać, dać jakieś mylne wrażenie, że może z tego wyjść cało i wyciągnąć informacje, których mężczyzna i tak by nie podał. Nie był kablem i choć często stosował taktykę po trupach do celu to jednak nie zwykł zdradzać przyjaciół.
Tortury i inne wątpliwe "przyjemności" znosił jak umiał najlepiej, choć było ciężko i jego umysł wariował. Miał dość tej klatki i takiego traktowania. Z każdą chwilą bardziej nienawidził ludzi i postanowił, że jeśli kiedykolwiek uda mu się wyjść z tego koszmaru to zrobi wszystko, by ludzie zapłacili za to wszystko. Nie tylko on był poddawany takiemu traktowaniu. Pora żeby mutanci również przestali mieć skropuły.

___

Nie wiedział ile dni tu spędził, ile czasu zmarnował. Czy kiedykolwiek stąd wyjdzie i czy któregoś dnia zwyczajnie nie wytrzyma tortur i się załamie, że jedyny pożytek jaki będą z niego mieli to szaleńcze chichoty. Niewiele brakowało do pęknięcia, w końcu kto normalny byłby w stanie znieść to wszystko.
Zapalona lampka oślepiła Grey'a i odwrócił gwałtownie wzrok. Minęła chwila zanim przyzwyczaił się do światła, a potem spojrzał na eleganckiego mężczyznę. Jakaś sztuczka? Tym razem tortury psychiczne?
Słuchał mężczyzny, cały czas milcząc. Nie uśmiechał się. Chciał zabić siedzącego naprzeciwko mężczyznę. Każda chwila tutaj była piekłem, a oni jeszcze śmiali się do niego uśmiechać jak gdyby nigdy nic? Bradley był wrogo nastawiony, nie wierzył w żadne słowo ani wyraz współczucia. Czekał aż mężczyzna skończy swoje przemówienie, po czym skinął głową na jego pytanie. Wysłuchać zawsze mógł, byłaby to swojego rodzaju odskocznia. Musiał korzystać, gdy coś takiego mu się przytrafiało. Mimo wszystko nie był głupi i inteligencji jako takiej tu nie stracił. Mało mówił, bo i nie miał na to zbyt wiele siły. Był wychudzony, pobity i naprawdę każda czynność sprawiała mu ból, nawet mówienie.
Chciał się stąd wyrwać, ale wiedział, że przeniesienie do DOGS może być znacznie gorsze. Eksperymenty bywały bolesne, czasem nie do wytrzymania. Ale póki co chyba musiał wysłuchać mężczyzny, bo i tak nie miał nic lepszego do roboty. A opcje na przeżycie były żadne, więc wbił pusty z pozoru wzrok w mężczyznę i czekał na szczegóły.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-19, 17:40   

Kiedy Bradley skinął głową, Joseph ponownie uraczył go uśmiechem. Sam fakt, że nie będzie musiał walczyć z mężczyzną, by ten chociaż go wysłuchał, dodawał mu znacznie więcej pewności siebie. Z jakiegoś powodu wcale nie dostrzegał tego, że to on tutaj miał władzę, że to on miał przewagę. Nieistotne. Weller zwilżył usta językiem, a potem znowu się odezwał.
– W przeciwieństwie do tych wątpliwych inteligentów, nie będę się upierać, że masz o czymś pojęcie. Nawet jeśli zdradziłbyś mi teraz jakieś niesamowicie przydatne informacje, jestem pewien, że są już znacznie przedawnione. Ah… gdyby oni tylko zrozumieli, że przez chęć przetrwania, wasze myślenie jest o wiele bardziej dojrzałe… – pokręcił głową, dopiero po jakimś czasie zdając sobie sprawę, że znowu się zagalopował w swoim myśleniu na głos. Ale nie potrafił kompletnie nic na to poradzić. Naukowcy chyba tak już po prostu mieli.
– To czego od ciebie pragnę, Bradley’u to byś zdradził mi swoje przypuszczenia. Nikt tak jak ty nie zna tego środowiska tak dobrze. Niczyja opinia nie będzie dla mnie tak ważna jak twoja – Weller próbował w myślach znaleźć właściwe słowa. Nie chciał urazić Grey’a, nie chciał go zniechęcić. Zależało mu na tej współpracy. Zależało mu na wyciągnięciu mężczyzny z tej celi. – Czysto teoretycznie: czy twoim zdaniem… ci z twojego gatunku, którzy przeżyli marcowy atak… czy odważyliby znowu działać jako wspólnota?
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-09-19, 23:12   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Każdy uśmiech mężczyzny był jak policzek dla mutanta. Ale z drugiej strony znosił tutaj takie rzeczy, że ten policzek mógł być właściwie czymś miłym. No ale nie był i Brad miał w sobie pokłady złości, o które się wcześniej nawet nie podejrzewał.
Słuchał mężczyzny i nawet nie próbował znaleźć dla niego wytłumaczenia. Był chyba gorszy od tych wszystkich bandziorów, którzy przychodzili tu codziennie torturować mutanta. Joseph tutaj wierzył, że jest dobrym naukowcem i widzi coś więcej niż "mutanta". Tak naprawdę dla nauki zrobi wszystko, podda najgorszym torturom i eksperymentom jeśli będzie musiał. A udawał dobrego.
Miał rację w jednym. Informacje Brada były przedawnione w związku z tym, że był tutaj już długo. Nie wiedział ile, ale czuł, że nie to nie kwestia tygodni, a prędzej miesięcy.
Pokręcił głową, gdy mężczyzna skończył mówić. Zastanowił się nad tym pytaniem. Czy mógł być w tym jakiś podstęp? Czy mogło się okazać, że jakoś im zaszkodzi.
- Nie wiem. Jak sam stwierdziłeś moje informacje są przedawnione. Nie wiem ilu z tych co znam przeżyło. Odważyliby się ci, których kiedyś znałem - odparł zgodnie z prawdą. Nie widział sensu w kłamaniu, zwłaszcza że nie podawał żadnych szczegółowych informacji.
- Coś jeszcze? - powiedział tym samym, obojętnym tonem i ochrypłym głosem. Czy dostał dzisiaj coś do picia? Dostawał wody tyle, by przeżyć. Nigdy tyle, by napoił pragnienie.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-20, 18:39   

Joseph z łagodnym uśmiechem na twarzy wysłuchiwał słów Bradley’a. Musiał przyznać, że coraz bardziej był pod wrażeniem tych uzdolnionych istot. Gen X i nauka były jednym, ale mentalność… to jak rozpaczliwie walczyli o przetrwanie… I naprawdę doceniał to, że chłopak mimo wszystko był z nim szczery, że trzymał się tej drobnej, niepisanej umowy.
– Spisałeś się bardzo dobrze – stwierdził, kiwając przy tym głową. Zupełnie jakby chciał mu przekazać, że to co zrobił wystarczające i nie było potrzeby zawracać mu głowy niczym więcej. Był w opłakanym stanie i jak najszybciej musieli to naprawić. Joseph podniósł się z krzesła.
– Muszę załatwić kilka spraw na mieście, ale jutro koło południa wrócę tu po ciebie, Bradley’u. Pora cię zabrać z tej nory zanim stanie się coś złego – a potem po prostu wziął swoją teczkę i z tym samym łagodnym uśmiechem wyszedł z pomieszczenia. I tak jak obiecał, wrócił następnego dnia. Tym razem jednak z drobną pomocą. Razem z dwoma agentami rządu wyprowadził Bradley’a z celi GC, a potem wpakowali go do białej furgonetki i odjechali w kierunku siedziby DOGS.

[zt dla Brada i Josepha]
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5