Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka #1
Autor Wiadomość
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-16, 10:51   
   Multikonta: Mary Pond


-Ruth to gosposia. - odpowiedziała swobodnie -Lepiej nie kontaktować się za jej pośrednictwem odnośnie moich wyjść. Możemy się dodać na Facebooku.- zaproponowała. Minimalnie za późno jej zaświtało, że będzie musiała podać nazwisko. Może nie skojarzy albo uzna to za zbieżność. Z imienia i tak zamierzała się przedstawić. To była dobra okazja. Oczywiście o ile chłopak zdecydował się ją wyszukać. Krótko po tym spytała jego o imię jeśli sam się nie przedstawił.
Szli dalej, prowadząc luźny small talk. To było całkiem przyjemne, porozmawiać z kimś w tym samym lub przynajmniej zbliżonym wieku. Zapomniała o niepokoju, który ją wcześniej dręczył i po prostu szła korzystając z tego, że przez najbliższe kilka przecznic ma się do kogo odezwać. Niestety to opuszczenie gardy miało się zemścić.
Jane usłyszała jakieś stuknięcie wewnątrz vana, a krótko po tym otwarły się drzwi. Równocześnie nowy znajomy przyciągnął ją do siebie. Brunetka krzyknęła zaskoczona i zaczęła się szarpać w razie potrzeby wierzgając czy szarpiąc głową w tył. Był to częściowo odruch związany z wyrywaniem się w ogóle, a częściowo efekt zajęć z obrony osobistej prowadzonych w szkole zamiast kilku lekcji WFu. Nie wiedziała czy jej nowy znajomy jest napastnikiem czy próbuje jej pomóc, ale wolała nie ryzykować tego pierwszego. Następnie jeśli udało jej się wyrwać, pobiegła wzdłuż ulicy zostawiając za sobą zakupy żeby nie utrudniały.
Biegła najszybciej jak mogła. Mistrzem olimpijskim nie zostanie, ale też nie była zasiedziałym w swoim pokoju nerdem. Przynajmniej nie całkiem. Jej strój też jakoś specjalnie sportowy nie był, ale żaden element nie ograniczał ruchu. Szeroka koszulka wciągnięta w spódniczkę i białe trampeczki. Tyle że jej pościg prawdopodobnie był bardziej wysportowany.
Musiała zwrócić na siebie uwagę innych osób na ulicy. Niezależnie od tego, czy ostatecznie udało jej się wyrwać, czy nie zaczęła krzyczeć o pomoc. Jeśli się nie udało uwolnić z rąk chłopaka to nawet głośniej.
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-16, 18:10   

Przewróciłam oczami. Nie odpowiadałam na pytanie co planuje, bo co by to zmieniło? Ten mężczyzna i tak widział tylko czubek własnego nosa i nie posłuchałby się mnie. Chyba lubi działać bez planu i bez zastanowienia. Zanim zdążyłam coś powiedzieć to on już poszedł w kierunku kiboli. Co prawda mieli charakterystyczne cechy, ale coś mi nie pasowało. Kto ustalając wielkie czystki mutantów, ogłaszając to na tajnych forach, ustalając znaki rozpoznawcze chodziłby po mieście i krzyczał o tym na prawo i lewo? -Nie uważasz, że tamci wyglądają na odrobine za tępych jak na tak zorganizowaną akcje? - powiedziałam na głos, ale nie wiem czy tamten mężczyzna mnie usłyszał. Zerknęłam na rudą kobietę, która miała zamiar iść w jego ślady, mimo jego zakazu. -Mogłabyś dać mi swój numer? W razie gdyby tamci nie byli tymi których szukam? To mój nr. Dzwoń śmiało. Wbrew pozorom mogę się przydać. - powiedziałam wręczając jej kartkę z moim numerem. Nie miałam zamiaru za nimi iść, uważałam, że to fałszywy trop, zbyt oczywisty. Tamci kibole wyglądali bardziej jak odwrócenie uwagi. Z drugiej strony dobrze, że ktoś sprawdzi tamten trop, i czułam trochę ulgę, że podzieliłam się tymi informacjami. Zdjęli ze mnie część odpowiedzialności. Prawdopodobnie zostałam na chodniku sama, więc znów starałam się uruchomić moc by powiedziała mi chociaż w którym kierunku powinnam się udać.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-21, 13:19   

- Oh. Gosposia? Cool... To nie musisz sama sobie szykować drugiego śniadania do szkoły? - Zapytał wyraźnie zaciekawiony, by po chwili się roześmiać i skinąć głową w geście zrozumienia. Może i trochę zazdrościł takiego wypasu na chacie, ale.. Nie wydawał się szczególnie natrętny pod tym względem. Zamiast tego z chęcią wyciągnął swój telefon, by brunetka mogła wklepać swoje dane na jego fb. Dopiero teraz też, zdał sobie sprawę, że rzeczywiście się nie przedstawił. - Jonathan. - Wymruczał, dość niepewnie, klepiąc się otwartą dłonią w czoło.
Nastolatkom nie przyszło jednak zbyt długo cieszyć się taką normalną rozmową. W chwili, jak chłopak próbował przyciągnąć do siebie dziewczynę, trzech mężczyzn wyskoczyło z wana. Nastolatkowi nie udało się zamienić miejscami z panną Hills, ale ta - bez większego problemu - wyrwała się z jego objęć, szarpiąc na wszystkie strony.
Jonathan mimo swoich dobrych intencji, swoim czynem nieco dziewczynę spowolnił, samemu narażając się na atak ze strony agresorów. Piącha jednego z nich z dużą siłą trafiła w nos naszego młodego bohatera, niemal natychmiast powalając go na ziemię z żałosnym piskiem wydobywającym się z jego gardła. Na nic zdała się też próba ucieczki z miejsca zdarzenia - olbrzymia łapa jednego z goryli niemal natychmiast chwyciła dziewczynę za ramię, a po chwili - druga złapała ją boleśnie w nadgarstku.
- Dokąd Ci tak śpieszno, mutancka zdziro?! - wycharczał mężczyzna w ciemnych okularach, a na próbę oponowania ze strony nowego kolegi dziewczyny - kopnął go jeszcze boleśnie w brzuch. Brunetka mogła tylko obserwować, jak chłopak zwija się na ziemi z bólu, a z jego nosa cieknie krew ciurkiem...
Mężczyźni nic sobie nie robili ani z rannego chłopaka, ani z krzyków brązowowłosej. Po chwili całą trójką na nowo pakując się do samochodu. Teraz jednak, próbowali wraz z sobą zabrać dziewczynę, do której rzucili tylko ostrym tonem:
- Zamknij pysk, albo Twój lowelas nie zobaczy już światła dnia, suko.

Zaufanie z całą pewnością nie było dobrą stroną mutantów. Było to widać po reakcji naszej parki na ostrzeżenie, udzielone przez Robin. Mimo wszystko jednak... Nawet mimo tej krzty nieufności, coś kazało Bradleyowi ruszyć za krzyczącymi kibolami, którzy - w dużym stopniu - zgadzali się z opisem przedstawionym przez nowo poznaną dziewczynę. W chwilę po nim w ten pościg wyruszyła również Chloe, siedząc na ogonie byłego kolegi z bractwa.
Para minęła już zakręt, a agresorzy zdawali się coraz bardziej nakręcać. Widać to było po ich krzykach, gestach, nastawieniu. Z całą pewnością... Nie mogli się czegoś doczekać. Co jednak mogło wszystkich zdziwić - wyglądało to, jakby... Kierowali się na przystanek autobusowy? To z całą pewnością nie była dobra wiadomość dla Greya, którego twarz z całą pewnością była już zbyt dobrze znana kamerom...
W nieco lepszej sytuacji ustawiła się jednak Aleksander - poświęcając krótką chwilę na skupienie się i znalezienie najlepszej drogi do swojego celu. Nogi mogły ją niemal samą nieść - wzdłuż ulicy, by skierować ją w końcu na jedną z klatek schodowych. Nie dość, że drzwi do niej był otwarte, to jeszcze była to klatka przechodnia, prowadząca na otwarte podwórko, na końcu którego czekała brama.
W tym też momencie po ulicach poniosły się dwa doniosłe krzyki - jeden, przedłużony, jakby ktoś próbował wzywać pomocy, drugi, zdecydowanie krótszy, ale nacechowany wyczuwalnym bólem... Robin mogła przysiąc, że cała ta chmara dźwięków niosła się właśnie z tej ulicy, którą mogła teraz obserwować przez otwartą bramę. Rudowłosa z brunetem za to słyszeli całość zdecydowanie ciszej, a przez swoje położenie, nie do końca mogli określić pochodzenie dźwięku... Tylko... Z jakiego powodu ci kibole zdawali się rechotać jeszcze głośniej, niż przed kilkoma chwilami?

_________________________
Rzuty:
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-22, 01:52   
   Multikonta: Mary Pond


-Czasem bardziej cool, czasem mniej.- skomentowała reakcję chłopaka, a na pytanie o drugie śniadanie odpowiedziała żartem, z którego zaśmiała się krótko -Wręcz nie mogę.
Wstukała swoje dane, wybrała odpowiednie konto i kliknęła “zaproś do znajomych”. Na profilowym miała zdjęcie sprzed jakiś dwóch miesięcy jak siedziała w łóżku z kawą. Proste, jasne, stonowane i pozbawione jaskrawych kolorów. Jak sama Jane.
-Miło Cię poznać.- uśmiechnęła się ciepło. Niby poznała go wcześniej, ale dopiero teraz się sobie przedstawili. W normalnych warunkach gdyby zamierzali po prostu się rozejść po zderzeniu nie potrzebowali swoich imion. Niestety niewiele więcej zdań zdążyli wymienić nim dotarli do czarnego vana, który wcześniej zwrócił uwagę dziewczyny.
Wtedy właśnie zaczęło się dziać. Otwarte drzwi i kilku potężnych typów. Jeden z nich zdzielił chłopaka. Okazało się, że Jonathan chciał jej pomóc, a w zamian otrzymał gonga w twarz od jednego z tych facetów w czerni. Zrobiło jej się przykro, że źle go oceniła, ale szybko została zmuszona żeby zainteresować się ponownie sobą, bo niestety nie udało jej się uciec. Poczuła dłoń zaciskającą się na ramieniu, a potem na nadgarstku. Wołanie o pomoc przerodziło się w wibrujący w uszach wizg, który jest w stanie z siebie wydobyć tylko skrajnie przerażona kobieta. Lub dziewczyna. Szarpała się, ale napastnik był o wiele silniejszy. Dopiero teraz dziewczyna przypomniała sobie o niewielkiej puszeczce spoczywającej w wierzchniej kieszeni torby. Jednym ruchem odpięła zamek i wydobyła z niego cylindryczny kształt. Skierowała wylot w twarz mężczyzny i psiknęła mu gazem pieprzowym w oczy. Nie żałowała mu, była gotowa wypsikać na niego całą puszkę jeśli zajdzie taka potrzeba. Może uścisk się nieco chociaż poluźni…? Jeśli tak to spróbowała skorzystać z nowej okazji i dać w długą.
W przeciwnym razie mężczyźnie udało się zatrzymać szamotającą się młodą Hills na dłużej. Groźba szybko uciszyła Jane, która ze zgrozą patrzyła to na chłopaka, to na napastników. Już nie krzyczała i nie wyrywała się, ale nadal musieli ją wciągnąć do samochodu, bo jej własne ciało odmówiło brunetce posłuszeństwa i skamieniało. Nie płakała. Jeszcze. Świadomość co się tak w zasadzie dzieje miała dopiero nadejść.
  
[Profil]
  [0+]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

20%

Wolontariusz





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-22, 22:01   
  

   2 Lata Giftedów!


Fawkes zaczynała mieć co do tej sytuacji złe przeczucia. Od nowo poznanej dziewczyny wzięła numer telefonu i podała ej własny, tak wszelki wypadek. Wszystko było tajemnicze jakieś... jakby nie do końca spójne... ale wyglądało to niebezpiecznie. Lepiej mieć ten kontakt i lepiej, żeby tamta miała kontakt do rudej. Kto wie co jeszcze ten dzień przyniesie.

Krok za krokiem była bliżej Brada, a oni coraz bliżej kiboli. Pasowali do opisu dziewczyny, do tego byli niezdrowo nakręceni... a meczu żadnego poważnego nie było chyba aktualnie w żadnych rozgrywkach, żeby mogło chodzić o zwykłą ustawkę pseudokibiców.
Nie zaczepiła mężczyzny, była krok za nim, nie chciała go rozpraszać, ale była w razie co gotowa na jego reakcję i na to by ruszyć mu pomóc, cokolwiek ten świr nie zrobi.
Odgłosy ulicy tłumiły wrzaski, ale nie całkiem. Harper nie mogła określić skąd dochodziły odgłosy... były dalekie i niewyraźne, ale z pewnością nie były normalną muzyką ulicy za dnia. TO już się zaczęło?
Oni dotarli w pobliże dworca. Kibole byli coraz bardziej nagrzani, zarechotali paskudnie słysząc odległe wrzaski. Kulminacja miała nadejść.
-Czego oni tu do cholery szukają? - Zapytała chyba najbardziej siebie niż kogokolwiek innego. Była już koło bruneta.
Ona nie musiała obawiać się oka kamery, były zwykła dziewczyną, przeciętnym rudzielcem, w ogóle nie poszukiwanym... takim szaraczkiem... a nawet gdyby, to DOGS mogło szukać jej ciemnowłosej wersji, ruda miała nawet inne odciski palców, więc nie było co się martwić.
Tak czy siak, czy Brad poszedł bezpośrednio dalej czy raczej przyjął bardziej asekuracyjne podejście, Chloe ruszyła prosto na przystanek autobusowy. Przecież mogła iść właśnie na autobus prawda? Była przechodniem. Nie bała się zwrócić niczyjej uwagi... od pechowy rudzielec w niewłaściwym czasie i miejscu... najwyżej dostanie rykoszetem jak coś się zacznie. Chciała podejść już jak najbliżej, by móc słyszeć wymieniane przez kiboli zdania. Może zdoła podsłuchać na co czekają, czy faktycznie chcą kogoś napaść, może kogoś konkretnego? Dlaczego tu? Były kamery przecież, a ciemne okulary nie zapewnią im anonimowości. Gdyby tamci się zatrzymali, to Harper zatrzyma się kawałek dalej, stając tak jakby czekała na autobus, albo czytała tablicę z rozkładem, ewentualnie jakąś tablicę ogłoszeń, albo cennik w budce z hamburgerami. Byle blisko móc się ustawić wtapiając pewnie we wcale nie taki mały tłumek tutaj akurat.
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-23, 15:49   

Moc sama poprowadziła mnie do jednej z klatek schodowych. To że poprowadziła mnie ona w przeciwnym kierunku niż poszli kibole dawało mi do myślenia. Może to był ślepy trop, ale bardziej ufałam swojej mocy i logicznemu myśleniu. Bez wahania weszłam na klatkę i przeszłam na podwórko za nią.
Zadarłam głowę do góry rozglądając się za czymś odbiegającym od normy. Może jakiś dym z mieszkania? Jednocześnie zaczęło mi piszczeć w uszach, Nie był to dźwięk utrudniający myślenie, ale zdecydowanie irytujący. Nagle usłyszałam krzyki. I to nie takie krzyki dobrej zabawy. Wręcz przeciwnie. Krzyki bardzo złej zabawy. Dałabym głowę, że dochodziły zza bramy na końcu podwórka. Warto to było sprawdzić. Podbiegłam do bramy, wyciągnęłam komórkę, przestawiłam parę opcji, i zaczęłam nagrywać. Ostrożnie weszłam za bramę, trzymając się ściany i rozglądając się za źródłem krzyków i uważając na niebezpieczeństwo.
[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-23, 23:11   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


//wybaczcie jakość, brak weny :/

Wywrócił oczami, słysząc na odchodne słowa tej obcej dziewczyny. Jasne, że nie sądził, że kibole zorganizowali tę akcję, ale ewidentnie w niej uczestniczyli, a to znaczyło, że mogli go doprowadzić do centrum wydarzeń. Poza tym poczuje osobistą przyjemność jak pośle ich w księżyc. Przynajmniej jedno złamanie murowane.
Nie podobało mu się, że zbliżają się do przystanku. Były tam kamery, a on nie bardzo mógł się wśród nich pokazywać.
- Miałaś się schować - warknął do niej. Miał ją teraz na głowie. Niby była trochę nieśmiertelna, a właściwie śmiertelna ale z możliwością powrotu. Niemniej nie mógł pozwolić, żeby ktoś ją tu zabił.
Mruknął niezadowolony, gdy poszła prosto na przystanek.
Mężczyzna postanowił trzymać dystans, bo póki co nic się nie działo. Co prawda kibole byli bardzo podekscytowani i zdawało się to zmierzać to początku "czegoś" to nadal nie było na co reagować, więc Brad po prostu stał za rogiem i miał na oku przystanek autobusowy. W razie potrzeby mógł użyć mocy, ale na razie nie miał po co.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-26, 21:38   

Biedny Jonathan zwijał się teraz na ulicy, trzymając za swoją biedną twarz. Mimo, że miał iście alternatywny wygląd, nigdy nie brał udziału w żadnej bitce, ani specjalnie się nad nim nie znęcano. Czy dlatego był tak podatny nawet na ten jeden atak?
Nie był bohaterem. Leżał na tej ulicy, starając się odsunąć od agresorów, szorując swoimi spodniami po szorstkim asfalcie. Teraz... Teraz w priorytecie miał ratowanie własnej skóry.
Goryl, który boleśnie ciągnął za sobą Jane był chyba zbyt pewny tego, czego dokonał. Jego dłoń mocno zaciskała się na nadgarstku dziewczyny, po czym - z całą pewnością zostanie brzydki siniak. Chyba właśnie to sprawiło, że nawet nie zauważył, gdy dziewczyna tak sprawnie złapała za niewielką puszeczkę, celując prosto w jego oczy.
- ARGH! - Zawył paskudnie mężczyzna, przecierając swoją wolną dłonią oczy i wprowadzając palący środek jeszcze bardziej pod swoje powieki. Przez krótką chwilę dziewczyna mogła mieć wrażenie, jakby jego łapsko zaraz miało amputować jej rękę - tak boleśnie ją teraz ściskał! Ale oto ona, oto ta szansa, gdy jednak jego palce się poluźniły, zostałby tylko bieg, gdyby nie...
- Ty mutancka szloro! - Zabrzmiał drugi z mężczyzn, który już wcześniej dał popis swojej siły na twarzy chłopaka. Teraz się nawet nie hamował - otwartą dłonią uderzył brunetkę boleśnie w twarz, by po chwili - korzystając zapewne z chwilowego szoku po takim uderzeniu - przerzucić ją sobie przez ramię i wejść do wana.
- Nie mamy czasu. - Syknął, spluwając na ziemię, przed zamknięciem za sobą drzwi. - Zaraz suki się tu zjadą. Gazu! - Rozkazał swojemu koledze, któremu całe to przedstawienie jakoś... Umknęło. Chyba był zbyt zajęty szykowaniem swojego miejsca kierowcy...

Całe to wydarzenie odbijało się w uszach Robin, która biegnąc przez podwórko mogła sobie tylko wyobrażać, co musi się dziać na tej uliczce. Krzyk i płacz niosący się pomiędzy budynkami dostatecznie zniechęcił przechodniów do zanurzania się w te rejony. Kamera w telefonie blondynki zdołała jednak uchwycić moment, jak jeden z mężczyzn pada w płaczu na ziemię, nieznajoma zostaje boleśnie spoliczkowana a po chwili - wciągnięta do auta. Czy jednak była w stanie cokolwiek zrobić, gdy silnik został uruchomiony i pojazd zaczął odjeżdżać z tego miejsca - pozostawiając za sobą rannego kompana i biednego chłopaczka, który chyba za bardzo chciał zgrywać bohatera?

Cała ta sytuacja była wręcz kuriozalna. Czemu mutanci musieli się ukrywać, gdy po ulicach chodzili tacy popaprańcy z pełnym przyzwoleniem? Nawet jakaś babcia siedząca właśnie na przystanku z aprobatą kiwała swoją głową, gdzieś pod nosem mamrocząc, że tacy mężczyźni są nadzieją tego kraju. To chyba jeszcze bardziej połechtało ego naszych drogich kiboli, którzy nie odpuszczali w swoim tonie. Przez chwilę stali na przystanku, jakby czegoś oczekując, dopóki z telefonu jednego z nich nie dało się usłyszeć gangsta's paradise.
- Jo, Łysy? - Zapytał, uruchamiając głośnomówiący, by i jego koledzy mogli go usłyszeć.
- Wy sobie kurwa żarty stroicie?! Gdzie Wy kurwa jesteście?!
- No, już będziemy. Łapiemy busa i jedziemy na tego, no. Pioneer Square.
Chloe bez większego problemu słyszała opierdol, jakim uraczył naszą drogą trójeczkę Łysy. Mogła też zauważyć, że autobus kierujący się w stronę wyznaczonego miejsca odjeżdża za... Dwie minuty. O ile wierzyć w punktualność autobusów w Seattle, oczywiście...
Bradley mógł za to z daleka obserwować całe wydarzenie, mając na oku rudowłosą. Czy właśnie dlatego i w jego oczy się rzuciło, jak jeden z osiłków zaczyna... Za mocno interesować się naszą małą mutantką? Jego spojrzenie zdecydowanie za często wędrowało w kierunku bladolicej...

_______________________
Rzuty:
Ukryj: 
  
[Profil]
 
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

20%

Wolontariusz





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-26, 22:08   
  

   2 Lata Giftedów!


Pioneer Square? Busem miejskim? Mieli za mało informacji żeby mogła coś więcej z tego zrozumieć. A te, które posiadali były chaotyczne, niepełne... nawet nie wiedziała czy prawdziwe. Tak czy siak coś na rzeczy było. Banda osiłków, srogi opierdol za spóźnienie... byli tak nakręceni, że szok... a zdawało się, że wszystko w koło im jeszcze to ułatwia, ba! Nawet zachęca!
Ruda zerknęła na tablicę z rozkładem, potem po placu jakby szukała swojego transportu. Na kiboli nie patrzała wprost. Od czasu do czasu od niechcenia, tak samo jak na babcię, tamtego nastolatka biegającego po przystanku i chyba kogoś szukającego, na tablicę z rozkładem i w końcu na swój telefon, w których chyba odpaliła jakąś gierkę. Zachowywała się zupełnie naturalnie. Nawet poprawiła luźną kitkę ze dwa razy. Nawet jeśli ją skojarzyli z uliczki wcześniej, że stała tam ze swoim kochasiem, to teraz wyglądało to tak, jakby randka się skończyła, a ona, jak i inni czekała na swój transport powrotny do domu, albo do centrum handlowego... czy co tam robią normalne laski w jej wieku jak mają wolną chwilę. Cóż, nawet jeśli przyłapali ją na spojrzeniu na nich, to też nic dziwnego... byli najgłośniejszym obiektem w promieniu kilkudziesięciu metrów... sami wzrok przyciągali. W razie czego, ruda uśmiechnęła się z politowaniem półgębkiem, pokręciła lekko głową i wróciła spojrzeniem na swój telefon, oparta o ścianę, grała niezainteresowaną i niedostępną... a niech sobie krzyczą, co ją to...

Gdyby nadjechał bus, niespiesznie, pogrzebie po kieszeniach szukając drobnych na przejazd. Schowa telefon. Oczywiście cały czas dyskretnie śledząc kiboli. A potem, po nich wsiądzie do busa by pojechać na Pioneer Square. Taki zbieg okoliczności!!
[Profil]
  [B-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-27, 21:57   
   Multikonta: Mary Pond


Jane walczyła o swoją wolność i prawdopodobnie życie, a Jonathan po prostu zwiał. Dobrze dla niego, i tak nic by tu nie pomógł. Zresztą nawet jakby brunetka miałaby żal do uciekającego chłopaka, to miała też ważniejsze rzeczy na głowie niż wściekanie się na niego. Jak chociażby trzech wielkich typów, z których jeden szarpał ją za rękę jakby zamierzał wyrwać kończynę ze stawu. W odwecie Jane wydobyła z torby puszkę gazu pieprzowego i dała mu po twarzy, a ten czując palenie w oczach i na skórze potarł dłonią co jeszcze spotęgowało efekt. Na tyle, że po chwili poczuła jak jego ręka się rozluźnia. WOLNOŚĆ.
Już miała odwrócić się i dać w długą rzucając pustą puszeczkę za siebie, ale nie zdążyła nawet przekręcić głowy. Uderzenie zaserwowane jej przez napastnika było na tyle mocne, że dziewczyna odbiła się od czarnej blachy wana. Zamroczyło ją na chwilę, a wzrok przesłoniły gromadzące się w oczach łzy. Zanim doszła do siebie poczuła jak typ ją łapie. Grawitacja zmieniła kierunek, a młoda Hills poczuła jak jej brzuch ląduje na ramieniu mężczyzny. Włosy opadły jej na twarz.
-Nie.- wydobyła z siebie zduszonym drżącym głosem. W akcie desperacji próbowała się jeszcze wyrwać, ale ze swojej pozycji niewiele mogła. Nogami nie miała szans go trafić nie zginając kolan w kierunku przeciwnym do naturalnego, a pięściami po plecach to mogła walić ile dusza zapragnie. Tak samo wszelkie próby wykręcenia się z tego chwytu spełzły na niczym.
-Nie.- powtórzyła ciszej słysząc zamykane drzwi. Wierzgnęła jeszcze, ale jedyne w co trafiła to właśnie drzwi. Rozejrzała się przez kurtynę z włosów. Jeszcze przed chwilą walczyła, ale teraz z pełną świadomością, że nie ma ucieczki zmieniła się w trzęsącą się kukłę. Łzy przepełniły oczy i spływały teraz po twarzy. Tyle pytań kłębiło jej się w głowie, ale żadnego nie była w stanie zadać przez zaciśnięte gardło. Nawet nie zauważyła, że zostawili swojego. Starała się opanować szloch i zmusić się do logicznego myślenia, ale dosłownie żaden element obecnej sytuacji nie sprzyjał uspokojeniu się.
Jej plecak nadal znajdował się na plecach, a w nim przybory szkolne, jakaś książka do matmy, zeszyt, notebook szkolny oraz oczywiście portfel z dokumentami, pieniędzmi, kartą i tym podobnymi bajerami.
  
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-28, 17:13   

Byłam świadkiem strasznej sceny. Grupa bydlaków porwała młodą dziewczynę. To zdecydowanie było porwanie, a na pewno dziewczyna została wciągnięta do vana wbrew swojej woli. Nie zdążyłam zareagować, a van odjechał. Na szczęście udało mi się zapamiętać i nagrać numery rejestracyjne i markę. Udałoby mi się wyśledzić ten samochód, ale potrzebowałabym na to trochę czasu. No i komputera. A na to teraz nie było czasu. Dziewczyna nie musiała być mutantką i to nie musiały być te wielkie czystki, ale dziewczyna na pewno potrzebowała pomocy. Mogłam nie pomóc wszystkim mutantom, ale tej dziewczynie mogłam.
Podbiegłam do nastolatka, który leżał zwijając się z bólu na ulicy. - Wszystko w porządku? Wiesz kim była ta dziewczyna? - może to była jakaś znana mutantka, której imię wpadło mi w oko na jednym z forum. Wpadłam na coś jeszcze. - Masz jej numer telefonu? - numer telefonu powinno mi się udać wyśledzić przez mój telefon. To nie powinno być nic trudnego, rząd to robi prawie codziennie.
Pobiegłam za białym vanem, żeby zobaczyć w którym kierunku pojechali, jednocześnie zadzwoniłam do tej rudej dziewczyny, którą spotkałam przed chwilą na ulicy i która poszła z tym niemiłym typem za kibolami. Jeśli odebrała przekazałam jej szybko - Byłam właśnie świadkiem porwania. Rozglądajcie się za czarnym vanem z numerami rejestracyjnymi (tu podałam numery). - jeśli pobity nastolatek podał mi imię podałam je rudej dziewczynie. Jeśli nie odebrała telefonu wysłałam jej to wszystko smsem.
Jeśli udało mi się jeszcze zobaczyć gdzie jedzie van spróbowałam złapać taksówkę i pojechać, za vanem. Jeśli nie spróbowałam jeszcze raz użyć mojej mocy zobaczyć gdzie mnie poprowadzi.
[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-30, 00:12   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Bradley obserwował z daleka przystanek, ale Chloe wyglądała teraz jakby naprawdę czekała na autobus i zamierzała do niego wsiąść. Nie wiedział po co się w to angażował, powinien stąd spieprzać w momencie, gdy usłyszał, że planują jakiś atak na mutantów. Znowu zgrywał pieprzonego bohatera, którym przecież nie chciał być i wolał, żeby kojarzono go raczej z czarną postacią. Tak było łatwiej i przyjemniej.
Teraz jednak wiedział, że nie może zostawić Chloe, nawet jeśli po śmierci się odrodzi. Byłoby to nie fair. Poza tym trochę się zagotował jak zobaczył, że dresy coraz częściej patrzą w jej kierunku. Byli całkowicie nieobliczalni i szczerze mówiąc Brad trochę wątpił w umiejętności dziewczyny. Może dlatego, że jeszcze nie miał okazji zobaczyć jej w akcji, a wcześniej cały czas miał ją za słabego człowieka.
- Kurwa - mruknął pod nosem, wyraźnie zły na całą tę akcję. Naciągnął kaptur na głowę i założył okulary przeciwsłoneczne dla niepoznaki i pobiegł do rudowłosej na przystanek.
- Hej, już jestem - powiedział na tyle głośno, żeby te grube matoły usłyszały. Położył dłoń na plecach kobiety i przysunął się bliżej, żeby mogli się porozumiewać szeptem.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał wprost do jej ucha, udając przy tym, że całuje ją w policzek na powitanie. Brad był raczej sporym gościem i chociaż nie miał kolegów jak tamci to jednak gorzej zaczepić jego niż samą panienkę.
Jeśli ten przeklęty autobus w końcu przyjedzie to wsiądą do niego razem z osiłkami i wysiądą dokładnie tam gdzie oni.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-31, 23:22   

Na nic były próby wyrywania się, szarpania i płacz. Osiłek, słysząc szloch i błagania dziewczyny nawet na chwilę nie osłabiał swojego chwytu, dopóki drzwi vana całkowicie się nie zamknęły. Wtedy też bez większej troski niemal zrzucił dziewczynę ze swojego ramienia pod jedną ze ścian pojazdu, po chwili boleśnie łapiąc jej nadgarstki.
- Zamknij ryj! - Warknął, gdy silnik był odpalany, a nadgarstki Jane zostały związane liną, bo chwili będąc przywiązanymi do niewielkiego przegubu na tyłach paki - ot, kroki bezpieczeństwa, by w razie ostrego zakrętu nie latać po całym samochodzie.
Brunetka dopiero teraz przez zaszklone oczy mogła dostrzec jeszcze jedną osobę w aucie, postawioną w tej samej sytuacji, co ona. Młoda dziewczyna, elegancko ubrana z designerskie ubrania, z widoczną strużką krwi na skroni, przywiązaną do ścianki vana. Wewnątrz pozostało jej tylko się modlić, że współtowarzyszka tego cierpienia jest jeszcze żywa...
Nastolatka nie miała szans na obserwowanie drogi. Jakiekolwiek próby sprzeciwu, głośniejszego płaczu czy jakiekolwiek pytania były zbywane przez goryla warczeniem, czy nawet używaniem siły. Nie miał oporów przed uderzaniem kobiet. Może dlatego warto było się cieszyć, że podróż trwała zaledwie kilka minut? Ostatni kawałek drogi odbywał się na bardzo nierównej powierzchni, co z całą pewnością odczuły plecy naszych ofiar. Gdy auto się zatrzymało, ten sam mężczyzna zajął się odwiązaniem mutantki od ścianki i ponownie wrzucił ją sobie na plecy, gdy drugi z osiłków zajął się nieprzytomną dziewczyną.
Było tu ciemno i strasznie nieprzyjemnie. Wokół roznosił się zapach tęchlizny, a ściany widoczne dookoła mogły budzić poważny niepokój. Całe otoczenie mogło kojarzyć się z dziwnym, postapokaliptycznym planem zdjęciowym - okna zabite deskami, wieczny mrok, pojedyncze, mrugające źródła światła... I tylko głosy odbijające się od ścian, głoszące antymutanckie hasła wskazywały na to, że ktokolwiek jeszcze się tutaj kręci...

Nawet tak późne przybycie Robin nie skreślało jej szans na jakąkolwiek pomoc ofiarom. Blondynka sprawnie minęła zwijającego się z bólu agresora, który teraz próbował odpełznąć z miejsca zbrodni łkając żałośnie nad swoim poparzonym wzrokiem. Chyba na jego szczęście Aleksander byla bardziej zainteresowana młodym towarzyszem porwanej nastolatki, który wzdrygnął się, jak tylko usłyszał nad sobą obcy głos. Jonathan spojrzał z przerażeniem i łzami w oczach na kobietę, po chwili pociągając nosem.
- Hills... To Hillsowa. - Rzucił, jakby go właśnie olśniło, skąd kojarzył jej nazwisko. - Oni... Oni będą chcieli okupu?! - Zapytał, nie do końca zdając sobie sprawę z powagi całej sytuacji, wyciągając drżącą dłonią swój telefon. - Mam.. Mam numer... Gosposi... - Mruknął niepewnie, bo przecież z samą Jane nie zdążył się wymienić bezpośrednio numerem. Miał tylko jej facebooka, a sam telefon dziewczyny... Do niczego się już nie nadawał.
Przepytywanie chłopaka ze wszystkich znanych mu informacji uniemożliwiło śledzenie vana praktycznie całkowicie. Na tej ulicy nie można bylo też liczyć na sprawne złapanie taksówki - prawdopodobnie z tego względu van był ustawiony właśnie tutaj w oczekiwaniu na kolejną ofiarę.
Intuicja... Nie chciała jednak prowadzić w żadnym konkretnym kierunku. Tak, jakby centrum wydarzeń znajdowało się właśnie tutaj, jakby tutaj trzeba było szukać odpowiedzi. Może... Warto było wykorzystać tego jęczącego goryla w celu pozyskania informacji? Tylko... Jak go przekonać do współpracy?

Mała scenka ze strony Chloe musiała być całkiem nieźle odegrana. Mężczyźni albo nie skojarzyli, że już rudowłosą mijali, albo rzeczywiście musiała im się kojarzyć jako zwykły przechodzień, bo poza tym jednym typkiem - nie zwracali na nią szczególnej uwagi. Ich rozmowa telefoniczna dość szybko została zakończona, więc cała trójka mogła powrócić do swojego "normalnego" zachowania, jakby nic sobie nie robiąc z ochrzanu, który dostali od własnego przełożonego.
Widząc też ten mały uśmieszek ze strony Harper, osiłek chyba nie skojarzył, że komunikat wysyłany przez długowłosą jest dość jasny. Chyba... Wzięło go na małe flirty.
- No hej, mała. Wiesz, że jestem bohaterem? Cała ta plaga niedługo dzięki mnie się skończy. - Rzucił dość pewnie, unosząc sugestywnie swoje monobrewki i przygryzając lekko swoją wargę. - Ze mną żaden mutancki śmieć Ci nie grozi. - Dodał po chwili, zbliżając się na zdecydowanie zbyt bliską odległość. Wtedy jednak niczym rycerz na koniu, cały na biało, tuż obok dziewczyny pojawił się Bradley - na co mina naszego lovelasa automatycznie zrzedła. Chyba... Ugodziło to w jego miękkie serduszko skrywane pod tą twardą skorupą, że jego nowa wybranka jest już zajęta. Syknął nieprzyjemnie, posyłając w kierunku Greya nieprzyjemne spojrzenie, nim cofnął się do swoich kolegów. W tej samej chwili na przystanek podjechał autobus, pozwalając na odbycie tej krótkiej drogi, do wcześniej wspomnianego przez goryli miejsca...
Pioneer Square było oddalone zaledwie o kilka przystanków. Była to stosunkowo ładna dzielnica, na której mieściły się galerie sztuki, muzea i narodowy park historyczny. Większość z tych miejsc była od czasu wojny przestała funkcjonować, ale sama dzielnica nie straciła przez to na swoim uroku. Trójka naszych bohaterów w czerni od czasu wyjścia z autobusu drastycznie jednak zmieniła swoje zachowanie - nie byli już tak głośni, ich obecność nie była widziana z kilometra. Zupełnie... Jakby chcieli uniknąć niepotrzebnych gapi, gdy ruszyli w tylko sobie znanym kierunku...
_______________________
Bradley, Chloe oraz Jane proszeni są o odpis w podziemiach. Wątek Robin kontynuowany jest w tym temacie.

Rzuty:

Ukryj: 
[Profil]
 
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-04-02, 16:54   

Hills? Czy to nie od tej firmy technologicznej współpracującą z DOGS? Czy to mogło być zwykłe porwanie dla okupu, a nie te wielkie czystki mutantów? Chłopak nie podał mi żadnej przydatnej informacji. Chociaż... Może by zadzwonić tak do tej gosposi i poinformować ją, że dziewczyna została porwana?
Nie dojrzałam gdzie pojechał van. Taksówek też nie było. Wróciłam do miejsca zbrodni i dopiero teraz dojrzałam jednego z porywaczy, jęczącego na ziemi. To ten co dostał gazem po oczach. Jakoś wydawało mi się, że wszedł do tego vana. Bez sensu, że go tak zostawili.
Najpierw jednak postanowiłam zająć się nastolatkiem. - Wszystko będzie dobrze. Wezwać Ci może karetkę? - może i to był słaby czas na to, ale z drugiej strony mogło mi się nie udać uratować dziewczyny, a chłopak mógłby się tu wykrwawić. Poprosiłam też o numer tej gosposi, nie wiedząc dokładnie co z nim jeszcze zrobię.
Podeszłam do tego goryla i o ile mogłam to dostrzec sprawdziłam, czy ma charakterystyczną przypinkę. Jeśli nie spróbowała podstępu. - O mój boże! Nic panu nie jest? - powiedziałam super przymilnym głosem, kucając przy nim i pomagając mu usiąść. Jednocześnie spróbowałam dotknąć jego odsłoniętą skórę. Może uda mi się przypadkowo wywołać jakąś przydatną wizje. Teraz na pewno dojrzę czy ma przypinkę. Miał czy nie pannie Hills trzeba było pomóc. Najpierw odsunęłam się na bezpieczną odległość. - Słuchaj. Mam nagranie jak twoja ferajna, nie dość że bije dziewczynę, to wbrew jej woli wciąga ją do vana. Więc albo grzecznie powiesz, co zamierzacie z nią zrobić, albo posiedzisz sobie w więzieniu parę lat. Internet będzie miał niezły ubaw jak zobaczy jak twoi kumple Cię zostawiają płaczącego jak mała dziewczynka.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: Wczoraj 23:03   

Chłopak ze łzami w oczach przecierał swój obolały nos rękawem swojej pseudo skórzanej kurtki. Chyba dopiero teraz zaczęło do niego dochodzić, co tak naprawdę tutaj się wydarzyło. Tępy strach był zastępowany dezorientacją i poczuciem żalu, że nie tylko dał się tak łatwo powalić, ale i... Nie pomógł biednej Jane.
- Ja pierdole... Jak zjebałem... - Załkał, chociaż nie mogłaś mieć pewności, czy z powodu bólu w siniejącym już nosie, czy jednak poczucia bezradności. - Nie, nie ma mowy! - Zaoponował, chwiejnie podnosząc się na nogi. Chyba... To wszystko go przerastało. Widać jednak było wyraźną ulgę na jego twarzy, gdy poprosiłaś go o ten numer - chyba oblatywał go strach, jak miał pomyśleć, że to on miałby poinformować bliskich dziewczyny o całym tym zajściu. Bez zająknięcia oddał Ci swój telefon, bo sam przez łzy chyba nie do końca był w stanie odczytać numer z wyświetlacza. - Tylko nie wpakuj mnie w większe problemy, błagam... - Wyrzucił z siebie żałosnym tonem, zabierając swoją własność, zanim podpierając się o ściany - ruszył dalej w uliczkę, zapewne z zamiarem powrotu do domu. Z całą pewnością bał się konsekwencji. No bo... Co jeśli i jego w to wmieszają?

Goryl leżący na ulicy za to nie wykazywał takich obaw. Gaz pieprzowy chyba powoli przestawał działać, choć oczy wciąż go niezmiernie piekły. Zdołałaś go dorwać akurat, gdy podpełznął do jednego ze śmietników, opierając się o niego plecami. Syczał nieprzyjemnie swoimi wargami i mogłaś bez problemu zauważyć jego spuchnięte powieki przybierające obecnie żółto różowe barwy.
Słysząc Twoje pytanie, próbował otworzyć swoje oczy - musiałaś przyznać, że wyglądało to.. Dość groteskowo. Jego jasne tęczówki otoczone były masą popękanych naczynek a istny wyszczerz zza podrażnionej skóry mógł powodować poważny dyskomfort.
- To... To te wynaturzenia! - Zakrzyknął, dławiąc się jeszcze piekącym smakiem roznoszącym po jego gardle. Młoda Hills nie pożałowała ani grama swojej broni, jak widać. - Jebany wynaturzeniec mnie zaatakował! - Dodał po chwili, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiele byłaś w stanie zauważyć. W końcu... Od dobrych kilku minut praktycznie nic nie widział.
Nie tylko zdołałaś zauważyć przypinkę na kołnierzu jego kurtki, ale i wsparłaś go, gdy zachwiał się, prawie upadając ze swojego siadu, łapiąc go za rękę. Nie zdołałaś wyłapać, jak dokładnie się nazywał. Jacob? Jason? Jay? Chyba coś na J, ale w sumie... Może to sobie dopowiadałaś?
Miałaś jednak przed oczami krótką wizję. Jakieś miejsce, wyglądające niczym... Scenografia? Wszędzie było ciemno, ściany dookoła wyglądały niczym scena z postapokaliptycznego filmu, okna były pozabijane dechami, nie widziałaś żadnych szyb. Nie czułaś zapachu, ale mogłabyś przysiąc, że musi tu walić stęchlizną. Miejsce wydawało się raczej opuszczone, choć Twoją uwagę przykuły... Dość nowoczesne, drewniane rampy rozstawione między kolejnymi uliczkami. Nie mogłaś skojarzyć tego miejsca, ale... Może było wystarczająco charakterystyczne, żeby po chwili dedukcji móc je bezproblemowo namierzyć?
Mężczyzna w końcu przestał przecierać swoje powieki. Jego głośne sapnięcia wciąż jednak niosły się po uliczce - nawet, gdy odsunęłaś się od niego na kilka kroków. - Huh. Więzienie? - Zainicjował, z wyczuwalnym sarkazmem w głosie. - Ta mała suka była mutantką. Takich jak ja się nie zamyka. Wciela się nas do armii, mała. - Splunął na ziemię gdzieś koło siebie, na nowo sycząc nieprzyjemnie. Mina jednak wyraźnie mu zrzedła, gdy wspomniałaś o... Zostaniu pośmiewiskiem.
- Ty mała... - Zawarczał, próbując dosięgnąć Cię rękoma, jednak jego stan wciąż nie pozwalał mu na wystarczająco zgrabne ruchy, Wystarczył kolejny krok w tył, by mężczyzna boleśnie uderzył twarzą o asfalt przed Tobą. - SUKO! - Warknął, rzucając się po ziemi. z całą pewnością - nie był dobrym materiałem na towarzysza konwersacji...


_______________
Rzuty:
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6