Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka #1
Autor Wiadomość
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-28, 22:03   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Teoretycznie minęło już naprawdę wiele lat, odkąd zetknęła się z tak intensywnym zapachem... Cóż, ryb, wilgoci, ale też - o ironio - przeszłości. Minęło wyjątkowo wiele lat, ale wciąż pamiętała tamten okres. Pamiętała praktycznie wszystkie dni spędzone w magazynie w Bostonie, prawie każdą godzinę, podczas której nie spała ani nie pogrążała się w drzemce. Prawie każde słowo, jakie tam padło - latami przywoływane z zakamarków pamięci, starannie konserwowane i przechowywane w jej myślach. Zachowywała je niczym swoisty memoriał dla tych, którzy już odeszli. Tak dawno się z nimi rozstała, ale... Nie mogła ich utracić, nie do końca...
A teraz, gdy znowu poczuła ten odurzający zapach - żeby nie powiedzieć odór - dosłownie zakręciło jej się w głowie. Zupełnie tak, jakby wspomnienia postanowiły nagle ją przygnieść. Wspomnienia, ale też niezmierne, gwałtownie nawracające poczucie winy. Mimo że teoretycznie dowiedziała się, iż jej przyjaciele jednak przeżyli... Że nie pozostawiła Tobiasa na pewną śmierć, uciekając z tamtej strzelaniny, tak naprawdę niewiele to zmieniało. Wcale nie odejmowało jej przewinień. Wciąż była tchórzem, który pozostawiał najbliższych na pastwę losu, niewiele zastanawiając się przed ucieczką.
Wystarczył zaledwie moment, by uświadomiła sobie to wszystko. I nawet jeśli z początku nie było wcale aż tak źle - w końcu pozwoliła sobie na zadanie pytania, wchodząc jeszcze głębiej w ciemność i sprawiając naprawdę spokojniejsze wrażenie - z każdą kolejną chwilą coraz bardziej przypominała sobie tamtą bezradną dziewczynkę, jaka przeciskała się pomiędzy beczkami w porcie, słysząc za sobą echo wystrzałów... Strzelaninę, która, jak wtedy sądziła, odebrała jej jedną z najbliższych osób.
I chociaż obserwowała to, co robił jej towarzysz, wiodąc spojrzeniem za przesuwaną lodówką... Myślami była całkowicie gdzie indziej, nawet nie oponując, gdy postanowił ująć ją za rękę i pociągnąć jeszcze głębiej do wnętrza magazynu. Chwała Bogu, przynajmniej było ciemno. Nienawidziła robić publicznych scen, a była pewna, że - prócz łez, które samowolnie zaczęły spływać ciurkiem po jej policzkach, nim w ogóle do końca pojęła, jak bardzo obawiała się powtórki z rozrywki - po prostu poszarzała, czując, jak zbiera ją nie tylko na drgawki, lecz także na wymioty. A przecież nie chciała być słaba. Narobiła dostatecznie wielu problemów, teraz chybocząc się na nogach...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-01-06, 23:00   
  

   Talon na Aarona i balon


Czy ktokolwiek może pogodzić się ze stratą bliskich osób w stu procentach? Chyba nie. Fowler do tej pory trzymał nieśmiertelniki wszystkich poległych przyjaciół, do tej pory widział ich twarze w koszmarach. Słyszał ich głosy, czasem błagali o życie, innym razem twierdzili, że to on ich zabił. Nie potrafił się pozbyć wspomnień - mimo tego, że czasem naprawdę chciał.
Dlatego byłby w stanie to zrozumieć, zrozumieć ją. Mimo wszystko... Nie mieli wyjścia, musieli się zatrzymać właśnie w tym magazynie. Więc trzymając ją mocno za dłoń przesuwał się dalej w głąb pomieszczenia. Na całe szczęście jego wzrok już po paru chwilach przyzwyczaił się do ciemności. Magazyn wyglądał na opustoszały, być może nawet opuszczony w pośpiechu? Tu i ówdzie zostały różne pozostałości po właścicielach, lub pracownikach. Jakieś ubrania, kilka dotkniętych czasem toreb, porozrzucane narzędzia... Ciekawe co mogło się tutaj wydarzyć?
Fowler nie miał jednak czasu na zastanawianie się nad tym. Musieli znaleźć jakiś kąt, by choć przez chwilę odpocząć, pomyśleć co dalej.
Odpowiednim miejscem wydało się pomieszczenie biurowe, do którego weszli przez - dzięki bogu - tym razem otwarte drzwi. Było tu troszkę cieplej niż w innych częściach budynku.
Fowler puścił wreszcie dłoń swojej towarzyszki i rozejrzał się po ich chwilowej kryjówce. Kilka szafek - pewnie na dokumenty, wieszak na ubrania, krzesło, biurko, a na nim laptop starszej generacji, oraz lampka. Jaka miła niespodzianka spotkała go, gdy okazało się, że ostatni z wymienionych przedmiotów wciąż działa. Nie miał pojęcia jakim cudem nie odłączyli jeszcze prądu, ale nie interesowało go to specjalnie.
Oparł się o biurko i odetchnął głębiej - prawdopodobnie po raz pierwszy dzisiaj z ulgą.
Przeniósł spojrzenie na Maye i dopiero w tej chwili zauważył, że coś jest z nią nie tak. Nie wiń go za to, że dopiero tak późno, ekhm... W końcu to dalej tylko facet.
- Hej... Wszystko w porządku...? - wyszeptał i podszedł do niej trochę bliżej. Nie miał pojęcia co się działo, ale nie był też pewien, czy ma prawo o to pytać. Chciał tylko pomóc - zupełnie tak, jak ona pomogła jemu.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-07, 23:55   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie, nie było w porządku. NIC nie było w porządku... Nie było i w tym momencie miała wrażenie, jakby już nigdy nie miało się zmienić. Zupełnie tak, jak gdyby jakaś niewidzialna, niesamowicie drwiąca siła nieustannie pchała ją w kierunku tego jednego punktu, tego jednego rozwiązania, jakie przecież nie miało skończyć się tragicznie.
Kiedy pospiesznie o nim rozmawiali, brzmiało w naprawdę logiczny sposób, czyż nie? Teoretycznie nikt nie musiał wiedzieć, że przebywali tam wspólnie. Teoretycznie wtargnięcie na prywatny, ale nieoznakowany i opuszczony teren nie było karane aresztem. Teoretycznie bezdomnych puszczano luzem, o ile tylko nie byli mutantami. Teoretycznie... Powinno się udać.
Ale tak nie było. Odgłosy strzelaniny roznoszące się echem po olbrzymim magazynie, z którego przed chwilą wybiegła w popłochu, do tej pory prześladowały Maysilee w najgorszych koszmarach. Pamiętała tamten zapach - tak bardzo pokrywający się z tym tutaj - pamiętała, jak głośno brzmiały wszystkie dźwięki i jak bardzo wprawiały jej ciało w osłupienie. Tamtego przerażenia nie dało się zapomnieć. Szło w parze z niedużą, ale głęboką blizną pod kolanem i z traumą praktycznie do końca życia.
To właśnie dlatego z początku nie chciała wracać do Bractwa - wtedy, gdy już przemogła się z tą myślą, ale dostrzegła, gdzie znajdowała się jego siedziba. Nienawidziła magazynów. Po prostu nie mogła ich znieść. Nieważne, jak czyste, przyjemne i pełne światła były, wchodzenie do nich za każdym razem było dla niej najprawdziwszym wyzwaniem.
I choć do tej pory przyzwyczaiła się już do miejsca, w którym zbierali się - zrzeszeni pod przywództwem Hoppera - ci wszyscy znajomi mutanci... Nadal wolała nocować we własnym mieszkaniu w Seattle, a w samym Bractwie nie spędzała zbyt wiele czasu. Z dwojga złego, naprawdę wolała już kręcić się po getcie. Nieważne, jak biedne i przerażające było, nie nasuwało jej aż tylu wspomnień. Nie tych, jakie teraz wyprowadzały ją - i jej moc - z równowagi.
Dostrzegając ruch, nie od razu pomyślała o tym, iż nie chodziło o nieprzyjaciela. Dale naprawdę zainteresował się jej nagłym napadem paniki... Problem w tym, że Maya nie za bardzo była w stanie się na tym skupić. Nie teraz, nie w takim momencie, patrząc na niego z naprawdę szeroko otwartymi oczami i oddychając płytko przez usta. A kiedy spróbował się do niej zbliżyć, instynktownie zrobiła krok w tył, opierając się o jakieś biurko, na którym chwilę później podparła się na dłoni.
- Przepraszam. - Burknęła cicho, usiłując zebrać myśli. - Po prostu... Nie lubię magazynów. - To mówiąc, wydała z siebie ciche parsknięcie - ni to gorzko rozbawione swoją własną słabością, ni to dla niej pobłażliwe. - Jak się czujesz? - Musiała skupić myśli na czymś innym, po prostu musiała to zrobić, przełykając ślinę i prostując się na tyle, na ile mogła.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-01-09, 23:04   
  

   Talon na Aarona i balon


Wspomnienia to naprawdę zabawna rzecz. Pomieszczenie, zapach, cokolwiek potrafiło przywołać te najgorsze i wprawić człowieka w okropny nastrój. Te najbardziej traumatyczne zostawały z nami przeważnie do końca - nawet jeśli się zacierały to nie znikały na zawsze. To nie prawda, że czas leczy rany. Raczej przyzwyczaja do bólu, powoli przyzwyczajamy się do niego, spychamy go gdzieś na bok - ale zawsze przy nas zostaje. Przeważnie pomaga bliskość drugiej osoby. Właśnie tak działała na Dale'a jedyna kobieta, którą pokochał przez całe życie. Niestety już jej nie ma - Colleen odeszła zupełnie jak większość osób, które cokolwiek dla niego znaczyli.
Skoro już mowa o Col... Coraz częściej widywał ją w snach, pojawiała się obok jego martwych przyjaciół. Nigdy nie był przesądny, nie wierzył w astrologie, horoskopy, w sny, czy nawet w Boga. Wierzył tylko w samego siebie, ale czy to, że po takim czasie zaczęła go nawiedzać w snach nie było jakimś znakiem? Porzucił nadzieję na odzyskanie jej. Nie miał nawet jak zacząć, nie miał żadnych śladów, żadnych plotek, niczego. Po prostu powoli godził się z tym, że stracił ją na zawsze. I coraz mocniej zaprzyjaźniał się z samotnością, która w połączeniu z butelką whisky była jego jedynym towarzystwem.
Tak więc... Tak, myślę, że pod tym względem dogadałby się z Maysilee. Gdyby oczywiście wiedział co siedzi w tej jej małej główce.
Fowler nie był ślepy. Widział, że coś jest z nią nie tak, nie miał tylko pojęcia co. Z sekundy na sekundę stała się kimś innym, jakby coś ją przytłoczyło, jakby znienacka coś w nią uderzyło. Nie zamierzał jednak z niej nic wyciągać, bo zwyczajnie nie miał do tego prawa. Jeśli będzie chciała może sama mu powie.
Tak, czy inaczej - skoro odsunęłą się o ten jeden krok on zrobił dokładnie to samo, żeby nie naruszać jej przestrzeni, czy jak to tam się mówi.
Westchnął cicho i drżącą ręką sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów.
- Nie przepraszaj... Nie masz za co. Przykro mi, że trafiliśmy akurat na magazyn, ale jak sama dobrze wiesz raczej nie mieliśmy zbyt dużego wyboru.. - wsadził papierosa między wargi i rozpalił go za pomocą zapalniczki.
- Ja... Już mi lepiej. Jestem po prostu zmęczony, trochę boli mnie gardło i chyba mam gorączkę, ale jest znacznie lepiej niż wcześniej.. - powiedział cicho i zaciągnął się, po czym zaniósł się kaszlem. No, cóż... Nie jego wina, że stał się ostatnio cholernym nałogowcem.
- Słuchaj, ja... Chciałbym Ci podziękować. Uratowałaś mi życie... Takich rzeczy się nie zapomina, a ja na pewno się odwdzięczę. Jestem Ci to winien.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-12, 20:27   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Teoretycznie przebywali w miejscu, w którym wręcz roiło się od luksusowych - choć jednocześnie wyglądających niczym wyjęte z katalogu osiedlowych melin - klubów w podziemiach budynków, niedużych, poukrywanych sklepików w niezrozumiale zawyżonymi cenami żywności, biur i siedzib przedsiębiorstw, loftów i... Cóż, i wreszcie także magazynów. Czego innego mogła się zatem spodziewać?
Wparowanie do jednego z nich było z pewnością mniej inwazyjne niż zrobienie tego samego w przypadku czyjegoś mieszkania czy biznesu. Nie miała nawet najmniejszych wątpliwości, że - z dwojga złego - trafili w prawdopodobnie najlepsze możliwe miejsce. Opustoszałe, zapewne już nie wykorzystywane, ciche, ciemne i dosyć spore - przynajmniej z tego, co dotychczas zarejestrowała. Czy musiało jednak tak bardzo przypominać jej o przeszłości? Zwłaszcza teraz, gdy przyszłość była jeszcze bardziej niejasna?
- Mogło być znacznie gorzej. - Odmruknęła, przecierając powieki wierzchem dłoni i znowu biorąc jeden z tych bardzo głębokich, uspokajających oddechów. Mimo wszystko, nawet jeśli byli pod dachem, nie chciała jeszcze bardziej się nakręcać. Nie miała bladego pojęcia, co mogłoby to przynieść i chyba... Chyba kompletnie nie chciała tego wiedzieć.
Jeszcze raz spoglądając na biurko, na którym chwilowo wyłącznie się podpierała, sprawdziła jego stabilność, mocniej naciskając ręką na blat. A gdy nóżki nie zakołysały się, postanowiła po prostu na nim przysiąść, nie rejestrując nigdzie żadnego bezpiecznie wyglądającego krzesła. Wszystkie wyglądały tak, jakby miały rozpaść się przy najlżejszym dotknięciu, a Maya... Maisie chyba wolała już biało-szare zabrudzenia na ciemnym ubraniu, niżeli bliższe spotkania z podłogą.
- Palenie zazwyczaj nie pomaga na ból gardła, wiesz? - Nie zamierzała całkowicie mu tego wypominać, zakazywać czy coś w tym rodzaju. Po prostu wzruszyła ramionami, pozwalając mężczyźnie dokończyć wszystko to, co miał jej do powiedzenia. Włącznie z podziękowaniami, na których dźwięk lekko się uśmiechnęła, kiwając przy tym głową.
- To nic takiego. - Tak, to naprawdę było nic takiego, zwłaszcza w czasach, w których należało sobie pomagać, by w ogóle dożyć kolejnego dnia. - Serio. Poza tym... Jeszcze stąd nie wyszliśmy, a z gorączką też chyba trzeba coś zrobić. Mam w torbie środki medyczne. - To mówiąc, machnęła głową w kierunku tego, co nie pozostało w siatce na ulicy, a co mimowolnie odstawiła gdzieś w przejściu. - Tylko to, co można wnieść do getta, ale to zawsze coś. Ostatnio naprawdę kiepsko z takimi środkami...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6