Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka #1
Autor Wiadomość
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-28, 22:03   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Teoretycznie minęło już naprawdę wiele lat, odkąd zetknęła się z tak intensywnym zapachem... Cóż, ryb, wilgoci, ale też - o ironio - przeszłości. Minęło wyjątkowo wiele lat, ale wciąż pamiętała tamten okres. Pamiętała praktycznie wszystkie dni spędzone w magazynie w Bostonie, prawie każdą godzinę, podczas której nie spała ani nie pogrążała się w drzemce. Prawie każde słowo, jakie tam padło - latami przywoływane z zakamarków pamięci, starannie konserwowane i przechowywane w jej myślach. Zachowywała je niczym swoisty memoriał dla tych, którzy już odeszli. Tak dawno się z nimi rozstała, ale... Nie mogła ich utracić, nie do końca...
A teraz, gdy znowu poczuła ten odurzający zapach - żeby nie powiedzieć odór - dosłownie zakręciło jej się w głowie. Zupełnie tak, jakby wspomnienia postanowiły nagle ją przygnieść. Wspomnienia, ale też niezmierne, gwałtownie nawracające poczucie winy. Mimo że teoretycznie dowiedziała się, iż jej przyjaciele jednak przeżyli... Że nie pozostawiła Tobiasa na pewną śmierć, uciekając z tamtej strzelaniny, tak naprawdę niewiele to zmieniało. Wcale nie odejmowało jej przewinień. Wciąż była tchórzem, który pozostawiał najbliższych na pastwę losu, niewiele zastanawiając się przed ucieczką.
Wystarczył zaledwie moment, by uświadomiła sobie to wszystko. I nawet jeśli z początku nie było wcale aż tak źle - w końcu pozwoliła sobie na zadanie pytania, wchodząc jeszcze głębiej w ciemność i sprawiając naprawdę spokojniejsze wrażenie - z każdą kolejną chwilą coraz bardziej przypominała sobie tamtą bezradną dziewczynkę, jaka przeciskała się pomiędzy beczkami w porcie, słysząc za sobą echo wystrzałów... Strzelaninę, która, jak wtedy sądziła, odebrała jej jedną z najbliższych osób.
I chociaż obserwowała to, co robił jej towarzysz, wiodąc spojrzeniem za przesuwaną lodówką... Myślami była całkowicie gdzie indziej, nawet nie oponując, gdy postanowił ująć ją za rękę i pociągnąć jeszcze głębiej do wnętrza magazynu. Chwała Bogu, przynajmniej było ciemno. Nienawidziła robić publicznych scen, a była pewna, że - prócz łez, które samowolnie zaczęły spływać ciurkiem po jej policzkach, nim w ogóle do końca pojęła, jak bardzo obawiała się powtórki z rozrywki - po prostu poszarzała, czując, jak zbiera ją nie tylko na drgawki, lecz także na wymioty. A przecież nie chciała być słaba. Narobiła dostatecznie wielu problemów, teraz chybocząc się na nogach...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-01-06, 23:00   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Czy ktokolwiek może pogodzić się ze stratą bliskich osób w stu procentach? Chyba nie. Fowler do tej pory trzymał nieśmiertelniki wszystkich poległych przyjaciół, do tej pory widział ich twarze w koszmarach. Słyszał ich głosy, czasem błagali o życie, innym razem twierdzili, że to on ich zabił. Nie potrafił się pozbyć wspomnień - mimo tego, że czasem naprawdę chciał.
Dlatego byłby w stanie to zrozumieć, zrozumieć ją. Mimo wszystko... Nie mieli wyjścia, musieli się zatrzymać właśnie w tym magazynie. Więc trzymając ją mocno za dłoń przesuwał się dalej w głąb pomieszczenia. Na całe szczęście jego wzrok już po paru chwilach przyzwyczaił się do ciemności. Magazyn wyglądał na opustoszały, być może nawet opuszczony w pośpiechu? Tu i ówdzie zostały różne pozostałości po właścicielach, lub pracownikach. Jakieś ubrania, kilka dotkniętych czasem toreb, porozrzucane narzędzia... Ciekawe co mogło się tutaj wydarzyć?
Fowler nie miał jednak czasu na zastanawianie się nad tym. Musieli znaleźć jakiś kąt, by choć przez chwilę odpocząć, pomyśleć co dalej.
Odpowiednim miejscem wydało się pomieszczenie biurowe, do którego weszli przez - dzięki bogu - tym razem otwarte drzwi. Było tu troszkę cieplej niż w innych częściach budynku.
Fowler puścił wreszcie dłoń swojej towarzyszki i rozejrzał się po ich chwilowej kryjówce. Kilka szafek - pewnie na dokumenty, wieszak na ubrania, krzesło, biurko, a na nim laptop starszej generacji, oraz lampka. Jaka miła niespodzianka spotkała go, gdy okazało się, że ostatni z wymienionych przedmiotów wciąż działa. Nie miał pojęcia jakim cudem nie odłączyli jeszcze prądu, ale nie interesowało go to specjalnie.
Oparł się o biurko i odetchnął głębiej - prawdopodobnie po raz pierwszy dzisiaj z ulgą.
Przeniósł spojrzenie na Maye i dopiero w tej chwili zauważył, że coś jest z nią nie tak. Nie wiń go za to, że dopiero tak późno, ekhm... W końcu to dalej tylko facet.
- Hej... Wszystko w porządku...? - wyszeptał i podszedł do niej trochę bliżej. Nie miał pojęcia co się działo, ale nie był też pewien, czy ma prawo o to pytać. Chciał tylko pomóc - zupełnie tak, jak ona pomogła jemu.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-07, 23:55   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie, nie było w porządku. NIC nie było w porządku... Nie było i w tym momencie miała wrażenie, jakby już nigdy nie miało się zmienić. Zupełnie tak, jak gdyby jakaś niewidzialna, niesamowicie drwiąca siła nieustannie pchała ją w kierunku tego jednego punktu, tego jednego rozwiązania, jakie przecież nie miało skończyć się tragicznie.
Kiedy pospiesznie o nim rozmawiali, brzmiało w naprawdę logiczny sposób, czyż nie? Teoretycznie nikt nie musiał wiedzieć, że przebywali tam wspólnie. Teoretycznie wtargnięcie na prywatny, ale nieoznakowany i opuszczony teren nie było karane aresztem. Teoretycznie bezdomnych puszczano luzem, o ile tylko nie byli mutantami. Teoretycznie... Powinno się udać.
Ale tak nie było. Odgłosy strzelaniny roznoszące się echem po olbrzymim magazynie, z którego przed chwilą wybiegła w popłochu, do tej pory prześladowały Maysilee w najgorszych koszmarach. Pamiętała tamten zapach - tak bardzo pokrywający się z tym tutaj - pamiętała, jak głośno brzmiały wszystkie dźwięki i jak bardzo wprawiały jej ciało w osłupienie. Tamtego przerażenia nie dało się zapomnieć. Szło w parze z niedużą, ale głęboką blizną pod kolanem i z traumą praktycznie do końca życia.
To właśnie dlatego z początku nie chciała wracać do Bractwa - wtedy, gdy już przemogła się z tą myślą, ale dostrzegła, gdzie znajdowała się jego siedziba. Nienawidziła magazynów. Po prostu nie mogła ich znieść. Nieważne, jak czyste, przyjemne i pełne światła były, wchodzenie do nich za każdym razem było dla niej najprawdziwszym wyzwaniem.
I choć do tej pory przyzwyczaiła się już do miejsca, w którym zbierali się - zrzeszeni pod przywództwem Hoppera - ci wszyscy znajomi mutanci... Nadal wolała nocować we własnym mieszkaniu w Seattle, a w samym Bractwie nie spędzała zbyt wiele czasu. Z dwojga złego, naprawdę wolała już kręcić się po getcie. Nieważne, jak biedne i przerażające było, nie nasuwało jej aż tylu wspomnień. Nie tych, jakie teraz wyprowadzały ją - i jej moc - z równowagi.
Dostrzegając ruch, nie od razu pomyślała o tym, iż nie chodziło o nieprzyjaciela. Dale naprawdę zainteresował się jej nagłym napadem paniki... Problem w tym, że Maya nie za bardzo była w stanie się na tym skupić. Nie teraz, nie w takim momencie, patrząc na niego z naprawdę szeroko otwartymi oczami i oddychając płytko przez usta. A kiedy spróbował się do niej zbliżyć, instynktownie zrobiła krok w tył, opierając się o jakieś biurko, na którym chwilę później podparła się na dłoni.
- Przepraszam. - Burknęła cicho, usiłując zebrać myśli. - Po prostu... Nie lubię magazynów. - To mówiąc, wydała z siebie ciche parsknięcie - ni to gorzko rozbawione swoją własną słabością, ni to dla niej pobłażliwe. - Jak się czujesz? - Musiała skupić myśli na czymś innym, po prostu musiała to zrobić, przełykając ślinę i prostując się na tyle, na ile mogła.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-01-09, 23:04   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Wspomnienia to naprawdę zabawna rzecz. Pomieszczenie, zapach, cokolwiek potrafiło przywołać te najgorsze i wprawić człowieka w okropny nastrój. Te najbardziej traumatyczne zostawały z nami przeważnie do końca - nawet jeśli się zacierały to nie znikały na zawsze. To nie prawda, że czas leczy rany. Raczej przyzwyczaja do bólu, powoli przyzwyczajamy się do niego, spychamy go gdzieś na bok - ale zawsze przy nas zostaje. Przeważnie pomaga bliskość drugiej osoby. Właśnie tak działała na Dale'a jedyna kobieta, którą pokochał przez całe życie. Niestety już jej nie ma - Colleen odeszła zupełnie jak większość osób, które cokolwiek dla niego znaczyli.
Skoro już mowa o Col... Coraz częściej widywał ją w snach, pojawiała się obok jego martwych przyjaciół. Nigdy nie był przesądny, nie wierzył w astrologie, horoskopy, w sny, czy nawet w Boga. Wierzył tylko w samego siebie, ale czy to, że po takim czasie zaczęła go nawiedzać w snach nie było jakimś znakiem? Porzucił nadzieję na odzyskanie jej. Nie miał nawet jak zacząć, nie miał żadnych śladów, żadnych plotek, niczego. Po prostu powoli godził się z tym, że stracił ją na zawsze. I coraz mocniej zaprzyjaźniał się z samotnością, która w połączeniu z butelką whisky była jego jedynym towarzystwem.
Tak więc... Tak, myślę, że pod tym względem dogadałby się z Maysilee. Gdyby oczywiście wiedział co siedzi w tej jej małej główce.
Fowler nie był ślepy. Widział, że coś jest z nią nie tak, nie miał tylko pojęcia co. Z sekundy na sekundę stała się kimś innym, jakby coś ją przytłoczyło, jakby znienacka coś w nią uderzyło. Nie zamierzał jednak z niej nic wyciągać, bo zwyczajnie nie miał do tego prawa. Jeśli będzie chciała może sama mu powie.
Tak, czy inaczej - skoro odsunęłą się o ten jeden krok on zrobił dokładnie to samo, żeby nie naruszać jej przestrzeni, czy jak to tam się mówi.
Westchnął cicho i drżącą ręką sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów.
- Nie przepraszaj... Nie masz za co. Przykro mi, że trafiliśmy akurat na magazyn, ale jak sama dobrze wiesz raczej nie mieliśmy zbyt dużego wyboru.. - wsadził papierosa między wargi i rozpalił go za pomocą zapalniczki.
- Ja... Już mi lepiej. Jestem po prostu zmęczony, trochę boli mnie gardło i chyba mam gorączkę, ale jest znacznie lepiej niż wcześniej.. - powiedział cicho i zaciągnął się, po czym zaniósł się kaszlem. No, cóż... Nie jego wina, że stał się ostatnio cholernym nałogowcem.
- Słuchaj, ja... Chciałbym Ci podziękować. Uratowałaś mi życie... Takich rzeczy się nie zapomina, a ja na pewno się odwdzięczę. Jestem Ci to winien.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-12, 20:27   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Teoretycznie przebywali w miejscu, w którym wręcz roiło się od luksusowych - choć jednocześnie wyglądających niczym wyjęte z katalogu osiedlowych melin - klubów w podziemiach budynków, niedużych, poukrywanych sklepików w niezrozumiale zawyżonymi cenami żywności, biur i siedzib przedsiębiorstw, loftów i... Cóż, i wreszcie także magazynów. Czego innego mogła się zatem spodziewać?
Wparowanie do jednego z nich było z pewnością mniej inwazyjne niż zrobienie tego samego w przypadku czyjegoś mieszkania czy biznesu. Nie miała nawet najmniejszych wątpliwości, że - z dwojga złego - trafili w prawdopodobnie najlepsze możliwe miejsce. Opustoszałe, zapewne już nie wykorzystywane, ciche, ciemne i dosyć spore - przynajmniej z tego, co dotychczas zarejestrowała. Czy musiało jednak tak bardzo przypominać jej o przeszłości? Zwłaszcza teraz, gdy przyszłość była jeszcze bardziej niejasna?
- Mogło być znacznie gorzej. - Odmruknęła, przecierając powieki wierzchem dłoni i znowu biorąc jeden z tych bardzo głębokich, uspokajających oddechów. Mimo wszystko, nawet jeśli byli pod dachem, nie chciała jeszcze bardziej się nakręcać. Nie miała bladego pojęcia, co mogłoby to przynieść i chyba... Chyba kompletnie nie chciała tego wiedzieć.
Jeszcze raz spoglądając na biurko, na którym chwilowo wyłącznie się podpierała, sprawdziła jego stabilność, mocniej naciskając ręką na blat. A gdy nóżki nie zakołysały się, postanowiła po prostu na nim przysiąść, nie rejestrując nigdzie żadnego bezpiecznie wyglądającego krzesła. Wszystkie wyglądały tak, jakby miały rozpaść się przy najlżejszym dotknięciu, a Maya... Maisie chyba wolała już biało-szare zabrudzenia na ciemnym ubraniu, niżeli bliższe spotkania z podłogą.
- Palenie zazwyczaj nie pomaga na ból gardła, wiesz? - Nie zamierzała całkowicie mu tego wypominać, zakazywać czy coś w tym rodzaju. Po prostu wzruszyła ramionami, pozwalając mężczyźnie dokończyć wszystko to, co miał jej do powiedzenia. Włącznie z podziękowaniami, na których dźwięk lekko się uśmiechnęła, kiwając przy tym głową.
- To nic takiego. - Tak, to naprawdę było nic takiego, zwłaszcza w czasach, w których należało sobie pomagać, by w ogóle dożyć kolejnego dnia. - Serio. Poza tym... Jeszcze stąd nie wyszliśmy, a z gorączką też chyba trzeba coś zrobić. Mam w torbie środki medyczne. - To mówiąc, machnęła głową w kierunku tego, co nie pozostało w siatce na ulicy, a co mimowolnie odstawiła gdzieś w przejściu. - Tylko to, co można wnieść do getta, ale to zawsze coś. Ostatnio naprawdę kiepsko z takimi środkami...
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-03, 19:29   

// 31 maja


To było wyjątkowo ciepłe, piątkowe popołudnie. Widać było, że ludzie chyba nawet zapominali o bolączkach codziennego życia w tym mieście ogarniętym dziwną, dość ciężko atmosferą, gdy w końcu zbliżał się ich upragniony weekend.

Mimo, że słonko za oknem radośnie przygrzewało, Robin chowała się za ciemnymi zasłonami gdzieś w swoim mieszkaniu w China Town, dokładnie lustrując niepokojący trop, na który natknęła się na jednej z przeglądanych stron. Gdzieś w głębi dark webu udało jej się dotrzeć do strony założonej przed laty przez sympatyków Genetically Clean. Mogła być pewna, że w ostatnich latach, gdy ugrupowanie działało z pełną siłą, forum to wydawało się być niemal martwe, ale teraz, od paru tygodni... Pojawiało się tam coraz więcej postów?
Większość wiadomości była szyfrowana. Zbyt dobrze szyfrowana, by mógł się tym zajmować przeciętny Smith. Ale cóż to za wyzwanie dla naszej miłośniczki hakowania? Kilka dni i długie godziny poświęcone na poznanie ich mechanik od środka pozwoliły jej w końcu na odszyfrowanie części z umieszczanych tematów, tylko po to, by dowiedzieć się... że mutantów czeka czystka?
W tematach mogła znaleźć kilka dość znanych nazwisk - głównie osób publicznych czy medialnych. Wszystkie te osoby słynęły z bycia mutantami, jednak żadna nie trafiła pod pieczę departamentu. Żadna nie została aresztowana, ani nie była zmuszona do mieszkania w DOMie. Każda była zbyt wpływowa, by Rząd ryzykował z podejmowaniem takich decyzji. Słowa takie jak sprawiedliwość, czystość i kara rzucane były w kolejnych wyświetlanych postach i nie trzeba było być geniuszem, by zrozumieć ich tok rozumowania - to lista głów! W kolejnym temacie trafiła na informację o pierwszym planowanym oczyszczaniu, gdzieś w okolicy Downtown. Czy jednak będzie chciała poznać jeszcze więcej szczegółów, pakować się w to bagno? Czy jednak tylko zamknie przeglądarkę, udając, że nigdy nic nie widziała?

W tym samym czasie, w którym hakerka musiała się zmagać z niemałym dylematem, na jednej z mniej uczęszczanych uliczek miasta doszło do spotkania pewnej dwójki, która miała za sobą... Bardzo intymne spotkanie przed kilkoma tygodniami. Oboje musieli dojść do siebie, powrócić do zdrowia. Oboje musieli się trzymać na uboczu, dopóki nagłówki w gazetach nie przestaną wspominać nowoczesnego ośrodka badawczego, który runął w wybuchu nad ranem dziesiątego maja. Dziś jednak znów mieli siłę a ich sytuacja w każdej z grup powoli zaczynała się klarować. Przyszła więc pora by i ten rozdział zamknąć. Chloe stała więc z dokładnie złożoną, skórzaną kurtką, która należała do Bradleya. Kurta była porządnie wyprana i nie nosiła na sobie już śladów sadzy czy krwi. Ktoś się chyba nawet pokusił o załatanie dziury powstałej przez kulę gdzieś na jej boku. Mężczyzna chyba za to wybrał okrężną drogę na wybrane miejsce spotkania - bowiem spóźniał się już dobre pięć minut, a wciąż nie było go widać zza rogu...

A może tylko chciał się cieszyć promieniami słońca tego dnia, tak, jak czyniła to Jane? Tego dnia zajęcia w jej szkole skończyły się nieco szybciej, przez biednego nauczyciela, który nabawił się paskudnej grypy żołądkowej. Jaki więc był sens w oczekiwaniu na szofera, skoro można było wykorzystać ten czas na krótki spacer do domu? Co prawda, brunetka miała wyznaczone trasy, po których mogła się poruszać, ale przecież nikt jej nie zje, jeśli tylko o odpowiedniej porze dotrze do domu, prawda? Minęła kilka witryn sklepowych, może nawet zaszła do jednego z lokali na szybką kawę albo drobne zakupy? I tak, z pełnymi rękoma, dumnie szła dalej, prosto przed siebie, powoli kierując się do domu. Nie zwracała nawet uwagi na osoby, które ją mijały czy szły za nią - W końcu to Seattle, niemal nie da się tu nie mijać innych, prawda?

_________________________
Ukryj: 
Co oznacza poszczególna wartość z kości?
    1. Krytyczna porażka. Twoja akcja nie udała się na żadnej płaszczyźnie, co więcej - może za sobą nieść negatywne skutki.
    2. Porażka. Twoja akcja się nie udała, prawdopodobnie jednak nic złego poza tym się nie dzieje.
    3. Niewiele brakowało. Twoja akcja się nie udała, jednak niewiele brakowało do sukcesu. Spróbuj jeszcze raz, albo sprawdź inne rozwiązanie!
    4. Przeciętny sukces. Proste akcje są wykonane bez najmniejszego problemu, bardziej skomplikowane - mogły być wykonane niedokładnie.
    5. Sukces - Twoja akcja się udała, możesz się cieszyć!
    6. Krytyczny sukces - Twoja akcja nie tylko się udała, ale i niesie za sobą inne profity.


Modyfikatory:

  • -2 - Szansa na sukces przy świadomym użyciu mocy przez postaci posiadające poziom opanowania na niższym poziomie, niż 10%, lub wykonywaniu specjalistycznych czynności, z którymi postać mogła nie mieć styczności.
  • -1 - Szansa na sukces przy świadomym wykorzystaniu mocy u postaci z opanowaniem mocy na poziomie 11-30%, lub wykonywaniu prostych czynności, z którymi postać mogła nie mieć styczności.
  • 0 - Brak modyfikatora. Szansa na sukces przy opanowaniu mocy na poziomie 31-70% opanowania mocy oraz przy wykonywaniu prostych czynności.
  • +1 - Szansa na sukces przy świadomym wykorzystaniu mocy u postaci, której poziom opanowania wynosi 71-90% opanowania mocy, lub przy wykorzystywaniu prostych czynności, które mogą być znajome postaci.
  • +2 - Szansa na sukces przy opanowaniu mocy na poziomie 91-100% opanowania mocy, lub przy wykorzystywaniu specjalistycznych umiejętności, które mogą być znane postaci.
  • Modyfikatory nie obowiązują przy rzutach przeciwstawnych oraz rzutach na szczęście.
  • Modyfikatory mogą nie obowiązywać przy używaniu mocy o cechach biernych. Decydujący głos w tej kwestii posiada MG.
  • Obowiązują modyfikatory ujemne podczas przeforsowania mocy - decyduje o nich MG w zależności od poziomu nadużycia u danej postaci.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-03, 20:28   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// let's get it started

Właściwie nie potrzebował swojej kurtki z powrotem. Nie był aż tak biedny, żeby nie było go stać na drugą. Ale gdy Chloe się do niego odezwała odnośnie oddania kurtki, zgodził się bez większych protestów. Mutazyna już dawno opuściła jego system, w Rebelii mieli na nią swoje sposoby, a medycy naprawdę dobrze się nim zajęli i nie odczuwał już żadnych dolegliwości po tamtej misji. Tylko dlatego zgodził się z nią zobaczyć na neutralnym gruncie. Wiedział, że może to być ryzykowne, więc nie wyszedłby, gdyby nie czuł się w pełni sił.
Tak czy inaczej był już trochę spóźniony. Nie dużo, bo zaledwie parę minut, ale to wszystko przez Colleen, która nie chciała go puścić samego. Troszczyła się o niego, ale on nie mógł pozwolić, żeby mu matkowała. Ostatecznie przecież robił na co miał ochotę. Choć ostatnio poczucie obowiązku wygrywało z pragnieniami.
Niemniej był ciekawy Chloe i tego jak się czuje. Jej zmartwychwstanie dalej było dla niego nieprawdopodobne i chciał z nią o tym chociaż chwilę porozmawiać. Czy coś się w niej zmienia w tym czasie? Oczywiście oprócz koloru włosów, bo tę zmianę raczej ciężko było przeoczyć.
W końcu dotarł więc na umówione miejsce i gdy zobaczył dziewczynę ze złożoną kurtką, uśmiechnął się lekko.
- Cześć. Wybacz spóźnienie - zaczął od razu, patrząc na zegarek czy za długo nie kazał jej czekać. Nie było tragedii, więc też się jakoś specjalnie nie kajał. Nie owijając w bawełnę, zaczął właściwy temat. - Jak się czujesz po tej akcji? Wiedziałaś o tym wcześniej?
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Wolontariusz





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-03, 20:49   
  

   2 Lata Giftedów!


<< 31 MAJA start

Nie chodziło o to czy kogoś stać na kurtkę czy nie, a o gest. Oddał ją jej bezinteresownie wtedy, gdy się odrodziła i jeszcze nie do końca była świadoma tego, że jest całkiem naga, bo ból głowy przyćmiewał wszystko. Zwyczajnie należało kurtkę zwrócić, a przy okazji, niezobowiązujące przyjacielskie spotkanie po tak długim czasie też będzie git. Kiedyś mięli całkiem spoko kontakt, a potem, jak wiele innych rzeczy, szlag to trafił. Czuła jego chłód na początku tamtej akcji, ale nie mięli okazji potem zbytnio gadać.
Może to ten moment?

Zaczynała się martwić, facet się spóźniał. Nie to, że chamsko czy coś... w ich sytuacji zwyczajnie, mogło to źle wróżyć. Sprawdziła godzinę i gdy uniosła głowę, zobaczyła jak towarzysz wyłania się zza rogu. Pomachała mu i poczekała aż podejdzie. Uśmiechała się przyjacielsko, rudzielec jeden. Ubrana była w jeansy i trampki. Na czarny podkoszulek, narzucony miała luźny sweter w szerokie, poziome, kolorowe pasy. Rude włosy rozwiane i rozpuszczone. Nie szykowała się znowu na akcję ninja - karate - Bruce Lee - mistrz.
-Cześć! Nie, no co Ty, nic się nie stało. - Przywitała się i zapewniła od razu.
-Trzymaj kurtkę. Dzięki. - Oddała mu pachnące odzienie. No, miała czyste sumienie.
-Jak ja się czuję? Brad to Ty dostałeś co najmniej jedną kulkę i końską porcję Mutazyny. Jak Ty się czujesz? - Odbiła ze śmiechem, choć jakiś mrok śmignął w zielonych oczach dziewczyny. Specjalnie zmieniła tor rozmowy. Oczywiście szczerze martwiła się o starego przyjaciela, ale rozmowa o jego stanie zdrowia była jej bardziej na rękę.
-Wiedziałam... o czym? - Udała głupka. Domyślała się o co pytał, ale ostatecznie nie sprecyzował.
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-03, 22:21   

Dobrze jest wiedzieć co się dzieje. Szczególnie jak jesteś mutantem i z każdej strony grozi Ci niebezpieczeństwo. A najlepszym źródłem informacji jest Internet. Znajdziesz tam wszystko od dokładnego przepisu na amfetaminę po długość gotowania jajek na miękko. Mnie nie interesowała, żadna z tych rzeczy. Byłam ciekawa na ile mogę bezpiecznie wychodzić z domu. Po ciemnej stornie sieci rozchodziły się plotki o ataku na jednym z laboratoriów w którym eksperymentowano na mutantach. Szukałam bardziej szczegółowych informacji o przebiegu ataku. Trzymałam kciuki aby wszystko poszło dobrze. Może czynnie nie uczestniczyłam w walce o wolność, ale kibicowałam całym sercem. Na tyle pozwalała mi moja pewność siebie. Całkowicie przypadkowo trafiłam na dwuznaczne informacje, na pierwszy rzut oka nie związane z atakiem, ale zdecydowanie związane z mutantami. Prowadziły one na zapomniane forum zwolenników Genetically Clean, które przestawało być zapomniane. Zaczęło się tam pojawiać coraz więcej podejrzanych postów. Moja ciekawska natura, a także strach o własną skórę kazało mi rozkopać głębiej tą sprawę. Musiałam poświęcić duuużo czasu aby zorientować się czemu forum się reaktywowało. Czystki... Z wrażenia, aż wstałam. W głowie kłębiło mi się mnóstwo myśli. Z jednej strony odetchnęłam. Mówiono tylko o konkretnych osobach. Z drugiej strony to jednak mutanty tak jak ja. Ja bym chciała, żeby ktoś mi pomógł gdyby posiadł takie dane. Ale jednak to ryzykowne, jeden nie ostrożny ruch i mogę się przypadkowo ujawnić. Mój wewnętrzny tchórz walczył z empatyczną wersją mnie. Otworzyłam okno, wzięłam głęboki wdech miejskiego powietrza i wróciłam do komputera. Podejmę się tego. Mam nadzieję, że moja chęć pomocy się opłaci., albo przynajmniej mi nie zaszkodzi.
[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-03, 23:29   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


- Chyba pierwszy raz tak ładnie pachnie - zaśmiał się, bo nie musiał nawet zbliżać nosa do tkaniny, żeby czuć przyjemny zapach po praniu. Nie to, że był brudasem i nie prał swoich rzeczy, ale po wyjęciu z pralki nie były nigdy takie pachnące jak ta kurtka teraz. Bardziej nadrabiał zapachem perfum, na co kobiety w sumie nie narzekały. W końcu nie ma to jak ładnie pachnący mężczyzna.
- Ee, bywało gorzej. Poskładali mnie i jest ok - odpowiedział, ale zauważył jak udaje głupią i nie podejmuje tematu, który znowu jego nurtował. Chyba nie sądziła, że pozwoli jej tak po prostu zmienić temat? Oczekiwał wyjaśnień, zwłaszcza że ich relacja była dość skomplikowana. Głównie ze względu na Brada. W skrócie, kiedyś ją lubił, a po porwaniu zaczął nienawidzić wszystkich ludzi, a ona jako człowiek straciła dla niego na wartości. Teraz natomiast miał do czynienia z mutantem, więc jego podejście było bardziej normalne i przyjacielskie. Przynajmniej teraz wiedział, że naprawdę do nich pasuje.
- Myślałem, że skoro widziałem cię nago to takie podchody mamy już za sobą - mruknął z rozbawieniem, mierząc ją od stóp do głów, dając jej tym samym do zrozumienia, że właśnie przypomina sobie okoliczności ich ostatniego spotkania.
- To jak? Od kiedy tak po prostu wstajesz z martwych? I to w ogniu? Nie czujesz żadnych skutków ubocznych? - zapytał zaciekawiony co dokładnie to znaczyło, jak działało i w ogóle był ciekawy szczegółów, ale póki co dziewczyna była bardzo skąpa w odpowiedziach.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Wolontariusz





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-04, 00:09   
  

   2 Lata Giftedów!


-Faceci nie umieją robić prania? - Zapytała z przekąsem. Uśmiechała się. Naprawdę dobrze było spotkać się od tak... zwyczajnie... pogadać, pożartować, poznać na nowo... nie musząc walczyć o życie przy okazji. Chyba każde z nich takich spotkań, takich rozmów potrzebowało. Na powietrzu... gdzieś tam, byle gdzie... tylko nie w zamknięciu.
-Bywało gorzej? No ładnie... - Zaśmiała się kręcąc głową. Nie ma to jak bagatelizować postrzał... albo i kilka na raz oraz naćpanie Mutazyną. Taka tam normalka, dzień powszedni. Nic wielkiego! Przynajmniej mogli go poskładać, ona dostała jedną kulkę i się poskładała. Ale przynajmniej był z tego pożytek... i nie musiała farbować włosów... nowy kolor całkiem się jej podobał.

-Ej! No wiesz! - Zawołała teatralnie oburzona i przywaliła mu w ramie. Odwróciła głowę żeby ukryć czerwone policzki.
-Nie ciesz się... nie prędko znowu tak mnie zobaczysz. - Mruknęła. Od razu zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, bo mogło zabrzmieć to nie do końca tak chciała. Nie to, że chciałaby czy miała rozbierać przy nim, przed nim czy dla niego... o rany... w sensie nie zamierzała umierać znowu tak szybko, by miał okazję pooglądać sobie jej kolejne odrodzenie.

Brad nie dał jej się wywinąć z tematu. Zadał konkretne pytania, a Harper, kiedy policzki przestały już tak piec, westchnęła i odwróciła się znowu do towarzysza.
-Odkąd DOGS zaatakowali i zniszczyli Obóz Bractwa rok temu. - przygryzła wargę. To wciąż było tak świeże... wystrzały, krzyki, głos jej ojca, zimna stal na gardle... strach i nienawiść...
-Zginął wtedy mój ojciec i wielu innych... ja też. - Podjęła dalej i uniosła lekko głowę by odsłonić lepiej bliznę na szyi. Od ucha do ucha. -Wtedy musiał się mój gen aktywować. Odrodziłam się i zwiałam. Została mi ta blizna. - Dotknęła palcem szyi w sugestywnym geście. -Z tego co zdążyłam się zorientować, zostają blizny tylko po ranach, które zabiły. No i skutki uboczne poza tym też są... Po poderżnięciu gardła prawie przez rok nie mówiłam. A teraz mam cholerne migreny. Dostałam kulkę prosto w łeb. No i jak widzisz... włosy... chyba moje DNA ulega drobnej zmianie. Fajne, linie papilarne też. - Dodała na końcu rozluźniając ton i powagę swoich słów. Marian dostawał sraczki jak kogoś nią częstował... u niej było to trochę bardziej skomplikowane. -Dobrze, że blizny po tej kuli są pod włosami. - zaśmiała się. Pół żartem pół serio, ale no co tu płakać. Żyją, czują się dobrze... choć Harper musiała się nafaszerować lekami przeciwbólowymi przed wyjściem... rozmawiają sobie. Brakowało tylko stolika, pizzy i piwa!
-Także wiesz... jak na następnej wspólnej akcji zostanę ranna... to po prostu mnie dobij i podpal. Szybciej się odrodzę. W razie co to śmiało mogę też robić za tarczę. Znowu. Całkiem mi to wychodzi. - Ponowne pół żartem pół serio, ale już ze śmiechem na ustach.
Jaka piękna pogoda...
[Profil]
  [B-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-04, 01:13   
   Multikonta: Mary Pond


//31 maj

Dzień był piękny. Ptaszki ćwierkały, kwiatki rosły korzystając ze świecącego słońca… W dni takie jak te aż szkoda było siedzieć w szkole. Nawet cieszyła się ze zwolnienia, mimo że oznaczało to chorobę jednego z nauczycieli. W dodatku mogła dzięki temu wrócić pieszo ciesząc się pogodą. Szofera o swojej samowolce poinformowała dopiero po dłuższym czasie dając sobie chwilę na oddalenie się najpierw spod szkoły by nie mógł jej tak po prostu znaleźć. Założyła białe słuchawki bluetooth na głowę i puściła starą, ale jakże pasującą do jej nastroju piosenkę, ”Mr. Blue Sky”. Następne pozycja na playliście były podobne pod względem wiązanych z nimi emocji.
Nieczęsto czuła się tak dobrze, więc zamierzała z tego skorzystać jak tylko mogła. Zrobiła małe zakupy. Nowa koszulka z rękawem do łokci dobrze pasująca do beżowej spódniczki za kolana, którą miała na sobie oraz gołębio-niebieskich materiałowych spodenek, które kupiła dwa sklepy wcześniej. Przymierzyła też kilka innych ubrań, ale pamiętała, że ma ledwie tyle czasu co dwie jednostki lekcyjne + przerwa między nimi. Starała się więc mimo wszystko spiąć. Ale bubble tea sobie nie odmówiła. Chętnie przyjęła plastikowy, zafoliowany u góry kubek z pyszną i przede wszystkim chłodną zawartością oraz słomkę przystosowaną, by przebić się przez folię na górze (coś takiego), po czym oddalając się przystąpiła do konsumpcji.
Na innych ludzi uważała tylko na tyle, by na nikogo nie wpaść i żeby nie dać się nakryć komuś kto mógłby ją znać i wiedzieć, że nie powinno jej tu być. Zatem jeśli ktoś za nią szedł to uznała, że po prostu idzie w tym samym kierunku. Nie uważała, żeby miała się czego bać. W końcu nikt nie porwie jej ze środka ulicy w biały dzień! Tak całkiem w razie czego to miała w zewnętrznej kieszeni torby puszeczkę gazu pieprzowego. Choć z drugiej strony wątpliwe by zdążyła po nią sięgnąć gdyby faktycznie ktoś ją zaatakował.
[Profil]
  [0+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-05, 20:39   

Bradley z Chloe chyba nawet mogli poczuć się normalnie. Taka... Względnie zwykła rozmowa, prowadzona gdzieś na uliczce, bez żadnych murów, bez przeglądania się przez ramię, czy akurat ktoś do nich nie celuje. No sielanka pełną gębą!
Już wiele osób ich minęło, całkowicie ignorując tę parkę, co tylko pogłębiało to poczucie normalności. Piękna byłaby myśl, że mogło by tak pozostać, ale... Gdzieś na końcu ulicy, ta trójka mężczyzn wydawała się zdecydowanie zbyt nakręcona. Jeśli kiedykolwiek ktoś z tej parki miał szansę oglądać zachowanie typowych kiboli tuż po meczu a przed ustawką - mogliby pomyśleć, że Seahawksi grają dziś wielki mecz. Ale... Czy przypadkiem większość z tych wydarzeń nie została odwołana przez stan wyjątkowy?
Mężczyźni szli wzdłuż ulicy, nakręcając się głównie między sobą. Może... Może jak zostaniecie z boku, to nie zwrócą na Was swojej uwagi?

Ten dzień jednak prawie nie mógł być piękniejszy dla małej Jane, która ciesząc się z nowych zakupów i zimnej bubble tea, wsłuchiwała się w muzykę w swoich słuchawkach niemal ignorując świat dookoła siebie. Jej trasa głównymi ulicami dobiegała jednak końca - niezbędne było skręcenie w tę wąską uliczkę, na której zwykle nie ma gapiów ani miejsc, na których można by zawiesić swoje spojrzenie. Ale cóż to dla brunetki, która korzysta z tych chwil wolności, póki jest jej to dane?
Nie słyszała kroków za sobą, ale z całą pewnością - mogła poczuć się nieswojo, widząc tę czarną furgonetkę na końcu tej wąskiej uliczki. Gdyby mieszkała w Polsce, w jej głowie pewnie odbijała by się legenda czarnej wołgi, ale teraz... Umysł mógł jej co najwyżej podpowiadać historie z dzieciństwa, gdy rodzice opowiadali, aby nie zbliżała się do obcych, gdy oferują jej cukierki czy małe szczeniaczki. Ale hej! W tamtych opowieściach furgonetka była zawsze biała, prawda? To znaczy... Że na pewno nie ma się czego bać!

W Chinatown Robin grała za to z czasem. Kolejne posty, które udawało jej się odszyfrować były coraz świeższe, aż trafiła... Na miejsce ich zebrania.
Downtown Seattle, okolice głównych ulic. Osoby zrzeszające się na tym forum wybrały nawet swój znak rozpoznawczy, by móc się odnaleźć. W końcu... Nie mogli się przedstawiać z imienia i nazwiska, czy ukazywać swojego oblicza, nawet w tej swojej względnie bezpiecznej przystani.
To w sumie nie tak daleko. Trochę ponad mila. Maksymalnie pół godziny drogi na piechotę, wliczając postoje na czerwonych światłach. Tylko pytanie brzmiało... Czy Ty chciałaś tam wychodzić?
Znałaś ich znak szczególny. Wszyscy mieli mieć okulary przeciwsłoneczne, być ubrani w ciemnych kolorach a w widocznych miejscach mieć przyczepiony znaczek czerwonej helisy - przerobiony symbol dawnej bojówki "czarnych helis". Czy mogło się okazać, że jesteś jedyną osobą, która ma realną szansę na... Na uratowanie tych ludzi?
Kolejna odszyfrowana wiadomość, i mogłabyś przysiąc, że Twoje serce stanęło. Data i godzina. To... Dzisiaj.
Została godzina do oczyszczenia...
________________________
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-05, 21:42   
   Multikonta: Mary Pond


Jane poczuła wibracje w bocznej kieszeni kurtki, a muzyka w słuchawkach przełączyła się na głos syntezatora mowy informującego kto dokładnie dzwoni. Jej szofer. Musiał przeczytać wiadomość od niej. Przewróciła oczami wzdychając ciężko. Przerwał taki piękny moment. Odrzuciła połączenie, sięgając po telefon żeby poinformować go przez sms, że każde następne połączenia też odrzuci, że będzie w domu na czas i żeby się nie martwił. Pewnie i tak będzie, ale wiedziała, że wierzył na słowo gdy mówiła, że nie będzie odbierać. Po tym jak ostatnio przełączyła się po prostu na tryb samolotowy nauczył się, że jest poważna gdy obiecuje nie odbierać telefonów. A jemu się tymczasem grunt pod nogami palił. Słodko. Nie omieszkał oczywiście poinformować Pana Hills, więc pewnie w ciągu godziny czy kiedy tam ojciec Jane będzie miał chwilę również zadzwoni do dziewczyny.
Zaraz puściła sobie ciąg dalszy playlisty (Don’t stop me now :3), ale ta chwila przerwy w słuchaniu muzyki i czuciu się jak królowa świata pozwoliło jej zauważyć, że ludzi zrobiło się jakby mniej, a na wprost widziała jakiś podejrzany samochód. Nadal nie zwróciła uwagi na idących za nią ludzi, ale zaczęła zastanawiać się nad zmienieniem trasy na bardziej publiczną. Zwolniła żeby zapytać wujka googla czy ma jakiś w miarę wygodny skręt. W końcu westchnęła. To był środek miasta, ale sytuację w Seattle trudno było nazwać spokojną. No i jednak z Jane zrobił się ostatnio tchórz. Zadzwoniła do Ruth, swojej gosposi.
-Hej, nie przeszkadzam? ... Wiem, ale to taki ładny dzień.... Teraz to już szybciej na piechotę dotrę. Ale skręciłam w mniej publiczne miejsce i chciałam... o właśnie... dzięki, jesteś wielka.- i tak zaczęła prowadzić rozmowę, która zgodnie z umową miała trwać aż dziewczyna dotrze do domu. Nawet jeśli nie odstraszy to potencjalnych napastników to od razu będzie wiadomo, że coś jest nie tak. W rozmowie od czasu do czasu padała obecna lokalizacja Jane. Sama młoda o tym nie pomyślała. To Ruth ją o to pytała.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-05, 22:26   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


- Nie tak dobrze jak kobiety jak widać. Co tyko dowodzi temu, że kobiety lepiej nadają się do prac domowych - odpowiedział z ukrytą igiełką. Jeśli jest feministką to pewnie ją ukłuje, a jeśli nie to po niej spłynie. Tak czy siak żartował, a szowinistą się nazywać nie mógł.
- Posiedź parę miesięcy w więzieniu DOGS, a wtedy GC, to zobaczysz, że potem takie postrzały nie są zbyt straszne - wzruszył ramionami już bardziej poważne. Nie bagatelizował tamtych ran, ale do tego stopnia przyzwyczaił się do bólu, że rana postrzałowa była znośna. Jego skala bólu nieco się zmieniła dzięki temu i nie mógł narzekać, bo przynajmniej szybko do siebie dochodził.
- Zdajesz sobie sprawę, że gdybym tylko chciał to mógłbym skręcić ci kark w tym momencie, zwłoki zaprowadzić do jakiejś piwnicy i po odrodzeniu znów napawać się widokiem? - zaśmiał się na jej reakcję, bo dla niego takie rozmowy były swobodne. Dziewczyna była natomiast bardzo wstydliwa. Zupełnie jakby była dziewicą, czy coś.
Słuchał jej historii i nawet by nie przypuszczał, że wtedy odkryła swoje moce. Musiało to być dla niej straszne. To co mówiła było bardzo ciekawe, bo sam fakt zmartwychwstania to jakiś kosmos, ale fakt że zmieniają jej się linie papilarne i DNA to już w ogóle nie do pomyślenia. Tak jakby za każdym razem naprawdę rodziła się na nowo.
- No tak, wy dziewczyny przejmujecie się tylko bliznami - wywrócił oczami. On miał pełno blizn i jakoś ich specjalnie nie zakrywał. Były częścią jego czy tego chciał czy nie.
Na jej kolejne słowa zaśmiał się i pokiwał głową.
- Co prawda mam swoje własne tarcze, więc nie potrzebuję żywej, ale na dobicie zawsze możesz liczyć. Zrobię to z przyjemnością - powiedział z szerokim uśmiechem, lekko psychopatycznym. No ale co, nie ma chyba takiej osoby, która po przeżyciu tego co Brad pozostałaby normalna. A on i tak całkiem nieźle sobie radził. Trochę zabijał, wielkie mi halo.
Kątem oka dostrzegł kilku mężczyzn, którzy zachowywali się jak typowi kibole przed ustawką. Chodził kiedyś na takie wydarzenia to wiedział jak to wygląda. Ale chyba nie było dziś żadnego meczu, więc było to trochę dziwne. Będąc ostrożnym i trochę przewrażliwionym, pociągnął Chloe za łokieć na bok chodnika, żeby mniej rzucać się w oczy i nie zostać zaczepionym. wiedział, że takim niewiele powodów potrzeba do zaczepki, a Brad nie był zbyt dobry w hamowaniu zapędów, więc wolał unikać takich sytuacji.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8