Poprzedni temat «» Następny temat
Strzelnica
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-11, 17:25   Strzelnica


[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-05, 21:01   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


12.04

Nie mogła spać. To nie była jakaś nowość, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Wallace cierpiała na bezsenność i zawsze miała kłopoty z zasypianiem, ale tego dnia było jakoś… inaczej. Zupełnie jakby te wszystkie emocje z ostatnich dni dopadły ją właśnie tego wieczoru. Matilde czuła się zbyt obudzona, zbyt żywa, by sen był jakąkolwiek opcją, którą można było w ogóle w jakiś sposób rozważyć. Nie spodziewała się jednak, że dzisiejszego dnia Hopper odpadnie aż tak szybko. Była więc niezwykle zaskoczona, kiedy wracając z toalety zauważyła, że mężczyzna zamiast na nią poczekać – po prostu odpłynął. Cóż, Matilde nie była z tego powodu zachwycona bo nie dość, że oznaczało to, że miała się nudzić znacznie dłużej niż zazwyczaj, to jeszcze jej plany zostały pokrzyżowane.
***

Właściwie to nawet nie wiedziała co nią kierowało, kiedy wpadła na ten kolejny genialny pomysł. Ale jak można było nie skorzystać z okazji? Will spał, było już po północy, a jego broń tak zachęcająco leżała na szafce nocnej… Nie umiała się oprzeć. Wallace nie zastanawiała się nad tym za bardzo. Po prostu z jakiegoś powodu stwierdziła, że to był naprawdę genialny pomysł (być może nawet i jeden z najgenialniejszych pomysłów, na jakie kiedykolwiek wpadła). Dlatego też bez głębszego zastanowienia chwyciła swój – jak go nazywała w myślach – pistolet, zarzuciła na ramiona wiszącą na krześle kurtkę (a to, że akurat należała do Hoppera było czystym przypadkiem) i wyszła z pokoju, kierując się na strzelnicę. Ciemno, pusto… warunki były idealne, by poćwiczyć strzelanie, prawda? Nikogo kto, by się jej przyglądał. Nikogo, kto by ją pouczał. Mogła sobie strzelać tak jak ona uważała za prawidłowe i nie wyciągnąć z tego żadnych konsekwencji. Z szerokim uśmiechem na twarzy skończyła palić papierosa, a potem zajęła odpowiednią pozycję i rozpoczęła trening.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-05, 21:50   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper gwałtownie obudził się ze snu. Potrzebował niecałej sekundy, żeby uświadomić sobie, że to tylko sen, jak zwykle. Nieszczególnie trudno było mu uspokoić oddech, gorzej z sercem, które ciągle waliło mu w zawrotnym tempie... a przynajmniej zawrotnym jak na niego. To nie było nic niezwykłego, zwykle tak wyglądała dla niego większość nocy.
Właściwie od razu zwrócił uwagę, że brakowało Wallace, podobnie z resztą jak jego kurtki i jego glocka. Cóż, nie był jedyną osobą mieszkającą w tym pokoju, która miała problemy ze snem. W zasadzie, mógłby po prostu przewrócić się na drugi bok, spróbować zasnąć, wiedział że następnego dnia będzie miał masę roboty, w końcu teraz już oficjalnie był przywódcą tego miejsca. Ale w zasadzie, skoro już się obudził, mógłby przynajmniej pójść się przewietrzyć. Może pobiegać, właściwie nie za bardzo miał na to czas od ostatnich kilku tygodni, a regularne treningi na pewno dobrze by zrobiły jego sercu. Poza tym, zawsze był raczej nocnym markiem.
Nie trzeba było być geniuszem, żeby wpaść na pomysł, że wszystkie trzy zguby mógł znaleźć na strzelnicy, więc to tam Will skierował swoje kroki, kiedy tylko narzucił na siebie jakąś bluzę i wyciągnął swój rewolwer. Może to był po prostu odruch, może dowód na jego postępującą paranoję, kto go tam wie.
Nieszczególnie ciężko było się zakraść, odgłosy wystrzałów właściwie wszystko zagłuszały. Przez chwilę stał oparty o jedno z drzew i uważnie obserwował jak Matilde raz za razem chybiła. Bardziej niesamowite było to, że jeszcze nie zrobiła sobie nic z rękami przy takiej sile odrzutu.
- Mówiłem ci, że wybijesz sobie bark - powiedział leniwie, jakby od niechcenia, kiedy w końcu musiała zrobić przerwę, żeby wymienić magazynek. - Wiesz że działałoby lepiej, gdybyś zajęła poprawną pozycję, prawda? - rzucił.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-05, 22:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szło jej naprawdę dobrze. A przynajmniej Matilde tak sądziła. Okej, może nie trafiała w sam środek tarczy, ale dlaczego od razu zakładano, że to właśnie tam celowała? Być może dzisiejszej nocy po prostu się znudziła tą małą czerwoną kropką (której swoją drogą i tak praktycznie nie widziała przez panujące ciemności) i zdecydowała się trafiać w same krańce tarczy? Albo poza tarczę? Albo nawet i w.. drzewa? To też były naprawdę dobre cele. I przynajmniej jeden na kilka strzałów lądował w całkiem zaszczytnym miejscu. To był powód do dumy. Więc gdyby wiedziała, że był tutaj ktoś poza nią to zdecydowanie nie rozumiałaby tej okropnej, niesprawiedliwej i niezwykle krzywdzącej opinii.
Jak typowy znawca kina, trzymała swoją broń w jednej ręce. Albo przynajmniej starała się trzymać broń w jednej ręce. Glock niezwykle jej ciążył, więc praktycznie non stop wspomagała się tą drugą ręką. Nie robiła tego jednak w ordynarny sposób. To zabawne, ale gdzieś z tyłu głowy przypominała sobie takie kultowe filmy jak Pulp Fiction, a myśl o tym, by być cool przysłoniła jej wszystkie nauki Cass. Nieważne. Właśnie zmieniała magazynek, kiedy nagle usłyszała męski głos. Okej, rozpoznanie Hoppera nie powinno być wymagające, biorąc pod uwagę fakt, że przecież mieszkali w jednym pokoju, ale zdecydowanie nie spodziewała się jego głosu. Z rękoma na pistolecie niemal gwałtownie obróciła się na pięcie w tamtym kierunku i właściwie nim zorientowała się, że Hopper to Hopper, z broni padł strzał. Matilde nawet nie wiedziała kiedy to się stało! W jednej chwili trzymała rękę na spuście, a w drugiej… puff. Chwalmy Pana za jej celność. I oczywiście - brak magazynka.
– HOPPER, O MAŁY WŁOS CI? NIE ZABIŁAM – wyrzuciła z siebie zdenerwowanym i zszokowanym własnymi poczynaniami głosem. Okej, to o mały włos było znaczną przesadą, zwłaszcza, że w broni nie było magazynka, ale jednak! Jak on śmiał tak podchodzić do człowieka z bronią? W środku nocy? Czy on postradał zmysły?
– Wiem, właśnie dlatego ją zajęłamduh. Nie rozumiała o co mu chodziło. Zanim tutaj przyszedł miała nienaganną pozycję strzelecką. Matilde wzniosła wysoko brwi, jakby chcąc się upewnić czy ma jeszcze jakieś „cenne” rady, bo tak jakby była bardzo zajęta.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-05, 23:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Lekko uśmiechnął się pod nosem, kiedy usłyszał, że Wallace o mały włos go nie zabiła. Och, ten włos rzeczywiście był niewiarygodnie mały.
- Absolutnie, zimny oddech śmierci na moim karku wręcz mnie poraził - stwierdził niewzruszonym tonem. Przecież wiedział, że skończyły jej się naboje i jeszcze nie włożyła nowego magazynka. Z resztą, nawet gdyby był nabity, nie sądził, że w ogóle byłaby w stanie w niego trafić z tą swoją perfekcyjną techniką. Bądźmy szczerzy, nie należała do najgroźniejszych ludzi, którzy trzymali go na muszce.
Och tak, widział jak perfekcyjną pozycję zajęła Wallace. Brakowało tylko jakiegoś biaaatch rzucanego od czasu do czasu, tak dla podtrzymania klimatu. Cóż, z pewnością gdyby tam stał przeciwnik, jej niesamowity styl wywarłby na nim ogromne wrażenie i zamiast próbować ją zabić, zatrzymałby się i błagał ją o nauki. Co kogo obchodzi trafianie w obiekty oddalone o więcej niż pół metra? W końcu pistolet to była broń krótka, a to, jak powszechnie wiadomo, był skrót od krótkodystansowa. Jak on mógł o tym nie wiedzieć? I śmiał w ogóle nazywać się znawcą broni czy w ogóle geniuszem? Niewiarygodne.
- Yhym - rzucił, absolutnie, ani odrobinę nie wątpiąc w to, że faktycznie to była najlepsza pozycja do strzelania. Przecież musiała się na tym znać, skoro decydowała się korzystać z trudnego pistoletu, z wydłużoną lufą, przeznaczonego do profesjonalnego strzelania. Och, z pewnością musiała mieć niesamowitą technikę, skoro decydowała się zostawić te wszystkie dodatkowe nakładki, przez które chwyt wydawał się pozornie stanowczo za duży dla jej dłoni, za to dobrze dopasowany do Hoppera. Jednak, na pewno, to było mylne wrażenie czy też po prostu kolejny element jej genialnej techniki. Przecież Wallace uparcie nie podkradałaby pistoletu, który musiał być dla niej cholernie niewygodny, prawda?
Hopper oczywiście cały ten czas milczał, podszedł tylko gdzieś bliżej i gestem pokazał jej żeby śmiało dalej strzelała, po czym założył ręce i uważnie obserwował jej niesamowite zdolności strzeleckie.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-05, 23:42   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Niewiarygodne, że wciąż tak arogancko podchodzisz do takich spraw, Hopper – fuknęła, słysząc te jego niewzruszone i pełne sarkazmu słowa. Mógł się z niej nabijać ile chciał, ale szczerze? To co zrobiła było niekontrolowane. To po prostu się wydarzyło. Miał szczęście, że nie chciała nikogo postrzelić, bo wtedy byłoby po nim. Tak to działało przecież, prawda? Wystarczyło mieć siłę woli i chęci.
– Jak na człowieka, który ledwo co uniknął śmierci, zachowujesz się niesamowicie głupio – a potem, kiedy przypomniała jej się sytuacja sprzed kilku tygodni, Wallace wydęła usta w podkówkę, by wycelować w mężczyznę bronią. – Na miejscu przywódcy odebrałabym ci rangę.
Następnie Matilde posłała mu przesadnie uroczy uśmiech. Jak on ją irytował tą całą swoją postawą. Rany, czy on zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo był wkurzający? Jak to jego yhym doprowadzało ją do szewskiej pasji? Miała święty spokój, ale nie – przyszedł i chciał się wymądrzać w temacie, nad którym nie miał pełnej wiedzy. Pewnie nawet w tym jego zajebiście tajemniczym i zajętym życiu nie było miejsca na pełną naukę korzystania z tego cacka. Ale co tam Wallace miała sobie na niego strzępić język/mózg/cokolwiek. Po prostu westchnęła, by pokazać mu jak bardzo była niezadowolona z jego towarzystwa. Gdzieś tam wciąż była nieco obrażona na niego za to, że kiedy ona czegoś od niego chciała to on sobie spał w najlepsze. Dlatego też, kiedy Hopper wykonał ten gest, by ją zachęcić do strzelania, wyprostowana Wallace wyzywająco wzniosła brwi. Zupełnie jakby pytała, czy aby na pewno jest gotowy, by go zawstydziła, a potem włożyła ten nieszczęsny magazynek i zajęła swoją nienaganną pozycję strzelecką.
– Słuchaj, nie chcę żebyś się nabawił kompleksów, czy coś.. – dawała mu ostatnią szansę, żeby po prostu dobrowolnie sobie poszedł. Zresztą, czym ona się przejmowała. I nie, nie uważała, by była tak zajebiście dobra w strzelaniu. Właściwie nie do końca uważała, by chociaż trochę była dobra. Znała podstawy i szło jej naprawdę nieźle. Ale kiedy pojawiał się Will na horyzoncie to jakoś nie mogła sobie odmówić tych wszystkich komentarzy. Matilde pociągnęła za spust, oddając dwa strzały i… nawet nie bardzo wiedziała, czy chociażby w jakimś najmniejszym stopniu musnęła o korę drzewa. To się nie liczyło.
– Ten manewr się nazywa zajebisty strzał między drzewem, a tarczą. Powtórzyć, czy zapamiętasz? – i ponownie się uśmiechnęła w ten przesadnie uprzejmy uśmiech. Musiała jakoś z tego wybrnąć, czyż nie? I na samą myśl o tych jego wszystkich pouczających komentarzach już jej się wszystkiego odechciewało.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-07, 19:17   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Myślałem, że już dawno ustaliliśmy, że jestem pełen niespodzianek - stwierdził wesoło. Chociaż na dobrą sprawę, czy to była jakakolwiek niespodzianka? To że był arogancki było dość oczywiste, zwłaszcza że, ponownie, to nie była szczególnie niebezpieczna sytuacja. Gdyby za to Matilde trzymała tym swoim niezwykle profesjonalnym chwytem naładowany pistolet, nawet zabezpieczony... Tak, wtedy miałby powody do obaw.
- Może gdybym nie potrafił liczyć kul - odpowiedział jej. Nie bez powodu czekał, aż Wallace skończy serie, zanim się odezwał. Jej niesamowite zdolności strzeleckie swoją drogą, ale znając jego szczęście, ten jeden jedyny raz by trafiła. - Och, tylko nic mu nie mów. Podobno jest strasznym dupkiem - jęknął przerażony. - Swoją drogą, uwielbiam twoje zamiłowanie do BHP. Celowanie do ludzi trzymając palec po wewnętrznej stronie kabłąka jest świetnym pomysłem - zauważył. Pewnie gdyby broń była nabita dużo gorzej by jej się oberwało, nawet gdyby pamiętała o zabezpieczeniu pistoletu.
W czasie kiedy dziewczyna zaczynała mieć go coraz bardziej dość, on bawił się coraz lepiej. Czerpał niesamowitą satysfakcję z tego, jak Wallace próbowała ukryć swoje podirytowanie tymi złośliwymi uśmiechami i sztuczną pewnością siebie. Och, jak on w ogóle śmiał w nią wątpić? Przecież było widać, że urodziła się z pistoletem w dłoniach. A raczej dłoni, bo ciągle próbowała jakoś opanować tego glocka jedną ręką.
- Och, nie martw się o mnie, jakoś to przeżyję - rzucił, będąc gotowym wziąć ten straszliwy ciężar na swoje barki.
Stał spokojnie, z tymi założonymi rękami, oglądając jak świetnie jej szło. Pewnie gdyby trzymała pistolet dwoma dłońmi i miała dobrą część paliczka na spuście nie szło by jej tak tragicznie. Wybranie broni z odpowiednim chwytem miałoby spore szanse zażegnać ten problem, a przynajmniej sprawić, że dziewczyna nie musiałaby tak bardzo wyciągać palców, ale po co zawracać sobie głowę takimi pierdołami?
- Palec ze spustu - rzucił zupełnie innym, już nie takim żartobliwym tonem, widząc że dziewczyna trzyma palec stanowczo zbyt blisko spustu. Najlepiej byłoby gdyby miała go na zewnętrznej części kabłąka, ale Hopper nie był pewien czy w ogóle była w stanie tam sięgnąć. Żarty żartami, ale nie miał zamiaru pozwolić, żeby przypadkowo postrzeliła któreś z nich. - Jestem onieśmielony twoimi umiejętnościami. Naprawdę, nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek trafił tak idealnie mając dwa cele tak blisko - kontynuował, już z powrotem swoim rozbawionym, złośliwym tonem. - Wiesz, słyszałem o innej niesamowitej sztuczce, nazywa się trafienie w tarczę. Zaprezentujesz?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-07, 20:47   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Och, doprawdy, Matilde wręcz nie wierzyła w tę jego flirciarską naturę. Poważnie, Hopper? Co to za teksty? Pełen niespodzianek? Wallace aż się zrobiło niedobrze. Do tej pory chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo jest na niego obrażona. Ale tak, teraz jak o tym myślała to naprawdę była wkurwiona. Dlatego, by zedrzeć mu ten cudowny uśmieszek z twarzy, wyrzuciła z siebie złośliwe:
– Och, to dobrze się składa, bo akurat nie znoszę niespodzianek – dość znacząco zaakcentowała wiadome dwa słowa. Niech sobie Hopper nie myśli, że te jego słowa na nią w jakiś sposób działają, bo niedoczekanie.
– Potrafisz liczyć do 15? Wow, widzę, że nie bez powodu zostałeś mózgiem Bractwa – posłała mu ten swój typowy cyniczny uśmieszek, by następnie po jego kolejnych słowach po prostu wywrócić oczami. – Dostanie raport z samego rana. – obiecała. Swoją drogą, czy on się naśmiewał z tego, że miała go za dupka? Jak śmiał użyć jej własnych słów przeciwko niej? To… to było wręcz podręcznikowe bycie dupkiem. I czy on powiedział, że uwielbiał coś w niej? Jakie to było urocze z jego strony. Nieważne, że mówił to z jakimś niezrozumiałym dla niej sarkazmem, bo Matilde miała to gdzieś. Po prostu z niewzruszonym wyrazem na twarzy wzniosła brew, by się upewnić, czy już skończył.
– Skończyłeś z tymi swoimi miłosnymi wyznaniami, Hopper?
Czy on to robił specjalnie? Chyba miała nadzieję, że tak. Bo nie sądziła, by w ogóle było możliwe być tak irytującą osobą. Zwłaszcza bez żadnego motywu. Tak samemu z siebie. Och, i nie byłaby tego taka pewna, czy miał jakoś to przeżyć. Bo z tą jego irytującą postawą, jego dalszy żywot stał pod dość sporym znakiem zapytania. Ale Wallace nie miała zamiaru dać mu się wytrącić z równowagi. Po prostu jej celem stała się chęć udowodnienia mu czegoś. Za wszelką cenę. Nie zrozumiała o co dokładnie chodziło mu z tym spustem. Ale chyba jego ton głosu zrobił swoje, bo rzeczywiście na moment ściągnęła ten palec, jednocześnie wysoko wznosząc brew. What the fuck, Hopper? Jak niby miała strzelać, nie pociągając za spust? To dla Wallace było po prostu absurdalne. Ale chyba wolała nie wnikać, bo coś przeczuwała, że jego odpowiedź tylko bardziej by ją załamała. Dziwny był człowiek z tego Williama.
– Wyobrażam sobie, jak bardzo musi dobijać cię fakt, że nigdy nie osiągniesz takiego poziomu, słonko – nie umiała nie grać w tę gierkę. To Hopper zaczął, a ona nie zamierzała z tego rezygnować. Z zasady.
– Okay – przyjęła wyzwanie, wyciągając dłoń z pistoletem. Tym razem jednak zdecydowała się wesprzeć też tą drugą ręką. Ale zanim rzeczywiście zdecydowała się wystrzelić, przekręciła jeszcze głowę w kierunku Hoppera, by wyrzucić z siebie słowa, które najprawdopodobniej chciałby usłyszeć każdy facet od swojej dziewczyny: – o wiele lepiej, by mi szło, gdybym przykleiła sobie twoje zdjęcie na środek tarczy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-07, 22:36   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Szczerze mówiąc, Will poczuł się nieco zawiedziony, że Wallace nie załapała odniesienia. Hej, to jak to powiedział, jakby to był jakiś fatalny one-liner z jakiegoś koszmarnego filmu akcji zasługiwało na zapamiętanie! Nawet włożył czarne okulary! Ech, nieistotne. Hopper nie miał najmniejszego zamiaru pozwolić, żeby dziewczyna zobaczyła u niego jakąkolwiek zmianę nastawienia, dlatego wesoło kontynuował:
- Co z twoim duchem przygody?
Szczerze powiedziawszy, nie mógł znaleźć więcej argumentów, bo sam szczerze nienawidził niespodzianek. Nie było nic gorszego niż nagła zmiana sytuacji niszcząca jego plany, z której miał się cieszyć, Albo w ogóle samo ukrywanie czegokolwiek przed nim. Hopper nienawidził nie wiedzieć czegoś, a najbardziej nienawidził,, kiedy wszyscy o tym wiedzieli, a on jako jedyny był niepoinformowany. Cóż, mimo wszystko chwilowo miał zamiar bronić niespodzianek - w końcu gdyby tego nie robił, kto stałby w opozycji do Wallace?
- Wiem, moje zdolności matematyczne są niewiarygodne - rzucił. Dopiero kiedy to powiedział, zdał sobie sprawę, że dawno niczego nie... liczył. Oczywiście, nie chodziło o zwykłe dodawanie, a o prawdziwe liczenie, równanie wymagające wielostopniowych obliczeń. Jak będzie miał jakąś wolną chwilę, znajdzie sobie jakieś, nawet jeśli miałyby być zupełnie bezcelowe - dla samej satysfakcji znalezienia rozwiązania.
I kiedy zobaczył jak Wallace podnosi brew i usłyszał to pytanie, po prostu nie mógł się powstrzymać żeby nie podnieść rękawicy.
- Właściwie, to dopiero zaczynam - ogłosił. - Wtedy, kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, moje serce zabiło szybciej. Po prostu nie mogłem się powstrzymać żeby nie podziwiać twojego piękna, kiedy nawet nie zdawałaś sobie sprawy, że byłem w okolicy. Byłaś tak pochłonięta swoimi sprawami... Przez kilka kolejnych dni nie mogłem cię wyrzucić ze swojej głowy. Kocham to jak jesteś pełna gracji, pewna, jak potrafisz doprowadzić sprawy do końca, kocham twój ciemny image. Nie mogę żyć bez ciebie... - zrobił dramatyczną pauzę, może jakby głos mu się załamał, może jakby miał zamiar zaraz dodać jej imię - ...G35.
W tym momencie Hopper nie był w stanie już dłużej powstrzymywać uśmiechu. Cholera jasna, on kochał tego glocka. Ale z pewnością, jeszcze bardziej pokocha minę Wallace, kiedy dotrą do niej jego ostatnie słowa. Och, to zasługiwało na obejrzenie w zwolnionym tempie, zwracając uwagę na ruch każdego jej mięśnia twarzy.
Jakoś nieszczególnie zwracał uwagę na wszystkie te gesty Wallace, które najpewniej miały za zadanie go zirytować. Miał za dobry humor, żeby to na niego zadziałało. Dość niewiarygodne, biorąc pod uwagę, że był środek zimnej, kwietniowej nocy, ukradziono mu kurtkę i broń, a Wallace za wszelką cenę próbowała być wrzodem na dupie. Jakie to smutne, nawet to jej kiepsko szło.
- Tragedia mego losu - skomentował tylko załamanym tonem. Co innego może zrobić człowiek, który nigdy nie sięgnie pięt takiej mistrzyni? - Może potem spróbuję strzelić w tarczę a ty udzielisz mi wskazówek, hm? - zaproponował.
Złapała pistolet obydwoma dłońmi, dobrze. Przynajmniej nie zrobi sobie sama krzywdy. Hopper nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy tym swoim tonem uzbrojonego badassa rzuciła to zdanie. Och, z pewnością to był powód, dla którego nie trafiała.
- Niestety, nie przygotowałem się, nie mam ze sobą nawet żadnego fałszywego dowodu - przyznał. W końcu zdjęcie to zdjęcie, nie ważne jak małe.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-07, 23:37   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Cóż, jak sama nazwa wskazuje – mruknęła pouczająco, wręcz jakby była wykładowcą na jednej z wyższych uczelni, jednocześnie niby od niechcenia wzruszając przy tym ramionami. Ale mimo wszystko czuła się zobligowana wyjaśnić mu ten swój iście genialny skrót myślowy. Zupełnie jakby obawiała się, że ten wielki mózg Willa nie załapie takiej cudownej riposty:
– Już dawno przestał stąpać po ziemi – bo w końcu słowo duch dość jednoznacznie oznaczało coś martwego, no nie? Co ten Hopper, czy on zaczął wychodzić z wprawy? To było wręcz karygodne! Nieważne. Matilde prychnęła pod nosem, słysząc o jego wybitnych zdolnościach matematycznych. I jak można było się łatwo domyśleć, nie omieszkała nie uraczyć go komentarzem.
– Prawda? – zadała stanowczo zbyt podekscytowane pytanie retoryczne: – Tylko jakiś niesamowity matematyczny geniusz jest w stanie potrafi policzyć do 10 w taki sposób, że od 10 rano wychodzi mu 23.
Och, była na niego wściekła. I to już w taki najgorszy z możliwych sposobów, których się przecież brzydziła. Ona… ona domagała się uwagi. Aż ją ciarki przeszły na samą myśl. Ale nie była w stanie mu wybaczyć tego, że tak szybko dzisiaj zasnął. Nie, nie, nie. Nie będzie taryfy ulgowej, Hopper. Zwłaszcza teraz, kiedy przestałeś symulować i już nie umierałeś. Postanowione. I kiedy Will stwierdził, że dopiero zaczynał te swoje miłosne wyznania, Wallace wzniosła wysoko brwi, a potem założyła dłonie na wysokości klatki piersiowej, wsłuchując się w słowa mężczyzny. Okej, na początku po prostu patrzyła się na niego jak na idiotę, wznosząc jeszcze wyżej brwi i sceptycznie mu się przyglądając, ale nie spodziewała się, że ta farsa będzie trwała dalej. On po prostu gadał i gadał, a uśmiech na jej twarzy powoli bladł! Ba! W jej oczach nawet zalśniła jakaś iskierka przerażenia. Czy on zdurniał? Matilde przełknęła cicho ślinę, w myślach rozważając wszelkie możliwe drogi ucieczki z tego miejsca, kiedy nagle on zawiesił głos i… PIERDOLONY DUPEK!
Wallace przygryzła policzek od środka, mrużąc przy tym oczy. Wyglądała, jakby chciała go zabić i w żadnym wypadku ta żądza mordu nie była bezpodstawna, czy wyolbrzymiona. Ona naprawdę chciała go zabić. Brunetka, której zaschło w gardle, odchrząknęła, siląc się na jak najbardziej niewzruszony ton głosu:
– Och, przykro mi, że stanęłam na drodze waszej wyjątkowej i niewątpliwej miłości. – syknęła w kierunku Hoppera. – Resztę możesz wyszeptać do jej lufy w środku nocy, kiedy będziecie sobie smacznie chrapać przed bramą główną Bractwa – nawet nie była w stanie udawać, jak bardzo ją ten człowiek wkurwił. No, przysięgam. Gdyby miała włożony ten magazynek, to nie zastanawiałaby się ani minuty! Ta złość wydawała się jednak przynieść jakieś w miarę dobre rezultaty, bo koniec końców złapała tą broń w dwie ręce, prawda?
– Nie sądzę, bym znalazła dla ciebie czas, dupku – mruknęła, wciąż zaciskając usta w cienką linijkę. I nie miał żadnego zdjęcia? A to szkoda. Musiała sobie znaleźć inne rozwiązanie. I zdecydowanie zamierzała go wtajemniczyć w ten plan. Ot, dla zasady. I jeśli wtedy wyglądała jak uzbrojony badass, to teraz wyglądała jak super-hiper uzbrojony badass.
– Cóż, w takim razie wyobrażę sobie, że ta tarcza to twoja głowa, a jej środek to twój chujowy mózg, Hopper – nieważne, że tak nie wyglądała anatomia. Jej słowa dość jasno przedstawiały to co chodziło jej po myślach. I po wypowiedzeniu tego zdania, Wallace przygryzła delikatnie dolną wargę, a potem przekręciła głowę w kierunku tarczy i oddała trzy strzały. O dziwo, wszystkie trzy rzeczywiście powędrowały w kierunku tarczy. Pierwszy, jedynie musnął skrzydło. Drugi był dość marny, natomiast trzeci… znalazł się na trzeciej obręczy od środka. Nie najgorzej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-08, 20:23   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper pokręcił głową załamany słysząc jej wymówkę. Dla Wallace najwyraźniej już nie było żadnego ratunku. Nawet nie próbował wytłumaczyć jej, że istnieje coś takiego jak metafora, a duch powinien być w niej, a nie stąpać obok po ziemi. Dziewczyna najwyraźniej nie miała w sobie ani odrobiny fantazji, a Will mógł tylko żałować nad jej marnym losem.
Zmarszczył na chwilę brwi, słysząc jej kolejne słowa. Więc o to chodziło? Miała do niego pretensje, bo miał inne zajęcia. Szczerze mówiąc, od tamtego zebrania kiedy oficjalnie ustalono role rady Bractwa, miał dużo mniej roboty. To przez te kilka tygodni po ataku ledwo miał czas znaleźć chwilę na sen... ale jej wtedy tutaj nie było, prawda? Mimo wszystko, nie zamierzał jej odpuszczać. Miałby przyznać jej w czymś rację? W życiu!
- Zdradzę ci sekret: niektórzy nie spędzają całych dni na unikaniu Irminy Dimitrov, a zamiast tego pracują, Wallace. - Myślała, że o tym nie wiedział? Po pierwsze, był przywódcą Bractwa. Po drugie, był Williamem Hopperem, on po prostu wiedział rzeczy.
Jasne, miał wrócić wcześniej, ale czekała na niego cała masa rzeczy do zrobienia i sytuacje które nie miały się wydarzyć. Prawo Murphy'ego: jeśli coś może pójść nie tak, pójdzie. Nie powinien o tym zapominać. W każdym razie, skoro mógł coś zrobić jeszcze tego samego dnia, po co miał to zostawiać na następny? To tak czy siak trzeba było zrobić, a kiedy nadejdzie to mistyczne potem, pracy nagle nie będzie mniej.
Hopper dobrze obstawiał, że reakcje Wallace będą warte zapamiętania. Cholernie ciężko było utrzymać powagę, kiedy ona robiła coraz większe oczy. Czy to... Czy to było przerażenie? Wow, aż tego się nie spodziewał. Był aż taki koszmarny? Och, świetnie Wallace. Zapamięta sobie, aby pod żadnym pozorem nigdy nie mówić jej niczego miłego.
I nie, nie miał zamiaru powstrzymywać rozbawionych parsknięć, kiedy ona mierzyła go takim nienawistnym spojrzeniem. Dobrze jej tak. Trzeba było się ucieszyć, a nie w panice szukać najszybszej drogi ucieczki.
- Och, nie ma się czym martwić, nasza miłość jest nie do zatrzymania - uśmiechnął się złośliwie. - I nie, nie wyrzucisz mnie z mojego pokoju. To ty się wprowadziłaś - zauważył. Jak już miała go dość, to niech sama się wyprowadza. Ktoś jej bronił? Niech tylko zostawi mu glocka i kurtkę - za wiele z nimi przeszedł, żeby od tak dać je sobie zabrać. Choć nie, właściwie to nie o to chodziło. Mógł sobie załatwić drugie G35 Gen4, a to ile kurtek zniszczyły mu kule powinno być wpisane w jakąś księgę rekordów. Chodziło o to, że William Hopper stanowczo nie miał zamiaru odpuszczać.
- Tak, zapomniałem że unikanie obowiązków zajmuje cholernie dużo czasu - odgryzł jej się. Za to nijak nie skomentował jej deklaracji, po prostu przyglądał jej się jak strzelała i w co trafiała. Tym razem było lepiej, niemal na pewno przez to, że pewniej trzymała broń i nie podrywała jej w momencie naciskania spustu. Mimo wszystko, mogłoby być lepiej. - Gdybyś trzymała spust na środku paliczka, zamiast na jego końcówce, kule nie skręcałyby tak bardzo w lewo - zauważył. Oczywiście, byłaby w stanie to zrobić gdyby miała pistolet dopasowany do dłoni. Hopper bez problemu mógłby ściągnąć nakładkę... ale gdyby tego potrzebowała, to przecież by wspomniała, prawda?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-08, 21:54   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Jeśli nie dostajesz za to kasy, to to nie jest praca – odgryzła się. Och, super. Był zajęty nie wiadomo czym, tracił na to całe swoje zdrowie i właściwie nie miał na nic czasu tylko po to, by babrać się w pracy, z której i tak nie miał żadnych korzyści. Ona nie miała zamiaru tego robić i dość jasno stawiała sprawę. I huh, w sumie była bardzo zadowolona, że Hopper o tym wszystko wiedział.
– I co zrobisz? Zabierzesz mi rangę? – mruknęła ze złośliwym uśmieszkiem. Śmiało, nic lepszego nie mogłoby jej się przytrafić bo wtedy właściwie legalnie nie musiałaby nic robić. Brzmiało jak plan. Swoją drogą, chyba powinna mu co nieco wspomnieć o tym, jak wielkim wrzodem na dupie była ta cała Irmina Dymitrov. Ale nie teraz, nie teraz kiedy najwidoczniej toczyli jakąś wojenkę, a ona w tak spektakularny sposób z nim wygrywała. A przynajmniej tak było do czasu, kiedy nie wyskoczył z tym cholernym wyznaniem miłosnym.
Tak, była przerażona. Głównie dlatego, że się tego nie spodziewała. Nie tego typu słów. Nie z jego ust. Nie teraz. Nie dzisiaj. Na dobrą sprawę nawet nie zdążyła tego przetrawić, by zrozumieć jakie to wszystko było zawstydzająco urocze. Pewnie zajęłoby jej kilkanaście sekund i wreszcie poczułaby przyjemne ciepło na klatce piersiowej, ale… no właśnie. Hopper. Cholerny Hopper się wydarzył, a ją ogarnęła wściekłość. On natomiast uważał to za zajebistą zabawę i wesoło parskał śmiechem, tak? Zobaczymy, Hopper. Zobaczymy. Bo Wallace zdecydowanie nie miała zamiaru mu tego zapomnieć. Nigdy.
– A jednak, mi udaje się was rozdzielić już drugi raz – wyrzuciła na tą jego niezatrzymaną miłość. Skoro tak bardzo kochał tego Glocka, powinien go bardziej pilnować. – Och, zdecydowanie wyrzucę. To ja tam spędzam więcej czasu, Hopper, więc teraz to jest bardziej mój pokój niż twój.
Nie, nie chciała, by się wynosił. Broń Boże, ale no proszę. Miałaby mu coś takiego powiedzieć? Po jej trupie. Wolała udawać to, jak wielką męczarnią było mieszkanie z nim pod jednym dachem, w tych samych czterech ścianach i w ogóle. I kiedy Wallace w swoich myślach jeszcze przez chwilę trawiła jego wyznanie, coś do niej dotarło. I zdecydowanie zamierzała się tym podzielić.
– Swoją drogą, czy Glock przypadkiem nie jest mężczyzną? – posłała mu triumfalny, cyniczny uśmieszek. Ale co ona mogła tam wiedzieć, była tylko głupią Wallace, nie? Mimo wszystko jej usta wykrzywiły się w szerokim, niezwykle irytującym uśmiechem. A więc mimo wszystko to ją tak uwielbiał, huh? Natomiast na jego kolejny złośliwy komentarz, dotyczący braku czasu, Matilde jedynie wzruszyła ramionami. Nic nierobienie było jej wyborem, on też taki miał, ale zamiast tego wolał się bawić w jakieś przywództwo. Niech teraz cierpi.
– Och, mówisz jakbyś co najmniej się znał, Hopper – warknęła, bo nienawidziła takiego pouczania. Widziała, jak uważnie jej się przyglądał, słyszała jego mądrzenie i krew ją zalewała, że mógł odczuwać jakąś satysfakcję. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej chciała mu coś udowodnić. Oddała więc dwa strzały. Dwa niezwykle nietrafione strzały, które jakimś cudem w ogóle trafiły w tarczę. Matilde zagryzła wargi. Potem natomiast… cóż… miała nadzieję, że Will tego nie zauważy, ale rzeczywiście zastosowała się do jego cudownej rady i wystrzeliła. Właściwie to nie wierzyła własnym oczom, kiedy kula znalazła się zaledwie jedną obręcz o samego środka tarczy. Wow.
– Bang, nie żyjesz – skwitowała (bo przecież tarcza była jego głową, nie?), jednocześnie przekręcając głowę w jego kierunku. O dziwo jednak, w tym momencie jej uśmiech nie był już wcale taki złośliwy. Nawet jeśli starała się, by był złośliwy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-09, 16:11   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Właściwie Wallace miała rację. Nie dostawał za to pieniędzy, nawet tego nie lubił. Na dobrą sprawę nie powinien mieć żadnego powodu, żeby to robić. Zgodził się dołączyć do tej grupy tylko dlatego, że potrzebował schronienia, na wypadek gdyby DOGS albo ludzie Gardnera go znaleźli, a i tak nie zamierzał zostawać, jeśli niedogodności przewyższyłyby korzyści. Już tygodnie temu to się stało, a mimo wszystko... on ciągle tutaj był, ba, właśnie przyjął stanowisko przywódcy. To nie miało najmniejszego sensu.
Rzecz w tym, że on nie robił tego, żeby coś zyskać. On się spłacał. Miał jedno zadanie, znajdować zagrożenia. To przeoczył, chociaż zostało mu podane na tacy. Kiedy ludzie, za których był odpowiedzialny umierali, on leżał w łóżku z Wallace. Musiał to jakoś spłacić, a co istotniejsze - nie mógł pozwolić, żeby to się powtórzyło. Miał już dość osób, które zginęły przez jego głupotę. A podobno był genialny.
Nijak nie skomentował jej słów, nie miał pojęcia jak mógłby to zripostować, a nie chciał mówić prawdy. To jednak była całkiem sympatyczna noc, prawda? Nie było sensu jej psuć. Ale to nie znaczyło, że na kolejną jej zaczepkę nie miał zamiaru reagować.
- Właściwie, nie mam zamiaru nic robić, aż Dymitrov będzie mieć cię dość i poprosi mnie o pomoc - przyznał. Koniec końców, Wallace była zwykłym członkiem Bractwa, dotyczyły jej takie same zasady - i te dotyczące pracy, i te co do nowej hierarchii.. Matilde odpowiadała przed Irminą i to ona powinna próbować doprowadzić ją do porządku.
- Pokonaliśmy już nie takie przeszkody - stwierdził, odnośnie swojej miłości do broni. - Pokój polizany, zaklepany. Spóźniłaś się jakiś miesiąc - zrobił smutną minkę.
Och, Hopper stanowczo nie zamierzał przegrywać w tej grze, w tej rundzie czy kolejnej. Był za dobry w wygrywaniu, zbyt uparty, żeby się poddać i myślał za szybko, żeby którakolwiek riposta mogła go zaskoczyć.
- A czy broń nie jest kobietą - odbił piłeczkę. Jeśli myślała, że to będzie takie proste, to grubo się myliła.
Wzniósł oczy ku niebiosom, kiedy wzruszyła ramionami. Jakim cudem mógł mieszkać pod jednym dachem z takim leniem? Szczerze powiedziawszy, jego trafiłby szlag już po dwóch dniach nicnierobienia. Potrzebował zajęcia, a najlepiej takiego, które wymagało cholernie dużo myślenia. Jego mózg nie znosił nudy. Pewnie gdyby było inaczej, nie znałby tylu języków i nie umiałby robić tylu nieprzydatnych rzeczy.
- Ciągle zapominam, kto tutaj jest specjalistą - rzucił złośliwie. - Przypomnisz mi może kilka cech charakterystycznych tego modelu? - Znając Wallace, jeśli coś odpowie, to że jest ciemny, duży i zajebisty. Hopper nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu na tę myśl. Ona nigdy się nie zmieni.
Szczerze mówiąc, Will nie spodziewał się, że Wallace da radę jakoś tak wyciągnąć palce, żeby poprawnie chwycić spust - a jednak to zrobiła. Tak jak myślał, ta jedna kula, ta poprawniej wystrzelona, trafiła dużo bliżej środka. W zasadzie, to jak Wallace się ucieszyła, było całkiem urocze.
- Daj - powiedział, wyciągając rękę. Kiedy już dostał pistolet, zajął odpowiednią pozycję. - Stoisz w lekkim rozkroku, to zapewnia najlepszą stabilność. Ręce wyciągnięte, ale pilnuj, żeby nie mieć przeprostu - odrzut rozwali ci łokcie. Do momentu kiedy nie jesteś pewna, że chcesz strzelić, nie trzymasz palca na spuście. Ląduje na zewnętrznej części kabłąka albo wzdłuż lufy - zaprezentował. - Unosisz broń, dopiero kiedy będziesz celować, nie stoisz z podniesioną lufą tocząc pogawędkę. Środkowa część paliczka na spuście, strzelasz z wydechem. To wszystko ma za zadanie zminimalizować wszystkie niekontrolowane ruchy, przez które nie trafiasz. - To był pierwszy krok do prawdziwej celności, trafiać w to samo miejsce przy takim samym sposobie trzymania broni. - Nie próbuj trafić w głowę, jest mała, możesz spudłować. Lepszym celem jest serce - nawet jeśli nie trafisz, blisko masz płuca, a trochę niżej brzuch, postrzały w niego zawsze są groźne. Nawet jeśli ktoś będzie miał kamizelkę, połamiesz mu żebra i wyłączysz go przynajmniej na chwilę - i kiedy w końcu skończył ten swój wywód, znowu uniósł broń, wycelował, jak wręcz odruchowo pomagając sobie swoją mocą, wypuścił powietrze i oddał dwa strzały w środek tarczy - wszystko w zawrotnym tempie, gdzie każda kolejna czynność przechodziła w kolejną. W końcu opuścił broń, zablokował ją i ściągnął nakładkę na chwyt, mocno go zmniejszając. Podał broń Wallace.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-09, 18:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To dobrze, że Will zdecydował się zachować swoje myśli dla siebie, bo szczerze mówiąc to w jakich kategoriach myślał o wydarzeniach z motelu, naprawdę bardzo by ją dotknęło. Żyła jednak w nieświadomości i to chyba było największym błogosławieństwem w całej tej sytuacji.
– I co wtedy zrobisz, huh? Wyrzucisz mnie z Bractwa? – przekrzywiła lekko głowę w prawo, wbijając swoje ciemne, błyszczące oczy w jego brązowe tęczówki. W zasadzie była bardzo ciekawa jaka jej groziła kara za niesubordynację, bo szczerze? Nie miała zamiaru się poprawiać. Nie była obłudna, nie wierzyła w tą organizację. I w przeciwieństwie do Willa, wykonywała swoją część zadania.
A my będziemy mieć ich wszystkich w dupie… to były jego słowa. To był jego plan. Plan, którego powinien się trzymać, a tego nie robił. Ona jednak pozostała wierna tej idei. I rzeczywiście miała wszystkich w dupie. Wszystkich, za wyjątkiem jego.
– Zdecydowanie nie czuję się pokonana, Hopper – odparowała. Ona przeszkodą? Och, nie ma sprawy. Jeśli tego chciał to mogła być przeszkodą. Musiał się jednak liczyć z tym, że w tym wypadku zamierzała być jednym wielkim wrzodem na dupie, a jego kochany pistolet miał co jakiś czas znikać z zasięgu jego wzroku.
– Wow – wyrzuciła z siebie, wyraźnie zniesmaczona. Matilde ściągnęła brwi, marszcząc przy tym czoło. Przez chwilę nawet sprawiała wrażenie osoby, która najwyraźniej właśnie biła się ze swoimi myślami. Swoją drogą naprawdę bardzo ją korciło, by zauważyć, że to się tyczyło także jego, bo o ile ją pamięć nie myliła to zdecydowanie był przez nią polizany i zaklepany. Właściwie to miało miejsce jeszcze kilka godzin temu. Ale nie, nie zamierzała dać się porwać swojej romantycznej duszy i rzucać takimi tekstami. Zamiast tego wydęła usta w podkówkę.
– Aż tak za mną tęskniłeś, że lizałeś się z poduszką? Wow, Hopper, wystarczyło zadzwonić.
O tak, kochała go irytować. Właściwie to specjalnie wspomniała o tym dzwonieniu tylko po to, by jeszcze bardziej podnieść mu ciśnienie. Dzwonił, ona nie odbierała – taka była prawda. Ale.. co z tego? Wallace nie zamierzała przegrywać. Nie z nim, nie nigdy. Po prostu byli siebie warci. I chyba w tej sytuacji było to jeszcze bardziej zauważalne niż kiedykolwiek wcześniej.
– Nie, pistolet zdecydowanie jest mężczyzną – upierała się przy swoim. No niech już da spokój i się po prostu przyzna do porażki. To jej argumenty miały sens, nie jego. Niech więc się nie zachowuje, jakby było inaczej! Matilde z uniesionym kącikiem ust przyglądała się Hopperowi, ledwo powstrzymując się przed parsknięciem śmiechem. Swoją drogą, czy on chciał ją zawstydzić? Myślał, że nie wiedziała nic o tej broni? Pfff, wiedziała. I to całkiem sporo.
– Jest czarny, duży i zajebiście do mnie pasuje – wyrzuciła pewnym siebie i niezwykle zadowolonym tonem głosu. Znał ją, najwyraźniej bardzo dobrze ją znał. I hej, wcale nie była aż taka leniwa. Naprawdę dużo robiła w swoim wolnym czasie. To, że nie wykonywała zadań, które narzucała jej Irmina, nie oznaczało, że całe dnie bezczynnie spędzała w łóżku. Ale co on tam mógł wiedzieć, hm? Przecież wychodził nad ranem i wracał po nocach. Matilde zacisnęła mocno swoje czerwone wargi. Z niezadowoleniem oddała mu tę broń, wysłuchując jego niezwykle pouczających słów. Choć sprawiała wrażenie osoby wątpiącej w każde jedno jego słowo to.. słuchała go. Naprawdę uważnie słuchała każdego jednego słowa, zapisując sobie to wszystko w myślach. Żarty i droczenie to jedna sprawa, ale liczyła się z jego zdaniem.
– Musisz mi bardzo ufać, skoro mówisz mi takie rzeczy i oczekujesz, że nie wykorzystam tej wiedzy na tobie – wyrzuciła z siebie, posyłając mu cyniczny uśmiech, by po kilku sekundach dodać: – no, albo jesteś masochistą.
Brunetka zwilżyła swoje spierzchnięte wargi koniuszkiem języka, kiedy tak obserwowała jego idealne trafienia i… cholera. Nie chciała być gorsza. W tym momencie, chciała mu udowodnić, że też tal potrafi. I cóż, to co zrobił znacznie ułatwiło jej sprawę. Po chwili Matilde wzięła głęboki oddech, by w myślach powtórzyć to wszystko co właśnie jej powiedział Will. Tak - stanęła w lekkim rozkroku, tak - wyciągnęła ręce, tak – uniosła broń, tak – położyła środkową część paliczka na spuście i tak – strzeliła z wydechem. Tym razem również strzeliła trzy razy. Wszystkie trzy kule właściwie zatrzymały się między trzecią a drugą obręczą od środka tarczy.
– Zrobiłam wszystko tak jak mówiłeś, a wciąż wyszło chujowo – mruknęła całkowicie zmieniając sposób w jaki się do niego zwracała. Nie była już złośliwa, czy cyniczna. Po prostu chciała się czegoś nauczyć. I zdecydowanie chciała się nauczyć tego czegoś od niego.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-13, 16:14   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Och, niech to pozostanie niespodzianką - odpowiedział jej, nawiązując do najnowszych rewelacji, wedle których nie znosiła niespodzianek. Nie, stanowczo nie powinna była mu o tym mówić. Dlaczego niby nie miałby wykorzystywać tej wiedzy przeciwko niej? Och, jeśli nie sądziła, że to zrobi, słabo go znała.
Nie czuła się pokonana? Och, to było całkiem smutne, że ciągle uważała, że da radę rozdzielić go i jego broń. Nie chciała się pogodzić, ze swoją porażką, kiedy już dawno przegrała? Naprawdę, łamiące serce i było widać to po Hopperze, kiedy westchnął cięż i pokręcił głową, żałując losu Matilde Wallace.
- To smutne, jak nie możesz pogodzić się z porażką - stwierdził. - Uważaj, bo G3 jest prawdziwą zołzą, kiedy jest zazdrosna - dodał. Wallace nawet nie wiedziała, w co próbowała się wpakować.
Wow, tego akurat się nie spodziewał. Tak, bywała irytująca, złośliwa i ciężka do wytrzymania, ale naprawdę rzadko zdarzały jej się tak gwałtowne przejścia z bycia całkiem znośną do prawdziwego wrzoda na dupie. Dzwonił do niej, obydwoje zdawali sobie z tego sprawę. To ona dała mu jasno do zrozumienia, że miała go dość i chciała spokoju... a potem była na niego wściekła, kiedy dał jej spokój. Wallace. Obydwoje ciągle musieli o tym świetnie pamiętać... A mimo wszystko, Matilde wpadła na genialny pomysł dostosowywania rzeczywistości do swojej fantazji. Fantastycznie. Mógł zrobić dokładnie to samo.
- Ja? Do ciebie? - spytał, zanim pokręcił głową patrząc na nią z politowaniem, jasno dając jej do zrozumienia, że to były za wysokie progi jak na nią. Kto to widział, żeby najinteligentniejszy mężczyzna na Ziemi, a przy okazji przywódca najpotężniejszej grupy zrzeszającej mutantów umawiał się z kimś pokroju... Wallace.
To było niewiarygodne, jak ona z uporem maniaka próbowała przekonać Willa, że miała rację, chociaż jej argumenty były wręcz żałosne. Hopper rzucił jej spojrzenie pełne politowania słysząc jej kolejne słowa.
- Słyszałaś, G3? - spytał. - Moja droga, ona uważa cię za mężczyznę. - Tak, to naprawdę musiało zaboleć biedną G3. A kiedy była wściekła, była naprawdę zabójcza.
Uśmiech Hoppera jakoś samoistnie się rozszerzył, kiedy usłyszał słowa Wallace. No tak, żadnych zaskoczeń, równie profesjonalna i szczegółowa odpowiedź, jakiej się spodziewał. Nie było już dla niej ratunku. A tak poza tym... dobrze patrzyło się na ten jej uśmiech.
- Jesteś tragiczna, Wallace - skomentował tylko.
Wytłumaczył jej wszystko dokładnie tak jak planował, nie zwracając uwagi na jej minę. Nie była głupia, z pewnością próbował jak najwięcej zapamiętać przy okazji wyglądając na jak najmniej zainteresowaną. Te informacje mogły kiedyś uratować jej życie i musiała doskonale zdawać sobie z tego sprawę.
- To całkiem słodkie, że myślisz, że byłabyś w stanie coś mi zrobić - stwierdził tylko na te jej komentarze. Wallace? Zabójcza? Może jeśli będzie próbować coś ugotować i wywoła u wszystkich ciężkie zatrucie pokarmowe.
Hopper oczywiście obserwował w milczeniu jak dziewczyna strzelała. To był naprawdę niezły wynik, biorąc pod uwagę, że dopiero zaczynała, pewnie w realnej sytuacji zagrożenie życia przynajmniej raz trafiłaby wystarczająco dobrze, żeby pozbyć się zagrożenia, nie mówiąc o sytuacji gdzie strzelałaby w krótszego dystansu... i czy on właśnie poczuł jakąś dumę? Nie, stanowczo nie.
- To pewnie dlatego, że G3 jest na Ciebie wkurzona za nazywanie jej mężczyzną. Powinnaś przeprosić - zażartował, zanim dodał poważniejszym tonem: - Zajęło mi dobrych kilka lat zanim osiągnąłem taką celność, a miałem do dyspozycji moje błyskawiczne tempo nauki, większą koncentrację czy lepsze zwracanie uwagi na szczegóły. Poza tym, wybrałaś sobie najgorszą możliwą broń do nauki strzelania - G3 Gen4 ma wydłużoną lufę. Jeżeli potrafisz dobrze strzelać pomaga ci to strzelać jeszcze celniej, ale jeśli dopiero się uczysz, łatwiej coś spieprzyć. Daj sobie nieco czasu, Wallace.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 2,24 sekund. Zapytań do SQL: 7