Poprzedni temat «» Następny temat
Składzik
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-11, 16:58   Składzik


[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-27, 17:56   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


10 maja

Tego dnia Wallace również nie zamierzała spędzić na wykonywaniu jakichś głupich zadań. Come on, nie miała zamiaru godzić się z rangą podaj, przynieś, pozamiataj. To nie było dla niej. Właściwie to nic tutaj nie było dla niej. Nawet nie lubiła tego miejsca. Ale dzisiejszego dnia wyjątkowo nie ukrywała się przed obowiązkami, czy cholerną Irminą Dymitrov. Nie miała siły na to typowe dla niej negatywne nastawienie. Wciąż cholernie źle się czuła i mdliło ją na myśl o… właściwie wszystkim. Kurwa. Co oni dodali do tej pierdolonej heroiny? Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy Samantha również tak źle się czuje, ale zaraz po chwili uzmysłowiła sobie, że właściwie nie do końca ją to interesowało.
Wyszła jednak na świeże powietrze, licząc, że chociaż jej to trochę pomoże w przeżywaniu tego koszmaru. Nie wiedziała, czy to ze względu na przechodzenie przez odwyk na sucho, czy przypadkiem ta heroina była naprawdę wyjątkowo kiepskiej jakości, ale autentycznie miała dość wszystkiego. I autentycznie nie miała zamiaru nigdy więcej sięgać po to gówno. Huh, może w tym wszystkim jednak były jakieś pozytywne aspekty? A nawet więcej pozytywnych aspektów? Wyglądało na to, ze nawet papierosy ją odrzucały, więc kto wie, czy za jednym zamachem nie uda jej się rzucić dwóch nałogów na raz.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-08-27, 20:00   

Niezależnie od poglądów Matilde, Irmina miała zdecydowanie lepiej rozplanowany dla niej dzień. Tym bardziej, ze w ich lecznicy już od kilku dni męczył się bogu ducha winny dzieciak, który został kolejną zabaweczką tej sadystki, robiącej sobie zabawki z mutantów. Dymitrov w tym momencie nawet nie obchodziło, że leczenie wychodzi daleko poza kompetencje przeciętnego wolontariusza - za okres tak długiego nic nie robienia, Tilda mogłaby chociaż raz się nieco bardziej wysilić - nawet za cenę własnego zdrowia. Gdyby tylko zobaczyła, w jakim stanie był ten młodzik... Chociaż... Czy ona w ogóle potrafiła się martwić o kogoś innego niż Hopper?
To nie miało znaczenia. Wszelkie środki przeciwbólowe w bractwie były tak ograniczone, że jakiekolwiek zmniejszenie ich zużycia było teraz na wagę złota. Dlatego też brunetka bez wahania ruszyła za wciąż rozchorowaną podwładną.
- Wallace. - Rzucił spokojny, choć zdecydowany głos kobiety odpowiedzialnej za wszystkich wolontariuszy. - Wisi mi, w jakim układzie pracujesz z Axonem. Tutaj wszyscy mamy obowiązki i zaczyna mnie irytować ta zabawa w kota i myszkę. Na litość, zachowaj się chociaż jak dorosła kobieta, którą rzekomo jesteś i weź się w końcu do roboty. Nikt nie będzie Cię tu niańczył. - Dodała po chwili, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Od czasu ataku na bractwo jak i porwania jej przyjaciółki, można było odnieść wrażenie, że już wszelkie miłe przejawy jej zachowania gdzieś zniknęły i ostała się jedynie ta poważna, nieco oschła osoba, którą Irmina przecież nigdy nie chciała być...
Pytanie tylko brzmiało - czy odnajdzie w sobie resztki wyrozumiałości po tym, co miało się tu wydarzyć?
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-27, 20:43   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie, to Irmina czegoś nie rozumiała. Gdyby miała piątą klepkę, ogarnęłaby jak cholernie wyniszczające dla Matilde było to jebane leczenie. Co ją niby miało obchodzić życie jakiegoś marnego chłopaczka, skoro sama ledwo to wszystko przeżywała? Ale co ona mogła wiedzieć z tą swoją śmieszną i nieprzydatną mocą? Och, gdyby Wallace taką miała, sama korzystałaby z niej na prawo i lewo. Bo czym był marny ból głowy w porównaniu do tego co ona czuła? Ale huh. Caryca Dymitrov nie mogła tego wiedzieć bo po prostu była za głupia. I kiedy Matilde tylko zobaczyła zbliżającą się Irminę, nie mogła się powstrzymać przed wywróceniem oczami. No świetnie. Tyle było z unikania jej.
– Dymitrov – odparowała na przywitanie, jednocześnie wznosząc wysoko brwi, jakby dając kobiecie do zrozumienia, że jest czymś wyjątkowo zajęta i nie ma zbyt wiele czasu, więc dobrze by było, gdyby ta się streszczała. Wysłuchiwała jej słów w milczeniu, siląc się na niewzruszony wyraz twarzy, ale to nie było do końca takie łatwe. Nie, kiedy tak bardzo jej wszystko podchodziło do gardła. Matilde wzięła głęboki oddech, licząc, że świeże powietrze jakoś jej pomoże.
– Okej, przyjęłam do wiadomości, skończyłaś już ze swoimi żalami? – wyrzuciła ze sztucznym uśmiechem, nie za wiele sobie robiąc ze słów przełożonej. Być może gdyby nie czuła się aż tak podle, wysiliłaby się na większe złośliwości, ale w tym wypadku pozostało jej tylko obojętne wzruszenie ramionami. Po prostu jedyne o czym marzyła to to, by Irmina sobie poszła jak najszybciej. I nie omieszkała dłużej tego ukrywać.
– Możesz już sobie pójść? – te słowa całkiem niekontrolowanie wydobyły się z ust coraz bledszej Matilde. I nie, to nie była prośba. Potrzebowała zostać sama i jeśli Irmina tego nie dostrzegała, to najwyraźniej była nie tylko głupia, ale też ślepa.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-02, 15:02   

Oh, ton, w jakim Matilde postanowiła odpowiedzieć swojej przełożonej, wcale jej się nie podobał. Miała ona wystarczająco na głowie, nawet bez fochów brunetki. Nie mówiąc już o tym, że jej przydział obowiązków też musieli przejmować inni, co kobiecie wyraźnie nie odpowiadało.
- Żale? Wallace, chyba się trochę zapominasz. - Odparła oschłym tonem, marszcząc własne brwi i nie odrywając wzroku od swej rozmówczyni. - Takim tonem możesz mówić do Axona, jeśli on sobie na to pozwala. Ale nie do mnie. - Dodała po chwili, wyraźnie zdenerwowana, że w ogóle musi takie rzeczy jej tłumaczyć. Czuła się, jakby miała pod sobą rozwydrzoną nastolatkę, a nie dojrzałą kobietę. - Twoja rzekoma choroba przeciąga się zdecydowanie za długo. A ja nie potrzebuję świecić za Ciebie oczami za każdym razem, gdy coś nie jest zrobione! Więc nie. Możesz zapomnieć o tym, że sobie pójdę. Chyba, że pójdziesz ze mną i zaczniesz w końcu robić to, co powinnaś. - Stwierdziła na koniec tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wyraźnie ją już męczyła ta relacja z Tildą, ciągłe uganianie się za nią i te jej zmyślone problemy. Szczególnie teraz, gdy bractwo zmagało się z tak wieloma problemami, że sama Dymitrov nawet nie miała kiedy na spokojnie wypocząć, nie raz zasypiając nad papierkologią przy własnym biurku...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-02, 15:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zapominała się? I jakim kurwa tonem? Wallace spojrzała na Irminę jak na idiotkę. Zupełnie jakby pochodziła z innej planety. Nie miała pojęcia za kogo ta cholerna baba się uważała, ale nie była nikim wyjątkowym. Ba! Nie była nawet nikim ważnym. Dostała rolę rządzenia na nad bardziej nieprzydatną grupą, która nie nadawała się do niczego innego niż sprzątanie. Zupełnie jak sama szefowa.
– Nie wiem za kogo się uważasz, Dymitrov – zaczęła, posyłając jej cyniczny uśmiech. Nie miała zamiaru tego tak zostawić, nie kiedy ta wariatka tak bardzo się rządziła. – Ale nie jesteś ode mnie w niczym lepsza.
Matilde zacisnęła usta w cienką linijkę. Och, wielka pani służbistka z chorą manią wyższości. Najważniejsza osoba w całym Bractwie, nie ma co! Czego jeszcze oczekiwała, że Matilde będzie się do niej zwracać per „proszę pani”?
– Więc nie przydzielaj mi żadnych obowiązków – proste, prawda? Ale w tym momencie Wallace nie chciała już z nią dłużej rozmawiać. Ani o tym, ani o jej „rzekomej chorobie”, ani o niczym innym. Naprawdę potrzebowała teraz zostać sama. I kiedy żołądek znowu podszedł jej do gardła, brunetka na moment przysłoniła usta dłonią.
– Muszę… muszę już… – zaczęła, ale nie była w stanie skończyć. Po prostu ruszyła szybkim krokiem przed siebie. Gdyby tylko to było takie łatwe… Bo nie! Ta irytująca baba ciągle musiała do niej mówić i próbować ją zatrzymać. Wallace zakręciło się w głowie. I tym razem już nie wytrzymała i po prostu zwymiotowała na trawę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-07, 18:32   

Dymitrov w całym swoim chłodzie odnajdywała też pewnego rodzaju... Plusy. Z całą pewnością nie było łatwo jej wyprowadzić z równowagi, a nawet, jeśli to się działo - długo nie dawała tego po sobie poznać. Nawet teraz, gdy Matilde wyraźnie przekraczała swoje granice, bo mimo wszystko - do bycia koleżankami było im zdecydowanie zbyt daleko, jedynie wzięła głębszy oddech, by po chwili wypuścić powoli powietrze ustami. No nie po to tyle lat wypruwała sobie żyły w bractwie, żeby teraz byle sfochana baba będąca w grupie niespełna rok nią pomiatała!
- Nie muszę być od Ciebie lepsza. Ale chociaż potrafię uszanować siły i czas innych, w przeciwieństwie do niektórych. - Odparła dość oschle, nie spuszczając wzroku z kobiety. - Jeśli tak bardzo nie podobają Ci się, jak to ujęłaś, moje żale, droga wolna, idź do Axona, niech przydzieli Cię do innych. Wróć do sanitariuszy. Tam nie będę Ci truła. - Dodała po chwili, dość pewnie, unosząc wysoko swój podbródek. Nie zamierzała z nią walczyć, ale też nie chciała brać na siebie odpowiedzialności za jej niesubordynację.
- I hej! Jeszcze nie skończyłam, Walla... - Nie zdążyła nawet skończyć, bo w momencie gdy wyciągnęła dłoń w kierunku brunetki, ta z całą pewnością pozbyła się całej zawartości swojego żołądka. A co gorsza... Irminę przeszło to złe przeczucie. Ostatni raz, gdy po dotknięciu kogoś czuła taką niepewność, zagubienie, gdy nie mogła wyczuć intencji danej osoby... Nie zapowiadało to niczego dobrego.
Kobieta niemal mimowolnie stanęła w miejscu, zaciskając własne wargi w cienką linię. Teraz jednak w jej oczach, zamiast tego przeszywającego chłodu widać było wyraźne zmartwienie.
- Wallace, chciałabyś mi o czymś powiedzieć? Wiesz, co się z Tobą dzieje? - Zapytała, niby sucho, a jednak... Z całą pewnością nasza dwudziestosiedmiolatka mogła wyczuć w jej głosie dziwne napięcie...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-08, 13:22   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– I widzisz gdzie cię zaprowadziły te próby? – syknęła. Naprawdę nie rozumiała, dlaczego ten chory mózg Irminy uważał, że robiąc Wallace wyrzuty, coś w tej sprawie wskóra. Czy ona już jej wystarczająco nie poznała? Matilde nie obchodziła ta organizacja. I ostatni raz, kiedy w to się próbowała zaangażować skończyła z wycelowanym w jej kierunku pistoletem, więc... nie. Nie zamierzała tracić na to ani zdrowia, ani życia, ani czasu.
– Skoro tak się liczysz ze zdaniem Hoppera – wyrzuciła, wyraźnie akcentując wiadome słowo, a po sekundowym milczeniu dodała jeszcze: – nie sądzę, by był zadowolony twoimi próbami zmuszenia mnie do leczenia jakiegoś chłopaczka.
I szczerze? Z całą pewnością zamierzała z Hopperem pogadać. Skoro tak wyglądały sprawy to chciała przebywać na terenie Bractwa na tych samych zasadach co Valerie i Dale. I dlaczego ta kretynka musiała próbować ją zatrzymać? Dlaczego nie chciała odpuścić? Ale to już nie miało znaczenia. Nic nie miało znaczenia, kiedy Matilde w ostatniej chwili z pochyloną głową zgięła się w pół i zwróciła wszystkie treści pokarmowe. Momentalnie zrobiło jej się chłodno, zupełnie jakby temperatura powietrza nagle spadła o kilka stopni. I dopiero, kiedy dziewczyna upewniła się, że wyprostowanie się nie wywoła kolejnej fali wymiotów, przetarła usta wierzchem dłoni i przeniosła załzawione spojrzenie na Irminę. Tym razem nie miała siły na żadne wymówki.
– Ja… to chyba przez jakąś wyjątkowo kiepską heroinę – wyrzuciła w końcu zachrypniętym głosikiem, wzruszając niby obojętnie ramionami. Ale prawda była taka, że cholernie się martwiła swoim stanem zdrowia, bo to nie było normalne. Nawet jak na heroinę. Wallace zacisnęła usta w cienką linijkę.
– A teraz jeśli pozwolisz, wrócę do środka – i nie, wcale nie prosiła o pozwolenie, ale w tym momencie nie potrafiła wykrzesać z siebie tego typowego cynizmu. Tak samo jak nie potrafiła obrócić się na pięcie i odejść. Po prostu wciąż stała w tym miejscu, świdrując zagubionym spojrzeniem twarz Dymitrov.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-18, 19:47   

Dymitrov uniosła jedną ze swoich brwi, choć jej spojrzenie wcale nie straciło tego dziwnego (jak na nią) ciepła i zmartwienia.
- Heroinę? Z moich obserwacji od kilku dni nie opuszczasz ośrodka, a na jego terenie chyba o takie używki ciężko? Czy tyle dni to nie za dużo na odczuwanie takich efektów? - Dało się usłyszeć głośne myślenie kobiety, gdy ta, jak gdyby nigdy nic podeszła do Matilde, opierając swoją dłoń o jej ramię. W tym też momencie wzięła głębszy wdech, kręcąc swoją głową. Wiedziała. Tak dobrze czuła, że ona tu jest dla niego. Że ona go kocha. Czy to mogło znaczyć..?
- Wallace, a kiedy miałaś ostatni raz miesiączkę? - Zapytała z realnie wyczuwaną troską w głosie, gdy spoglądała na swą ciemnowłosą towarzyszkę. - Teraz pozwolę Ci pójść ze mną do środka, do naszego pseudo szpitaliku i złapać test ciążowy. Tym bardziej, jeśli w grę tu mogą wchodzić tak szkodliwe używki. - Stwierdziła w końcu, tonem nie znoszącym żadnego sprzeciwu. Co jak co, Irmina nie mogła mieć na sumieniu tego potencjalnego dzieciątka.
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-19, 09:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ciężko jej było się do tego przyznać, ale… ale tak. Irmina miała rację. To nie mogła być tylko heroina. Nie, kiedy minęło już 21 dni od ostatniej, jednej marnej dawki. Nieważne, jak paskudna była tamta używka, to po prostu było niemożliwe. A mimo to Wallace tak uparcie trzymała się tej wersji z heroiną, bo… bo co innego jej pozostało?
– Nie ma innego logicznego wytłumaczenia – odparowała zachrypniętym głosem. Rany, kiedy to się w ogóle wydarzyło? Kiedy Irmina zaczęła się na nią patrzeć w ten sposób? Kiedy Wallace przestała na nią fukać i normalnie z nią rozmawiać? Ale chyba po prostu potrzebowała teraz kogoś, kto ją pokieruje. Kogoś, kto użyczy jej ramienia… Nawet jeśli to była ta głupia i wkurzająca Irmina.
– To nie ma znaczenia – nie bardzo rozumiała do czego ta Rosjanka zmierzała. U Wallace sprawa miesiączki nigdy nie była zbyt istotna. Była uzależniona, miała stanowczo zbyt niską wagę – okres pojawiał się i znikał. To było normalne. A przynajmniej tak jej się wydawało do… teraz. Zaraz, zaraz… Test ciążowy?! Wallace zgromiła ją wściekłym spojrzeniem.
– Uważasz, że jestem w ciąży? – prychnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. To był szczyt wszystkiego! Naprawdę miała tupet. Nie, nie była w ciąży. Była o tym przekonana. To po prostu nie miałoby sensu. Takim ludziom jak ona, nie przytrafiały się takie rzeczy. Po prostu. – To bzdura.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-09-19, 18:09   

- Pójdźmy na umowę. Nasikasz na ten kawałek plastiku, i jeśli się mylę - dam Ci spokój i pozwolę odchorować cokolwiek odchorowujesz. - ton nieznoszący sprzeciwu opuścił usta Irminy, gdy ta wciąż nie odpuszczała sobie kontaktu wzrokowego, prawdopodobnie po to, by wzmocnić swój przekaz. Co jak co, nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby jednak się okazało, że jej przeczucie okazało się prawdą, a ona pozwoliła Wallace dalej robić co jej się żywnie podobało, nie zważając na dobro tego potencjalnego maleństwa. W tym samym momencie też zaczęła iść w kierunku wnętrza, mając nadzieję, że i Matilde będzie szła tuż za nią. - Stoi? - Mruknęła po chwili, tylko odwracając swoją głowę, jak gdyby chciała pospieszyć brunetkę do podjęcia decyzji. Pewne było, że nie zostawi jej teraz w tym samej. Dobrze wiedziała, jak tragicznie to zakończyło się dla Colleen. Ona... Ona nie mogła pozwolić, żeby to samo spotkało dwudziestosiedmiolatkę...
[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-19, 18:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde świdrowała wzrokiem twarz Irminy, jakby starając się zrozumieć, czy Rosjanka aby na pewno mówiła poważnie. Osobiście Wallace nie widziała żadnej potrzeby, by miała na cokolwiek sikać. Jakakolwiek ciąża nie wchodziła tutaj przecież w grę. Zawsze się zabezpieczali, a poza tym… takie rzeczy nie przytrafiały się ludziom ich rodzaju. A mimo to… mimo to nie potrafiła odmówić Dymitrov.
– Tylko jeśli nikomu o tym nie powiesz – poddała się w ten wyjątkowo frajerski sposób, wysoko przy tym wznosząc brwi. Nie chciała, by ta informacja do kogoś dotarła. To była jej prywatna sprawa. Nieważne, jaki miał być wynik testu. A potem… a potem Matilde po prostu zrobiła krok za Irminą, by razem ze swoją przełożoną udać się do tego cholernego szpitaliku. Wallace nie potrafiła jednak wykonać tego testu w tamtym konkretnym momencie. Wzięła więc to ustrojstwo i obiecała Irminie, że ostatecznie poinformuje ją o wszystkim. A potem… a potem wyszła, bo potrzebowała trochę czasu, by to przetrawić.

[zt x2]
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,59 sekundy. Zapytań do SQL: 7