Poprzedni temat «» Następny temat
Wejście do magazynów
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-11, 16:57   Wejście do magazynów


[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-10-31, 02:54   
   Multikonta: Jamie
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


20 października południe

Minęły raptem cztery godziny od kiedy był na nowo w Bractwie. Te dwie godziny to była praktycznie rozmowa z Williamem o tym czy może wrócić. Nie liczył na to, że ktokolwiek powita go tutaj z otwartymi ramionami. Wyczuwał od nadal panującego lidera brak całkowitego zaufania. Nie dziwił mu się, mogli go dopaść DOGSy, mógł dla nich szpiegować. Przede wszystkim nie dał w ogóle znaków życia, tak jakby nagle rozpłynął się w powietrzu. Na dodatek został sprawdzony pod każdym kątem o podsłuch i inne rzeczy.. Poczuł się trochę jak kryminalista. Nie dziwił się jednak, bezpieczeństwo było pierwszą sprawą, by to miejsce funkcjonowało. Jednak gdyby współpracował z psami, to czy by nie oddał ich już dawno w ich ręce? Przecież wiadome było jak wygląda sytuacja w pobliskim Seattle i ogólnie w całym Stanie Waszyngton.
Teraz jednak Mike stał pod samymi drzwiami prowadzącego do jego starego domu. Wrócenie na stare śmieci po takim czasie było dziwnym doświadczeniem, zwłaszcza… No właśnie tyle było nowych twarzy, że wcale nie czuł się tutaj w stu procentach na miejscu. Brakowało mu zobaczyć kogoś znajomego, chciał się dowiedzieć czegoś więcej o swoich przyjaciołach. Zamiast tego stał pod budynkiem i wpatrywał się w niektóre osoby co wchodziły. On sam się trochę zmienił, miał trzydniowy zarost i przystrzyżone krócej niż zwykle włosy, zdecydowanie przypominał teraz bardziej swojego brata niż siebie. Ściął włosy, bo dzieciaki zbyt często robiły mu warkoczyki, a to było irytujące po jakimś czasie. Z torbą przewieszoną z najpotrzebniejszymi rzeczami przez ramię spoglądał na budynek. Co prawda przywitał się z paroma osobami, które jednak go poznały, z drugiej strony był kolejną osobą, która przyszła do tego azylu. Nie wiedział czy Will dalej zaufa mu na tyle, by znów dać mu pozycji łowcy, z drugiej strony czy by nie ryzykował za bardzo pokazując się i zbierając teraz ludzi? Teraz wiedząc o swoim klonie będącym w Seattle? Dalej też nie miał cynku od swojego brata.. Pół roku znów rozłąki. Mike zagryzł lekko swoją wargę po czym westchnął. Był ciekaw czy jego pokój jest dalej tam gdzie był, czy może też ktoś wyrzucił jego wszystkie komiksy…? Musiał to miejsce poznać od nowa. Sporo się tutaj zmieniło pod jego nieobecność.
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka, kelnerka





name:

Maysilee Griffith

alias:
Maya | Sally Griffin | Lee Griffin

age:
24 lata

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-11-02, 00:01   
   Multikonta: Cassandra, Jane


|po spotkaniu Miriam [20.10.]

Mimo powrotu do Bractwa, jaki zaliczyła już dosyć dawno temu, w naprawdę niewielkim stopniu czuła się tak, jakby faktycznie była częścią jakiejś większej wspólnoty. Społeczności? Owszem. Wspólnoty? Niestety, nie za bardzo. Nowa siedziba nie była zła. Wręcz przeciwnie, panowały w niej zdecydowanie lepsze warunki niż w obozie, jednak nie tylko to sprawiało, iż to nie było to samo. W znacznie większej mierze chodziło o ludzi... Tych, którzy bezpowrotnie odeszli z tego świata, a z którymi nawet nie zdążyła się pożegnać. I tych, którzy dosyć automatycznie zajęli ich miejsce. Pierwszych już dawno nie było, natomiast drugich wciąż jeszcze nie miała okazji zbyt dobrze poznać. Owszem, rozmawiali i to stosunkowo często, ale nie mieli okazji jakoś bardziej się do siebie przywiązać, zwłaszcza że Maysilee znacznie częściej nie było w tym miejscu, niż spędzała w nim czas. Po prostu nie czuła się upoważniona do tego, by wchodzić w kompetencje nowych uzdrowicieli. Byli naprawdę dobrzy w tym fachu, w większości naprawdę wykwalifikowani w tym, co robili i nigdzie się nie wybierali. Natomiast ona?
Zamiast tego... Cóż, wybierała znacznie bardziej niepewne zajęcia. W DOMu także potrzebowano medyków, częstokroć nawet znacznie bardziej desperacko, a jej do tej pory dosyć dobrze udawało się przemykać przez punkt kontroli. Być może chodziło o naprawdę dobrą jakość lewych papierów, może o coś w jej wyglądzie czy osobowości, a może w czymś jeszcze innym. I chociaż za każdym razem tak samo się stresowała, nadal robiła to samo. Tym bardziej, im częściej myślała o znajomych twarzach, jakie tam widywała... I powracała pamięcią do przeszłości z nimi związanej. Lepszej, gorszej, bardziej lub mniej wesołej, ale niewątpliwie sprawiającej, iż wciąż wybierała znaczne ryzyko ponad względnie bezpieczne przebywanie w magazynach i pomoc na miejscu.
Tego dnia miało być zresztą dokładnie tak samo. Już od kilkunastu dni, podczas których nie mogła pojawić się w zamkniętej strefie ze względu na wprowadzoną częściową kwarantannę, wielokrotnie powracała myślami do getta. Gdyby tylko mogła, znacznie wcześniej znalazłaby sposób, aby się tam wkraść, jednak nie miała ku temu okazji. Niestety, ponieważ w jej głowie kotłowało się tyle myśli, tak wiele pytań i planów. Kto by pomyślał, iż ktoś naprawdę tęsknił do tak parszywego miejsca... A jednak. Maysilee naprawdę chciała się tam znaleźć. Dlaczego zatem jej podróżny plecak wciąż jeszcze znajdował się w przydzielonym pokoju, a ona dreptała niespokojnie wokół budynku, nieustannie zakręcając jeden i ten sam lok na jeden i ten sam palec prawej ręki?
Otóż dotarły do niej wieści i to nie byle jakie. Zawsze była ciekawska, jednak tym razem przyczyniło się to do udziału w zadaniu, jakie zostało jej mimochodem wyznaczone. Ot, najprawdopodobniej wyłącznie przez sam fakt bycia na miejscu, gdy rozmawiano o cudownym powrocie mutanckiego syna marnotrawnego, którego przez dłuższy czas część ludzi z Bractwa - w tym sama Sally - uważała za martwego. Dla czegoś takiego naprawdę warto było poświęcić trochę czasu, odkładając inne plany na trochę później. Mimo że naprawdę starała się nie okazywać zbyt dużego zainteresowania, wszelkie próby dosłownie padły, gdy dokończyła robić kolejne kółko wokół budynku, a jej oczom ukazał się sam:
- Mike! - Jeśli wyglądał na zamyślonego, niewątpliwie miała wyrwać go z tego stanu, dosłownie impulsywnie się na niego... Cóż, rzucając. Nigdy jakoś specjalnie nie przejmowała się pojęciem przestrzeni osobistej, jeśli chodziło o osoby, które znała i za którymi dosyć mocno się stęskniła - prawdę mówiąc, zaliczała się do nich znaczna większość znikniętych członków Bractwa - więc i tym razem na moment zawisła z ramionami na szyi nieszczęśnika, serdecznie go ściskając.
Dopiero po kilku chwilach postanowiła trochę zwiększyć dystans między nimi, odsuwając się o krok od mężczyzny i nadal trzymając dłonie na jego ramionach - co niewątpliwie wyglądało dosyć pokracznie - uważnie mu się przyjrzała. Wręcz obleciała go spojrzeniem od czubka głowy po końce butów, mrużąc przy tym oczy i marszcząc brwi. I choć mogłoby się zdawać, iż będzie towarzyszyć temu jakieś niezmiernie poważne pytanie skierowane do Ryana, z ust Sally wydobyło się proste:
- Pod jaką kosiarkę wpadłeś?
_________________
« long live »
I said remember this moment.
In the back of my mind.
The time we stood with our shaking hands.
The crowds in stands went wild...
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-02, 02:20   
   Multikonta: Jamie
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Zdecydowanie Ryan był zamyślony, starał się ogarnąć wzrokiem wszystko co się dzieje, ale dalej nie odważył się wejść by sprawdzić wszystko. Przypomniało mu się jak pierwszy raz zwiedzał to miejsce, było to dość szybkim doświadczeniem. Teraz mógł zrobić to samo, ale nie widział w tym najmniejszego sensu. Wcześniej budynek był niemal pusty, teraz tętnił większym życiem niż wcześniej. Zrobiło ich się sporo, nawet jeśli niedaleko było samo Getto, ale tutaj ludzie nie żyli jak bezdomni. Zagryzł swoją wargę z tych rozmyślań. To wszystko trochę przytłaczało go. Może i po części liczył na to, że Andrew lub Imari wylecą i przytulą się do niego. To były dwie najbliższe mu osoby przed samym zniknięciem… Znaczy Mike nigdy nie miał problemów ze znajomościami i miał sporo dobrych koleżanek czy kolegów, był osobą, która się nie dało nie lubić, ale każdego czas i zdarzenia potrafią zmienić.. Zwłaszcza jeśli nie tak dawno prawie o śmierć się naprawdę otarł…
Z tej zadumy wyrwało go jego imię, zdążył zareagować akurat widząc jak Maya leciała by zawisnąć na nim. Plusy i minusy mocy, ale pomimo chwilowego szoku, uśmiechnął się radośnie widząc ją. W końcu jakaś znajoma twarz. I to taka, co jak on lubiła się tulić i był po prostu przyjacielski. Mike momentalnie zacisnął dłonie na jej dole pleców i sam przytulił się do niej, a kiedy w końcu się puścili, pozwolił jej bez wahania trzymać swoje dłonie na sobie.
Uśmiech nie schodził mu z ust, gdy tylko patrzał na nią. Widział jak uważnie badała go. Cóż chyba nikt nie lubił być tak mierzony wzrokiem, ale szczerze Mike, bał się, że powie o czymś gorszym niż.. Włosy.. No tak znany był ze swojej wszechobecnej szopy, która wręcz kochał, a teraz jej nie miał. Roześmiał się na jej stwierdzenie.
-Taką co nazywają się mutki dzieciaki. - potarł swój kark - Nie wiesz jakie dzieciaki potrafią być okrutne, a zwłaszcza dziewczynki. Warkoczyki, kiteczki.. Miałem dość i się stało święto lasu, ze ściąłem włosy. - odparł z lekkim rozbawieniem - Odrosną. Za to ty Maya wyglądasz jakbyś schudła trochę, ale ogólnie wyglądasz orzeźwiająco jak zwykle i humor ci dopisuje. - wyciągnął dłoń i zmierzwił jej włosy - Jeśli masz czas, możesz mi powiedzieć czy coś się zmieniło. Will nie wyglądał na chętnego na rozmówki.
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka, kelnerka





name:

Maysilee Griffith

alias:
Maya | Sally Griffin | Lee Griffin

age:
24 lata

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-11-03, 21:46   
   Multikonta: Cassandra, Jane


Najprawdopodobniej jej radość nie byłaby aż tak wyraźna, gdyby chodziło o witanie kogoś innego. Niewiele osób pozwoliłoby jej przecież na tak wyraźne okazywanie tęsknoty, w znacznej większości krzywiąc się, odsuwając ją albo samemu wykonując kilka kroków w tył - tak, by ponownie wrócić do zachowywania szeroko pojętej przestrzeni osobistej. Mike tego nie robił... I być może dlatego tak dobrze jej się z nim dogadywało.
Prawdę mówiąc, znowu czuła się, jakby miała naście lat i przebywała w towarzystwie kogoś, kogo znała od wczesnej młodości. Niewiele osób powodowało u niej podobne wrażenie... Z jeszcze mniejszą liczbą miała kontakt do tej pory. Nic więc dziwnego, że postanowiła ponapawać się tym przez chwilę, odpowiadając jeszcze raz na uścisk, zanim przeszła do oceny zmian. Natomiast jeśli o te chodziło...
Było ich dosyć sporo. Nie na tyle, aby nie poznała Ryana gdzieś w tłumie - była pewna, iż zrobiłaby to w nocy o północy - ale z pewnością wciąż przyciągały wzrok. Miała do niego tyle pytań, o tylu rzeczach chciała się dowiedzieć, tłumiąc chwilowo potrzebę uzewnętrznienia tego wszystkiego, ponieważ nie chciała zbyt mocno go tym przytłoczyć. Prawdopodobnie i tak czuł się dosyć skołowany, wracając tutaj po tak długim czasie, gdy zarówno w Bractwie, jak i poza nim wiele się zmieniło.
- Nawet nie wiesz, ile razy sama o tym marzyłam, a nie jestem już małą dziewczynką. - Mrugając do niego okiem, jeszcze bardziej przekrzywiła głowę - wpierw w prawo, następnie w lewo - aby móc dokładniej się mu przyjrzeć. - Następnym razem daj sobie zostawić kucyk czy inny warkoczyk. Ponoć to modne. - Być może nie znała się na obecnych trendach, jednak zdecydowanie była w stanie wyobrazić go sobie w jakiejś cool fryzurze. Może nawet jego dzieciaki mutki mogły mu taką zrobić? Skoro już bawiły się we fryzjerów?
- Bractwo tak działa na ludzi. - Uśmiechając się szeroko, kiedy jej włosy zostały jeszcze bardziej zmierzwione, teatralnie ściszyła głos. - Nie dają nam tu zbyt wielu kanapek, a o podwieczorku możesz zapomnieć. - Nie to, że narzekała na kuchnię w Bractwie. Po prostu nie było tu zbyt wielu produktów, a co za tym idzie - nie dało się za dużo podjeść. Być może to dlatego w siedzibie przebywali praktycznie sami młodzi, chudzi i piękni. Albo po prostu istniała jakaś niepisana reguła doboru członków...
- Nick... - Zaczęła, szybko się jednak poprawiając, bo przecież już od dłuższego czasu znała prawdziwe personalia Hoppera i nie musiała posługiwać się tymi, jakie kiedyś jej podał. - Will ostatnio wyjątkowo oszczędza słowa. Czasami śmieją się, że zachowuje je dla swojego dziecka, żeby szybciej zaczęło mówić i udowodniło tym samym, jakim jest geniuszem... Po tatusiu, oczywiście. - Unosząc oczy ku niebu, zaśmiała się lekko. W pierwszej chwili nie pomyślała, iż Mike mógł nie znać dobrej nowiny, uświadamiając to sobie dopiero w kolejnej minucie.
- William i Matilde mają mieć dziecko. Jakoś niedługo. Wszystkim pospadały sztuczne szczęki, gdy plotki się potwierdziły. Serio. - Kiwnęła głową, jakby na potwierdzenie własnych słów, jednocześnie sięgając ręką do drzwi. - Wchodzimy?
_________________
« long live »
I said remember this moment.
In the back of my mind.
The time we stood with our shaking hands.
The crowds in stands went wild...
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-10, 02:59   
   Multikonta: Jamie
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Takiego przywitania własnie brakowało Michael’owi, kogoś kto się uśmiechnie, powie dobre słowo i przede wszystkim będzie naprawdę zadowolony z jego powrotu. Dla takich chwil było warto wracać na stare śmieci, nawet jeśli było to trudne. Nawet jeśli wyglądał jak zbity pies, który z podkulonym ogonem wracał z misji dorwania suczki z cieczką na drugim końcu miasta… Maya wywołała w nim momentalnie pozytywne uczucia, mogli wyglądać razem jak dzieci lasu, lub jakieś zaćpane kaczuchy.
-Oż ty tak bardzo ci przeszkadzały moje włosy w nieładzie? - roześmiał się na głos - Już widzę siebie z wygolonym bokiem i warkoczykiem, nie mój styl takiego ee.. Buntownika? Tak mi się skojarzyło. - wysuszył do niej ząbki.
Mike również nie znał się na trendach, on po prostu nie dbał o siebie, bo nie czuł takiej potrzeby. Włosy mogły rosnąć jak chciały, ale póki mógł ustawić je tak by podczas biegu mu za mocno w oczy nie wchodziły było spoko… To samo tyczyło się golenia. Nie musiał być ciągle na gładko ogolony, trzydniowy zarost, pięciodniowy… Co to za różnica była. Nie miał kogokolwiek, by się dla tej osoby tak odpicowywać, z resztą.. nawet jeśli by miał, to pewnie i tak robiłby po swojemu, bo kto by mógł mu zabronić.
-Az tak kiepsko teraz z jedzeniem? Jak coś mogę spróbować skądś ci trochę przekąsek załatwić,, wiesz przecież, ze dla mnie to nie problem. - odparł lekko z powagą
Jednak to co chwile potem usłyszał Ryan, wprawiło go w nie lada osłupienie. Przysłuchiwał się jej z niemym wyrazem warzy. Nie było g pół roku, a dowódca Bractwa ma mieć dziecko lada dzień.. A Imari.. Nie Merci miała zostać ciocią.Szczerze nie wiedział co o tym myśleć, bo według niego takie warunki nie były zbyt dobre dla niemowlęcia. Co innego paroletnie dziecko, które można uciszyć, ale niemowlak…
-No to niespodzianka. Będziemy witać nowego członka Bractwa, które będzie z nami od samych narodzin. - odparł uśmiechając się
Pokiwał dziewczynie głową, by weszli do środka pomieszczenia i mogli się rozejrzeć na nowo.
-Ciekawe co dokładnie się zmieniło od kiedy byłem tutaj ostatni raz… - odparł bardziej do siebie, przekraczając od nowa próg własnego domu
Ciekawiło go czy coś jeszcze ktoś aż tak radykalnie zmienił swoje życie jak Will..
-Maya, a ty co porabiasz ogólnie. Opowiedz mi co się u ciebie zmieniło? - odparł i spoglądał na nią idąc obok
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
KLIK! PRZENIOSĘ CIĘ DO LINKÓW!
MUTANTY SIĘ CIESZĄ, ŻE CIEBIE POWIESZĄ! MUTANTYYY!
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5