Poprzedni temat «» Następny temat
Wejście do magazynów
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-11, 17:57   Wejście do magazynów


[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-10-31, 02:54   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


20 października południe

Minęły raptem cztery godziny od kiedy był na nowo w Bractwie. Te dwie godziny to była praktycznie rozmowa z Williamem o tym czy może wrócić. Nie liczył na to, że ktokolwiek powita go tutaj z otwartymi ramionami. Wyczuwał od nadal panującego lidera brak całkowitego zaufania. Nie dziwił mu się, mogli go dopaść DOGSy, mógł dla nich szpiegować. Przede wszystkim nie dał w ogóle znaków życia, tak jakby nagle rozpłynął się w powietrzu. Na dodatek został sprawdzony pod każdym kątem o podsłuch i inne rzeczy.. Poczuł się trochę jak kryminalista. Nie dziwił się jednak, bezpieczeństwo było pierwszą sprawą, by to miejsce funkcjonowało. Jednak gdyby współpracował z psami, to czy by nie oddał ich już dawno w ich ręce? Przecież wiadome było jak wygląda sytuacja w pobliskim Seattle i ogólnie w całym Stanie Waszyngton.
Teraz jednak Mike stał pod samymi drzwiami prowadzącego do jego starego domu. Wrócenie na stare śmieci po takim czasie było dziwnym doświadczeniem, zwłaszcza… No właśnie tyle było nowych twarzy, że wcale nie czuł się tutaj w stu procentach na miejscu. Brakowało mu zobaczyć kogoś znajomego, chciał się dowiedzieć czegoś więcej o swoich przyjaciołach. Zamiast tego stał pod budynkiem i wpatrywał się w niektóre osoby co wchodziły. On sam się trochę zmienił, miał trzydniowy zarost i przystrzyżone krócej niż zwykle włosy, zdecydowanie przypominał teraz bardziej swojego brata niż siebie. Ściął włosy, bo dzieciaki zbyt często robiły mu warkoczyki, a to było irytujące po jakimś czasie. Z torbą przewieszoną z najpotrzebniejszymi rzeczami przez ramię spoglądał na budynek. Co prawda przywitał się z paroma osobami, które jednak go poznały, z drugiej strony był kolejną osobą, która przyszła do tego azylu. Nie wiedział czy Will dalej zaufa mu na tyle, by znów dać mu pozycji łowcy, z drugiej strony czy by nie ryzykował za bardzo pokazując się i zbierając teraz ludzi? Teraz wiedząc o swoim klonie będącym w Seattle? Dalej też nie miał cynku od swojego brata.. Pół roku znów rozłąki. Mike zagryzł lekko swoją wargę po czym westchnął. Był ciekaw czy jego pokój jest dalej tam gdzie był, czy może też ktoś wyrzucił jego wszystkie komiksy…? Musiał to miejsce poznać od nowa. Sporo się tutaj zmieniło pod jego nieobecność.
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-02, 00:01   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


|po spotkaniu Miriam [20.10.]

Mimo powrotu do Bractwa, jaki zaliczyła już dosyć dawno temu, w naprawdę niewielkim stopniu czuła się tak, jakby faktycznie była częścią jakiejś większej wspólnoty. Społeczności? Owszem. Wspólnoty? Niestety, nie za bardzo. Nowa siedziba nie była zła. Wręcz przeciwnie, panowały w niej zdecydowanie lepsze warunki niż w obozie, jednak nie tylko to sprawiało, iż to nie było to samo. W znacznie większej mierze chodziło o ludzi... Tych, którzy bezpowrotnie odeszli z tego świata, a z którymi nawet nie zdążyła się pożegnać. I tych, którzy dosyć automatycznie zajęli ich miejsce. Pierwszych już dawno nie było, natomiast drugich wciąż jeszcze nie miała okazji zbyt dobrze poznać. Owszem, rozmawiali i to stosunkowo często, ale nie mieli okazji jakoś bardziej się do siebie przywiązać, zwłaszcza że Maysilee znacznie częściej nie było w tym miejscu, niż spędzała w nim czas. Po prostu nie czuła się upoważniona do tego, by wchodzić w kompetencje nowych uzdrowicieli. Byli naprawdę dobrzy w tym fachu, w większości naprawdę wykwalifikowani w tym, co robili i nigdzie się nie wybierali. Natomiast ona?
Zamiast tego... Cóż, wybierała znacznie bardziej niepewne zajęcia. W DOMu także potrzebowano medyków, częstokroć nawet znacznie bardziej desperacko, a jej do tej pory dosyć dobrze udawało się przemykać przez punkt kontroli. Być może chodziło o naprawdę dobrą jakość lewych papierów, może o coś w jej wyglądzie czy osobowości, a może w czymś jeszcze innym. I chociaż za każdym razem tak samo się stresowała, nadal robiła to samo. Tym bardziej, im częściej myślała o znajomych twarzach, jakie tam widywała... I powracała pamięcią do przeszłości z nimi związanej. Lepszej, gorszej, bardziej lub mniej wesołej, ale niewątpliwie sprawiającej, iż wciąż wybierała znaczne ryzyko ponad względnie bezpieczne przebywanie w magazynach i pomoc na miejscu.
Tego dnia miało być zresztą dokładnie tak samo. Już od kilkunastu dni, podczas których nie mogła pojawić się w zamkniętej strefie ze względu na wprowadzoną częściową kwarantannę, wielokrotnie powracała myślami do getta. Gdyby tylko mogła, znacznie wcześniej znalazłaby sposób, aby się tam wkraść, jednak nie miała ku temu okazji. Niestety, ponieważ w jej głowie kotłowało się tyle myśli, tak wiele pytań i planów. Kto by pomyślał, iż ktoś naprawdę tęsknił do tak parszywego miejsca... A jednak. Maysilee naprawdę chciała się tam znaleźć. Dlaczego zatem jej podróżny plecak wciąż jeszcze znajdował się w przydzielonym pokoju, a ona dreptała niespokojnie wokół budynku, nieustannie zakręcając jeden i ten sam lok na jeden i ten sam palec prawej ręki?
Otóż dotarły do niej wieści i to nie byle jakie. Zawsze była ciekawska, jednak tym razem przyczyniło się to do udziału w zadaniu, jakie zostało jej mimochodem wyznaczone. Ot, najprawdopodobniej wyłącznie przez sam fakt bycia na miejscu, gdy rozmawiano o cudownym powrocie mutanckiego syna marnotrawnego, którego przez dłuższy czas część ludzi z Bractwa - w tym sama Sally - uważała za martwego. Dla czegoś takiego naprawdę warto było poświęcić trochę czasu, odkładając inne plany na trochę później. Mimo że naprawdę starała się nie okazywać zbyt dużego zainteresowania, wszelkie próby dosłownie padły, gdy dokończyła robić kolejne kółko wokół budynku, a jej oczom ukazał się sam:
- Mike! - Jeśli wyglądał na zamyślonego, niewątpliwie miała wyrwać go z tego stanu, dosłownie impulsywnie się na niego... Cóż, rzucając. Nigdy jakoś specjalnie nie przejmowała się pojęciem przestrzeni osobistej, jeśli chodziło o osoby, które znała i za którymi dosyć mocno się stęskniła - prawdę mówiąc, zaliczała się do nich znaczna większość znikniętych członków Bractwa - więc i tym razem na moment zawisła z ramionami na szyi nieszczęśnika, serdecznie go ściskając.
Dopiero po kilku chwilach postanowiła trochę zwiększyć dystans między nimi, odsuwając się o krok od mężczyzny i nadal trzymając dłonie na jego ramionach - co niewątpliwie wyglądało dosyć pokracznie - uważnie mu się przyjrzała. Wręcz obleciała go spojrzeniem od czubka głowy po końce butów, mrużąc przy tym oczy i marszcząc brwi. I choć mogłoby się zdawać, iż będzie towarzyszyć temu jakieś niezmiernie poważne pytanie skierowane do Ryana, z ust Sally wydobyło się proste:
- Pod jaką kosiarkę wpadłeś?
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-02, 02:20   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Zdecydowanie Ryan był zamyślony, starał się ogarnąć wzrokiem wszystko co się dzieje, ale dalej nie odważył się wejść by sprawdzić wszystko. Przypomniało mu się jak pierwszy raz zwiedzał to miejsce, było to dość szybkim doświadczeniem. Teraz mógł zrobić to samo, ale nie widział w tym najmniejszego sensu. Wcześniej budynek był niemal pusty, teraz tętnił większym życiem niż wcześniej. Zrobiło ich się sporo, nawet jeśli niedaleko było samo Getto, ale tutaj ludzie nie żyli jak bezdomni. Zagryzł swoją wargę z tych rozmyślań. To wszystko trochę przytłaczało go. Może i po części liczył na to, że Andrew lub Imari wylecą i przytulą się do niego. To były dwie najbliższe mu osoby przed samym zniknięciem… Znaczy Mike nigdy nie miał problemów ze znajomościami i miał sporo dobrych koleżanek czy kolegów, był osobą, która się nie dało nie lubić, ale każdego czas i zdarzenia potrafią zmienić.. Zwłaszcza jeśli nie tak dawno prawie o śmierć się naprawdę otarł…
Z tej zadumy wyrwało go jego imię, zdążył zareagować akurat widząc jak Maya leciała by zawisnąć na nim. Plusy i minusy mocy, ale pomimo chwilowego szoku, uśmiechnął się radośnie widząc ją. W końcu jakaś znajoma twarz. I to taka, co jak on lubiła się tulić i był po prostu przyjacielski. Mike momentalnie zacisnął dłonie na jej dole pleców i sam przytulił się do niej, a kiedy w końcu się puścili, pozwolił jej bez wahania trzymać swoje dłonie na sobie.
Uśmiech nie schodził mu z ust, gdy tylko patrzał na nią. Widział jak uważnie badała go. Cóż chyba nikt nie lubił być tak mierzony wzrokiem, ale szczerze Mike, bał się, że powie o czymś gorszym niż.. Włosy.. No tak znany był ze swojej wszechobecnej szopy, która wręcz kochał, a teraz jej nie miał. Roześmiał się na jej stwierdzenie.
-Taką co nazywają się mutki dzieciaki. - potarł swój kark - Nie wiesz jakie dzieciaki potrafią być okrutne, a zwłaszcza dziewczynki. Warkoczyki, kiteczki.. Miałem dość i się stało święto lasu, ze ściąłem włosy. - odparł z lekkim rozbawieniem - Odrosną. Za to ty Maya wyglądasz jakbyś schudła trochę, ale ogólnie wyglądasz orzeźwiająco jak zwykle i humor ci dopisuje. - wyciągnął dłoń i zmierzwił jej włosy - Jeśli masz czas, możesz mi powiedzieć czy coś się zmieniło. Will nie wyglądał na chętnego na rozmówki.
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-03, 21:46   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Najprawdopodobniej jej radość nie byłaby aż tak wyraźna, gdyby chodziło o witanie kogoś innego. Niewiele osób pozwoliłoby jej przecież na tak wyraźne okazywanie tęsknoty, w znacznej większości krzywiąc się, odsuwając ją albo samemu wykonując kilka kroków w tył - tak, by ponownie wrócić do zachowywania szeroko pojętej przestrzeni osobistej. Mike tego nie robił... I być może dlatego tak dobrze jej się z nim dogadywało.
Prawdę mówiąc, znowu czuła się, jakby miała naście lat i przebywała w towarzystwie kogoś, kogo znała od wczesnej młodości. Niewiele osób powodowało u niej podobne wrażenie... Z jeszcze mniejszą liczbą miała kontakt do tej pory. Nic więc dziwnego, że postanowiła ponapawać się tym przez chwilę, odpowiadając jeszcze raz na uścisk, zanim przeszła do oceny zmian. Natomiast jeśli o te chodziło...
Było ich dosyć sporo. Nie na tyle, aby nie poznała Ryana gdzieś w tłumie - była pewna, iż zrobiłaby to w nocy o północy - ale z pewnością wciąż przyciągały wzrok. Miała do niego tyle pytań, o tylu rzeczach chciała się dowiedzieć, tłumiąc chwilowo potrzebę uzewnętrznienia tego wszystkiego, ponieważ nie chciała zbyt mocno go tym przytłoczyć. Prawdopodobnie i tak czuł się dosyć skołowany, wracając tutaj po tak długim czasie, gdy zarówno w Bractwie, jak i poza nim wiele się zmieniło.
- Nawet nie wiesz, ile razy sama o tym marzyłam, a nie jestem już małą dziewczynką. - Mrugając do niego okiem, jeszcze bardziej przekrzywiła głowę - wpierw w prawo, następnie w lewo - aby móc dokładniej się mu przyjrzeć. - Następnym razem daj sobie zostawić kucyk czy inny warkoczyk. Ponoć to modne. - Być może nie znała się na obecnych trendach, jednak zdecydowanie była w stanie wyobrazić go sobie w jakiejś cool fryzurze. Może nawet jego dzieciaki mutki mogły mu taką zrobić? Skoro już bawiły się we fryzjerów?
- Bractwo tak działa na ludzi. - Uśmiechając się szeroko, kiedy jej włosy zostały jeszcze bardziej zmierzwione, teatralnie ściszyła głos. - Nie dają nam tu zbyt wielu kanapek, a o podwieczorku możesz zapomnieć. - Nie to, że narzekała na kuchnię w Bractwie. Po prostu nie było tu zbyt wielu produktów, a co za tym idzie - nie dało się za dużo podjeść. Być może to dlatego w siedzibie przebywali praktycznie sami młodzi, chudzi i piękni. Albo po prostu istniała jakaś niepisana reguła doboru członków...
- Nick... - Zaczęła, szybko się jednak poprawiając, bo przecież już od dłuższego czasu znała prawdziwe personalia Hoppera i nie musiała posługiwać się tymi, jakie kiedyś jej podał. - Will ostatnio wyjątkowo oszczędza słowa. Czasami śmieją się, że zachowuje je dla swojego dziecka, żeby szybciej zaczęło mówić i udowodniło tym samym, jakim jest geniuszem... Po tatusiu, oczywiście. - Unosząc oczy ku niebu, zaśmiała się lekko. W pierwszej chwili nie pomyślała, iż Mike mógł nie znać dobrej nowiny, uświadamiając to sobie dopiero w kolejnej minucie.
- William i Matilde mają mieć dziecko. Jakoś niedługo. Wszystkim pospadały sztuczne szczęki, gdy plotki się potwierdziły. Serio. - Kiwnęła głową, jakby na potwierdzenie własnych słów, jednocześnie sięgając ręką do drzwi. - Wchodzimy?
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-10, 02:59   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Takiego przywitania własnie brakowało Michael’owi, kogoś kto się uśmiechnie, powie dobre słowo i przede wszystkim będzie naprawdę zadowolony z jego powrotu. Dla takich chwil było warto wracać na stare śmieci, nawet jeśli było to trudne. Nawet jeśli wyglądał jak zbity pies, który z podkulonym ogonem wracał z misji dorwania suczki z cieczką na drugim końcu miasta… Maya wywołała w nim momentalnie pozytywne uczucia, mogli wyglądać razem jak dzieci lasu, lub jakieś zaćpane kaczuchy.
-Oż ty tak bardzo ci przeszkadzały moje włosy w nieładzie? - roześmiał się na głos - Już widzę siebie z wygolonym bokiem i warkoczykiem, nie mój styl takiego ee.. Buntownika? Tak mi się skojarzyło. - wysuszył do niej ząbki.
Mike również nie znał się na trendach, on po prostu nie dbał o siebie, bo nie czuł takiej potrzeby. Włosy mogły rosnąć jak chciały, ale póki mógł ustawić je tak by podczas biegu mu za mocno w oczy nie wchodziły było spoko… To samo tyczyło się golenia. Nie musiał być ciągle na gładko ogolony, trzydniowy zarost, pięciodniowy… Co to za różnica była. Nie miał kogokolwiek, by się dla tej osoby tak odpicowywać, z resztą.. nawet jeśli by miał, to pewnie i tak robiłby po swojemu, bo kto by mógł mu zabronić.
-Az tak kiepsko teraz z jedzeniem? Jak coś mogę spróbować skądś ci trochę przekąsek załatwić,, wiesz przecież, ze dla mnie to nie problem. - odparł lekko z powagą
Jednak to co chwile potem usłyszał Ryan, wprawiło go w nie lada osłupienie. Przysłuchiwał się jej z niemym wyrazem warzy. Nie było g pół roku, a dowódca Bractwa ma mieć dziecko lada dzień.. A Imari.. Nie Merci miała zostać ciocią.Szczerze nie wiedział co o tym myśleć, bo według niego takie warunki nie były zbyt dobre dla niemowlęcia. Co innego paroletnie dziecko, które można uciszyć, ale niemowlak…
-No to niespodzianka. Będziemy witać nowego członka Bractwa, które będzie z nami od samych narodzin. - odparł uśmiechając się
Pokiwał dziewczynie głową, by weszli do środka pomieszczenia i mogli się rozejrzeć na nowo.
-Ciekawe co dokładnie się zmieniło od kiedy byłem tutaj ostatni raz… - odparł bardziej do siebie, przekraczając od nowa próg własnego domu
Ciekawiło go czy coś jeszcze ktoś aż tak radykalnie zmienił swoje życie jak Will..
-Maya, a ty co porabiasz ogólnie. Opowiedz mi co się u ciebie zmieniło? - odparł i spoglądał na nią idąc obok
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-11-25, 02:18   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Uśmiechając się szeroko, instynktownie potrząsnęła głową.
- Nie były złe... - Teatralna przerwa była tu wyjątkowo konieczna i potrzebna. - Były po prostu fatalne. Styl na rebelianta byłby duuużo lepszy. Zdecydowanie. Totalnie. Bez dwóch zdań. - Nie, tak naprawdę wcale tak nie sądziła, jednak brakowało jej kogoś, z kim mogłaby przez chwilę się podroczyć, marszcząc przy tym nos i mrużąc oczy, a następnie wybuchając niekontrolowanym śmiechem. Brakowało jej tego, naprawdę jej tego brakowało. Mike wnosił tutaj dokładnie to, czego potrzebowało Bractwo.
- Otrzyma w pakiecie prawdopodobnie największą rodzinę, jaką ktokolwiek widział. Żyjącą na raz, oczywiście. - Stwierdziła, tak właściwie, to nie zastanawiając się nad tym po raz pierwszy czy też nawet drugi albo trzeci.
Jej myśli wielokrotnie zmierzały w kierunku nienarodzonego dziecka. Tego, kim miało być, jakie miało mieć życie, jak miało patrzeć na świat... Znając wyłącznie tę nową rzeczywistość. Dawno ujawnione istnienie mutantów, wojnę, która - jak naprawdę mocno wierzyła - miała minąć, nim doszczętnie zniszczy kruche, bezradne maleństwo... Coś zupełnie innego niż to, z czym mierzyli się jego rodzice, w jakich warunkach się wychowali. To mogło obrócić się w tak różne strony... Oby jak najlepsze. Naprawdę, oby jak najlepsze.
Stawiając kroki w kierunku wejścia do siedziby Bractwa, przekraczając jego próg, a następnie zatrzymując się po kilku kolejnych, nadal czuła się leciutko zamyślona. Nie, nie w ten przykry czy smutny sposób. Jej aktualne rozmyślania wcale takie nie były, nawet jeśli kryła się w nich doza melancholii. Tak naprawdę szczerze wierzyła jednak w to, iż miało być dobrze. Jeżeli nie za tydzień czy miesiąc, to za rok, dwa, piętnaście. Kiedyś jeszcze będzie wspaniale. Oni zaś musieli wyłącznie dotrwać do tych czasów.
- Kilka osób miało problemy z kontrolowaniem mocy, więc budynek zaliczył parę drobnych remontów. Zmieniły się lokalne klubiki. - To mówiąc, uśmiechnęła się żartobliwie. - Ustawienie wyposażenia i rozkład pomieszczeń zostały mniej więcej takie jak wcześniej. No, o ile nikt nie wysadził dzisiaj kolejnego kawałka Bractwa. A to się zdarza, serio. - Cóż, przynajmniej nie mieli tu nudno. - Poza tym, na pewno się tutaj połapiesz, nawet bez mojego monologu na temat totalnie nudnych spraw. Prawie tak nudnych jak te zmiany, które u mnie zaszły. Ot, jak widzisz, nawet kolor włosów mam ten sam. Nie to, co ty i twoja stylówka.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
25

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-28, 19:46   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę Mike nie wyobrażał sobie siebie w jakiejś dziwnej fryzurze, ale zdawał sobie sprawę, że Maya po prostu żartowała, dlatego sam się z nią z tego powodu zaśmiewał. Przecież nie było można ciągle się chmurzyć, zwłaszcza, że tyle nowości było w samym Bractwie, które ominęły go przez ten długi okres czasu.
-Byleby ta rodzina jak najdłużej była ze sobą całościowo. Ale tyle wujków i cioci, zawsze z kim dzieciaka zostawić można. - zaśmiał się, chociaż widział już minę Hoopera jakby miał oddać swoje dziecko, chociaż.. poznał go też z trochę mniej fajnej strony, ale o tym wolał teraz nie myśleć, jak przyjął go od nowa do siebie.
Młoda kobieta wyglądała jednak na lekko zamyśloną, jak na nią spoglądał. Mógł przyjrzeć się jej twarzy, jak powoli mrugała oczami, dostrzec każdy najmniejszy ruch, zmianę. Nie, nie powinien tak się lampić bezczelnie, dlatego po chwili po prostu spojrzał na całkiem znajome otoczenie, uśmiechnął się ponownie, jeśli przed chwilą miał lekko zaskoczoną i zamyśloną minę, ale raczej May nie mogła tego zobaczyć, bo sama była zamyślona.
Po chwili jednak wysłuchał całą zmianę jaka nastąpiła w budynku. Śmiał się na temat wybuchów. Przypomniało mu co prawda to Ronniego jak z nim mieszkał w jednym pokoju, jak “dobrze” to wspominał. Teraz jednak było tutaj dużo mutantów, których mocy nawet nie znał i musiał się ich wszystkich nauczyć. Na szczęście nie miał problemów z zawieraniem znajomości, więc liczył na nowe koleżeńskie stosunki.
-Wolę nie wiedzieć z jakimi destrukcyjnymi mocami ludzie do nas zawitali. - roześmiał się - No myślę, że szybko się połapie, będę musiał em.. Szybko obejść całe obejście, by się zorientować co i gdzie. - spojrzał na nią nieco poważniej - Ej schudłaś, włosy ci urosły i wyglądasz dzisiaj naprawdę na szczęśliwą. - odparł uśmiechając się do niej - Na pewno przeżyłaś też coś niezbyt smacznego, w tym świecie co żyjemy nie da się nie przeżyć czegoś chujowego, co stara się zmienić nasze miłe usposobienie w element depresyjnej melancholii czy też wściekłości. Na szczęście widzę, że chyba tak jak ja nie dajesz się pokonać tej broni? -przystanął i spojrzał jej w oczy - Jest mało ludzi takich jak my, musimy wnieść do tego szarego miejsca, trochę światła, by ludzie chodzili uśmiechnięci. Proszę cię, Maya nie zmieniaj się!
Sam nie wiedział po co nagle zaczął gadać te dziwne rzeczy, może to było to jej chwilowe zawieszenie, a może po prostu potrzebował się wygadać, lub nie chciał być jedyny, który starał się nie poddawać swojej mrocznej stronie, która przez te pół roku dała o sobie coraz mocniej znać.
[Profil]
  [AB-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2018-12-10, 01:10   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Prawdę mówiąc, nadal nie do końca oswoiła się z myślą, iż Hopper... Ten Hopper postanowił założyć rodzinę. To wszystko stało się dla niej tak niesamowicie nagle - zwłaszcza że przecież na dłuższy czas opuściła Bractwo - iż nawet w tej chwili odnosiła bardzo dziwne wrażenie, gdy o tym mówiła. Nie miała także jeszcze zbyt dużej okazji porozmawiać o tym z Williamem, jakoś zawsze schodząc na inne tematy. A przecież powinni się z tego cieszyć, czyż nie? Ona sama, mimo pewnych obaw, niewątpliwie to robiła.
- Tym razem jesteśmy już dużo bezpieczniejsi. - Stwierdziła, nie do końca wiedząc, czy bardziej chciała pocieszyć Michaela, czy może jednak samą siebie. Mimo to, chwilę później ponownie uśmiechnęła się do mężczyzny, bo... To był piękny dzień, czyż nie? Mimo późnej pory roku, jakiś czas temu zza chmur zaczęło wychodzić słońce i pozornie ponury budynek nagle nabrał pewnego uroku. Zresztą... Zawsze był na swój sposób malowniczy, nawet jeśli osobiście wolała mieszkanie w Seattle.
- Prawdę mówiąc, lista byłaby dosyć długa. To dosyć trudne czasy, wiesz. Mutanci szukają bezpieczeństwa w liczniejszych grupach, a my niewątpliwie taką jesteśmy. - Mimowolnie pokiwała głową, jakby chcąc to dodatkowo potwierdzić, po czym wsłuchała się w resztę tego, co miał jej do powiedzenia. Prawdę mówiąc, dzisiaj wolała słuchać, niż mówić. Ba, było tak już od dłuższego czasu, jednak nie zdawało się to nikomu przeszkadzać. Wręcz przeciwnie, jej naturalna skłonność do gadulstwa była zazwyczaj nieco gorzej przyjmowana, aniżeli milczenie i słuchanie. Zwłaszcza tak miłych, naprawdę ciepłych słów, które wprawiły ją w śmiech.
- I vice versa, Mike, i vice versa. - Stwierdziła, chichocząc i obdarzając go dosyć niespodziewanym, naprawdę całościowym uściskiem. - Brakowało tutaj kogoś takiego jak ty. Nie da się ciebie zastąpić. Nikt nie może tego zrobić. - To była szczera, najszczersza prawda. Po tym jednak nie stali już dłużej w miejscu, ponownie ruszając na drobne zwiedzanie. W końcu faktycznie - trochę się tu zmieniło.

[z/t] x 2
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Jacquelyn Dunne



Have I ever apologized for my blindness even once?

Termowizja

30%

Wolontariusz





name:

Jacquelyn Dunne

age:
21 lat

height / weight:
163cm/56kg

Wysłany: 2019-03-01, 19:39   

/początek

Jack obudziła się w tamtym dniu z gigantycznym bólem głowy. Kiepsko spała, a ból w okolicach kręgosłupa już i tak towarzyszył jej przez ostatnie dni. Była pewna, że po treningu będzie spała o wiele lepiej. Przeważnie tak już było, że wysiłek fizyczny pomagał jej i sprawiał, że lepiej zasypiała. Zakwasy również wtedy przychodziły, jednak to już nieco inna sprawa. Czuła się nie tylko zdrowsza ale i była bardziej pogodna. Właśnie. Trening.
Nie wiedziała która jest godzina. Zwykle budziła się we wczesnych godzinach porannych, więc nie było to większym problemem. Przeważnie wszędzie była wcześniej niż powinna. Przez chwilę rozważała wyjście z pokoju i zapukanie do kogoś, kto mieszka niedaleko, tylko żeby dowiedzieć się jaki jest aktualny czas. Wolała jednak zaufać swojemu instynktowi. Zresztą, Liam zrozumie.

Wzięła szybki prysznic a następnie narzuciła na siebie szarą bluzę i jakieś spodnie. Ciężko było jej czasami dobrać strój, chociaż w Bractwie nie miała zbyt wielu ubrań. Z drugiej strony było to jakimś plusem, bo zakładała cokolwiek i wyglądała w porządku - większość ubrań komponowała się ze sobą. Gdy skończyła, sprawdziła dwa razy czy nie zostawiła żadnego kranu niedokręconego. Wszystko wydawało się być w porządku.

Uśmiechnęła się do siebie otwierając drzwi. Przeszła przez kilka korytarzy, cały czas wodząc dłonią po ścianie, starając się z pamiętać w którą stronę ma pójść by wydostać się z budynku. Poczuła charakterystyczne drzwi pokryte rdzą. Pchnęła je, a wtedy wiedziała, że jest na zewnątrz. Chłód poranka był całkiem przyjemny, jednak gdy tylko opuściła budynek i wyszła z cienia, poczuła promienie słońca. Robiło się już całkiem przyjemnie, mimo iż był to Styczeń. Było chłodno, jednak niebo było bezchmurne.
Rozwinęła swoją laskę i zaczęła iść przed siebie, starając się nie potknąć o żaden wystający kawałek asfaltu.

Starała się ograniczać użycie swojej mocy tylko wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowała. Nauczyła się żyć, jej stan był dla niej uciążliwy, jednak wszystko zmierzało w dobrą stronę. Potrafiła się poruszać po bractwie całkiem nieźle. Aktualnie nie słyszała żadnych rozmów więc wydawało jej się. że jest sama na zewnątrz. Jednak lepiej było się upewnić.
- Hej... Liam....?
To zawsze było strasznie wstydliwe.
[Profil]
    [A-]
 
Liam Ellsworth
Administrator



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
34 lata

height / weight:
193/84

Wysłany: 2019-03-01, 21:25   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David
  

   1 Rok na Giftedach!


/ 28 stycznia 2019

Odkąd wrócił do pełni sił i od miesiąca zaczął swobodnie trenować, mógł również podjąć się dalszej opieki i trenowania nad Jacquelyn. Przez niemal ostatnie dwa miesiące starego roku, był wyłączony z wszelkich akcji, po tym jak wrócił z ostatniej ranny oraz nagle po wyleczeniu ran, dopadła go nieznana choroba. Szczęśliwie się wszystko skończyło. Lecz pod okiem Alexa, nie mógł za szybko wrócić do swoich treningów czy to w siłowni czy w terenie. Nie dziwota, skoro przyjaciele martwią się o siebie.
Dzisiaj jak każdego wybranego dnia, Liam umówił się z Jacquelyn na kolejny trening w terenie. Uważał, że tutaj łatwiej pojmie podstawy, ze względu na odgłosy natury. Lecz kiedy pogoda im nie pozwalała, lub inna sytuacja, trenowali w pustych salach czy na siłowni. Doświadczywszy ślepoty, choćby nawet tymczasowej, był wstanie zrozumieć sytuację młodej Dunne.
Już przed godziną ósmą, czekał na nią na zewnątrz. Postanowił sobie pospacerować, dając jej czas na pojawienie się. Doskonale znała układ korytarzy budynku i pokoi. Wierzył w jej możliwości, że bez problemu dotrze na miejsce.
Po raz kolejny go nie zawiodła. Kiedy usłyszał otwierające się drzwi, obejrzał w ich stronę, dostrzegać znają postać. Uśmiechnął się lekko, ale nie podchodził.
- Jestem i dzień dobry.
Odpowiedział z przywitaniem, kiedy wypowiedziała jego imię. Podszedł do niej i ujął jej rękę, by przełożyć przez swoją, robiąc jej oparcie. By trzymała się jego ramienia. Poprowadził ich wtedy w bezpieczne miejsce przy drzewach. Liam na sobie miał kurtkę skórzaną, szalik i czapkę. Mimo iż było słonecznie, to nadal chłodno jak na poranek.
- Jak samopoczucie?
Zapytał z troski.
Ostatnio zmieniony przez Liam Ellsworth 2019-03-31, 19:52, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
  [B+]
 
Jacquelyn Dunne



Have I ever apologized for my blindness even once?

Termowizja

30%

Wolontariusz





name:

Jacquelyn Dunne

age:
21 lat

height / weight:
163cm/56kg

Wysłany: 2019-03-02, 16:46   

Uśmiechnęła się delikatnie słysząc znajomy głos i od razu skierowała swoją twarz w stronę jego źródła.
- Hej. Dzięki, że znowu przyszedłeś. - powiedziała i delikatnie wyszczerzyła zęby.
- Trochę się obawiałam, że tym razem nie będę na czas. Przestałam nastawiać budzik od jakiegoś czasu, wiesz. Trenuje swój wewnętrzny zegar. - powiedziała, a po tym wyciągnęła dłoń i spojrzała na swój nadgarstek, jakby był tam zegarek. Oczywiście niczego tam nie było.
- Jest ósma sześć, co nie? - zapytała.
Następnie Jack wyciągnęła swoją dłoń i od razu położyła na jego ramieniu, jakby wiedziała, że właśnie to zamierza zrobić. Była przyzwyczajona do tego, że ludzie woleli ją prowadzić niż dać jej samej iść. Czasami jej to przeszkadzało i wolała być niezależna, jednak w tym przypadku o wiele ciekawiej było po prostu skupić się na rozmowie. Ruszyli w stronę placu niedaleko magazynów. Gdy doszli na miejsce, dziewczyna dotknęła kory drzewa, do którego się zbliżyli, a następnie oparła o nie swoją laskę. Uśmiechnęła się i podciągnęła rękawy bluzy. Było jej ciepło, ale raczej po prostu należała do tych osób, które nosiły krótki rękawek w chłodny dzień. Mało kiedy zdarzało się, że było jej zimno.
- W porządku, tak ogólnie. Trochę kiepsko śpię. Strasznie boli mnie szyja. No, ale wiesz. Starzeje się, kości już nie te same... - powiedziała, lekko obniżając głos... A ty jak się czujesz?
Uwielbiała Liama i dość często przychodziło jej żartować z tego, że on jest starszy i tak dalej. Mimo to, wiedziała, że jest ona sama jest prostu w takim wieku, że taka różnica w latach nie robi na niej wrażenia. Oboje byli w końcu dorośli, podejmowali decyzje i tak dalej. Tylko to się liczyło.
- No dobra, to co dziś robimy ciekawego? - zapytała z uśmiechem, lekko mrużąc oczy, a następnie oddaliła się trochę,cały czas trzymając jedną dłoń na korze drzewa. Po tym zaczęła się rozciągać i robić skłony.
[Profil]
    [A-]
 
Liam Ellsworth
Administrator



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
34 lata

height / weight:
193/84

Wysłany: 2019-03-02, 22:26   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David
  

   1 Rok na Giftedach!


- To mi się podoba, że zaczynasz polegać na swoim wnętrzu, odstawiając urządzenia.
Doceniał jej starania. I nie będzie ukrywał, że jemu tak się udaje, budzić bez ustawiania budzika. Ale to jedynie w przypadkach, kiedy jest wstanie się wyspać normalnie. A takie sytuacje są bardzo rzadkie. Najczęściej musi polegać na lekach nasennych i budziku. Inaczej nie wstanie, ani też nie zaśnie. Problemy z bezsennością nie rozwiązały się nadal.
Trochę zabawnie wyglądało to, jak dziewczyna sprawdzała godzinę na zegarku, którego nawet na ręce nie miała. Uśmiechnął się, ale nie zaśmiał. Mimo to, sprawdził godzinę na swoim zegarku, by je potwierdzić.
- Tak. Jest po ósmej.
Następnie i tak podszedł do niej i zaprowadził we wskazane miejsce, gdzie dalej pozwolił jej samej dotknąć drzewa. Następnym razem może spróbuje nie prowadzić jej, ale iść obok by dotarła na miejsce samodzielnie. Trzeba wszystkie sytuacje brać pod uwagę, gdyby znalazła się sama w trudnym położeniu. Tyle razy spacerowali, więc powinna ogarniać teren otwarty ich siedziby.
- Może powinnaś zmienić poduszkę? Albo przed spaniem przetrzepać trochę.
Zaproponował. Nie uważał, by starość miała tutaj jakiekolwiek znaczenie, skoro ona była młoda. Młodsza nawet od niego.
- Ja? Dobrze. Choć nadal zdarzają mi się problemy z bezsennością.
Także przyznał, czego nie musiał ukrywać przed większością osób. Niektórzy wiedzieli z jakimi problemami się zmaga. A szczególnie przyjaciele i Ci, których prosi o załatwienie takich i takich leków.
Będąc na miejscu, Liam rozejrzał się dla oceny i bezpieczeństwa, aby mieć pewność że mogą trenować na otwartym terenie.
- Myślę że podejdziemy poważniej do treningu. Tak się właśnie zastanawiałem, czy by nie dać stworzyć Ci mocniejszy kij składany. Posłużyłby Ci również jako broń.
Przedstawił jej pomysł i propozycję na dzień dzisiejszy. Miał dużo czasu by pomyśleć także o niej i wymyślić rozwiązanie dla osoby niewidomej. I tak polegać musi na słuchu, to jednak dodatkowe szkolenie w samoobronie z użyciem broni będzie dla niej także dużo wygodniejsze.
[Profil]
  [B+]
 
Jacquelyn Dunne



Have I ever apologized for my blindness even once?

Termowizja

30%

Wolontariusz





name:

Jacquelyn Dunne

age:
21 lat

height / weight:
163cm/56kg

Wysłany: 2019-03-03, 15:36   

- Gdzie ja znajdę tutaj nową poduszkę? Nie chcę zawracać nikomu głowy. Myślę, że bardziej to wynika z czego innego. Po prostu nie wiem, staram się zasnąć i mi to nie wychodzi. Myślę o wszystkim i tak w kółko - stwierdziła i wzruszyła ramionami. Wszystko to było po prostu takie przytłaczające chwilami. W ciągu dnia mało kiedy myślała nad tym wszystkim, jednak gdy kładła się do snu, demony przeszłości znowu wracały a ona nie potrafiła się od nich opędzić.
- Potrzebuję trochę aktywności fizycznej! To z pewnością pomoże - stwierdziła, a jej twarz lekko się rozpromieniła. Zawsze należała do tych osób, które szukały pozytywnych stron, a w jej życiu było to dosyć istotne.
- Mam nadzieję, że na Twoją bezsenność też to pomoże. Jak będziesz zmęczony, to zaśniesz. Szkoda tylko. że ja nie jestem w stanie zapewnić Tobie takiego wycisku, jaki ty zapewniasz mi - stwierdziła i lekko zmarszczyła czoło. Jack była chuda, może nawet trochę wysportowana, jednak to ona przeważnie odpadała pierwsza gdy ćwiczyli.
- Hej, to było by zajebiste! Wiesz, moja laska jest taka no... Typowa, dla niewidomych. Byłoby to totalnie super, gdybym mogła użyć jej do samoobrony. Chociaż no wiesz... Często gdzieś ginie, szczególnie jak dzieją się różne rzeczy, albo jak używam mojej... zdolności. Wtedy prawie jej nie potrzebuje i idzie totalnie w zapomnienie. No, ale myślisz, że dałabym radę walczyć takim czymś jak kijem? Jak no wiesz, jest taka sztuka walki, co nie? - zaczęła nawijać lekko podekscytowana. Po chwili się uspokoiła, ściągnęła usta i spojrzała na Liamia, bazując oczywiście na kierunku z którego słyszała jego głos.
- Myślisz, że dałabym radę? Znaczy i tak na ten moment chciałabym jeszcze poćwiczyć taką normalną samoobronę. Załatwienie czegoś takiego pewnie zajmie wieeeeki. - stwierdziła. Bardzo chciała też nauczyć się strzelać z broni. Miała okazję kilka razy trzymać broń, jednak niezbyt pamiętała jak się nią posługiwać.
- No dobra, zaczynamy? - powiedziała i nie czekała na jego odpowiedź, aktywowała swoją moc od razu, czego raczej Liam nie mógł zauważyć na pierwszy rzut oka. Po prostu dziewczyna spojrzała na niego ponownie, jednak tym razem potrafiła określić gdzie, mniej więcej znajdują się jego oczy, więc spojrzała prosto w nie. Po tym po rozejrzała się i dodała:
- O rany, wyglądasz jakbyś przytył trochę.
Dzień był spokojny i w okolicy nie widziała żywej duszy, prócz oczywiście Liama. Spojrzała na budynek za nimi i lekko nagrzane metalowe drzwi, przez które wcześniej wyszła. Wydawało jej się, że w środku są jakieś osoby, więc szybko odwróciła wzrok. Wszystko mieniło się różnymi kolorami i dziewczyna potrzebowała kilku minut, żeby przyzwyczaić się do tego widoku. Wzięła głęboki oddech.

Post #1 z mocą
[Profil]
    [A-]
 
Liam Ellsworth
Administrator



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
34 lata

height / weight:
193/84

Wysłany: 2019-03-04, 00:37   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David
  

   1 Rok na Giftedach!


- Więc w tym tkwi problem. W myślach. Może powinnaś przed spaniem oczyścić umysł z myśli poprzez medytację.
Tak. Często myśli bywają problemem zaśnięcia, jeżeli nie inny czynnik. Szczególnie te negatywne. Mentor uczył go medytacji i Liam przyznałby, że w wielu trudnych sytuacjach czy momentach, bardzo mu to pomagało. Wyciszenie umysłu pozwala lepiej skoncentrować się.
Jednakże Jacquelyn stwierdziła, że aktywność fizyczna mogłaby być tym wybawieniem. Nie trudno się nie zgodzić, ale to pomaga ciału a nie umysłowi. Umysł potrzebował nieco innej praktyki.
Niewiele też Donne dawała Ellsworthowi dojść do słowa, nawijając jak katarynka. Przez co jedynie westchnął z uśmiechem. Dziewczyna potrafiła być wygadana.
- Mam kogoś tak samo dobrze wyszkolonego, co daje mi wycisk. Ale mój problem z bezsennością jest inny od Twojego.
Miał już koleżankę, która potrafiła świetnie walczyć, więc miał godnego przeciwnika do trenowania, poza workami treningowymi. A bezsenność jego wynikała z obaw o jego moc i ujrzeniu swoich oraz innych lęków oraz problemów sercowych i sumienia.
Pomysł z zamianą jej kija dla niewidomych na coś mocniejszego i przeznaczonego do walki był widocznie trafiony w dziesiątkę. Ta jej radość aż tryskała z jej twarzy i słów.
- Istnieje sztuka walki z użyciem kija bō zrobionego z drewna. Najlepiej byś miała składany, łatwiej byłoby z jego schowaniem czy transportem. Myślę, że może uda się taki załatwić albo zrobić na zamówienie. Jeżeli aktywuję swoje kontakty w dzielnicy Chinatown i dalej to wieki sprowadzenie go nie zajmie.
Posiadanie za mistrza i opiekuna Japończyka otwierało furtkę na inne kontakty, jakie znał Liam. Czasami i nazwisko pomaga coś załatwić.
Determinacja dziewczyny sięgała zenitu, że chciała już zacząć trening. Nawet przyjęła pozycję i co więcej... skomentowała jego wygląd? Liam nie ukrył zaskoczenia, ale dzisiaj nie planował by używała swojej mocy. Musiała nauczyć się walczyć, bez polegania na wzroku. Ilu było niewidomych mistrzów, posługujących się walką na broń?
- Nie przytyłem, ale nabrałem normalne wagi. Choroba mnie wychudziła.
Wytłumaczył i raczej poprawił ją. Ten miesiąc pomógł mu dojść do siebie po katuszach jakie przechodził przez grudniowy miesiąc. A terapia żywnościowa Mariana też bardzo dużo mu pomogła.
- Dezaktywuj. Powinnaś nauczyć się już polegać na słuchu a nie wzroku.
Rzekł i poczekał aż to uczyni. Jeżeli tak się stało, podszedł powoli do niej i zadał pierwszy cios prosto w jej brzuch z pięści. Starał się z początku nie być zbyt brutalnym i jedynie uderzył z zaznaczeniem, że tutaj ją "dotknął". Sprawdzał jak reagowała na ruch przeciwnika i czy zablokuje go czy uniknie.
[Profil]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5