Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój #6
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-06-11, 16:51   Pokój #6

Nieduże, ciasne i stosunkowo ciemne pomieszczenie o szarych, chropowatych i gołych ścianach, od których - tak samo jak od betonowej, nieprzykrytej niczym podłogi - bije chłodem. Na próżno szukać tu jakichkolwiek wygód czy nawet niedużych ozdób, jakie mogłyby chociaż trochę ożywić pokój, ułatwiając aklimatyzację w tym miejscu.
Do wnętrza wstawiono wyłącznie dwa jednoosobowe łóżka o ramach z metalu - przy prawej i przy lewej ścianie - dwie szafki nocne i jedną metalową szafę, którą przedzielono na dwie połowy. Klitka nie ma ani jednego okna, oświetla ją wyłącznie jarzeniówka pamiętająca prawdopodobnie jeszcze czasy świetności tego budynku.
W założeniu, co niewątpliwie widać po wyposażeniu, pokój miał być dwuosobowy, jednakże ostatnie wydarzenia sprawiły, iż liczebność Bractwa znacznie się zmniejszyła. To zaś sprawia, że praktycznie każda osoba może pochwalić się własną komórką pod schodami.
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-07-28, 17:10   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


// 6 kwietnia około godziny pierwszej w nocy

Michael miał bardzo aktywne dwa dni... Tak aktywne, że czwartego kwietnia przeżywał dramat, bał się o to, ze teraz cóż.. Teraz dowiedzą się o tym gdzie on się znajdował i rodzice upewnia się, ze żyje.. Na dodatek był widziany przez DOGSy w towarzystwie Richarda, dwie te same twarze dużo mówiły... Musiał przez tą akcję ukrywać się wraz z Imari w hotelu... A potem z rana jak wrócił do Bractwa to rozminął się ze swoim przybranym bratem, musiał bowiem zapasy jedzenia przewieść, co było trudnym zadaniem i zajęło mu pół dnia... A kolejne pół znów miał dużo roboty, nie miał jak się wygadać, nawet przytulić, bo sam nie widział Drew na horyzoncie, może też robił coś konkretnego, jak zapasy czy też sprowadzanie nowego mutanta. No a wieczorem Mike musiał zobaczyć czy z jego bratem tym prawdziwym było wszystko dobrze... Dlatego zjawił się o takiej a nie innej godzinie w pokoju. W pokoju, który w sumie mógł sam dzielić, ale nie potrafił nie dzielić go ze swoim kumplem, chociaż mieli zdecydowanie mniej miejsca, jednak Mike nie narzekał na to.
Ryan podszedł z latarką do swojego łóżka i zaczął się rozbierać, by przebrać się w koszulkę z logo Flasha i ściągnąć spodnie. Myślał, że uda mu się na spokojnie zasnąć, ale targało nim tyle emocji, a nie wiedział czy Drew śpi czy tez nie. Czuł się głupio, bo mógł mu napisać smsa, czemu tego nie zrobił? Bał mu się przyznać, ze spał z dziewczyna w wielkim łożu małżeńskim w hotelu... Nie to raczej było zupełnie co innego. Usiadł na łózko i wpatrywał się w plecy przyjaciela.
- Drew śpisz? - odparł niemal szeptem, lustrując chociażby najmniejszy ruch kołdry i w sumie jeśli nie spał czuł, że będzie miał opierdol...
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-07-28, 22:51   

- Czy ty w ogóle wiesz, która jest godzina? - Odpowiedział mu nieco przytłumiony, acz znajomy głos. Michael mógł tylko się wzdrygnąć i przygryźć dolną wargę, z góry wiedział, że jego przyjaciel będzie wściekły, a ton Andrew tylko to potwierdził. Starszy z mężczyzn podnosił się już w następnym momencie, włosy zmierzwione i zdenerwowanie widoczne na pierwszy rzut oka. Dwa pełne dni i jedna noc, przez tak długi czas Mikey nie dał nawet znaku życia. Nie zadzwonił, nie wysłał wiadomości, a Drew nie mógł zrobić nic innego niż czekać. Może w innych okolicznościach nie byłoby to takim przestępstwem, ale w ich świecie nie mogli sobie pozwolić na zaniechania i lekkomyślność. Nie wtedy, gdy byli poszukiwani i łowieni niczym zwierzyna.

Andrew włączył jedyne źródło światła jakie w swoim pokoju mieli, stara jarzeniówka zamrugała kilkakrotnie zanim się rozpaliła na dobre. Gdy mrok ustąpił jasności Michael skrzywił się jeszcze bardziej, musiał się domyślać, że tym razem nie ujdzie mu na sucho.

Drew jeszcze przez moment był wyraźnie zły, ale wyraz ten szybko ustąpił zmartwieniu, gdy lepiej przyjrzał się przyjacielowi. Ulgą było to, że Michael nadal wydawał się być w jednym kawałku i bez widocznych ran czy siniaków. Z drugiej strony jednak coś poważnie go trapiło, bo nawet nie śmiał podnieść oczu znad własnych butów. - Mike, - Andrew mruknął raz jeszcze, tym razem już dużo spokojniej i delikatniej. - Mów do mnie. Co się stało?
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-07-28, 23:48   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Czy się powinien cieszyć z tego, ze jego wejście pozostało niezauważone. Powinien.. Powinien to wykorzystać i położyć się spać, a nie zachęcić do rozmowy swojego kumpla, który jak myślał był zdenerwowany i to bardzo. Oj tak Mike słysząc głos pełen pretensji czasem czuł się jak taki nastolatek jak w domu... Miał już 25 lat, ale przy Andrew czuł się dalej jak dzieciak. Co było widać po jego reakcji. Cóż naprawdę domyślał się, ze Drew będzie zły, ale że opierdzieli go za godzinę... Widział tylko lekkie światło w pokoju co oświetlało pomieszczenie z jego ledowej latarki. Siedział jak na szpilkach jakby miał dostać ochrzan od ojca, za to, ze przyszedł za późno do domu... I nie było Richarda, który mógł go obronić.
Po włączeniu światła, Mike wyłączył swoją latarkę i odłożył ją na swoją szafeczkę nocną. Nie był radosny widząc twarz swojego kumpla, wręcz przeciwnie czuł, ze mu się jeszcze bardziej oberwie.. Mógł przecież napisać tego smsa z hotelu... Mógł, ale jego myśli kierowały się w kierunku biologicznego brata, który był przesłuchiwany i który nie dawał znaków życia.. Prawdopodobnie nieświadomie uczynił to samo co Richard jemu Andrew.. Tez się nie odezwał.. Miał wrażenie, że jego przyjaciel będzie smutny, zazdrosny czy jeszcze inne emocje jak dowie się, ze nie odezwał się bo jego biologiczny brat go potrzebował i martwił się o niego. Mike nie chciał by myślał, ze jest tym drugim. Traktował ich na równi, przez 15 lat wychowywał się z Richardem, a potem przez 3 lata z Mentorem a potem trafił pod skrzydła Drew. Był dla niego cenna osobą w życiu i to na pewno się nie zamierzało zmienić.. Chociaż zapewne Mike ostatni miesiąc zachowywał się dziwacznie od kiedy powiedział mu o swoim bracie i o zmartwieniach z tym związanych.. Nie potrafił chronić ich wszystkich i dobijało go to, ze nie mógł mieć Richarda przy sobie tak jak Andrew...
Przez te wszystkie emocje, zamiast jak zwykle hardo patrzeć się na kogoś, Mike po prostu spuścił wzrok na swoje skarpetki, a raczej na paluszki od stopy, którymi poruszał. Był spięty i dało się to zobaczyć.
- Nie jesteś zły, ze mnie nie było...? - wolał się spytać wpierw i nieco nieśmiało podniósł głowę, ale widząc, ze złość mu minęła westchnął – Usiądź obok. - klepnął miejsce obok siebie czekając, aż jego kumpel usiądzie obok niego. - No to wiesz... Mówiłem ci, ze Dicky był w ugrupowaniu From People To People i chciałem by do mnie dołączył, ale no nie posłuchał się. Mówiłem ci, ze mam kolację z Imari, ale nie randkową tylko taką byśmy się najedli. No i wyszykowałem się i patrze, ze się kurde spóźnię.. Ale dostałem od niej dziwnego smsa, więc pobiegłem ile sił by być na miejscu.. Wiesz co zobaczyłem, gdy wszedłem do restauracji. Wystraszoną Imari siedzącą w towarzystwie mojego brata bliźniaka. Mówiłem ci, ze jak byliśmy młodzi to no czesaliśmy się tak samo, podobnie ubieraliśmy, więc nie było problemu by kogoś zrobić w konia, bo rozumieliśmy się bez słów.. No ale po 10 latach nasze charaktery całkiem się zmieniły i Dicky myślał, ze zrobi w konia Imari i podszyje się pode mnie. - podrapał się po szyi lekko zakłopotany – Nie powiem, ze było to przyjemne spotkanie, bo jak wiesz nie widzieliśmy się dwa tygodnie z Richardem po naszej ostatniej kłótni i tym, ze miał wobec mnie swoje żądania. - westchnął – No i mniejsza o to. Jakoś przełknąłbym to, ze byśmy spędzili to we trójkę i no... Że moja kumpela o moim bracie dowiedziała się w ten sposób, bo nie wiedziała, bo mało komu ufałem z tym... Ale nie uwierzysz.. Przyszły psy i szukały mojego brata. Przeczuwałem najgorsze, bo jak zobaczyli dwie te same seksowne mordki, które pasowały do opisu Richarda Ryan'a, to sam możesz się domyślić co to oznacza.. Zabrali brata na przesłuchanie, miotałem się czy biegnąc za nimi czy zostać z Imari. No nie mogłem jej zostawić, ani też narazić Bractwo na odkrycie jeśli by zaistniała taka sytuacja. Wiec się zestresowałem... Imari trochę o mojej historii opowiedziałem jak wyszliśmy z restauracji i oboje stwierdziliśmy, ze lepiej będzie przenocować w hotelu. Nie mieliśmy pewności czy nas śledzą czy nie.. Z resztą zbliżała się godzina policyjna. - odetchnął chwile i spojrzał na Drew – Mam nadzieję, że już rozumiesz czemu nie było mnie na noc...
Mike zamierzał za chwilę zacząć dalej opowiadać, jednak chciał mieć pewność czy jego bro nie miał pytań co do tej pierwszej części, bo druga na pewno bardziej wbije go w fotel.. Nawet nie wiedział czy przejdzie mu ta nowinka przez gardło. Co innego było powiedzieć to bratu, a co innego bro.. Szlag będzie musiał to zrobić chociażby miał zdechnąć.
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-07-29, 16:43   

Andrew dał sobie chwilę na ostrożne dobranie słów zanim odpowiedział na pytanie przyjaciela. Nie był zły za nieobecność Michaela, w końcu to nie o to tu chodziłoo. Obaj byli mniej lub więcej odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy potrafili się zatroszczyć o siebie i bliskich. Czasy, gdy byli dziećmi, minęły dawno temu, a jednak każdy z nich miał tego drugiego do dotrzymania mu towarzystwa i upewnienia się, że jest w jednym kawałku. A przynajmniej tak było aż do momentu, gdy miesiąc temu Mikey wyznał mu prawdę o swoim bracie bliźniaku. Od tamtej pory Drew miał wrażenie, że przyjaciel się od niego oddalał, a co z tym zazwyczaj się wiązało - pakował się w co rusz nowe kłopoty. Wszystko zdawało się zmieniać w zbyt dużym tempie aby starszy z mężczyzn mógł za tym nadążyć i to go martwiło najbardziej. Nie był przekonany co to tego, czy mu się to podobało.

- Jestem zły, że mnie nie ostrzegłeś. Wiesz, że DOGSi siedzą mam na ogonach. - Andrew wytłumaczył zanim posłuchał się Michaela i zajął miejsce obok przyjaciela. To nigdy nie były proste sprawy do omawniania, nie po niedawnych atakach na ich kryjówki, czy powtarzające się w wiadomościach zdanie: "Nowi mutanci zostali przechwyceni przez siły policji, są teraz przesłuchiwani w ramach próby odkrycia lokacji pozostałych grup przestępczych." Ciężko było żyć w czasach, gdy każde wyjście między ludzi równało się podejmowaniu niebezpieczeństwa.

Drew przysłuchiwał się historii Mikey'a w ciszy, w zamyśleniu lekko mrużąc oczy. Czymś, co spostrzegłby każdy głupiec, był fakt jak bardzo Michael troszczył się o swojego brata bez względu na to ile razy on i Richard rozchodzili się po kolejnej kłótni. Andrew nie był zbyt szczęśliwy obserwując, jak przyjaciel naraża samego siebie raz za razem i zazdrość nie miała tu nic do rzeczy. Była to raczej pewna niechęć do samego Richarda i jego podejścia do wszystkiego, włącznie do własnej relacji z bratem. Carter miał wrażenie, że przez znaczną większość czasu nie rozumiał bliźniaków.

Wspomnienie o DOGSach i ich znajomości z Richardem tylko bardziej zmartwiło Drew, oznaczało to bowiem kolejne kłopoty. Niestety, mógł tylko potrząsnąć głową w niemej złości i wreszcie zabrał głos, gdy nastała jego kolej na odpowiedź. - Tak, teraz rozumiem. - Powiedział cicho i przeczesał zmierzwione włosy palcami. Czasami czuł się dużo starzej niż powinien i ten moment do tych chwil należał. Mógł tylko żałować, że był równie bezradny. - Masz z nim jakikolwiek kontakt?
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-07-29, 20:37   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike był wdzięczny, ze miał kogoś takiego jak Andrew, czuł się przy nim bezpiecznie, a przede wszystkim jak razem szli na misję wiedział, ze jego tyły będą porządnie ochronione. Ufał mu bezgranicznie i szczerze powierzyłby swoje życie. Ryan nie chciał się oddalać od drogiego mu przyjaciela, jednak czasem to wychodziło samo. Przez tyle lat liczył na to, ze Richard prowadził lepsze życie niż on i nie był pewnien czy kiedykolwiek się spotkają, a kiedy doszło do tego świat Mike'a trochę się rozłamał... Pewnie inaczej widział to wszystko, myślał, ze dalej będą tymi 15 letniki chłopcami sprzed dnia co zmienił ich życie...
- Zdaje sobie z tego sprawę...
Oj zdawał sobie i to wielką sprawę z tego wszystkiego. Dlatego spędzili ta noc w hotelu z Imari... Nie chciał by śledzili ich aż do nowego obozowiska Bractwa. Był odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale też za Imari. Nie chciał by jego przyjaciółce coś się stało...
Po całym powiedzeniu na temat porwania jego brata i dogsach Mike westchnął. To nie wina Richarda, ze przysłuchali go za wspieranie ruchu co pomagał mutantom.. Wcale Rich nie wspierał DOGSów wręcz przeciwnie.. Pewnie jakby był po przeciwnej stronie barykady to by mu się serduszko przełamało na pół. Wierzyli bowiem, ze są superbohaterami a wspólną mocą będą potrafili kontrolować czas... Czyż to nie były wspólne fajne marzenia.. Jak widać jego Brat dalej był gdzieś tak poza nadymanym prawnikiem, dzieckiem. Ta bluzka, która założył... Mówiła dla Mike'a dużo..
- Tak.. Pozwól mi dokończyć. - dodał, po czym zmienił pozycję i usiadł po turecku na swoim łóżku wpatrując się w swojego bro – Zaraz opowiem ci o całym hotelu, bo to odrębna sytuacja, więc po nocy w hotelu wróciłem tutaj i Cię nie znalazłem, nie wiem co robiłeś dzisiaj, a w sumie to już wczoraj z rana... Mi natomiast zaopatrzenie dali do zrobienia. Prowiant dla naszej hołoty był na moim karku. I w tym czasie też przyszedł sms od Dick'a, ze żyje i chciałby się spotkać. Więc no wieczorem poszedłem do niego dowiedzieć się wszystkiego, ale czuje w kościach, ze będą go śledzić. Richard jest prawnikiem więc gówno mogą mu zrobić, ale gorzej jak dowiedzą się, ze jest mutantem i po kłębuszku pójdą do mnie, a potem do reszty z nas... Nie wybaczyłbym sobie tego. No i dlatego tak późno wróciłem... Bo byłem u niego, więc się nie gniewaj... - szturchnął go nogą w udo – No a teraz wracając do tematu hotelu to... - chrząknął
Mike nie wiedział jak się do tego zabrać, bo było to naprawdę dziwne i szczerze nie wiedział co wypowiedzieć, by nie wyszło to jeszcze dziwniej... Czemu się krepował tym wszystkim, przecież on sam z siebie niczego złego nie zrobił, po prostu... Ta cała sytuacja tam....
- No więc... - nie powinien od tego zaczynać zdania – Imari kupiła mi kurtkę. Ale nie o to chodzi, w hotelu zapomniałem powiedzieć, by dali nam dwa osobne łóżka i spaliśmy w jednym... - spojrzał na kumpla zmieszany, bo o czymś takim jak spanie z dziewczyną z nim nie rozmawiał jeszcze, te sfery były dla Mike'a niezwykle trudne, zresztą sam wiedział, ze Drew sam do osób co sypiali z dziewczynami nie należał. - Chciała pierwsza łazienkę zająć i się rozebrała do bielizny... - podrapał się po policzku i poruszył nerwowo palcami u nóg. - No potem się przebrała w koszulę i w gatki i tak spała, a ja spałem w samych bokserkach, bo tam było niezwykle gorąco i tak wiem... Wiem jak to brzmi. Ale no my wcale się nie ten teges nie skusiłem się sam nie wiem czemu. Pewnie stres o brata nie pozwolił mi się skupić. No ale mniejsza o to... Najgorsze było to, ze porozmawialiśmy szczerze i ona się we mnie chyba duży. Czuje się dziwnie z tą świadomością, bo jednak ja sam nie wiem co do niej czuje, a zwłaszcza jak powiedziała, ze swobodnie się czuje przy mnie, bo myślała, że ja... - przełknął ślinkę i odwrócił wzrok – i ty to... para.. Tak ano wzięła mnie za geja i tylko dlatego czuła się przy mnie tak swobodnie... - znów zaczął drapać swój kark czując się zażenowany tym wszystkim i sam nie wiedział czemu.
Nie potrafił spojrzeć Drew teraz w oczy, czuł jak jego paliczki go palą, a przecież on czegoś takiego nie odczuwał. A przynajmniej nigdy nie widział tego w ten sposób, wręcz przeciwnie był blisko z Drew, ale to było koleżeństwo i zaufanie. Jednak po słowach Imari czuł się z tym dziwnie. Pomimo śmiania się w pierwszej chwili z tego wszystkiego, miał czas by popatrzeć się na tą sytuację z innej strony. Serio to mogło tak wyglądać dla ludzi co ich nie znają na tyle... Na dodatek jego bliźniak mu wyrzygał, że nie skorzystał z podupczenia takiej seksownej panienki. On sam nie wiedział czemu tego nie zrobił, czemu mu za przeroszeniem nie stawał jak się przytulał do jej pleców i jadł jej włosy... Nie uważał siebie za geja i nie czuł się nim stuprocentowo, ale najwidoczniej Imari nie była w jego guście jeśli chodziło o płeć piękną, była dobra przyjaciółką lubił się o nią troszczyć, ale nie czuł do niej chemii.. Więc teraz się sam dziwił swojej reakcji na temat mówienia do Drew o tym... Powinien się zaśmiać i sytuację rozładować, ale nie potrafił podnieść spojrzenia w górę. Jego serce waliło co najmniej jak dzwon i nie wiedział czy jego przyjaciel z tego zażartuje i tym razem to on sytuacje uratuje.
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-07-31, 18:28   

Andrew wsłuchał się w dalszą część historii z pewnym zmartwieniem. Tym razem DOGSi mogli puścić Richarda wolno i pozwolić mu odejść w spokoju, ale nikt nie był w stanie przewidzieć jak sprawy potoczyłyby się po ich następnym możliwym spotkaniu. Carter miał wiele pytań związanych z tą sytuacją, dlaczego brat Mike'a w ogóle był przesłuchiwany i z jakiego powodu tak szybko go wypuścili, czy aby na pewno nie znali prawdy o mutacji Richarda, czy aby próbowali użyć go jako przynęty? Andrew zdecydowanie nie lubiał tej perspektywy, zbyt blisko agenci rządowi otarliby się o Bractwo, a oni nie mogli znieść kolejnego ataku. Nadal byli zbyt słabi aby być w stanie odeprzeć wrogie siły i zbyt wiele z ich doświadczonych ludzi poległo ostatnim razem. Większość ze zgromadzonych przez nich mutantów stanowiła teraz dzieci i młodzież, wciąż niewytrenowanych i niepanujących nad swoimi mocami. Nawet jeżeli część z nich chciała wierzyć, że byli gotowi na starcie i walkę o swoją wolność, żadni z nich byli żołnierze. Drew wolałby nie myśleć o tym jak szybko DOGSi stłumiliby jakąkolwiek rebelię przeciwko nim.

- Nie przejmuj się, miałeś swoje powody. - Carter powiedział z ciężkim westchnieniem. Teraz po wszystkim był wdzięczny za to, że dane mu było odetchnąć w spokoju. Przez chwilę zastanawiał się, gdzie też mógłby się sam podziewać z rana, że Mikey nie był go w stanie znaleźć, gdy w końcu sobie przypomniał - był poza miastem z zadaniem odebrania wiadomości od jednego z ich zaufanych ludzi. Zawsze był wdzięczny za wszelką pomoc, chociaż z drugiej strony rosnące niebezpieczeństwo sprawiało, że wysyłanie swoich poza granice terytorium Bractwa było coraz mniej opłacalne.

Druga część opowieści Michaela była już nieco mniej poważna, a bardziej... niespodziewana. Drew nie ukrywał swojego zaskoczenia tą nagłą zmianą w tonie ich rozmowy, chociaż z drugiej strony wolał to, niż ciągłe myślenie o nadciągającej burzy. Niewielki uśmiech wpłynął na usta starszego z mężczyzn i nie zniknął dopóki Mikey nie spojrzał w jego stronę ponownie. To nie było tak, że Andrew się z przyjaciela naśmiewał, wręcz przeciwnie, mógł zrozumieć sytuację. Niemniej jednak w perspektywie nie był to największy problem z jakim się w życiu spotkali, trudno więc tak go traktować. Mimo to Michael wyraźnie się wszystkim bardzo przejął, co było niecodzienne. Niemal niczym nastolatek, który przejmował się reputacją w szkole, a który sam jeszce niewiele o sobie samym wiedział. - Wiesz, - Carter zaczął, choć tym razem uśmiech nie mógł przestać cisnąć mu się na usta. Miał nadzieję, że uda mu się rozweselić trochę przyjaciela, Mikey miał ostatnio zbyt wiele na głowie by pamiętać o oddechu. - Są gorsze rzeczy. Jeśli sam nie wiesz co do niej czujesz, to kupi ci to trochę czasu. Jeżeli zdecydujesz się na zrobienie kroku, wtedy możesz jej wyznać prawdę. - Ale chyba nie do końca tylko o to chodziło, bo pomimo jego słów Ryan nadal nie chciał na niego spojrzeć i to martwiło Drew. Nie tak powinno być, w końcu byli ze sobą zbyt blisko, by przejmować się takimi głupotami. Postanowił więc spróbować coś z innej beczki.

- Jeśli mnie zapytasz to mogło być gorzej. Przynajmniej nie wyglądam jak gnom, który swoją jaskinię opuszcza raz na pół roku by się odlać. - Rzucił, używając humoru typowego dla Michaela, mając przeczucie, że to mogłoby mu pomóc. - Przynajmniej wie, że masz dobry gust, a to już dużo.
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-07-31, 20:01   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Oj jakby Mike przewidział to, ze w niedługim czasie znów będzie musiał z bratem się spotkać, bo miał uczucie, ze ktoś go śledzi i to nie byle kto, a ich umarły trojaczek, który tak naprawdę nie umarł i również miał tą seksowną mordkę przyklejoną do ciała... Niestety jeszcze tego nie wiedział.. Natomiast martwił się o Richarda, było mu żal tego, zenie chciał dojść do Bractwa, kiedy był na to czas. Mike by się nim zaopiekował, Andrew na pewno by go zaakceptował i reszta też.. Co prawda byli tak od siebie różni jak woda i ogień, jednak Mike kochał go.
Cieszył się, ze jego najlepszy przyjaciel powiedział te słowa, ulżyło mu po części. Z resztą był cały i zdrowy.. Chyba DOGSów pod drzwi nie przyprowadził, zresztą nie nadążyliby za nim. No o ile nie mieli kogoś kto ścigał po zapachu, chociaż.. Czyżby szybko się nie ulotnił? Mike miał tyle dobrze, ze na każde miejsce mógł po prostu dobiegnąć. Lubił co prawda jeździć autem, ale... Jak mu się to dłużyło...
Jego słowa nie poprawiały mu humoru. Sam nie wiedział co się działo z jego organizmem, coś podobnego czuł jak miał dziesięć lat... Do Victorii.. Tak do dziewczynki, przez która włączyła mu się mutacja i której uratował życie.. Ale potem wszystko w nim siadło, jasne ktoś mógł mu się podobać wizualnie, ale nie wymuszało na nim jakiś rumieńców czy też takiego spłoszenia. Mógł zachowywać się serio jak nastolatek, który nie ogarniam za bardzo życia, ale czyż Mike po prostu nie dorósł? Szkoły nie skończył, bo musiał się ukrywać i cóż.. Najpiękniejsze lata młodości spędził ze swoim mentorem, a potem z Drew i ich paczką.. Teraz był tutaj i cóż.. Miał tyle na głowie, ze jego ciało w ogóle nie poczuwało się do czegoś takiego jak seks czy inne intymne uniesienia. Na imprezach jak udawało mu się wymknąć z Bractwa, nie raz i nie dwa całował się z kimś, ale to było raczej na wymuszeniu niżeli by cokolwiek czuł. Ocieranie się o jego ciało też nie robiło mu przyjemności, tak jakby był po prostu aseksualny. Mike lubił się bawić, ale nie lubił namolnych ludzi, którzy szeptali mu czasem, ze chętnie pójdą na szybki numerek w kibelku.. Uroki tego, ze nie mógł się upić odbijały się na nim straszliwie, bo nie potrafił się z niczym wyluzować. No a teraz... Teraz zupełnie nie wiedział o co mu chodziło. To był przecież tylko Drew... Już mu wystarczyło, ze wyśmiał go jego brat z tym, a wręcz pewnie by się spalił ze wstydu...
- Tak, może masz rację. - odchrząknął
Co prawda nie był tego taki pewny, ale dalej nie potrafił na niego spojrzeć. W tym momencie cieszył się ze swoich długich włosów, które po całym dniu nie miały już krzty lakieru i wpadały mu do oczu, chociaż trochę zasłaniając to dziwne zmieszanie.
- Chyba miałeś na myśli trola. - uśmiechnął się pod nosem i znów trącił go stopą – Tak mam bardzo przystojnego przyjaciela. - odparł niezwykle szczerze
Co jak co, ale Carter był przystojny, na dodatek te tatuaże na pewno przyciągały do niego ludzi. Mike tez uważał siebie za przystojnego, ale po tym jak usłyszał, ze jest słodki i pomocny... Jego męskość została trochę podkopana... Mimo wszystko nie poczuł się, aż tak rozluźniony, zwilżył swoje wargi językiem, po czym biegiem wstał i Drew mógł tylko poczuć lekki powiew powietrza. Mike natomiast stał tyłem i wziął jedną butelkę ze zgrzewki wody, która tutaj była. Wypił parę łyków by mieć chwilę na uspokojenie. Tak miał ochotę dać dyla, jednak to by było jeszcze głupsze.
- No więc...- odwrócił się i podrapał po karku tym razem spoglądając na niego – Sorrki za obudzenie, naprawdę nie chciałem byś się o mnie martwił, no ale teraz już wiesz, ze wszystko w porządku. - wysilił się na uśmiech, a jego spojrzenie poszło na stopy jego kumpla.
Oj powinien patrzeć się mu na brwi by udawać, ze patrzy w oczy, czyż tak to lepiej nie działało?
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-08-02, 13:26   

Gdyby Richard w końcu zdecydował się dołączyć do Bractwa i zajął miejsce w ich szeregach, Drew podejrzewał, że mógłby go zaakceptować jako jednego z nich. Co prawda nie przepadał za Richardem, za tym z jak wysoko uniesioną głową chodził, jak uważał się za lepszego i że przez większość czasu był źródłem wszystkich problemów Michaela. Ale jeśli utrzymanie bliźniaka w zasięgu wzroku i zaangażowanie go w sprawy Bractwa było czymś, co uszczęśliwiłoby jego przyjaciela, Carter byłby w stanie zignorować swoją niechęć do drugiego z braci Ryan. Może nie nazwałby samego siebie człowiekiem honorowym, zbyt wiele miał na sumieniu, by przyjąć ten tytuł, ale z pewnością był kimś, kogo słowo niosło za sobą pewną wagę.

Andrew zasmucił się nieco gdy zrozumiał, że nawet humorem nie był w stanie poprawić Mikey'mu samopoczucia, co było zjawiskiem raczej rzadkim. Ryan był osobą, która sama wykorzystywała żarty i śmieszne historie, by rozbawić ludzi wokół siebie jak i dać każdemu szansę na wzięcie oddechu. Jego przyjaciel już dawno temu nauczył się, że był to również sposób na podniesienie samego Mike'a na duchu, a nauczenie się kilku absurdalnych wręcz fraz nie było wielką ceną do zapłacenia w zamian za uśmiech kompana. Ale jeśli ratowanie sytuacji wymagało tym razem trochę więcej pomyślunku niż pojedynczy głupi żart, to Drew był gotów próbować.

- Jeżeli myślisz, że wywyniesz mi się tak łatwo, to jesteś w błędzie. - Carter odparł i tym razem to on poklepał miejsce obok siebie, zachęcając Michaela do ponownego przycupnięcia. Był w pełni świadomy, że brzmiał teraz bardziej jak rodzic niż przyjaciel, ale równie dobrze zdawał sobie sprawę, iż Ryan nie byłby w stanie nie parsknąć śmiechem w odpowiedzi. "Brzmisz zupełnie jak mój ojciec." Mawiał zazwyczaj młodszy z mężczyzn zanim zdecydował się wywrócić oczami i podejść bliżej. Jeszcze parę lat temu Mikey nienawidził, gdy Drew to robił, teraz zaś było to jak zaproszenie to wspólnego wygłupiania się. Najwyraźniej wszystko zmienia się z czasem. - Mówię poważnie, jeśli nie ruszysz tutaj swoich czterech liter to po ciebie wstanę. Spędziłem dwa dni martwiąc się o ciebie, mam więcej niż jeden powód, by dać ci popalić. - Drew zagroził, jego uśmiech poszerzał się z każdym słowem.

Gdyby ktoś nie miał pojęcia o ich wspólnej historii mógłby stwierdzić, że ta dwójka zna się jeszcze od swoich dziecięcych lat, bo zachowywali się zupełnie w taki sposób. Nie zwracali uwagi na przestrzeń osobistą i twardo parli na przód, nawet gdy drugi z nich wyraźnie chciał uniknąć danej rozmowy. I równie dobrze mogłoby to być prawdą, bo Carter wstawał już w następnej chwili, gotów powalić przyjaciela na ziemię, byleby dał mu dokończyć. - Obiecuję ci, że na ciebie usiądę i już nie będziesz w równie dobrym humorze.
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-08-02, 21:43   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Mike nie wiedział jak z opowieści Andrew widział jego brata. On sam dopiero powoli zaczął w nim dawnego braciszka doszukiwać, ale fakt faktem faceci są gorsze plotkary niż kobiety i cóż... Pewnie przez te gorzkie żale, które mu mówił po tych dwóch spotkaniach z bratem namalowały starszemu z nich niezbyt przychylny portret Richarda... Musiałby zobaczyć go na własne oczy i dopiero wtedy ocenić, no ale ludzie mają tendencję do oceniania na podstawie czyiś historii niektórych ludzi, to było całkiem normalne, ale najlepsze zawsze było potem zdziwienie jak prawda okazywała się zupełnie inna.
Oj tak Mike'a można było dwoma sprawami podnieść na duchu, właśnie żartami by rozładować atmosferę, lub cistami czy tez dobrym jedzonkiem... Nic tak nie leczy jak dobre słodkie rozpływające się w ustach ciasto z galaretką owocową... Teraz jednak Mike patrzył na miejsce klepane obok jego kumpla, poczuł się dziwnie spięty, jednak znów wziął wodę i upił z niej parę łyków.
- Gorąco coś się zrobiło. - odparł, po czym odstawiając wodę, ściągnął swoją koszulkę rzucając ją w twarz przyjaciela – Będziesz mi tatkował to następnym razem przebiegana skarpeta ci rzucę w twarz. - odparł ze śmiechem tym razem coraz bardziej się rozluźniając – Och tak? Grozisz mi? Złapiesz mnie czy tez zmoczysz? - zaśmiał się złowieszczo
Z Mike'a zeszło powoli to napięcie, co nie tak dawno czuł. Może to, ze był dalej od niego tak działało. Nie to musiała być zmiana tematu i nie roztrząsanie tego co mu powiedziała Imari. Teraz jednak Mike zaczął się dobrze bawić i nie zamierzał przestać podpuszczać starszego z nich. Nawet jak widział, ze wstaje, to momentalnie znalazł się na jego łóżku, a jako, ze pomieszczenie było dość małe, nie była to szalona odległość.
- Złap mnie jeśli potrafisz deszczyku. - wytknął mu język niezwykle szczęśliwy
Oj tak dla kogoś z boku mogliby teraz wyglądać jak dziesięciolatki bawiące, się a nie mężczyźni po 25 roku życia...
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-08-08, 20:25   

Niestety, Andrew znał swojego przyjaciela odrobinę zbyt dobrze, by tak łatwo dać mu się zaskoczyć i złapał koszulkę na czas zanim ta uderzyła go w twarz, po czym wywrócił oczami na Mike'a. Ryan rzeczywiście potrafił zachowywać się czasami jak małe dziecko, ale i to nie było tak do końca złe biorąc pod uwagę wszystko to, co w młodym wieku przeszedł. Moment czy dwa na zabawę i żarty nie mógł nikogo skrzywdzić, szczególnie, że mieli na to wszystko teraz czas. A przynajmniej tak myśleli dopóki któryś z ich sąsiadów nie uderzył kilkakrotnie pięścią w ścianę by ich uciszyć. Oboje bardzo szybko ucichli czekając na możliwie nadchodzące skarcenie, a kiedy to nie nadeszło zaczęli chichotać jak głupi.

- To chyba znak, że powinniśmy się zbierać. - Drew wyszeptał z figlarnym uśmiechem i obserwował jak przyjaciel musiał zasłonić twarz, by się nie zaśmiać głośniej. I rzeczywiście, zegar wybijał już 2:14 w nocy, a z rana obaj mieli się stawić na treningu dla młodszych z mutantów. Carter wolał nie myśleć jak bardzo będzie siebie przeklinał za to, że ponownie zarwał sporą część nocy. Tym razem przynajmniej nie będzie sam cierpiał z rana.

Andrew wyprostował się i wyciągnął by rozprostować trochę mięśnie, zauważył, że po poprzednim treningu miał jeszcze trochę zakwasów. Ale nie było to nic z czym by sobie nie poradził, więc na ten moment postanowił to zignorować i skupić się na tym, by ponownie trafić do swojego łóżka. Choć biorąc pod uwagę wielkość ich pokoju to naprawdę nie było skomplikowane zadanie. - Ale zanim pójdziemy spać, - Carter dodał i wzruszył lekko ramionami. - Widziałem twój nagi tyłek prawdopodobnie więcej razy niż swój własny, ale jeśli to co powiedziała Imari sprawiło, że poczułeś się źle, to mogę się odsunąć na kilka dni. Każdy czasami potrzebuje przerwy.
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-08-09, 00:15   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Niestety Andrew nie chciał mu przyłożyć z bicza wodnego czy tez zmoczyć własnego łóżka, wręcz przeciwnie Mike usłyszał pukanie zza ściany i momentalnie przycichł na moment, by po chwili wybuchnąć głośniejszym śmiechem. Nie chciał nikomu przeszkadzać w śnie, ale to było Bractwo, tutaj zawsze ktoś nie spał. Jednak nie słysząc skarcenia, ani dziwnych przekleństw położył się na łóżku Cartera i zaczął chichotać pod nosem. To było zabawne. Co prawda miał ochotę temu komuś odpukać i jeszcze namówić Drew, że jakby przyszedł to by było trzeba zmoczyć dana osobę, ale zaraz sobie przypomniał, ze w pokoju obok jest przecież Leilah... Już widział to połączenie wody Drew i elektryczności kobiety... To by dopiero była niszczycielska siła...
- Mówisz masz, trzeba się uspokoić i iść spać. - odparł ocierając jeszcze jakieś dwie łezki, które mu ze śmiechu popłynęły po twarzy.
Mike nie myślał o tym, co będzie rano.. No poza zebraniem bractwa, na które planował iść, ale nie wszyscy musieli być, to było dla chętnych. Mike wstał z miejsca i podszedł do Drew, słysząc jego kolejne zdania.
- Daj spokój i tak śpimy w jednym pokoju co to by zmienił. - sam wzruszył ramionami po czym oparł dłoń na ramieniu przyjaciela – Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - spojrzał mu w oczy, a po chwili zmrużył lekko brwi – Pocałuj mnie, muszę coś zobaczyć. - odparł zanim pomyślał co chciał by Andrew zrobił.
Tak to było najlepsze określenie by zobaczyć czy coś czuje. Zazwyczaj w klubach jak go jakiś facet czy tez kobieta, (w zależności gdzie był) go całowali nie czuł zupełnie nic, dlatego był zdeterminowany zobaczyć co może poczuć jak pierwszy raz się pocałuje ze sowim przyjacielem. Co prawda to serio był dość głupi pomysł i na pewno będzie tego żałował, ale chęć zobaczenia tego było czymś ważniejszym w tym momencie.
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-08-11, 18:39   

Brwi Andrew uniosły się znacząco na prośbę przyjaciela, mężczyzna stanął przez chwilę w kompletnym bezruchu i mrugnął kilkaktotnie. Będąc w dość ciężkim szoku nie do końca był pewien czego się spodziewać, czy czego by rzeczywiście oczekiwał. Prawdopodobnie tego, że Mikey wybuchnie śmiechem, że przyzna, że to był żart i wytknie jaką to minę Carter przybrał. Tak w końcu zazwyczaj wszystko między nimi działało, a dlatego, że byli sobie bliscy to nie takie kawały były robione. Dlatego też Drew postanowił machnąć ręką na Ryana i uśmiechnąć się szeroko uznając, że była to tylko kolejna próba rozśmieszenia starszego z mężczyzn. A przynajmniej tak to wyglądało z jego perspektywy, w końcu to co było pomiędzy ich dwójką nigdy nie wychodziło poza pewne konkretne granice. – Bardzo śmieszne, ha-ha. – Andrew powiedział wywradzając figlarnie oczami. – Rozumiem przez to, że te wysokie temperatury rzeczywiście ci nie służą?

Problem w tym, że Michael wcale nie zaczął się śmiać razem z przyjacielem. Nawet się nie uśmiechnął, zaś jego spojrzenie przeniosło się gdzieś na podłogę. Uśmiech Cartera bardzo szybko zbladł, starszy z mężczyzn nadal częściowo czekał na to, aż Ryan nagle odwróci się i dostarczy puentę, a teraz czekał tylko i wyłącznie by przedłużyć dramatyczną pauzę. Ale im dłużej Drew obserwował przyjaciela tym mniej wierzył w to, że jakakolwiek puetna w ogóle istniała. Albo czy to w ogóle miało być żartem.

- Mike… Nie mówisz chyba poważnie?
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/67

Wysłany: 2018-08-11, 19:29   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Twarz jego przyjaciela zastygła, co jeszcze bardziej przyprawiło Mike'a o dziwny niepokój. Nie zamierzał z tego akurat żartować i nagle wziąć w dłoń jego twarz by cmoknąć go w czoło, czy tez szepnąć na ucho, ze dał się wkręcić. Nic z tych rzeczy, był zbyt skupiony na chęci sprawdzenia swojego odczucia, ze był chętny nadepnąć na tę cienką granice między ich przyjaźnią, a czymś więcej.
Po jego słowach spojrzał tylko jeszcze raz w jego oczy, a potem spuścił wzrok mając naprawdę poważną minę. Och tak czuł się zażenowany sam tym pytaniem, ale powiedziało się A powinno się powiedzieć i B. Stopy jego przyjaciela wydawały się w tym momencie odganiać chęć, po miziania się po karku. Czuł się naprawdę skrępowany zaistniałą sytuacją. Wiedział, ze jego stanowczość nie przejdzie niezauważona przez Drew. Na pewno zorientuje się, iż jego słowa były czystą prawdą i chce by to zrobił.
- Zrób to. - odparł poważnie i dopiero teraz na niego spojrzał.
Widział jak Drew pobladł, prawdopodobnie mógł czuć się spięty. Ryan złapał go tym razem już nawet drugą dłonią za ramie i z upartością wpatrywał się w jego twarz. Kłębiło się w nim wszystko, ta sytuacja była sprawiała, że się cały spiął w sobie.
- Zrób to, ale nie cmoksem postaraj się mnie pocałować namiętnie. - cholera jasna naprawdę to powiedział
[Profil]
  [AB-]
 
Andrew Carter



Fight, because you don't know how to die quietly. Win, because you don't know how to lose

Hydrokineza

73%

Łowca





name:

Andrew Joseph Carter

alias:
Drew

age:
26

height / weight:
178/73

Wysłany: 2018-08-11, 19:52   

Drew odchrząknął cicho, rzeczywiście czując się do pewnego stopnia niezręcznie. Miał wrażenie, że prośba Mike’a przyszła z nikąd i nie można się jej było spodziewać, tak samo jak nie mógł się spodziewać tego jak bardzo jego przyjaciel będzie na to nalegał. Carter mógł zrozumieć pewną niepewność jaką Michael musiał odczuwać po słowach Imari, nie był nawet do końca tym zdziwiony. Ale fakt, że był w to wszystko wciągany tak gwałtownie i bez uprzedzenia sprawiało, że sam miał wrażenie, że jest mocno zagubiony. Andrew zaoferował Ryanowi słaby uśmiech, chociaż i to zawiodło gdy zauważył jak blisko jego przyjaciel się znajdował. Za blisko, za szybko.

Carter potrząsnął szybko głową i zrobił krok do tyłu, delikatnie pociągając za nadgarstki Mike’a aby mężczyzna puścił jego ramiona. Nie podobało mu się jak chaotyczne to wszystko było, a prośba przyjaciela brzmiała zbyt desperacko i tak naprawdę trudno było nie stwierdzić, że wszystko to musiało być winą momentu. Byli sfrustrowani i zmęczeni, zestresowani i po wystarczająco wielu przeżyciach dzisiaj i przez ostatni miesiąc. Kopanie pod sobą dołków w postaci komplikowania własnej przyjaźni jeszcze bardziej nie mogło być pomocne. Teraz potrzebowali siebie nawzajem bardziej niż zwykle i ryzykowanie utracenia tego mogło po prostu nie być tego warte.
- Mike, myślę, że… To jest coś o czym powinniśmy porozmawiać na spokojnie i o innej porze dnia. – Andrew powiedział cicho próbując być subtelny i delikatny. W tych sprawach był zupełnym przeciwieństwem Michaela. Ich priorytetem było teraz wypoczęcie i wzięcie się za siebie, bo oboje po ostatnich wydarzeniach wyglądali jak dwa wielkie chodzące bałagany.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7