Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój #1
Autor Wiadomość
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-30, 22:14   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Posłał jej mordercze spojrzenie, słysząc ten argument. Och, świetny miała plan, naprawdę, wzbiła się na wyżyny swojego geniuszu. A to, że jej o niczym nie mówił? To już był cios poniżej pasa.
- Och, jasne, teraz jest na to idealny moment - odpowiedział jej wkurzony. Ale mimo wszystko, po dłuższej chwili znowu się odezwał. - Co chcesz wiedzieć? - spytał już zupełnie innym tonem. Rzeczowym, dość suchym, wypranym z emocji. To nie była obietnica... ale kiedyś musiał jej o tym opowiedzieć, prawda? Bo w zasadzie, chyba chciał to zrobić, ale równocześnie nie miał najmniejszej ochoty poruszać tego tematu. Na razie po prostu chciał wiedzieć, o co dokładnie jej chodziło, potem... potem o tym pomyśli.
Patrzył na te jej wszystkie westchnięcia, na to jak bardzo zastanawiała się czy mu odpowiedzieć i stanowczo, nie miał zamiaru pozwolić żeby mu się z tego wywinęła. I kiedy wyciągnęła tę rękę, usiadł koło niej na łóżku i zaczął powoli odwijać bandaż, od razu przygotowując go do ponownego użycia... i pewnie było po nim widać, że nie robił tego pierwszy raz.
- Więc to kolejny skutek uboczny, huh? - spytał próbując zapełnić czymś ciszę, zanim w końcu ściągnie jej opatrunek i dowie się o co chodziło.
To nie wyglądało zbyt dobrze, te wszystkie drobne ranki. Hopper nawet nie wiedział co o tym myśleć, bo nigdy nawet nie widział u nikogo podobnych skutków ubocznych. Na ile to faktycznie mogłoby zagrozić jej życiu? Gdyby były za duże albo byłoby ich za dużo, mogłaby się zwyczajnie wykrwawić. W końcu nawet nie wiedział czy to było poważne użycie mocy czy zwykłe, które nie powinno nieść za sobą większych konsekwencji.
- Kiedy zmieniałaś opatrunek? - spytał. W końcu sporo świeżych ran czy maści poprawiających gojenie wymagało, żeby zmieniać opatrunek co kilka godzin. - Rozmawiałaś z kimś o tym? - Ale nie był pewien czy to by była dobra wiadomość. Mercy pewnie potrafiła z tym pomóc, ale była w fatalnym stanie, to mogłoby ją wykończyć, a ona przecież nie potrafiła odmówić nikomu w potrzebie. Cholera...
- Wallace. Mi mogą pomóc zwykłe leki - tobie nie. Poza tym, moja moc nie działa, tak? Jest ze mną lepiej - skłamał, bo to wcale nie było jednoznaczne. Był na dokładnie takim samym etapie co przed zablokowaniem mocy, ciągle mógł dostać wylewu, ciągle miał migreny... ale metadon dawał radę. Szczerze mówiąc, w tym momencie cieszył się, że nie mówił Wallace o większości migren od kiedy Mercy zablokowała mu moc.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-30, 22:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie podobał jej się jego ton głosu. Ta beznamiętność, brak jakichkolwiek uczuć, ten głos niczym u robota… Wallace rozchyliła usta, przypatrując się mu nieco rozczarowanym spojrzeniem. Rozumiała skrytość, rozumiała problemy i złe wspomnienia. I doprawdy nie miała zamiaru na niego naciskać, nigdy tego nie robiła, po prostu… byli w związku a ona na dobrą sprawę nic o nim nie wiedziała. I nie zapowiadało się na to, by to miało kiedykolwiek się zmienić. W dodatku ta cała rozmowa z Imari nieco ją dobiła. Okej, byli ze sobą spokrewnieni, ale… ona tez była ważna, prawda?
Prawda…?
– Cokolwiek? – odparła, prychając gorzko, by po chwili wziąć głęboki oddech i z trudem przełknąć ślinę. Kolejne słowa wypowiadała już znacznie spokojniej, łagodniej. – Po prostu… nic o tobie nie wiem, Hopper. A to nie jest fajne uczucie – nie, kiedy on wiedział dosłownie wszystko. Mogłaby się założyć, że wiedział zdecydowanie więcej od niej. Matilde przygryzła dolną wargę, by wyrzucić z siebie ciche: – skąd masz te wszystkie blizny?
Miała milion pytań, ale chociaż odpowiedź na jedno, by ją w jakimś stopniu usatysfakcjonowała. Ufała mu. Ufała mu bezgranicznie, ale potrzebowała jakichś informacji. Nie chciała żyć z całkiem obcym człowiekiem.
– Pierwszy raz się pojawiło pod koniec marca – wyrzuciła z siebie, doskonale wiedząc, że ta informacja nie przypadnie Willowi do gustu. Ale nie mogła mu wtedy powiedzieć. Po pierwsze – wciąż byli przekonani, że umierał, po drugie – był zajęty, po trzecie – nie było go tam.
– Z Simonem – odpowiedziała, jednocześnie wrzucając w to wszystko informację o tym, że zrobili jej opatrunek jakieś cztery godziny temu. – I nie, nie pozwolę nikomu wchodzić do swojej głowy – stwierdziła, obserwując wyraz jego twarzy. Nie wiedziała, czy odgadła to o czym myślał, ale… wolała to od razu sprostować. Cokolwiek miał zamiar wymyślić, nie chciała mieć lokatorów w czaszce.
– Nie okłamuj mnie, Will – powiedziała ze złością. Może nie wiedziała o migrenach, ale nie była głupia. Nie wyglądał jak okaz zdrowia. Może to nawał obowiązków, może to zmartwienia, nieważne… widziała, że nie wszystko było dobrze. – Ty nawet o siebie do cholery nie dbasz. I nie odpuszczę, Hopper. – nie w tej sprawie. Miała gdzieś to, że jej miały leki nie pomóc. To i tak nie miało dużo sensu, a nie zniosłaby, gdyby tak po prostu odszedł. Bez niej. I jakby chcąc mu o czymś przypomnieć, wydęła usta w podkówkę i z ledwo wyczuwalną nutą rozżalenia: – obiecałeś mi kilka lat.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-30, 23:32   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To nie było tak, że nie chciał jej o tym mówić. On po prostu nie wiedział nawet jak się za to zabrac. Nigdy nikomu o tym wszystkim nie opowiadał i nawet nie miał pojęcia jak to w ogóle opowiedzieć, jak to streścić ani jak zacząć. Chciał, żeby w jakiś sposób o tym wiedziała, ale nie chciał jej tego mówić. Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens?
- To cholernie dużo opowiadania, Matilde - stwierdził tylko. Gdyby miał jej opowiadać historię każdej blizny z osobna to zajęłoby niewiarygodnie dużo czasu. I naprawdę, nie planował tego robić w tamtym momencie, ale po prostu zaczął mówić. - Te blizny na twarzy… Miałem wtedy dziewiętnaście lat i - uhm, w zasadzie, to jest dość skomplikowana historia… w każdym razie wylądowałem uciekając przed ludźmi, z którymi musiałem pracować przez wcześniejsze lata. Postrzelili mnie, to była rana wylotowa - sięgnął dłonią do miejsca na obojczyku, gdzie pod koszulką miał jedną z większych i brzydszych blizn - a ja rozbiłem samochód, który prowadziłem. To z tego są te blizny z twarzy i szyi, oprócz tego, ta - tym razem sięgnął do prawego boku, gdzie ciągle miał słabo widoczną, bliznę w kształcie cienkiej kreski. - Wysiadłem z wraku i przystawiłem pistolet do głowy jakiemuś losowemu facetowi, który siedział w aucie. Zabrałem mu samochód i uciekłem.
Jeśli myślała, że opowie jej jakąś ładną historyjkę, to niestety, musiał ją rozczarować. To co robił nie było ładne, tak samo jak to jaki był. I Hopper wiedział, że jeżeli tylko to miałoby mu zapewnić przetrwanie, za każdym razem wybierze zrobienie czegoś brzydkiego.
Ale to nie było istotne, istotne było to, że Wallace ukrywała przed nim te swoje rany od ponad miesiąca. Cholera, powinien o tym wiedzieć. Chciał wiedzieć. Gdyby wtedy stwierdził, że jednak leczenie to nie taki zły pomysł, kto wie jak to by się dla niej skończyło? Przecież by to zrobiła, bo była cholernie uparta i z jakiegoś powodu uważała, że warto dla niego tracić zdrowie. Tyle dobrze, że przynajmniej ktoś miał na nią oko, skoro nie ufała mu na tyle, żeby się tym z nim dzielić. Skinął tylko głową, słysząc, że nie zamierzała pozwalać wchodzić Mercy do swojej głowy. Z jednej strony źle, a z drugiej… dobrze. Nawet nie miałby pojęcia jak to skomentować.
Okay, właśnie ją okłamywał… ale gdyby tego nie zrobił, wszystko skończyłoby się dla niej tylko gorzej. Więc, w pewnym sensie, nawet powinien to zrobić. Żeby z jakiegoś durnego, matildowego powodu sobie czegoś nie zrobiła.
- Ale żebyśmy je mieli, ty też musisz dożyć do tego czasu - odpowiedział jej. - Jestem w dobrym stanie, nie potrzebuję twojej mocy. Ćwiczę, nie ruszam niczego, czego nie powinienem, mam puls poniżej sześćdziesięciu uderzeń na minutę. Teraz zajmij się tym, jak ty się czujesz.
Martwił się. Cholernie się martwił i nie miał zamiaru pozwolić, żeby Wallace sama się wykończyła, bo chciała mu pomóc. Na metadonie było okay. Mógł sobie radzić z migrenami sam. Po prostu, niech nie marnuje swojego zdrowia na niego. Może miał czas, ale koniec końców on umrze, a ona będzie musiała jakoś żyć dalej. Jeśli będzie wycieńczona - nie da rady.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-31, 18:22   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde była cholernie zszokowana, kiedy Hopper zamiast wymigiwać się od odpowiedzi – zaczął jej wreszcie o czymś mówić. I nie, kiedy robiła mu wyrzuty o tym, że nic o nim nie wiedziała, spodziewała się chyba wszystkiego oprócz tego co dostała. Zdumiona Wallace niekontrolowanie zmarszczyła brwi, przysłuchując mu się uważnie. Wciąż nie do końca wierzyła, że to się działo naprawdę, ale nie miała odwagi wchodzić mu w słowo. Zupełnie, jakby się bała, że go to rozproszy i już nic od niego nie wyciągnie. I… nie. Nie była zaskoczona jego słowami. Chyba nawet byłaby bardziej zdumiona, gdyby stwierdził, że nabył te wszystkie znamiona w wyniku zwykłego wypadku. Wallace ze zrozumieniem skinęła głową, zupełnie jakby nie chodziło o tragiczne wydarzenia, a jakieś błahostki. Być może powinna coś poczuć, zapytać co się stało z tym losowym mężczyzną, ale to chyba jej nie obchodziło. Nie obchodziło ją, że najprawdopodobniej wielokrotnie zabijał. I paradoksalnie – jeszcze nigdy wcześniej nie czuła się tak bezpiecznie w jego towarzystwie, jak w tym momencie.
– Dlaczego uciekałeś? – spytała po chwili milczenia, zgięciem wskazującego palca gładząc go po jednej jego bliźnie – wzdłuż żuchwy. Podobał jej się taki, jaki był. Z tymi bliznami, z tym całym bagażem doświadczeń. Po prostu. – I dla kogo musiałeś pracować?
Chciała go jeszcze lepiej rozumieć, chciała wiedzieć o nim więcej. Może nie znali się zbyt długo, ale… to wszystko było całkiem poważne. I nie zamierzała dłużej udawać, że tak nie było. Być może i byli nietypowi, ale to nie było nic złego.
I chyba naprawdę chciała uwierzyć w te jego kłamstwa. Wpatrywała się w jego twarz, uważnie świdrując wzrokiem każdą zachodzącą na niej zmianę. Chciała wierzyć, że rzeczywiście było dobrze. Chciała wierzyć, że Hopper mówił jej prawdę. Chciała wierzyć, że nie musiała się o niego martwić, ale… czy to było w ogóle możliwe? Jak miałaby się o niego nie martwić? Matilde przełknęła ślinę, kręcąc przecząco głową.
– Wiem, że coś jest nie tak – i pomimo tego, że tak bardzo chciała mu wierzyć, nie potrafiła przejść obok tego obojętnie. Och, czy on nie rozumiał, że dla niej też nie było żadnego ratunku? Może nie miała wybuchającego mózgu, ale tu nie było szczęśliwego zakończenia.
– Po prostu, kiedy będzie gorzej… nie oczekuj ode mnie, że będę stać z założonymi rękoma. Nie będzie mnie wtedy obchodziło twoje zdanie – po prostu to zrobi. I tak, chyba właśnie osiągnęli ten moment, kiedy to ona błagała jego, by pozwolił jej siebie leczyć. Niesamowite, jak przewrotny bywał los. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-31, 19:19   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiedział, czego właściwie spodziewał się po Wallace... ale tego nie zrobiła. Może powinna, kiedy w końcu zaczynała mieć więcej dowodów na to, jaki był. Nie był odpowiednim facetem dla niej, nie był odpowiednim facetem dla nikogo. A ona siedziała tam dalej, jak gdyby nigdy nic... i chyba właśnie tego potrzebował, takiego suchego skinięcia głową. Ot, po prostu opowiedział jej jakąś historię ze swojego życia. I chyba dopiero po tym, poczuł się jakby to nie było takie przytłaczająco trudne... A przecież to były pierwsze trzy lata. One chyba były najgorsze, ale zaczynał jej o tym opowiadać i to wcale nie było takie koszmarne. Nie było łatwe... ale myślał, że będzie gorzej.
Łagodnym ruchem ręki zabrał jej dłoń ze swojej szyi. Po prostu... w jakiś sposób to nie pomagało. Nie chciał żeby myślała, że to kwestia niej, rzecz w tym, że ciężko było mówić o tym na głos, a chyba już nigdy nie da rady w pełni przywyknąć do tego, że miał kogoś obok. Potrzebował z powrotem wpełznąć do swojej strefy komfortu, jeśli miał zamiar mówić dalej, a chyba miał. W końcu chciał, żeby wiedziała.
- Uhm... facet, dla którego pracowałem był strasznym skurwysynem, a ja miałem go już na tyle dość, że przestałem się przejmować jakie mam szanse zginąć, odchodząc - wyjaśnił, lekko splatając dłonie i opierając łokcie na kolanach. Siedział, lekko pochylony, nie patrząc na Wallace. - Cóż.. Chyba to nieco zabawne, biorąc pod uwagę to wszystko, wszystkich ludzi na których mogłem trafić... to był Joshua Gardner - powiedział w końcu. Można by to uznać za niesamowity zbieg okoliczności, gdyby nie to, że poszedł szantażować Wallace, dlatego że dogrzebał się do jej brudów, bo wiedział kim była Cassandra i wiedział gdzie zacząć grzebać.
Zerknął na Wallace, kiedy tak uważnie mu się przyglądała. Chyba powinien się kłócić, że wszystko z nim w porządku, ale i tak by mu nie uwierzyła. Po prostu westchnął ciężko, zmieniając to w jakiś dziwny komentarz dla tej jej całej szopki. Miał migreny, ale to nie było nic z czym nie dałby sobie rady, a ona, z leczeniem go kilka razy w miesiącu - nie, zwłaszcza kiedy pojawiły się te nowe skutki uboczne. Może nudności też się do nich zaliczały.
- To idiotycznie głupia decyzja... ale okay - odpowiedział tylko na jej wywód. To znaczyło, że musiał się upewnić, że Wallace nie dowie się, kiedy będzie gorzej. Nie miał zamiaru jej pozwolić, żeby narażała się dla niego.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-31, 19:50   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wallace nie chciała go zniechęcić tym drobnym gestem. Właściwie nawet nie przyszło jej do głowy, że mógł tego nie chcieć. Ale chyba w jakimś stopniu zrozumiała. Poczuła się odrzucona – to na pewno, ale nie miała żadnych pretensji. Po prostu cofnęła rękę, zapisując sobie gdzieś z tyłu głowy, by go więcej nie dotykać. Nie, skoro tego nie chciał. A potem… a potem po prostu nie spuszczając wzroku z jego twarzy słuchała jego słów i przyswajała informacje i… właściwie nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. W jej głowie rodziło się coraz więcej pytań, a bała się, że kolejnymi tylko jeszcze bardziej go zrazi.
– Więc co takiego się stało, że w ogóle podjąłeś tą współpracę? – to było coś czego nie rozumiała. Mówił, że musiał, ale dlaczego? I kiedy Hopper zmienił nagle pozycję, spuszczając z niej spojrzenie, brew Matilde mimowolnie uniosła się ku górze. I chyba ze wszystkich rzeczy na świecie – tego spodziewała się najmniej. Kiedy z ust Willa padło to konkretne imię i nazwisko, ona… ona po prostu oniemiała. Momentalnie wstrzymała oddech, prawdopodobnie blednąc. I nawet nie wiedziała, kiedy z jej ust wydobyło się to ciche stwierdzenie: – a więc to ty…
Teraz to wszystko nabierało coraz więcej sensu. Wszystkie elementy układanki zaczynały się łączyć z tym co już wcześniej wiedziała. Ucieczka, poszukiwania… Byli wściekli i nigdy nie przestali go szukać. Pamiętała złość i rozdrażnienie Aarona. A przecież minęło tyle lat. Nieźle zalazł im za skórę. Pracował dla ojca Cass… a wiedziała jaki on był. Nie znosiła tego mężczyzny, ona się go wręcz bała. Aaron był jego siostrzeńcem i był bezpieczny, ale ona? Matilde była tylko problematyczną dziewczyną, która podkradała im zapasy. A teraz Will też miał coś z tym wspólnego. Był w Albuquerque. Znał Aarona? I doprawdy nawet nie musiała się pytać o charakter jego pracy. Chyba bardzo dobrze wiedziała.
– Jakim cudem jeszcze żyjesz? – spytała bez cienia ironii. Naprawdę chciała wiedzieć. Ojciec Cass był skuteczny i bezwzględny, a Hopper napsuł mu stanowczo zbyt dużo krwi, by mężczyzna mu popuścił. Więc jak to było możliwe, że wciąż oddychał? Powinien być już dawno martwy za sprawą ojca Cassandry. I w tym momencie Wallace poczuła się chyba trochę źle. Zaczęła żałować każdej jednej rozmowy z Cass o Willu. Bo co jeśli jej ojciec się dowie..? Co wtedy? Brunetka przełknęła cicho ślinę.
– Mylisz się, Hopper – wyrzuciła ze złością. Jak w ogóle mógł tak mówić? Tu chodziło o jego życie. To nigdy nie było idiotycznie głupie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-08-31, 21:25   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie podjąłem, to nie była sytuacja, w której można coś podjąć - odpowiedział jej, ale to chyba nie było wystarczająco. - Uhm... Więc, niedługo po tym jak musiałem zacząć się ukrywać, trafiłem na kilkoro bezdomnych dzieciaków w moim wieku. Kradliśmy, żeby mieć co jeść, potem po prostu dlatego że zaczęło nam to wychodzić, a chcieliśmy mieć kasę do przepierdalania na jakieś głupoty. Ruszyliśmy na południe, bo jak każde idiotycznie głupie nastolatki z północy chcieliśmy pojechać do Kalifornii, poza tym byłem poszukiwany w Seattle... W Albuquerque obrabowaliśmy lombard, a jak się okazało Gardner miał jakiś układ z właścicielem - opowiadał, wpatrując się w swoje dłonie, nawet nie jakby było w nich coś cholernie interesującego. Po prostu... patrzył. - Dowiedział się, że tak długo nie daliśmy się złapać, bo dbałem o to, żeby nie zostawić śladów. Odciski palców, jeżeli włożysz coś charakterystycznego, to świadkowie zapamiętają to zamiast wzrostu czy tonu głosu, kamery, z resztą ich wtedy jeszcze tyle nie było... Uznał moje zdolności za przydatne, dlatego mnie nie zabił - kontynuował tym swoim zmęczonym tonem. W zasadzie, właśnie skończył odpowiadać na jej pytanie i to w rozszerzonej wersji, ale mimo wszystko, nie przestał mówić. - Początkowo miałem im robić za hakera, wtedy to zaczynało nabierać prawdziwego znaczenia... Zorientowali się, jak szybko się uczę, więc zacząłem dostawać inne rzeczy do roboty, kiedy nie mieli jeszcze człowieka od tego alb zbyt dziwne, żeby jedna osoba to rozgryzła. Traktowali mnie jak jakiegoś pierdolonego zwierzaczka... A potem Gardner chciał, żebym zaczął używać broni - w jego głosie nie było ani odrobiny złości, kiedy o tym opowiadał. Nie ważne jak się czuł, musiał się od tego odciąć. Po prostu chciał o tym opowiedzieć Wallace. Do zdawania relacji nie potrzebował emocji, one tylko przeszkadzały, odciągały go od tego co miał powiedzieć. - Ja... Po prostu... - westchnął. - Znalazłem jej kolczyk. Elviry. Byliśmy przez kilka miesięcy razem, zanim to wszystko... Po prostu nie mogłem tam zostać. Uciekłem, ale myślę, że powinienem był wtedy iść do niego i go zabić - dodał beznamiętnie. Nie zrobił tego, bo wiedział, że nie wyszedłby z tego żywy... ale to była jego jedyna szansa, żeby dorwać tego skurwysyna. I w pewien sposób - codziennie żałował, że ją zmarnował.
Zerknął na nią dopiero, kiedy usłyszał te jej ciche słowa. W zasadzie, przecież mogła o nim słyszeć. Większość osób pracujących z Gardnerem pewnie o nim słyszała, a przecież ona miała wiele wspólnego z tamtym środowiskiem.
- Więc jestem sławny, huh? - spytał drapiąc się kciukiem po brwi. Próbował nadać temu żartobliwy ton, ale chyba mu średnio wyszło. - Mówiłem ci. Dobrze strzelam - dodał, już chyba skuteczniej obracając to wszystko w żart. Był zbyt zdeterminowany żeby przeżyć i w pewien sposób - to był jego problem. Gdyby po prostu odpuścił gdzieś na początku nie zrobiłby tylu cholernie strasznych rzeczy. Czasami po prostu trzeba było wiedzieć kiedy odpuścić, kiedy to przestawało być tego warte. Umrzeć jako ktoś, kim chciałeś być, a nie kim się przez to wszystko stałeś.
- Mam rację i obydwoje to wiemy - odpowiedział jej zmęczonym tonem. Chyba nie miał siły się wściekać, ale to nie znaczyło, że miał zamiar po prostu odpuścić. To po prostu nie było tego warte. Dawał sobie radę bez jej mocy, a nie miał zamiaru narażać jej tylko po to, żeby poczuć się nieco lepiej.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-08-31, 22:09   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nic nie mówiła. Po prostu słuchała, próbując to wszystko uporządkować w swojej głowie. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć i chyba nawet pierwszy raz w życiu powstrzymywała się od osądzania, czy wyrabiania sobie jakiejś opinii. Nie należała do empatycznych osób, nie potrafiła stwierdzić, czy odczuwała jakieś współczucie. Ale z jakiegoś powodu zapałała jeszcze większą nienawiścią do ojca Cassandry. Może nawet do samej dziewczyny…? Wiedziała o tym wszystkim? Wiedziała, że Will to Will? Chyba coś ścisnęło ją za serce. Bo jeśli wiedziała to, czy Matilde mogła jej w ogóle zaufać? Już raz przecież zdradziła Bractwo dla swojego narzeczonego. Mogła znowu to zrobić, tym razem dla ojca. Wallace znowu zrobiło się niedobrze. I naprawdę, pierwszy raz w życiu nie wiedziała co powinna odpowiedzieć. Czy były właściwie jakieś dobre słowa? Jeśli tak, to ona ich nie znała.
– Gdybyś to zrobił nie byłoby ciebie teraz tutaj – odparła cichym, nieco zachrypniętym tonem głosu. Ale o to mu chodziło, prawda? Wolał być martwy. Rozumiała zemstę, rozumiała porachunki, ale fakt, że najprawdopodobniej oddałby wszystko, by cofnąć czas… Matilde odwróciła wzrok, mrugając kilkakrotnie oczami. Sama nie wiedziała co dokładnie poczuła w tamtym momencie, ale coś jakby mocno ścisnęło ją za serce. Czy wciąż planował coś zrobić? Czy była możliwość, że pewnego dnia stwierdzi, że zabije chuja i po prostu… zniknie? Wallace przesunęła koniuszkiem języka po dolnej wardze.
– Aaron mi powiedział – odparła beznamiętnie, wzruszający przy tym ramionami. Zdecydowała się nie dodawać nic więcej do tamtej jego wypowiedzi. Po prostu… nie chciała się jeszcze bardziej zdołować, ani tym bardziej stawiać go w niezręcznej sytuacji. Wiedziała, jakim był człowiekiem. Wiedziała, jakie miał priorytety. Nawet po tylu latach.
– I co… i co było z Tobą dalej? – wyrzuciła w końcu, odchrząkając. Skoro już zaczął się przed nią otwierać to chciała usłyszeć więcej. Nieważne, jaka była prawda. I cóż… po raz kolejny poczuła się źle, kiedy usłyszała jego uparte słowa. Wallace parsknęła gorzkim śmiechem. Dlaczego taki musiał być? Dlaczego na każdym kroku chciał jej coś udowadniać. Matilde z politowaniem pokręciła głową.
– Och wybacz, że mi na tobie zależy. Wybacz, że nie chcę cię stracić. Głupia, Wallace, która jak zwykle się myli. Ale wiesz co? To moja moc. I mogę z nią robić co mi się żywnie podoba, a t-ty – zaczęła jej drżeć dolna warga. Sama nie wiedziała, co tak nagle w nią wstąpiło, ale ostatnimi czasy naprawdę chodziła rozdrażniona. A jego słowa… były naprawdę krzywdzące. – nie masz nic do gadania. Więc przestań się zachowywać jak skończony dupek, Hopper. Przestań mi wmawiać, że to nie jest warte, bo do cholery JEST WARTE.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-01, 01:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie był pewny, ale chyba lepiej się czuł, kiedy jej o tym powiedział. Musiałby się nad tym zastanowić, a w tym momencie nie miał siły na takie rozważania. Po prostu cieszył się że tę najgorszą część miał już za sobą i że wcale nie było tak tragicznie.
- Może bym coś wymyślił - odpowiedział jej. Wtedy nie sądził, żeby to było możliwe, ale przecież wyciągał się z tylu paskudnych sytuacji... Zerknął na nią, widział jak odwróciła wzrok. - Po prostu... To była moja jedyna okazja żeby móc go zabić i mieć szansę wyjść z tego cało. Po tamtym dniu to by było samobójstwo.
Gardner wiedział już, że nie może mu ufać, więc Hopper stracił największą przewagę. Samo dostanie się do niego byłoby cholernie trudne, nie mówiąc o zabójstwie i późniejszej ucieczce. Cóż, kiedy byli na dwóch końcach USA to i tak nie miało znaczenia.
- Uhm, cóż, Gardner próbował mnie zabić, a ja próbowałem nie dać się zabić. Trafiłem na Ronniego Hendersona, trochę działałem na własną rękę, starałem się nie zatrzymywać na dłużej w jednym miejscu, to zawsze źle się kończyło. Musiałem uważać na policję, poza tym, to od czego to wszystko się zaczęło, czyli jakaś popieprzona organizacja polująca na mutantów - mówił. Te siedem lat od kiedy uciekł od Gardnera do momentu kiedy dowiedział się, że umiera, było zaskakująco monotonne, jak na życie poszukiwanego zbiega. W pewnym momencie ciągłe zmiany mogą znudzić. To mu przypomniało o kolejnej rzeczy. - Łapałem się różnych prac, nie tylko nielegalnych. Czasami podszywałem się pod naukowców i pracowałem zdalnie dla różnych firm... w tym Weller Brothers. Myślę, że DOGS może ciągle korzystać z niektórych moich rozwiązań - stwierdził gorzko. Nie ma to jak uzbrajać wroga, huh? - W marcu zeszłego roku dowiedziałem się, że umieram. Od tamtej pory próbowałem znaleźć rodzinę, żeby upewnić się, że przynajmniej ich żyć nie schrzaniłem. A jeśli coś im ściągnąłem na głowę, chciałem ich z tego wyciągnąć. Resztę już znasz.
Nie licząc tego, że według Mercy i Claire w jakiś sposób za tym stali... a Will nie potrafił tego wykluczyć. Nie potrafił znaleźć żadnego innego wyjaśnienia, nie ważne gdzie szukał. Nie mógł udawać, że to tylko przypadek, nie był głupi... ale nie był pewien czy chciał w tym grzebać. Czy chociaż jeden etap jego życia nie mógł pozostać w porządku? Nie wymagał aż tak dużo, niech tylko świat zostawi w spokoju te pierwsze 16 lat jego życia.
Naprawdę, nie miał siły się kłócić, próbował jakoś odpuścić... ale nie mógł po prostu patrzeć, jak ona rezygnuje ze wszystkiego. Dla niego. On nawet miał nie przeżyć dziesięciu lat.
- Nie rozumiesz? Dla ciebie ciągle jest nadzieja, możesz wyjść na prostą, Wallace. A ja... Ja jestem chodzącą katastrofą - zaczął. - Ludzie przeze mnie giną, Wallace. Ludzie, którzy mnie obchodzą i których miałem za zadanie chronić. Kurwa mać, ty prawie przeze mnie zginęłaś. Wróciłaś do heroiny. Nie mam pojęcia kogo widzisz w swojej głowie, ale to nie ja. Jestem złamany, popieprzony, tragiczny. Nie jestem dobrą osobą, Wallace, jestem mordercą. Zabijam ludzi. Nawet nie wiem ile osób przeze nie nie żyje. I nie mogę dać ci niczego dobrego. - Bo taka była prawda. Był na to zbyt zniszczony. - Nie pozwolę ci ryzykować wszystkiego dla kogoś takiego. Po prostu nie mogę.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-01, 10:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie odpowiedziała nic na jego słowa. Może by coś wymyślił. Może. A może i nie. Może, by udało mu się zabić ojca Cass, ale uciekając z miejsca zbrodni dorwałaby go całą reszta. Może nawet nie byłby w stanie uciec z miejsca zbrodni. Matilde zacisnęła usta w cienką linijkę. Zdawała sobie sprawę, jak oni działali. I chyba właśnie dlatego wolała to przemilczeć. Właśnie dlatego wolała na niego w tym momencie nie patrzeć.
– Och, a więc o to chodziło z Ronniem? – uniosła wysoko brwi. Kiedy twierdził, że Henderson nie nadawał się na przywódcę, wiedział znacznie więcej niż ona. Wtedy uważała to za absurdalne, ale teraz to zaczynało mieć dużo sensu. I kiedy mężczyzna zaczynał wypowiadać kolejne słowa, w tym te o DOGS, Matilde mimowolnie powróciła spojrzeniem do jego twarzy. Huh. Nawet nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Po prostu po raz kolejny skinęła głową, jakby to było idealnym wyjściem z całej sytuacji. A potem skończył mówić, a ona przygryzła policzek od środka. Wciąż była niezwykle zaskoczona i ledwo się powstrzymywała przed uszczypnięciem, by sprawdzić, czy to się działo naprawdę. A z drugiej strony nie chciała tego kończyć. Ale mimo, że jeszcze niedawno miała głowę pełną pytań, teraz… teraz nie mogła wpaść na nic konkretnego. Oprócz jednej sprawy.
– Ta dziewczyna… zabili ją, tak?
Może nie powinna o to pytać? Może to wciąż był ciężki i trudny dla niego temat? Wallace westchnęła ciężko, by po raz kolejny – jakże oryginalnie – skinąć głową. Zupełnie jakby chciała mu przez to przekazać, że wcale nie musiał odpowiadać jeśli nie chciał. I tak dowiedziała się znacznie więcej niż w ogóle oczekiwała. I chyba była mu cholernie wdzięczna. A przynajmniej do momentu, w którym nie zaczął mówić tych słów.
– Och, przestań się w końcu użalać nad sobą – warknęła wściekle, kiedy zaczęły ją piec oczy. Momentalnie zaczęła drżeć ze złości. Złamany, popieprzony, tragiczny. Och świetnie. – I nie, prawie zginęłam dlatego, że jestem pieprzoną ćpunką, która tylko szuka wymówki, by sobie znowu dać w żyłę – jak on tak w ogóle mógł mówić? I dla niej ciągle była nadzieja? Czy on w ogóle na nią patrzył? Czy on widział jak żałośnie wyglądała? Czy on widział, że w ogóle ledwo się trzymała. Twarz Wallace poczerwieniała ze wściekłości. – I zdecydowanie jesteś tym kogo widzę w swojej głowie. Skończonym dupkiem. Ale zgadnij! Mam to gdzieś, Hopper. Czy nie rozumiesz, że mam to wszystko gdzieś? – tym razem naprawdę zaczęła się trząść. Jak on w ogóle mógł mówić to wszystko… Matilde ledwo była w stanie wziąć kolejny oddech, ale nie zamierzała przerywać. Nie, kiedy tak bardzo się nakręcała. – Och nie możesz? Cóż, kurwa, przykro mi, ale już mi dałeś więcej dobrego niż ktokolwiek wcześniej. Huh, musisz się teraz za to nienawidzić, co? Nigdy. Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa w całym swoim pierdolonym, marnym życiu. I nie zamierzam tego stracić. Więc wybacz, ale szczerze? Mam w dupie twoje zdanie. Bo nie zamierzam żyć na tym chujowym świecie bez ciebie.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-02, 20:51   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- A o coś z nim chodziło? - spytał. W zasadzie, z Hendersonem chodziło o cholernie dużo rzeczy, bo to był pieprzony Henderson... ale Hopper nie miał ochoty zawracać sobie głowę tymi wszystkimi rzeczami które zdążyły się wydarzyć, nie mówiąc już o genialnym planie Hendersona polegającym na zaatakowaniu DOGS samobójczym oddziałem. On oczywiście musiał z tego wyjść bez szwanku, huh?
Nie był pewien czy chciał oglądać reakcje Wallace na to co jej powiedział, ale i tak na nią zerknął. O dziwo,, cały czas tam siedziała, mimo wszystkiego co usłyszała w ciągu ostatnich kilkunastu minut. Hopper nie miał pojęcia skąd nagle wzięła się ta gula w jego gardle.
I miała rację, to był dla niego trudny temat, jeden z tych najgorszych. Nie rozmawiał o tym, unikał tematu jak najbardziej był w stanie, a równocześnie, paradoksalnie, nosił jej kolczyk w portfelu żeby nie zapomnieć. Ale Wallace o to zapytała, a on z jakiegoś powodu odpowiadał na te jej wszystkie pytania.
- Uhm... - podrapał się kciukiem po brwi. Znowu odwrócił od niej wzrok. - Nigdy nie znalazłem dowodu... nie ma zbyt wiele opcji co mogło się z nią stać. - I naprawdę, nie miał ochoty o nich mówić. Mimo wszystko, kontynuował: - Ja tylko... Chciałbym, żeby była po prostu martwa... Nawet nie wiem jakiego chuja to ze mnie robi.
Ale to nie było wszystko. Nie dość, że naprawdę chciał, żeby wtedy zginęła, żeby to była prawda... nie wiedział czy chciał tego, żeby ona nie musiała przez to przechodzić, żeby te wszystkie okropne rzeczy które przychodziły mu do głowy jej nie spotkały, czy dlatego, że nie mógł się pogodzić z wersją, w której ją tam porzucił. Gdyby tylko wiedział gdzie jej szukać... ale to przecież było niemal pewne, że ludzie Gardnera ją po prostu zabili. W ciągu dwóch lat nie znalazł żadnego śladu... Ale przecież nie mógł być pewien co to znaczyło i chyba to było najgorsze.
Naprawdę uderzył w niego ten ton Wallace, ale równocześnie tak bardzo nie miał siły też zacząć się na nią wściekać, nie po tym całym rozgrzebywaniu przeszłości. Mimo wszystko, nie potrafił odpuścić.
- Której nie byłaś w stanie znaleźć przez piętnaście miesięcy i która magicznie pojawia się razem ze mną? - spytał gorzko. Ciągle przed oczami miał ten obraz Wallace siedzącej na ziemi ze strzykawką w ręce. Ten jej cichy głos - pomóż mi... Will na chwilę zamknął oczy. To była ostatnia rzecz, której w tym momencie potrzebował, musiał to jakoś sobie wyrzucić z głowy. - Nie powinnaś - odpowiedział cicho. To nie mogło się dla niej przecież dobrze skończyć. Skoro była taką pieprzoną egoistką, to powinna sobie zdawać z tego sprawę.
A te jej kolejne słowa... Nawet jeśli chciał jej coś odpowiedzieć, po prostu zamknął usta. Znowu poczuł, jak rośnie mu gula w gardle. Nie zamierzała żyć bez niego. I nigdy nie była szczęśliwsza.
- Ja po prostu... Nie mogę pozwolić żebyś... żeby coś ci się stało - powiedział w końcu. Doprowadził do śmierci zbyt wielu osób... Nie przeżyłby, gdyby to stało się Wallace. Przez niego.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-02, 22:04   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Słysząc pytanie Willa, dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami. Być może tylko jej się wydawało, że między chłopakami nie było najlepiej. Nie dopytywała o to. Sam Ronnie nie był dla niej aż tak interesujący, by poświęcać mu więcej uwagi niż to było potrzebne. Właściwie gdyby nie fakt, że pałętał się z Fay po kraju, pewnie wyjątkowo szybko zapomniałaby o jego istnieniu. To nie było ważne. Ważne było to, że niepotrzebnie zadawała kolejne pytanie. I gdy tylko Will odwrócił od niej wzrok, Matilde poczuła się z tym wszystkim naprawdę źle. Cholera, była straszną egoistką. Wierciła mu dziurę w brzuchu, rozdrapywała stare rany… i po co? By otrzymać kilka informacji i pogorszyć samopoczucie Hoppera? Matilde westchnęła ciężko. Co niby miała na to wszystko odpowiedzieć? Nie była dobra w takie rzeczy. Poza tym na tyle ile go znała, pewnie by się nieźle wkurzył, gdyby zaczęła go pocieszać. Dlatego pokręciła jedynie głową. Zrobił co musiał, by przeżyć. Ale nie powiedziała tego na głos.
– Mogłabym odnowić kontakty ze starymi znajomymi jeśli chcesz… – zaczęła cicho, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak okropny był to pomysł. To nie byli jej znajomi, to byli znajomi Aarona. A on nie żył. Poza tym ona też nie żyła, prawda? A samo pytanie o dziewczynę, która prawdopodobnie umarła dość sporo czasu temu podczas największej chluby całej mafii było bardziej niż podejrzane. Ale… gdyby tego potrzebował – zrobiłaby to. Mogłaby zdobyć dla niego jakieś informacje. – Dziękuję, Will – dodała po dłuższej chwili milczenia. Była mu naprawdę wdzięczna za to wszystko co jej powiedział. I być może powinna się wystraszyć, powinna się poczuć zgorszona, czy cokolwiek normalni ludzie czuli. Ale sposób w jaki na niego patrzyła nie zmienił się w żadnym najmniejszym stopniu. Nawet wtedy, kiedy zaraz zaczął mówić te okropne rzeczy. Wallace ze złości zagryzła wargi do krwi. Nie chciała tego mówić. Dlaczego ją do tego zmuszał? Dlaczego kazał jej powiedzieć to?
– Ty nic nie rozumiesz – pokręciła zrezygnowana głową, wbijając wzrok w swoje dłonie. Nie czuła się komfortowo w takich sytuacjach. Stresowała się teraz. Do tego stopnia, że zaczęła wbijać paznokcie w lewy nadgarstek. – Zanim cię poznałam… ja właściwie nawet nie żyłam wtedy, rozumiesz? – miała nadzieję, że rozumiał, bo nie umiała tego wytłumaczyć. – A potem zdarzyłeś się ty i zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas byłam po prostu cholernie samotna i nieszczęśliwa i… kiedy powiedziałeś, że nie chcesz dłużej mojego leczenia… ja… – Wallace przełknęła głośno ślinę. Czuła się jak idiotka. Dlaczego musiała to mówić? – … po prostu nie chciałam dłużej żyć tak jak wcześniej… być samotna. I… wiem, że nie znaliśmy się długo, ale… ale kiedy zdałam sobie sprawę, że chcesz odejść… – przetarła wierzchem dłoni swoje oczy. Nawet po takim czasie reagowała emocjonalnie na tamto wydarzenie. – Że właściwie dla ciebie to nic nie znaczyło… chciałam przez chwilę być kimś innym. Nie być sobą… to dlatego wtedy wzięłam, ale… to nie była twoja wina, Hopper. Gdyby nie ty… – nadal żyłaby w taki sposób. Bez żadnego celu, bez żadnych pozytywnych uczuć, właściwie bez żadnych uczuć. Po prostu żyłaby z dnia na dzień, co jakiś czas spotykając się z Bradley’em i czekając na koniec… A potem wzruszyła ramionami. Nie powinna? Cóż. Nie powinna wielu rzeczy, a i tak to robiła. Dlaczego? Bo była tak samo tragiczna jak on. Po prostu. I dopiero, kiedy usłyszała jego kolejne słowa, odważyła się przenieść swoje niebezpiecznie błyszczące oczy na jego twarz.
– A ja nie mogę pozwolić, by coś stało się tobie – odpowiedziała rozpaczliwie, wbijając wzrok w jego ciemne tęczówki. – Wszystko będzie dobrze, Will – dodała po chwili. Bo jak inaczej miałaby mu niby przekazać, że nie musiał się o nią martwić? Że wszystko z nią będzie okej, bo przy nim była bezpieczna?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-09-03, 23:29   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper poczuł, jak wnętrzności wywracają mu się do góry nogami, kiedy tylko Wallace zaproponowała, że spróbuje się czegoś dowiedzieć. Tak cholernie chciałby być pewien co się stało tamtego dnia… Musiał to wiedzieć. Potrzebował tego.
A równocześnie miał świadomość, że kiedy był na miejscu, bezpośrednio po tym co się stało, spędził dwa lata szukając odpowiedzi… i ich nie znalazł. Ludzie w to zamieszani mogli już nie żyć. Oni byli na drugim końcu kraju. A już zupełnie poza tym… Niewielu ludzi obchodził los bezdomnej, latynoskiej dziewczyny. Całkiem możliwe, że od dziesięciu lat żyła tylko jedna taka osoba. Dlaczego Matilde miałaby o to pytać? Rozgrzebywanie tej sprawy było niebezpieczne. Nie chciał, żeby została celem Gardnera.
- Myślę, że powinienem zostawić tę sprawę zamkniętą - odpowiedział w końcu. Huh, ciekawe co by powiedziała Elvira, gdyby zobaczyła jak tak po prostu odpuszcza jej sprawę.
Znowu poczuł gulę w gardle, kiedy usłyszał te jej podziękowania. Chyba to on powinien jej dziękować, że nie zrezygnowała z niego, że ciągle tu siedziała. Miała aż za dużo powodów, żeby wyjść, ale tego nie zrobiła. Została. A Hopper nie mógł tego zmarnować, w tym swoim cholernie głupim stylu.
- Chciałem ci powiedzieć od jakiegoś czasu… Nie wiedziałem jak zacząć - dodał, kontynuując tę swoją dziwną passę szczerości. Nie pamiętał, żeby komukolwiek opowiadał o tylu prywatnych sprawach. Żeby był równie szczery. Jeszcze nie był pewny jak się z tym czuł… ale chyba lżej. Zniknęła jakaś nienazwana obawa. Wallace została.
Hopper słuchał całego tego jej wywodu coraz bardziej gubiąc się w tym co czuł i myślał o tym. Nie rozumiał jakim cudem miałby zmienić jej podejście do świata, do życia… To przecież nie miało wyglądać w ten sposób. Miał po prostu wykorzystać jej moc, żeby dłużej przeżyć. To potem się okazało, że Wallace mogła tylko poprawić jego stan, nie wyleczyć go... A oni jakoś wylądowali w łóżku, chociaż się nienawidzili. Jakim cudem to wszystko dotarło do tego miejsca? Przecież próbował to powstrzymać… i tego nie żałował. W tamtym momencie to było dla nich - dla niej - najlepsze wyjście. Mercy powstrzymała jego moc w ostatnim momencie, Hopper nie był pewien w jakim stanie byłby pod koniec maja. I cały czas wolał być martwy niż skończyć jako warzywko.
Serce podeszło mu do gardła, kiedy usłyszał, jak Wallace mówiła, że to nie jego wina. Tak bardzo potrzebował tego usłyszeć… a równocześnie cały czas nie był w stanie pozbyć się z głowy jej widoku, jak leżała na podłodzę w motelu, czołgała się, próbowała go powstrzymać całą sobą… W milczeniu sięgnął po jej dłoń, nawet sam nie wiedział dlaczego.
- Znaczyło. Znaczy - odpowiedział jej po chwili. Chyba chciał, żeby o tym wiedziała. To, że był gotowy z tego zrezygnować, nie znaczyło że to było w jakikolwiek sposób proste. Że zrobiłby to samo, gdyby istniała inna opcja.
Potrzebował jej. Po prostu. I nie ważne jak tragicznie to by miało się dla nich skończyć - nie potrafił już z tego zrezygnować. Chyba ta szczerość właśnie to znaczyła. Z jakiegoś powodu byli obydwoje byli w tym wszystkim fatalni i się… Może po prostu nieszczęścia chodziły parami, huh? I ona też nie potrafiła stracić swojego nieszczęścia.
A to jak próbowała go pocieszyć… Nie chodziło o to, co powiedziała. Po prostu Hopper nie pamiętał kiedy to ostatnio usłyszał od kogoś i to nie jako zwyczajne nerwowe zapewnienie w stresującej sytuacji. To było zupełnie co innego… i poczuł się z tym tak dobrze. Nic nie odpowiedział, po prostu w milczeniu przycisnął sobie jej palce do ust.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-09-04, 20:39   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Matilde w jakimś dziwnym napięciu oczekiwała na odpowiedź Willa. Przez cały ten czas nawet na sekundę nie spuszczała z niego wzroku, zupełnie jakby chciała wyłapać każdą najmniejszą zmianę na jego twarzy. I sama nawet nie wiedziała dlaczego, ale i w jej gardle wyrosła jakaś dziwna gula. W żaden sposób nie potrafiła tego wyjaśnić, ale decyzja jaką podjął i dla niej była dość… znacząca. Dziewczyna mimowolnie zwilżyła spierzchnięte wargi koniuszkiem języka, by ostrożnie skinąć głową.
– Ale i tak będziesz się zadręczał, prawda? – i chciała, żeby wiedział, że nie było w tym nic złego. Kiedyś, kiedy nadejdzie odpowiedni moment – wreszcie sobie wybaczy. Po prostu potrzebował więcej czasu. I chyba jeszcze nigdy w życiu na jej twarzy nie gościł tak ciepły i pozbawiony jakiegokolwiek cynizmu uśmiech. Uśmiechnęła się. Tak po prostu.
– Wiem – odpowiedziała z tym samym ciepłym uśmiechem. Chyba naprawdę wiedziała. Nie potrafiła stwierdzić w jaki sposób, ale… sam fakt, że dzisiaj nawet nie próbował protestować, czy się wymigiwać od odpowiedzi… Tak. Wiedziała. I to był odpowiedni moment, odpowiednia chwila, odpowiedni czas. I kiedy tylko Hopper chwycił ją za rękę… Nie potrzebowała od niego żadnych więcej słów. Bo właściwie wszystko co powinna wiedzieć – to było tutaj. W tym dotyku, którego tak bardzo potrzebowała. W jego obecności. I w tym, jak się na nią otwierał. Nie wiedziała jakim cudem udało im się zajść aż tak daleko, ale to było tak cholernie dobre uczucie. Kąciki jej ust znowu drgnęły ku górze, ale tym razem nie była w stanie się uśmiechnąć. Za bardzo ją to poruszyło. Zamiast tego po prostu splotła swoje palce z jego palcami.
A potem padło to jedno słowo. Znaczy. W tym momencie serce Matilde zabiło zdecydowanie zbyt mocno niż powinno. I znowu, znowu poczuła się tak cholernie szczęśliwa. I on, ten dupek upierał się, że nie mógł jej nic ofiarować? Wallace nie była w stanie spuścić wzroku z jego twarzy. Niczym zaczarowana obserwowała, jak mężczyzna przyciąga sobie jej dłoń do ust. I w tym momencie na jej ustach znowu zagościł ten czuły uśmiech. Matilde, której oczy prawdopodobnie ponownie zrobiły się nieco błyszczące, pokręciła z lekkim rozbawieniem głową.
– Huh, chyba właśnie udało nam się porozmawiać o czymś istotnym bez krzyków – mruknęła głosem mimo wszystko pozbawionym ironii. A potem wolną ręką przesunęła delikatnie po jego policzku. Dlaczego poznała go tak późno? Jakim cudem była w stanie wcześniej funkcjonować bez niego? W tym momencie to nie miało dla niej żadnego sensu. Nic nie miało żadnego sensu. Oprócz tego, że byli razem. Tak. W tym chujowym świecie tylko ta jedna sprawa wydawała być się na miejscu. A potem Wallace tak po prostu nachyliła się w jego kierunku, by delikatnie musnąć jego wargi.

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2019-01-20, 00:04   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


8 grudnia, po poczekalni

Nie zamierzała czekać ani sekundy dłużej. Zaraz po tym jak porozdawała pozostałe ampułki i ustaliła z resztą grupy co i jak (a zajęło to w porywach dziesięć minut), wręcz biegiem ruszyła do swojego pokoju. Niby miała w torbie lek, niby wiedziała co zrobić, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiała się ta okropna myśl, że może jednak było już za późno… Może jednak nie zdążyła. Może jednak nie udało jej się go uratować. Zdawała sobie sprawę, jak głupie i niepotrzebne to było w tym momencie. Przecież umówiła się z Valerie, że ta ją powiadomi, gdyby było naprawdę, naprawdę źle. A przecież nawet przy tysięcznym odblokowaniu telefonu na ekranie nie widniał nawet najmniejszy ślad próby kontaktu. Wszystko musiało być okej. Może nie w pełni okej, ale przynajmniej stabilnie. Ale co mogła poradzić na te wszystkie cholerne myśli, kiedy ten pieprzony korytarz był aż tak długi? Kto do cholery budował takie długie korytarze, huh? To było po prostu niedorzeczne.
Naciskając na tą cholerną klamkę, miała wrażenie, jakby od momentu, w którym opuszczała Willa, minęła cała wieczność. I sama nie wiedziała, czy bardziej bała się wejść do środka, czy zostać na zewnątrz. Ale ta gula w gardle nie chciała zniknąć nawet na jedną setną sekundy. Nawet wtedy, kiedy już weszła do pokoju i zastała siedzące siostry Willa, które wcale nie wyglądały jakby przebywały w towarzystwie umierającego mężczyzny. Powinno ją to ucieszyć. Ale nie potrafiła okazać radości. Po prostu rozkojarzonym głosem poprosiła je o wyjście, po czym nie zwracając dłużej na nie uwagi, opadła kolanami na podłogę.
– Będzie wszystko okay – wyrzuciła z siebie z trudem, sięgając do tej cholernej torby po ampułkę. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy to zadziała. Tamten lekarz był optymistycznie nastawiony, ale Leilah słyszała przecież, że… Nie. Stop. Wallace, uspokój się. – Jutro powinno być… powinno być dobrze – sprecyzowała, starając się nie okazywać nerwów. Ale to wcale jej nie wychodziło. Wzięła głęboki oddech, nabierając leku do czystej strzykawki. Przez ułamek sekundy jej ręce zadrżały, ale szybko się opanowała. Robiła to przecież setki razy, tak? Bywała w gorszym stanie. Robiła to na cholernym głodzie. Po prostu pomyśl, że to heroina. Nie chciała tego przywoływać, ale to z jakiegoś powodu ją uspokajało… – I mała wróci do domu – dodała, kiedy wszystko właściwie było już gotowe i zostało pstryknąć palcami w ściankę strzykawki. Matilde wyprostowała się, by nachylić się nad Hopperem i przycisnąć swoje usta do jego warg. Nie było czasu, zdawała sobie sprawę, ale musiała to zrobić. Nie mogła się powstrzymać.
– Zaraz ci pomogę, kochanie – szepnęła, opierając się policzkiem o jego czoło. Nie miała pojęcia, czy ktoś kierował ich życiem. Nie miała pojęcia, czy była jakaś potężna istota, która na to wszystko teraz patrzyła. Ale mogła się pieprzyć. Mogła się zająć kimś innym. Mogła chociaż raz pozwolić im na szczęśliwe zakończenie. Matilde przełknęła cicho ślinę, a potem oderwała się od Willa, by jeszcze raz musnąć go ustami w wargi. A potem po prostu to zrobiła. Wbiła tą cholerną strzykawkę w jego żyłę, aplikując mu ten – miała nadzieję, że działający cuda – lek. Sęk w tym, że nie była mózgiem. Nie była pierdolonym najgenialniejszym człowiekiem na ziemi. Nie wiedziała co ma robić. Tak bardzo chciała, by ktoś jej teraz powiedział co ma robić. Pewnie wciąż by się irytowała, pewnie wciąż by się buntowała, ale byłoby o wiele, wiele łatwiej. Wallace odłożyła strzykawkę na bok, po czym złapała mężczyznę za rękę. Nie wiedziała, czy był sens, ale nie mogła ryzykować. Po prostu skupiła się na swojej mocy. Skupiła się na leczeniu. Skupiła się na tym, by mu pomóc…

/zt
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8