Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczona część
Autor Wiadomość
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-11-30, 13:28   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


To zdecydowanie były dla niego dość ciężkie chwile, ale czego nie robi się dla swojej siostrzyczki, jak to sobie mówił w głowie. Chociażby miał poruszać się dla siebie w tempie ślimaka, tak nie zamierzał zrazić jej do siebie. Dlatego nawet jeśli wyglądała, że chciała przytulenia, pocieszenia, trzymał się dzielnie. Była zbyt krucha, by ją dotykać.
-Nie zabrali.. Nie mogli zabrać ci części ciebie. -odparł z mocą -To jest wciąż w tobie, musimy poczekać, aż to świństwo przestanie działać.. -odparł
Nie Mike, nie chciał mieć czarnych scenariuszy związanych z tym.. Ta ciecz, której było pełno, która powodowała tyle rzeczy.. Naprawdę współczuł Imari teraz, ale z każdym dniem również widział, że jest coraz lepiej. Mógł się jednak modlić o to, by serio jej moc wróciła.. Bo jak nie wróci, to na pewno się załamie jeszcze bardziej.. To tak jakby ktoś miał stracić część siebie nagle.. Gdyby mu pewnie zabrali moc, straciłby całą radość swojego życia.. Jakby miała już do niego nie powrócić.. Pewnie nie mógłby się odnaleźć z nagle tak pędzącym światem wokół niego…
-Merci wszystko będzie dobrze. Zbadamy najlepiej jak umiemy to świństwo co ci podawali, ale na to też potrzeba czasu.. -westchnął, nie nadawał się dziś na pocieszyciela - Może chciałabyś wyjść na dwór, pooddychać świeżym powietrzem? - odparł nagle z malującym się uśmiechem na ustach - Przejdziemy się wokół ośrodka byś trochę pooddychała albo zaszyjemy się trochę dalej by nie było wścibskich spojrzeń. - popatrzył na nią z iskierką w oczach
Zdawał sobie sprawę, że to głupota.. Pewnie uzna, iż jest za słaba by wyjść jeszcze, ale powinna próbować.. Skoro powoli chodziła po takich wilgotnych pomieszczeniach.. Z drugiej strony, nie chciał by się przeziębiła, dlatego był gotowy przynieść jej nawet swoja kurtkę byleby się nie doprawiła. Chciał by poczuła świeży powiew na swojej skórze, a nie obserwowała naturę tylko przez okno. Nawet jeśli by miała wyjść tylko na chwilę, jednym czy dwoma krokami na podwórko.. To powietrze na jej skórze na pewno pomoże.. Dziś nie wiało, było z 6 stopni.. Może nie za ciepło, ale… Cóż według Mike’a dobrze by jej to zrobiło...
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-01, 21:50   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dobrze, że Mike był taki rozgadany, zdecydowanie teraz działało wyśmienicie. Imari nie mówiła wiele, ale słuchanie kogoś szło jej wyśmienicie. Szczególnie Michaela, którego nie widziała od pół roku. Może nie było tego po niej widać, ale stęskniła się jak cholera. Teraz, poza tym, ze wyraźnie wszystko ją bolało raczej niewiele było po niej widać innego. Nie ma co się dziwić.
Niemniej jednak jeśli żaden z chłopaków nie wystraszył jej na wstępie to jakoś, wewnętrznie, doceniała ich obecność koło siebie. Tak długo jak nie próbowali jej dotykać i nie chcieli uparcie prowadzić dwustronnej konwersacji. Blanc odpowiadała mało i dość zwięźle, głównie z powodu bólu. Jasne, była na lekach więc ten był bardziej znośny, ale nie znikał całkowicie.
Pokiwała lekko głową na jego uspokajające słowa. Tak, musieli czekać. Tylko ile? Brak dostępu do mocy przerażał ją, paraliżował strachem wręcz. Czuła się.. nieprzydatna. Odczuwała silne przekonanie, ze każdy członek bractwa musi być przydatny, inaczej jego obecność w organizacji jest nieuzasadniona. Jasne, nie dotyczy to dzieci i tak dalej, ale poza tym.. Co niby wnosiła do bractwa poza swoją mocą? Nic. No właśnie, była całkiem nieprzydatna bez niej i nie dawała nic, a zabierała cenne zasoby. Miejsce, jedzenie, wodę, leki..
- Wokół nie - to za dużo, nie da rady. Naprawdę ogrom czasu zajmowało jej dostanie się w tu czy na poddasze. Schody były ogromnym wyzwaniem.
Ruszyła powoli w kierunku wyjścia, co zapewne dla Michaela było strasznym ślimaczeniem się. Miała tego świadomość, ale nie umiała inaczej.
- Co.. - się działo jak cię nie było, co robiłeś przez te pół roku, co z Twoim bratem... - Jak.. - się tu znalazłeś? Jak przeżyłeś sam? - wróciłeś? - zapytała w końcu, po chwili szukania odpowiednich słów w swojej głowie.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-12-01, 22:35   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Szybciorowi nie przeszkadzało to, ze dziewczyna mało mówiła, on często mówił za pięciu, a jakby mógł to by gadał i za dziesięciu, ale to trochę dziwne już by było. Dlatego teraz po prostu cieszył się z towarzystwa swojej przyjaciółki. Starał się jej pomóc, rozweselić czy też dać jej towarzystwo na ile potrafił. Cieszył się widząc jej małe kroczki.
Mike cieszył się, że tego uspokajające słowa, chyba trochę ją uspokoiły, na pewno się bała, on sam się bał o to. Chciał jej pomóc, ale w tym wypadku był po prostu bezradny. Gdyby umiał w magiczny sposób przywracać komuś moc… Teraz jednak chciał się z nią przewietrzyć, dać jej trochę świeżego powietrza. Przyjął do wiadomości, że wokół nie chciała iść, ale wyjść na dwór by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza chciała. Szedł powolutku z nią, chociaż kosztowało go to dużo cierpliwości. Szedł oddalony od niej o jakieś 30 cm, tak by czasem nie dotknąć jej. Jeśli będzie chciała większą przestrzeń, na pewno się odsunie.
-Aa jak wróciłem i co się ze mną działo. -podrapał się po karku - Wiesz w ten dzień 15 kwietnia brat poprosił mnie o spotkanie, bo miał wrażenie, że ogon ma. - westchnął -Wiesz, okazało się, że mówił prawdę, bo.. Sam czułem czyjąś ciągle obecność, a po parunastu minutach zdążyłem tylko usłyszeć strzał i.. Cóż Richard został trafiony. - westchnął trochę zmartwiony - Wiesz, nic dla mnie się nie liczy tak jak rodzina, czy to biologiczna czy przyszywana jak Bractwo.. Ale wtedy kiedy zobaczyłem krew, miałem dwa wyjścia.. Pobiegnąć tam skąd poszedł postrzał lub pomagać Richowi narażając nas na atak… -spuścił głowę na ziemię i tak powoli szedł w chwilowej zadumie -Wiesz zdecydowałem się na to pierwsze i.. Zobaczyłem.. Siebie.. Dosłownie.. Rząd prawdopodobnie ma kopiującego wygląd mutanta w szeregach, bo był naprawdę realistyczny.. Albo pobrał próbki od Richarda i go sklonowali. -zadrżał -Bo jakoś nie wierze w to, by to był mój trzeci brat, bo on nie żyje.. Mówiłem ci, że zmarł w wieku pięciu lat, więc to by było dziwne, jakby to był on…
Mike wolał nie wierzyć w to ostatnie, bo to by znaczyło, że rodzice mogli ich oszukać ze śmiercią Stuart’a… Ale przecież widział go jak leżał w trumnie, jak go chowali jak matka wtedy się załamała.. To wszystko było takie realistyczne… Jednak ten klon ciągle chodził gdzieś z tyłu jego głowy…
-No ale wracając, pobiegłem. Nie powiem, że nie byłem w szoku widząc twarz identyczną do swojej, ale na szczęście potrafię zachować zimną krew w takich sytuacjach i cóż.. Powaliłem go pięścią w twarz.. Spadł z drzewa.. Nie miałem czasu by go przeszukać. Zdawałem sobie sprawę, że w tej chwili naraziłem się Rządowi i będzie mnie ścigać tak samo jak Richarda… Na szczęście on nie wykrwawił się. Pomógł sobie swoją moc, co dało nam czas, bym mógł zabrać go na barana i spierdolić. -znów westchnął - Musieliśmy uciekać… Nie pamiętam gdzie się zaszyliśmy, ale pomogli nam obcy ludzie. Postanowiliśmy z bratem się rozdzielić, by było ciężej nas wytropić.. A ja.. Nie chciałem was narażać, ciągle miałem tą dziką świadomość, że mogą mnie namierzyć, a jak to zrobią to bym mógł być odpowiedzialny za kolejny atak na Bractwo, a tego sobie w życiu bym nie wybaczył. -popatrzył na nią jakby chciał by to zrozumiała - Oczywiście wszystko co mogło służyć do namierzenia zniszczyliśmy, dlatego nie miałem jak się skontaktować. -podrapał się po karku - A potem zacząłem samotną podróż, staczając się powoli, ale to raczej jest temat na inną rozmowę, nie chcę cię bardziej dołować niż jesteś. Po prostu chciałem byś zrozumiała, czemu tamtego dnia zniknąłem. Chciałem byście byli bezpieczni, nie darowałbym sobie w życiu jakbym sprowadził na wasz kark rząd. -dodał i otworzył drzwi, by Imari mogła przejść przez nie -Chcesz jeszcze moją bluzę? Nie jest najcieplej.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-02, 19:56   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Słuchała go uważnie, idąc powoli w stronę wyjścia. Łatwiej było się skupic na tym co ktoś mówił niż mówić samej, więc doceniła rozgadanie Michaela, które pozwalało jej tylko przytakiwać.
Ryan wpakował się w niezłe bagno, nie miała o tym pojęcia i nie wiedziałą co mu powiedzieć. Mutant kopiujący wygląd? Możliwe.. Bo przeciez trzeci brat był martwy i Mike był o tym przekonany. Imari nie miała pojęcia jak to wszystko wyglądało, więc nie mogla wysnuwać teorii, że to jednak on., Tym bardziej, że Mike widział jego ciało i tak dalej.. Nie wstał z trumny po zakopaniu i nie uciekł z cmentarza przecież..
Rozumiała dlaczego nie pojawił się wcześniej i dlaczego nie dał znać, jasne, że rozumiała. ALe gdzieś tam jednak była z tego powodu.. smutna. Chociaż to nie miało sensu, zrobił to dla dobra Bractwa.. a ona dużo by dała by wiedzieć wtedy, że Mike żyje i ma sięlepiej lub gorzej, ale żyje.. A tak trwała w zawieszeniu i nie bardzo wiedziała co ma zrobić albo czy w ogole jest coś, co zrobić może. Z drugiej strony została już tak kiedyś zostawiona, więc i jakaś złość na Michaela w tym była.. Wszystko jednak zniknęło gdy się pojawił, a tym bardziej teraz po jego tłumaczeniach.
- Staczając? - zapytała mimo, że niekoniecznie chciał jej mówić to teraz.. ale kiedy? Nie będzie lepszego czasu chyba. Fakt, była ostro dobita, ale co z tego.. tak naprawdę, skoro ma świadomość że COŚ się działo to chciała by wiedzieć co.
- Nie - pokręcila głową. Wolała zmarznąć niż czuć ciężar materiału bluzy na obolałym ciele.
Wyszła na zewnątrz i zatrzymała się kilka kroków za drzwiami, rozglądając się i chłonąc zapach drzew.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-12-03, 14:25   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie był naprawdę dumny z tego, ze tak ich wszystkich zostawił.. A zwłaszcza Imari i Andrew, którego jakoś nie mógł do teraz znaleźć.. Nie wiedział co działo się z jego prawie bratem i doprowadzało go do rozpaczy, ale mógł zrozumieć jego złość, tak jak i pewnie niektórych w Bractwie czy też samej Imari.. Nie postąpił rozważnie.. Zachował się jak dziecko.. Powinien powiedzieć innym, że jego brat prawdopodobnie jest śledzony, ale.. Zamiótł to pod dywan i chciał zgrywać bohatera i miał za swoje. Pół roku życia z miasta do miasta. Nie było czym się chwalić, no może jedyne co wyszło mu na plus, to barak już tych długich kłaków, które dużo osób z Bractwa usilnie chciała mu ściąć…
-Nie Merci, o tym pogadamy jak.. Będziemy mogli oboje wymienić się informacjami co działo się z nami przez te pół roku. - uśmiechnął się do niej.
Po chwili oparł również plecami o zimny mur i poczuł zapach dnia. Spojrzał na jej twarz i mimowolnie poczuł radość w swoim sercu. Lubił jak jego przyjaciele przeżywali chociaż chwilowe szczęścia, to napędzało go do działania, niepoddawania się czy ciągłego uśmiechu. Ktoś zawsze musiał być tym pozytywnym idiotą, który by podtrzymywał ducha w ludziach, a taką osobą z pewnością był Mike, który tak jak większość ludzi w tej ich rodzinie również przeżywał swoje wzloty i upadki.
-Ale dzisiaj ładny dzień jest. -odparł przymykając na chwile oczy - Aż poszłoby się pobiegać. - dodał i znów spojrzał na dziewczynę - Jak już całkiem wydobrzejesz to zaczniemy robić większa masę twojej osobie. Poćwiczymy, a przede wszystkim.. Zjemy coś dobrego, ale tym razem do restauracji już cię raczej nie zabiorę. - roześmiał się -Co najwyżej przydrożny bar, albo coś się zamówi, do odebrania w jakimś miejscu. -westchnął jednak dalej rozchmurzony - Szkoda, że DOGSy dowiedziały się o moim istnieniu, przed tą całą wojną i ogólnie.. Było jakoś łatwiej wszystko zorganizować, a teraz mamy tyle problemów, na dodatek zostaniesz ciocią. - spojrzał na nią i się uśmiechnął - Trochę to nie rozważne ze strony twojego brata, że w takim kryzysie zdecydował się na dziecko. -westchnął - Byleby ono nie przyćmiło mu reszty świata, bo poza swoją rodziną ma dziesiątki osób, którym musi pomóc, którzy są też jego rodziną. - odparł nieco poważnie i spoglądając teraz trochę przed siebie
Czemu mówił takie rzeczy Imari? Bo jej ufał na tyle by nawet rozmawiać o jej rodzinie. Uważał ją za jedną z najbliższych mu osób. Jedną z tych co dowiedziała się o jego życiu przed dołączeniem do Bractwa, czy też o jego braciach. Była drugą poza WIllem, co wiedziała co dokładnie zaszło między nim a psami tego felernego 15 kwietnia. Nawet jeśli nie doszła jeszcze do siebie, to wiedział, że gdzieś w środku była ta Imari, którą tak bardzo polubił. Wiedział, że z dnia na dzień powoli będzie się wyłaniać ta sympatyczna dziewczyna, z którą mogli porozmawiać na prawie każdy temat. Czy to ciężki czy też lekki.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-04, 09:27   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Zmarszczyła nos w niezadowoleniu, bo chciała by wiedzieć o czym mówił, ale nie miała siły naciskać. Niemniej jednak zostawił ją z tym niedopowiedzeniem i teraz zastanawiała się co się działo.. Martwiła się też. Nawet jeśli zniknął na pół roku to nadal był bardzo ważną osobą w jej życiu i nie potrafiła by przejść obojętnie wobec informacji, że coś mu się stało.
Wydawała sie dosć spięta, stojąc ciut poza zasięgiem rąk Michaela i obserwując okolicę. Trochę już burą, jesienną, ale nadal szumiącą resztkami liści na drzewach. Nie wiedziała czy ją to obecnie uspokaja czy przerasta.
- Restauracje nie wychodzą.. na dobre.. - od tego sie zaczęło, tak właściwie. Może nie dokładnie, ale jednak zapewne tamto spotkanie było jednym z triggerów całości. Jeśli tak by to miało wyglądać to wolała nie chodzić wcale do restauracji, pomijając to, ze obecnie nie bardzo mogli.
Spojrzała na Streak'a gdy zaczał mówic o Williamie i Tildzie. Nie spodziewała się tego właściwie i chwilę milczała. Może też składała słowa w głowie, to jej nie przychodziło najlepiej. I szukała słów, które nie wymagają za dużo mówienia, to też fakt. Dlatego czasem robiła przerwy między wyrazami, w środku zdania, co mogło być całkiem dziwne.
- Nie wiem czy.. to była decyzja - nie miała w sumie pojecia czy to była świadoma decyzja czy wpadka. Nie pytała. - I nie zapomni.. chyba.
Doceniała to, że Ryan tyle mówi, wtedy ona nie musiała się bardzo odzywać. Z drugiej strony nie przeszkadzało jej też po prostu bycie obok, bez specjalnego rozmawiania, tak zwyczajnie. Milczenie nie robiło się niezręczne między nimi, a przynajmniej Imari tego tak nie odczuwała.
- Ładnie w tych włosach - zauwazyła, znów mówiąc skrótem, ale stawiała, że Mike zrozumie o czym mówi, w końcu to nie było coś niesamowicie zagadkowego.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-12-05, 16:49   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


No tak musiał przyznać jej racje. Restaurację nie wychodziły im na dobre, ba od tego serio wszystko się zaczęło.. Tak poznała jego brata, który chciał się pobawić w naśladowanie jego.. Ach to były chujowe wspomnienia, chociaż jak sobie przypomniał tą noc w hotelu i to jak rozmawiali na te wszystkie tematy, poczuł lekkie ciepło w sercu. Nawet nie chodziło o to jak się do siebie tulili, bo Mike serio uważał ją za młodszą siostrzyczkę, chociaż tak naprawdę to ona była starsza od niego nawet jeśli to był niecały miesiąc..
-Masz rację. Ale jeszcze jakiegoś dobrego kebsa ci przytargam, a może coś ugotuje. - zaśmiał się
Mike miał nadzieję nie zasmucić Imari tym co powiedział, był po prostu szczery. Ale jej chwilowe milczenie bez jakiegoś jednego słowa sprawiło, że zaczął mieć wątpliwości czy aby nie popełnił jakiejś gafy. Jednak po odezwaniu odetchnął wewnętrznie. Pokiwał tylko głową, bo nie chciał ciągnąć tematu Willa, jeszcze ktoś usłyszy i doda jakąś jeszcze ploteczkę do tego, a to Mike’owi nie było potrzebne.
Teraz jednak chwilowa cisza mu nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie znów mógł ją poobserwować i jesienną pogodę. Ludzi, którzy krzątali się po podwórzu, to wszystko sprawiało, że czuł się jak u siebie. Nawet lekko uśmiechnął pod nosem.
-Mówiłaś już to bym ściął włosy, bo mojemu bratu w krótszych zdecydowanie lepiej było, więc proszę. Marzenia się spełniają. - odparł ze śmiechem -Ale nie martw się w planach mam jeszcze ich odrost, by były jak wcześniej, bo wiem, że za tym tęsknicie. -odparł niby żartem niby serio
Tak naprawdę te krótsze włosy były nawet w miarę wygodniejsze nawet jak biegał, ale z drugiej strony nie mógł długo się do nich przyzwyczaić, bo widział w nich swojego brata i tego drugiego klona… Dobrze, że Imari nie widziała go jaki był zarośnięty, to dopiero zawału by dostała i od razu jakoś skrępowała i przywiązała do krzesła aby z nim porządek zrobić… Na szczęście te widoki ją ominęły…
-Ach te włosy. -westchnął -Odrosną. - odparł i uśmiechnął się do niej
Było mu trochę żal, że Imari tak potraktowali, że teraz musiała być łysa, z drugiej strony, ładnie jej było w tej fryzurze, ale obawiał się jej to powiedzieć, bo raczej nie wzięłaby tego na serio. Podejrzewał, ze w krótkich włosach jak będą jej odrastać również będzie jej ładnie.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-06, 09:28   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wyglądała lepiej, jeśli mowa o jej masę. Przytyła trochę jak zniknął, pomógł jej w tym Alex, Liam i Marian, który swoją mocą podbijał jej apetyt. Była mu za to wdzięczna, bo jego pomoc znacząco skróciła czas.. rekonwalescencji. Obecnie gorzej wyglądała raczej ze względu na rany, na ogoloną i poranioną głowę, na to, że każda z jej żył płynęła tym ohydnym fioletowym płynem, który sprawiał, że jej skóra, kości, mięśnie paliły okropnym bólem, a ona sama dawała radę tylko na silnych środkach rpzeciwbolowych.
- Ugotujesz - skinęła głową, bo to była opcja, która ją bardziej interesowała. Pewnie dlatego, że to było coś co mogli robić wspólnie. Albo raczej Imari mogła stać obok i patrzeć, jak Mike gotuje czy tam piecze czy cokolwiek innego, bo teraz była marną pomocą. Mogła tylko stac i zawadzać.
- Niedobrze -skrzywiła się, gdy wspomniał o włosach. No bo jak to.. ściął je i wyglądał jak człowiek, a teraz zamierza je zapuszczać? Co prawda Liam miał podobną długość, ale jakoś Michaela wolała w krotszych, ale za to z zarostem. Gładko ogolony jak Richard wyglądał zbyt.. delikatnie?
Ciężko powiedziec czy doceniła by komplement dotyczący jej włosów, przeżyła to dość mocno i wiecznie chodziła w kapturze, nie zdejmując go właściwie wcale.
- Cieszę się, że wróciłeś.. - zawiesiła na nim spojrzenie na dłużej, a potem wróciła do obserwowania okolicy, resztek zielono-żółtych liści na drzewach i nielicznych ruszajacych się gdzieś ludzi.
- Wiesz gdzie jest.. Richard? - ruszyła się, a to sprawiło jej ból dlatego jej wypowiedź przerwana była na moment w polowie. Nie chciała tego po sobie pokazać, więcej przeciwbólowych i tak nie mogła już brać, choćby chciała.. a chciała.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-12-06, 18:06   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Zauważył, że była “tłuściejsza”, przynajmniej nie chodziły same kości jak wtedy, ale obawiał się też, że mogłaby z powrotem schudnąć przy tym co się stało. Depresja i przygnębienie nie dość, że dzięki jesienni to jeszcze przez porwanie. Mike’owi nie podobało się to. Chciałby ją uchronić od złego, ale nie zawsze się dało, musiał też dbać o resztę bractwa, często zapominając o sobie. Taki niestety był, cenił rodzinę ponad siebie, chociaż w chwilach kryzysu największego często włączało mu się w głowie czerwone światełko by uciekał.
-Czyli jednak wolisz bym gotował. Zatem nie ma sprawy coś przyrządzimy. - uśmiechnął się do niej ponownie
Włosy, włosami zawsze mógł je zapuścić, ściąć czy inne dziwactwa z nimi robić. I tak by odrosły, no może o ile by nie miał poparzonej skóry głowy… Ale na to się nie zapowiadało i dobrze, bo pewnie nie chciałby czegoś takiego doświadczyć. Szczerze powiedziawszy jeśli chodziło o golenie, to był leniwy by golić się codziennie, ale o tym Imari doskonale wiedziała.
-Też się cieszę. Chociaż bałem się jak zostanę przyjęty po takim długim okresie.. - odparł lekko się uśmiechając i chłonąć jej wzrok na sobie
Kolejne jednak jej słowa sprawiły, że posmutniał i to wyraźnie, ale na szczęście patrzyła przed siebie i tak jak ona nie była świadoma tego jak mu się smutno zrobiła, tak on nie widział grymasu bólu przechodzący przez jej twarz.
-Dobre pytanie. Sam chciałbym wiedzieć, czy psy go dorwały czy żyje i daje sobie jakoś radę. Nie ma dnia bym się o niego nie martwił. Nagle z dnia na dzień stracił pozycję, wsparcie rodziców, został postrzelony i ścigany przez psy.. Mam nadzieję, że odnalazł się w tej sytuacji, mimo wszystko jesteśmy mocnymi i upartymi jednostkami. - lekko się zaśmiał -Ale skłamałbym jakbym powiedział, że nie myślę o nim i o tym gdzie jest.
Spojrzał na jej plecy, a po chwile podszedł do niej, jednak zachowując mały odstęp między nimi.
-Chcesz wracać, czy jeszcze zostać? Nie chciałbym byś się jeszcze przeziębiła, a jesteś lekko ubrana.- Sam był podobnie do niej ubrany i powoli zaczynał czuć chłód na swoich policzkach.
[Profil]
  [AB-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/53

Wysłany: 2018-12-09, 13:41   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Na pewno starała by się utrzymać wagę, ale kto wie jak to wyglądać będzie dalej. Marian zapewne zacznie znów jej pomagać, by nie doprowadziła się do stanu z kwietnia czy maja, sama nie chciała do tego dopuścić, ale nie zawsze było łatwo.
- Tak - potwierdziła cicho na gotowanie, wolała, żeby gotował, bo.. cóż. Bo wtedy będzie gdzieś obok, a lubiła mieć go blisko. Może nie teraz i nie za bardzo blisko, ale jednak.
Wiedziała, że zapewne będzie zapuszczał włosy, zamiast je regularnie jako tako podcinać, bo był tak samo leniwy jak z zarostem, a nawet bardziej, jeśli się nad tym zastanowić. Być może zaproponuje mu pomóc w ogarnianiu fryzury za jakiś czas.
- I.. jak było? - akurat to ją ominęło, więc nie miała pojęcia jak wyglądało przyjęcie Michaela do Bractwa, jak zareagował Will i cala reszta. W końcu trochęg o nie było i dla innych cholera wie co robił.
Czyli nie miał pojęcia co się działo z Richem.. Znając jego pewnie ogromnie mu to przeszkadzało. Gdyby mógł, zbawiał by świat.. na szczeście był świadom tego, że czasem nic nie można zrobić, tylko czekać i miec na dzieję.
Obejrzała się na Majkiego, gdy się do niej zbliżył i cofnęła poza zasięg jego rąk, czyli pewnie na jakiś metr, może ciut więcej.
Miała gęsią skórkę na rękach, co pewnie zauważył jak się na moment zbliżył i pewnie postała by jeszcze trochę to zaczęła by się trząść, ale przez moment nie wyglądała jak ktoś, kto chce uciec do środka i jakby była zdecydowana stać tam jeszcze długo. Spojrzała po okolicy, potem przeniosła wzrok na Mike'a.
- Ty też - skomentowała jedynie i spojrzała w stronę wejścia do budynku, które w końcu było bardzo blisko - Chodź - postanowiła, ruszając tam.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2019-01-02, 17:17   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


-Zatem będziemy wspólnie gotować i rozkoszować nasze podniebienie jakimś daniem. Może zrobimy własne spaghetti lub pizze. - rozmarzył się na moment
Raczej po Ryan’ie nie było się spodziewać mocno wykwintnych potraw, gotować umiał, ale mistrzem w tym nie był.. O wiele lepiej wychodziło mu zjadanie jak ktoś ugotuje, ale czasem mógł się też połasić o zrobienie jedzonka dla kogoś kogo bardzo lubił.
-Jak było. Całkiem dobrze. Jak widać jestem tutaj i mam się dobrze, ale stracha serio miałem. Dużo się pozmieniało tutaj przez pół roku, ale nie ma co się rozwodzić, najważniejsze, że jesteśmy tu i teraz. - zaśmiał się
Rozmowa o jego bracie wcale nie była dla niego jakoś przyjemna, sprawiło mu to lekki dyskomfort, dlatego chwilę potem zaproponował pójście już. Nie obraził się za cofnięcie, nawet chciał przeprosić, ale uznał to za zbyteczne. Musiał nauczyć się tego dystansu, chociaż czasem to było dla niego ciężkie.
-No to chodźmy. - otworzył jej drzwi
Chciał z nią spędzić jeszcze chwilę czasu, ale na tyle ile ona sama by mu pozwoliła, dlatego nie naciskając szedł w odległości, która była dla niej bardziej komfortowa i tym razem zaczął na nowo wałkować temat z jedzeniem.

z/t x2
[Profil]
  [AB-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-03-09, 20:18   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/13.01,

Nikt się tutaj nie zapuszczał, dlatego to było świetne miejsce. Nie, nie dlatego, że Hopper miał te cholerne migreny - już nie miał, choć nie mógł uwierzyć, że to nie była kwestia jakichś cholernie silnych leków. Nie dlatego, że miał zamiar ukrywać swoją (ponownie) łysą głową z niepozornym opatrunkiem. Miał coś do zrobienia coś ważnego.
Zabrał z pokoju kilka listów. Napisał je, na wszelki wypadek, gdyby wszystko poszło źle... ale cholera, przecież nie poszło. Miał operację. Przeżył ją. Nie umierał. Miał wrażenie, że już nie wiedział jak to jest. Tyle miesięcy wisiało nad nim widmo śmierci, a teraz po prostu zniknęło. Tak, był szczęśliwy, był cholernie szczęśliwy... ale jak się żyje, kiedy się nie umiera? I czy wszystko na pewno poszło tak, jak powinno? To było zbyt piękne. Przecież... Takie rzeczy się nie zdarzały. Martwi nie wracali do życia.
Dopiero kiedy wpatrywał się w czerniejący papier, zaczęło do niego docierać, że to chyba musiała być prawda. Przecież nie wypalałby ich, jeden po drugim (tak nie zostawały niedopalone słowa), gdyby miał w najbliższym czasie umrzeć. To byłoby nielogiczne. I dopiero kiedy zupełnie niepozorną zapalniczką podpalił ostatni, zupełnie niepozorny kawałek papieru, poczuł, że jakiś niesamowity ciężar spada z jego ramion.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2019-03-11, 21:49   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Wciąż nie mogła w to wszystko uwierzyć. Ostatni miesiąc, ostatnie trzydzieści trzy dni… to było jak koszmar. Mało jadła, praktycznie w ogóle nie sypiała… Po prostu umierała. Umierała razem z miłością swojego życia. Nie potrafiła nic na to poradzić. Tak bardzo walczyła… Ze sobą, z nim, ze śmiercią, z życiem. I choć była tak cholernie zmęczona, choć jedyne czego pragnęła to po prostu się poddać, nie była tego typu człowiekiem. Nie mogła na to pozwolić. Musiała zawalczyć o przyszłość dla Josie. A Josie… Josie była idealnym dzieckiem. Kiedy pierwszy raz się uśmiechnęła, te dwa dni przed operacją Willa, Matilde zdała sobie sprawę, że nie mogli tego stracić. Musieli być obecni w jej życiu. I chyba bardziej jej potrzebowali, niż ona ich…
Ciężko jej było się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Do myśli, że wszystko było w porządku. I kiedy Will zniknął z zasięgu jej wzroku, chyba się przestraszyła. Nie powinna. Nie, kiedy wiedziała, że wszystko było dobrze. Ale ten ostatni miesiąc życia w strachu, stresie… nie umiała tak po prostu się tego pozbyć. Znalezienie zguby zajęło jej wystarczająco dużo czasu, by kiedy wreszcie pojawił się w zasięgu wzroku, obdarzyć go nieco zdenerwowanym spojrzeniem.
– Ogniska ci się zachciało, Hopper? – wyrzuciła z siebie, mimo wszystko odczuwając ulgę. Był cały. Cały i zdrowy. Nie powinna tak reagować. Przecież nie będzie przy nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Prędzej, by chyba zwariowała… I musiała się jakoś do tego przyzwyczaić. Ale to na czym go przyłapała… nie umiała się pozbyć tego zaniepokojenia. – Co robisz? – spytała ciszej, zaplatając dłonie na wysokości piersi.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2019-03-15, 21:27   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy usłyszał kroki, liczył, że ktoś się zgubił. W drodze między jednym a drugim miejscem skręcił w zły korytarz i wylądował w opuszczonej części magazynów. Pięć minut i trafi tam, gdzie miał się znaleźć, nic wielkiego.
Ale nie, Hopper nie miał długo korzystać z samotności. Byłby chujowym geniuszem, gdyby nie rozpoznał powoli powtarzającego się schematu kroków. Więc chyba go szukała. Wyszedł tylko na chwilę. Nie odrywał się od swojego zajęcia, nie zaczął się spieszyć ani nie był w nim specjalnie nerwowy. W zasadzie, nawet fizycznie nie zareagował na dźwięk kroków. Powinien? Czy to coś zmieniało? Przecież niczego nie ukrywał. Po prostu chciał to spalić. Chciał w pełni wrócić do życia i nie był w stanie tego zrobić, póki te kilka pierdolonych kartek istniało i póki trzymał kilka tabletek metadonu w swojej kieszeni. Musiał się tego pozbyć, jak najszybciej... ale co jeśli ta operacja nie była aż tak dobra? Uratowała mu życie, ale przecież miał migreny zanim jeszcze zaczęło robić się naprawdę źle. W zasadzie, żył w bólu jeszcze dłużej niż ze świadomością, że umierał. Nie był w stanie wyobrazić sobie rzeczywistości, w której to miało zupełnie zniknąć, to po prostu do siebie nie pasowało. Miałby po prostu wywalić wszystkie swoje leki przez okno? Przecież... One były tak oczywiste. Jakby odmierzały kolejne godziny, dzieliły dzień.
Dopiero pytanie Wallace wyrwało go z tego dziwnego zamyślenia. Zorientował się, że od dobrej chwili musiał po prostu wpatrywać się w powoli zajmującą się ogniem kopertę. Wypuścił list, pozwolił mu się wypalać dalej na ziemi, choć ciągle nie zareagował w żaden szczególny sposób na obecność Wallace.
- Już kończę - odpowiedział jej, jakby to cokolwiek wyjaśniało. Musiał upewnić się, że zostanie z tego tylko popiół.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6