Poprzedni temat «» Następny temat
Poddasze
Autor Wiadomość
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-01, 21:28   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Potrzebowała porozmawiać z bratem na temat swojego wyjazdu do Kanady, w końcu to całkiem niedługo. Musiała zrobić kilka rzeczy, coś pozałatwiać i tak dalej i tak dalej, miala kilka pytań po prostu. Udało jej się dowiedzieć, że ostatnio widziano go na poddaszu i zapewne jeszcze tam jest. Nie miała tylko pojęcia w jakich pięknych okolicznościach przyrody go zastanie.. Dotarła na górę względnie szybko, zastając zamknięte drzwi do jednego z pomieszczeń. Wydawało jej się, że usłyszała tam jakieś szuranie, więc w całej swojej naiwności, pewnosci siebie czy jak to tam można było nazwać - zapukała i od razu nacisnęła klamkę, wchodząc do środka.
Na pewno nie spodziewała się tego, co tam zastała. Na pewno. Jeśli myślała o tej scenie to Hopper cośtam kombinował, kij wie co, ale pracował zapewne, w końcu obecnie był głową tego całego przedsięwzięcia.
A to.. nie była praca! Przynajmniej nie, jeśli nikt nikomu za to nie płaci! A może tak sobie dorabiał jej brat? KOmpletnie idiotyczne myśli przechodzą człowiekowi przez głowę w takich sytuacjach. Jak na przykład to, że przydał by im się jakiś wygodniejszy mebel, bo tak było.. goło. Jakkolwiek to nie brzmi, w końcu ani ona ani on nie mieli koszulki.
- Yyee.. To ja.. Tego.. - skomentowała tylko, jakże inteligentnie, odkrywczo, tworczo i mądrze i zrobiła w tył zwrot, zatrzaskując za sobą drzwi.
Tym razem zapukała i czekała. Khem.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-01, 22:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Jak u licha miała działać rozsądnie, kiedy tu się działy takie rzeczy? W pewnym sensie wiedziała, że nie powinni tego robić. Przynajmniej nie w tym miejscu. Ale pokusa była taka silna, a oni już byli pozbawieni koszulek, więc... czy w ogóle było możliwe przerwanie? To byłoby zmarnowanie takiej idealnej sytuacji. I w tym momencie chyba nagle zamieniła się w wyjątkowo optymistyczną osobę. Bo choć rozum podpowiadał jej jedno to ona czuła, że nic złego nie mogło się stać. No bo dlaczego? Przecież nie robili nic złego. Byli dwójką ludzi, którym na sobie wzajemnie zależało i po prostu chcieli to sobie okazać w najlepszy możliwy sposób. Stanowczo nie widziała w tym nic złego. Tak. Jeśli coś miałoby być złe to zdecydowanie było to przeszkodzenie im w tej czynności. Kiedy Hopper złapał ją za pośladki i uniósł w powietrzu, Matilde przytrzymała się ręką o ścianę, dzięki czemu udało jej się zachować równowagę, a następnie opleść chłopaka nogami w pasie. Tak było wygodnie, tak było dobrze. Rany, z jednej strony wydawało jej się niemożliwe być jeszcze bliżej, a z drugiej – wciąż było jej mało. Wciąż chciała więcej.
Oddawała każdy jeden pocałunek, wplatając dłoń we włosy Hoppera, dzięki czemu pocałunki były jeszcze intensywniejsze. Powoli brakowało jej tchu, ale to przecież nie miało żadnego znaczenia. Liczyła się tylko ta chwila. Nic więcej.
Cóż… Matilde chyba była zbyt zajęta, by usłyszeć to pukanie do drzwi. Dopiero to skrzypienie otwieranych drzwi ją należycie otrzeźwiło. Ale to wszystko działo się za szybko, a ona nawet nie wiedziała jak zareagować. Instynktownie i zupełnie nieprzemyślanie oderwała się od ust Hoppera, przekręcając głowę przez ramię i natrafiając spojrzeniem na jakąś zmieszaną blondynkę i… cholera. Wallace gwałtownie zeskoczyła na podłogę, czując… właściwie nawet nie wiedziała co dokładnie czuła. Było jej głupio, była zdecydowanie bardzo zażenowana, ale przede wszystkim… huh. Zła. Że jej przeszkodzono. Dlaczego do diabła teraz?! Cholera. Nie wchodziło się tak po prostu do pomieszczeń! Rany! Dlaczego ludzie nie mogli przewidywać takich sytuacji? Co się stało z wychowaniem? Z empatią? Zresztą... przecież poddasze to było takie idealne miejsce na seks. Blondynka powinna to wiedzieć. Dlaczego tego nie wiedziała?
– Uhm… yhym – wykrztusiła z siebie z poirytowaną nutą w głosie, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniego słowa. Co się właściwie mówiło w takich sytuacjach? Powinno się przeprosić? Podziękować? Poprosić o chwilę intymności? Z ulgą i wdzięcznością przyjęła to, że Imari postanowiła się ulotnić. I kiedy drzwi ponownie się zamknęły, zszokowana i blada jak ściana Wallace rzuciła krótkie spojrzenie Hopperowi.
– To raczej nie był twój najlepszy pomysł – mruknęła z wyrzutem, schylając się po swoją koszulkę i niemal od razu ją na siebie zakładając, a potem… po prostu chyba nie wytrzymała. Bo kiedy do jej uszu dotarły dźwięki pukania do drzwi, z ust Matilde wydobyło się nerwowe parsknięcie. Wciąż jednak nie wiedziała najgorszego. A mianowicie, że randomowa osóbka jest siostrą Hoppera.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-01, 23:35   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper za to świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że zaraz ktoś im może przeszkodzić... ale dajmy spokój, nie mogli chociaż przez chwilę nacieszyć się swoim towarzystwem? Mieliby teraz się od siebie odrywać i iść gdzieś na drugi koniec Bractwa? Nie, to był fatalny pomysł, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że po drodze mógł spotkać całą masę ludzi, którzy mogliby potrzebować od niego całej masy rzeczy. Kto wie, kiedy w ogóle dotarliby do pokoju Hoppera? Stanowczo, to był fatalny pomysł. Skoro w końcu byli w jednym miejscu i nie wrzeszczeli na siebie, powinni z tego korzystać, prawda? Tak nakazywał zdrowy rozsądek. A poza tym... naprawdę ciężko było się powstrzymać, kiedy oplatała go nogami w pasie, kiedy tak wyraźnie czuł jej zapach i kiedy każdy kolejny pocałunek był intensywniejszy od poprzedniego.
I wszystko było naprawdę w porządku, do momentu w którym Hopper nie usłyszał cichego pukania. Nie zdążył jeszcze oderwać się od ust Wallace, kiedy usłyszał, jak drzwi się otwierają. O cholera. Chyba jednak powinni byli poszukać innego miejsca. Ale to jeszcze nie było tak konsternujące i wprawiające w zażenowanie, jak to, kiedy Matilde od niego odskoczyła, przez co on zobaczył, stojącą w drzwiach... Mercy. O cholera. Cholera jasna. Czy to nie mógł być po prostu jakiś losowy, zbłąkany wolontariusz? Kiedy z tą konsternacją wpatrywała się w nich, Hopper czuł się tak niewyobrażalnie głupio.
- Uuuuhm... - dodał tylko, dołączając do tych nowych zawodów w pełne zażenowania pomruki. Cholera jasna, mogli jednak poszukać sobie innego pokoju. Najlepiej takiego z działającym zamkiem. Następnym razem tak zrobią.
Kiedy Mercy odwróciła się na pięcie i zatrzasnęła za sobą drzwi, Willowi trochę ulżyło - a przynajmniej przestał się czuć aż tak zażenowany i skonsternowany. Szybko chwycił swoją koszulkę, nieco ją otrzepał i wciągnął na siebie.
- Och, pierdol się - odmruknął na ten jakże spostrzegawczy komentarz Wallace. - Ale potem - dodał, nagle jakiś dziwnie rozbawiony. Chyba nie powinno mu się aż tak bardzo chcieć śmiać w tej sytuacji, ale czuł się tak niewyobrażalnie głupio... Dlaczego to musiała być akurat jego siostra? Cholera. Tak, pewnie prędzej czy później chciałby przedstawić jej Wallace, ale to stanowczo nie były sprzyjające temu okoliczności! Cholera! Przynajmniej Will nie był jedynym z tak dziwnym humorem w tamtym momencie. - Cicho, Wallace - mruknął, kiedy usłyszał jak parsknęła, samemu nie mogąc powstrzymać tego nijak niepasującego do sytuacji uśmiechu i starając się nie wybuchnąć śmiechem. - Jestem cały w twojej szmince? - spytał półgłosem, równocześnie próbując ogarnąć swoje włosy, przez które palce Mattie przewaliły się dobre kilka razy. Skoro Mercy już okazała im łaskę, dając im te kilka minut, to dobrze byłoby się pozbyć reszty dowodów zbrodni. Dotknął swojego policzka, jakby próbując wyczuć czy przypadkiem nie jest cały czerwony od szminki Wallace, ale zamiast tego skrzywił się. Cholera, czy mu właśnie pojawiał się siniak na lewym policzku...? Prychnął rozbawiony, chociaż nie było w tym nic zabawnego. Jak on niby miał to wyjaśnić?
- To moja siostra - dodał jeszcze, nie mogąc powstrzymać tego dziwnego parsknięcia. Naprawdę, nie mogli trafić na kogokolwiek innego? O cholera...
I kiedy Hopper już upewnił się, że nie wygląda jakby uciekł z piwnicy jakiejś seksoholiczki, odchrząknął i starając się brzmieć jak najpoważniej i na jak najmniej rozbawionego, rzucił głośno:
- Tak?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-02, 13:11   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Piękna sytuacja, nie ma co, Imari miała ostatnio mieć do takich szczęście, czego jeszcze nie była świadoma. W tę jednak wpakowała się przypadkiem, w koncu skąd mogła wiedzieć..? Nie mogła. A poza tym, zaczęło ją zastanawiać czy nie widziała tej kobiety już gdzieś, ale chwilowo nie docierało do niej gdzie, bo szukała raczej realnych miejsc niż głowa Hoppera (która też jest realna, czasem niestety). Zauważyła też część blizn na ciele brata, ale nie miała czasu się przyjrzeć (niestety!) bo zdecydowanie wolałaby dowiedzieć się co i jak. Bo ta kobieta zdawała się chyba wiedzieć wiecej niż ona sama, co w jakiś sposob ją zirytowało, ale przecież wiedziała, że nie wycisnęła z Hoppera za dużo.
Odczekała te chwilę, długą strasznie (czy oni sie tam na pewno ubierali?) i gdy w końcu usłyszała pytajace "tak?", weszła do środka, splatajac ręce na piersi, bo czuła się wciąż dość skrępowana. Policzki miała czerwone.
Spojrzała na Williama, na kobietę.. i wtedy do niej dotarło. Ha! Hahahaha! Uniosła brew, wracajac spojrzeniem na brata.
- Czyli jednak wyparcie? Mówilam! - ton miała wybitnie zwycięski, jakby wygrała z nim jakiś pojedynek, o którym Tilda nie miała pojęcia. Właściwie tak było, dowiodla swego, co prawda przyłapując ich kompletnym przypadkiem na poddaszu, ale co z tego. Wygrała? Wygrała. Niech się lepiej pogodzi z porażką.
- Pasuje ci - dotknęła miejsca na swoim policzku, gdzie na jego pojawiał się właśnie siniec.
- W sumie to chciałam porozmawiać o moim wyjeździe, ale chyba jesteście zajeci - przeszła jeszcze w tym wszystkim do meritum, bo przeciez po co miałaby odkładać ten temat.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-02, 13:21   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Pierdol się? Czy on nie rozumiał, że to właśnie to doprowadziło ich do takiej sytuacji? Wallace wysoko wzniosła brwi, zupełnie jakby chciała się upewnić, czy na serio tego chciał. Czy na serio tego chciał w tym konkretnym momencie? I kiedy Will dodał tą drugą część, Matilde po prostu wywróciła oczami. Być może nie na sam komentarz bo z całą pewnością miała zamiar to zrobić. Tak, miała zamiar dokończyć to co zaczęli, ale cholera! Dlaczego był taki rozbawiony? Dlaczego był w tak dobrym humorze? Matilde była zdegustowana. A przynajmniej chciałaby być zdegustowana. Bo kiedy zobaczyła na jego twarzy ten uśmieszek i usłyszała jakże profesjonalne upomnienie to nie potrafiła się opanować i po prostu po raz kolejny parsknęła. Z tą różnicą, że tym razem udało jej się zasłonić usta.
– Och bo z całą pewnością nie ma pojęcia, co tu wyprawialiśmy – mruknęła sarkastycznie na to głupie zamartwianie się o resztki szminki. Serio, Hopper? Ale mimo wszystko podeszła do Willa, by zgięciem wskazującego palca przesunąć po jego żuchwie i po chwili zorientować się, że zaczerwienienie na jego skórze nie miało nic wspólnego z resztkami szminki. Powinna mu o tym powiedzieć? Chyba tak. Ale to była Wallace. Nie robiła tego co powinna. Ale mimo wszystko wyraz na jej twarzy i wymowne wykrzywienie dolnej wargi w podkówkę zdradziło aż nadto.
Matilde nie należała do wstydliwych ludzi. Na początku było jej trochę głupio, ale z każdą kolejną sekundą udawało jej się jakoś ochłonąć. W końcu nie robili niczego złego. Nikogo tym nie krzywdzili, – no, poza psychiką Imari – po prostu wyrażali swoje emocje w najlepszy możliwy sposób. To się chwaliło, nie? I cóż, pewnie dalej tkwiłaby w tym przekonaniu, gdyby nie ta nagła bomba. Matilde zamrugała kilkakrotnie powiekami, wznosząc wysoko brwi.
– Chyba sobie żartujesz – to dlatego się śmiał, prawda? Bo chciał ją wkręcić, chciał ją wybić z rytmu. Ale nieważne, jak bardzo chciałaby uwierzyć, że to tylko żarty… podskórnie czuła, ze to naprawdę była siostra Hoppera. No zajebiście! Nie zdążyła nawet do końca przetrawić tej informacji i wyjść z szoku, kiedy drzwi się otworzyły. Wallace nawet nie wiedziała dlaczego, ale po prostu zrobiła krok w bok, odsuwając się od Hoppera. Nie potrafiła nad tym zapanować. Było jej tak cholernie głupio. Imari chyba należał się jakiś medal, bo była pierwszą osobą, która kiedykolwiek potrafiła wprowadzić Wallace w zakłopotanie. Sama nie wiedziała czego oczekiwała, ale z całą pewnością należały im się jakieś głupie komentarze, czy cokolwiek. Kompletnie nie rozumiała jednak, dlaczego siostra Willa patrzy na nią w ten sposób, nie wspominając już o komentarzu.
– Hmmm? Co? – spytała głupio, wznosząc wysoko brwi. Może gdyby nie ta całkowicie niezręczna i niekomfortowa sytuacja, powiedziałaby coś bardziej inteligentnego. Być może nawet zrozumiałaby o co biega, ale w tym wypadku pozostało jej jedynie zmarszczenie czoła. Zabawne, w tym momencie nawet nie była w stanie kątem oka zerknąć na Willa, jakby obawiając się, że to również będzie niestosowne. Po prostu słuchała słów dziewczyny, próbując zebrać myśli, ale… to nie było takie łatwe. Uhm. Matilde odchrząknęła pod nosem, po czym wyrzuciła z siebie wcale nie niezręczne:
– Jestem Matilde.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-02, 14:18   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Pozwól mi chociaż bardziej się nie pogrążać - odpowiedział rozbawiony, kiedy Wallace ścierała z niego szminkę. A przynajmniej w tamtym momencie Hopper myślał, że ścierała z niego szminkę, bo kiedy wykrzywiła usta w podkówkę... - Cholera, Wallace... - powiedział z jakąś dziwną mieszanką rozbawienia i zupełnego załamania, niemal wręcz teatralnie chowając twarz w dłoniach. Czy nie mogło trafić na jakiegoś zupełnie losowego człowieka? Czy on wymagał aż tak wiele? Dlaczego to musiało być aż tak kompromitujące?
I jak na złość, Wallace zamiast być tym wszystkim równie zażenowana co on, zaczynała odzyskiwać swój typowy humor... aż nie usłyszała kim właściwie była ta osóbka. Pokręcił tylko głową, na to jej stwierdzenie. Nie, nie żartował sobie i to było w tej sytuacji najgorsze. Ze wszystkich ludzi w Bractwie... Dlaczego tak bardzo chciało mu się przez to śmiać? To nie było ani odrobinę zabawne. To było tragiczne.
Kiedy Mercy znowu weszła do pomieszczenia, starał się wyglądać bardzo poważnie. Wcale przez ostatnie kilka minut nie walczył ze śmiechem, przecież ta sytuacja nie była ani odrobinę zabawna. Dlaczego w ogóle miałby się śmiać? Właśnie. Był bardzo poważnym człowiekiem, zarządzającym bardzo niebezpieczną, terrorystyczną organizacją. Z pewnością nie śmiał się w niewłaściwych momentach i nie dobierał się do swojej dziewczyny w losowych miejscach, które nie miały nawet działającego zamka.
Ale chyba najgorsze w tym wszystkim było oglądanie, jak Mercy łączy fakty i rozpoznaje Wallace. To nie tak, że Hopper się tego nie spodziewał, po prostu myślał, że jego siostra zrobi to jeszcze za drzwiami i że nie będzie musiał oglądać tej pojawiającej się na jej twarzy dzikiej satysfakcji. W odpowiedzi na jej komentarz, posłał jej prawdziwie mordercze spojrzenie. Niech się cieszy, że jej brat nie miał magicznych oczu zamiast mózgu, bo skończyłaby naprawdę źle. Całe szczęście, przynajmniej Matilde nieszczególnie ciągnęła ten temat. Za to kiedy Mercy stwierdziła, że pasuje mu ten siniak, posłał jej iście sardoniczny uśmiech. Och, jaka ona przezabawna była.
= W sumie jesteśmy razem - dodał, kiedy Wallace już się przedstawiła, drapiąc się po głowie i zerkając na nią. Zaraz przeniósł wzrok na Mercy, żeby profilaktycznie rzucić jej mordercze spojrzenie - niech nawet nie próbuje rzucać żadnych komentarzy czy okrzyków zwycięstwa... chociaż efekt końcowy był raczej dość kiepski, biorąc pod uwagę to, że cały czas walczył z rozbawieniem, a wypowiedzenie na głos tego zdania było tak dziwne... Właściwie, to byli razem i to już od jakiegoś czasu. Mimo wszystko, jakoś nie był w stanie powstrzymać uśmiechu błądzącego na jego ustach... ale niech Mercy sobie nie myśli, że to znaczyło, że nie zamorduje jej jeśli znowu z czymś wyskoczy.
- O co chodzi? - spytał w końcu, chociaż nie miał pojęcia czy to były jakkolwiek sprzyjające okoliczności, żeby rozmawiać o jej wyjeździe do Kanady.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-02, 14:59   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Czyli przyznałeś się do swojego wyparcia, bardzo dobrze, to ważny krok w drodze do pracy nad sobą - przyjęła poważny, profesorski ton jaki pewnie nie raz słyszała na wykładach. Prawdą było, że była w proszku, ale tak głupie sytuacje jak ta pozwalały się odstresować, zapomnieć na chwilę i nie użalać się nad sobą, czego starała się nie robić, ale czasem, zwyczajnie, nie wychodziło.
- Hej, Imari, jestem siostrą Willa, cieszę się, że w końcu doszedł do porozumienia z tym, co mu się wydaje, a z tym co jest. Najwyraźniej nie próbuje sam siebie przekonać, że jesteś nikim-ważnym, a potem ogladać sobie ciebie w głowie w zwolnionym tempie - uśmiechnęła się do Matilde. Przedstawiała się zawsze tym imieniem, właściwie tylko William nazywał ją Mercy, co uważała za całkiem rozczulajace. Udawała, że nie widzi brata chwilowo. On. Ją. Zabije. Ale to potem. Na razie świetnie się bawiła.
Przeniosła wzrok na Williama, podrapała się po głowie, poprawiając włosy.
- W sumie to tylko kilka pytań na temat tego jak daleko już cała sprawa zaszła, muszę ogarnąć sprawę z herbaciarnią, nie będę mogła jej kontrolować i chyba nie ma sensu... - wzruszyła ramionami, tego miejsca bedzie jej cholernie szkoda.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-02, 19:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Dlaczego do cholery on miał taki dobry humor? Matilde kompletnie go nie rozumiała. Czy on przypadkiem nie powinien być zażenowany? Czy nie powinien być zły? Czy nie powinien być uroczy na ten swój pokręcony, hopperowy sposób? Odkąd tylko Wallace dowiedziała się, kim była ta przeszkadzająca im w bardzo ważnych rzeczach osóbka, z jakiegoś dziwnego powodu autentycznie się zestresowała. To było bardzo dziwne uczucie i z całą pewnością mogła stwierdzić, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyła. W tym momencie po prostu bardzo chciała się chyba wtopić w ścianę i pozwolić im załatwić to coś między sobą. Problem chyba jednak polegał na tym, że oni nie chcieli tego załatwiać tylko między sobą.
Ale kiedy z ust Willa padły te słowa, Matilde mimowolnie przekrzywiła głowę w bok, by spojrzeć na mężczyznę. Nie była w stanie dłużej ignorować jego obecności. Cóż, nie spodziewała się tego ze strony Hoppera, to było pewne. Tak, byli razem, ale z jakiegoś powodu z góry założyła, że chłopak będzie chciał to zachować w tajemnicy, zwłaszcza przed swoimi siostrami, a teraz… to było zajebiście dobre uczucie. Matilde posłała mu delikatny uśmiech. To tak dobrze brzmiało… Ale potem dla równowagi znowu pojawił się ten komentarz z wyparciem. Tym razem jednak Matilde wreszcie zaczęła łączyć fakty.
– Huh, rozmawiałeś o mnie? – spytała z niedowierzenim, czując jak robi jej się sucho w ustach, jednocześnie przenosząc wzrok z Imari na Williama. Na jej ustach nie gościł dłużej ten delikatny uśmiech. Huh. Była nikim-ważnym? Matilde wzniosła wysoko brwi ku górze, żądając jakichkolwiek wyjaśnień. Czas przeszły była w stanie jeszcze zrozumieć, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich historię, ale dość sporą różnicę robił fakt, kiedy dokładnie użył takiego sformułowania. Z jednej strony była naprawdę zła, ale z drugiej… rozmawiał o niej. Huh.
– I oglądasz mnie w swojej głowie w zwolnionym tempie? – co to w ogóle miało znaczyć? Matilde była zdezorientowana, skonsternowana, ale to nie brzmiało jakoś źle, prawda? Huh. Dziewczyna przekrzywiła nieco głowę, by lepiej się przyjrzeć reakcji Willa, jednocześnie niekontrolowanie zaplatając dłonie na wysokości klatki piersiowej. Huh. Była nikim-ważnym i oglądał ją w zwolnionym tempie. Kolejnych słów Imari nawet nie słuchała, w tym momencie jednak przypomniała sobie rozmowę z Willem w łóżku i… te słowa po prostu samoistnie wypłynęły z jej ust:
– To ty jesteś psycholożką? – to miało sens. Nie dodała nic o wrzodzie na tyłku, czy o byciu wkurzającym bo… huh. W końcu tutaj weszła. Wallace nie potrzebowała lepszych dowodów.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-04, 11:22   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hej, skoro Mercy i tak już ich przyłapała, nie było sensu udawać, że nic dla siebie nie znaczą, prawda? I miał nadzieję, że ona też tak myślała. Cholera. Co jeśli nie chciała o tym mówić, a on właśnie się wygadał? Właściwie nigdy o tym nie rozmawiali, Will po prostu założył, że nie będą o tym mówić zbyt wielu osobom, w końcu obydwoje woleli, kiedy ich sprawy prywatne były prywatne... Ale ufał Mercy i w jakiś pokręcony sposób chciał, żeby była częścią jego życia, tak jak dawniej. I, sądząc po tym uśmiechu Matilde, dziewczynie nieszczególnie to przeszkadzało. Naprawdę lubił, kiedy była w taki sposób rozpromieniona.
A potem odezwała się Marceline. Och, naprawdę, miał ochotę ją zamordować, kiedy wyskoczyła z tym tonem i ciągnęła temat jego wyparcia. Naprawdę, czy ona nie rozumiała podstawowych sygnałów? To spojrzenie oznaczało, że absolutnie nie należy kontynuować tego tematu, czy to nie było oczywiste? Ale to jeszcze nie było tak tragiczne jak reszta jej wypowiedzi, po której Hopper miał szczerą nadzieję, że stopi się ze ścianą albo, ewentualnie, wyparuje. Czy ona nie rozumiała, że o takich rzeczach się nie mówiło?! Cholera. Will był tak zajęty próbami zniknięcia w kłębach dymu, że nawet nie zauważył, że dziewczyna przedstawiła się swoim fałszywym imieniem.
- Miesiąc temu? - właściwie bardziej spytał niż odpowiedział Wallace, chcąc wytłumaczyć się z tego, dlaczego mówił, że była nikim istotnym. W końcu, nie mogli być dalej od bycia razem niż wtedy. Cholera, dlaczego nie mógł mieć mocy Claire i szybko zniknąć na drugi koniec Bractwa? Właściwie, to mógł nawet wyparować ze wszechświata, byleby nie być w tym pokoju z Mercy i Mattie na raz.
- Uhm... tak? - odpowiedział na kolejne pytanie Wallace. Nie miał pojęcia, czy to była dobra odpowiedź. Istniała w ogóle jakaś dobra odpowiedź? Cholera! Dlaczego Mercy to zrobiła? Naprawdę, miał ochotę ją zamordować w tamtym momencie. Nie robiło się ludziom takich rzeczy! A już zwłaszcza, starszym, przez lata zaginionym braciom.
- Tak, to ona - odpowiedział szybko Wallace, nie chcąc, żeby któraś z nich kontynuowała temat. Wystarczyło mu, że Matilde usłyszała już stanowczo za dużo, Mercy mogła sobie żyć dalej w błogiej niewiedzy.
- Uhm, kończę załatwiać ci papiery - odpowiedział siostrze, starając się brzmieć możliwie jak najnormalniej, jakby wcale przez ostatnie kilka minut nie marzył o opanowaniu mocy niewidzialności. Dlaczego jego mutacja musiała być tak nieprzydatna. - Skoro już wiesz... - to możesz sobie iść i pozwolić mi rozpłynąć się w powietrzu?
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-07-06, 21:02   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Oczywiście, że to wszystko robiła specjalnie, z pełną świadomością widząc minę Hoppera, który chciałby się zapaść pod ziemię. Mr Badass w skórzanej kurtce i z kilkoma bliznami za dużo, tak jej się kojarzył po pierwszym spotkaniu. A jednak teraz rozbawienie, zażenowanie, zaklopotanie, jakaś doza strachu, skrępowania i kto wie czego jeszcze, mieszało się na jego twarzy, w postawie, ruchach. Znała się na tym w końcu, wiedziała na co patrzeć. Może i swojego brata nie widziała tych jedenaście lat, ale.. coś tam zostało. Intuicja może, bo byli ze sobą mocno zżyci swojego czasu, nawet jeśli czasem się nienawidzili. A teraz byli dorośli.. a ona nadal uwielbiała go dręczyć. Coż, pewne rzeczy najwyraźnej nigdy się nie zmieniają. Wiedziała też, że on zapewne zrobił by dokładnie to samo, gdyby tylko dać mu taką możliwość.
- Tak, to ja. Tylko tyle ci powiedział? Nic o wiecznym wrzodzie na tyłku? - aż się naprawdę szczerze zdziwiła! Will taki miły! ALe, ale mogli być zbyt zajęci, by zbyt zajęci sobą by wchodzić w takie szczegóły odnośnie rodzeństwa Hoppera. Przynajmniej tak to wygladało, kto wie jakie były ich poprzednie spotkania?
- Wiesz jak to brzmi? "Jak się ziemniaki ugotują" - parsknęła - No dobrze, widzę, że teraz nie masz do tego.. głowy - miała na koncu języka głupi, głupi komentarz, ale sobei darowała. Nie była aż tak okrutna, koniec końców.
- Chętnie spotkam się w jakiś bardziej sprzyjających warunkach - odezwała się do Matilde, zawracając na pięcie i jeśli nikt się nie zatrzymał to wyszla, zostawiajac za sobą zamknięte drzwi.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-07-06, 21:41   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Miesiąc temu, huh? Wallace zmrużyła bystro oczy, próbując przekalkulować w głowie co dokładnie się działo miesiąc temu. Prawie miesiąc temu widzieli się ostatni raz i to zdecydowanie nie było nic nieważnego. Miesiąc temu powiedział jej, że nie chce się dłużej leczyć i cholera, wtedy to też nie było nic nieważnego. Wcześniej była przekonana, że to dla niego nic nie znaczyło, ale przecież to co się potem wydarzyło… Huh. Wallace nie odrywała z twarzy Williama tego swojego natarczywego spojrzenia. Kiedy tak o tym myślała, miesiąc temu było stosunkowo niedawno.
– Yhym – rzuciła bez przekonania, może nieco podejrzliwie. Wyparcie jak to nazywała Imari miało całkiem logiczne podstawy i Wallace zdecydowanie nie powinna się o to wkurzać – bo nie powinna, prawda? – ale mimo wszystko… Huh. Czy gdyby Imari ich nie przyłapała to Wallace dalej byłaby nikim ważnym? Czy kiedykolwiek dobrowolnie, by powiedział siostrze o tym wszystkim, co się miedzy nimi działo? Jakoś nie chciało jej to dać spokoju.
– Po co? – spytała głupio, wciąż nie rozumiejąc o co mu chodziło z tym całym spowalnianiem. Dlaczego właściwie to robił? Okej, przyznał się, ale co z tego? Wallace wzniosła brwi wyżej, w taki sposób, że schowały się pod jej ciemną grzywką.
Natomiast sposób w jaki Will uciął temat psychologii swojej siostry dość jasno dał Matilde do zrozumienia, że nie chciał, by mówiła cokolwiek więcej. Tylko do cholery dlaczego powinna się go słuchać? Dlaczego miała nie udawać, że nie wie o co mu chodzi i dalej drążyć temat? W końcu była nikim-ważnym, prawda? A z jakiegoś powodu, wreszcie oderwała wzrok od Willa i przeniosła go na blondynkę, wzruszając lekko ramionami.
– Mówił, że jesteś typowym psychologiem – powiedziała w końcu. Teoretycznie nie mówiła nic złego, ale jednak… huh. Wszyscy wiedzieli, jacy byli psychologowie. A wrzód na tyłku zdecydowanie było trafnym określeniem. I kiedy Imari wychodząc rzuciła w kierunku Wallace komentarz o bardziej sprzyjających warunkach, Matilde skinęła głową.
– Postaram się wtedy mieć na sobie koszulkę.
Cóż… koniec końców emocje opadły, a ona wreszcie się rozluźniła. I chociaż wciąż myślała o byciu nikim-ważnym, udało jej się zdobyć na jakiś bardziej typowy dla siebie komentarz. Chyba z ulgą przyjęła to, że blondynka zniknęła, zostawiając ich samych. Nawet jeśli tkwili teraz w naprawdę niezręcznej ciszy. Matilde przekrzywiła nieco głowę w bok.
– Chyba… chyba na wszelki wypadek powinniśmy pójść do twojego pokoju – odchrząknęła wreszcie, przenosząc na niego spojrzenie. Ale zaraz potem zwilżyła koniuszkiem dolną wargę i z nieco bardziej butną miną dodała:
Porozmawiać. Nic więcej.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-07-29, 18:20   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


O nie, nie, nie, Wallace chyba miała problem z odliczaniem dni i kalendarzem. Miesiąc temu dowiedział się, że dzień po tym jak się przespali, ona ściągnęła sobie Greya do łóżka. I że właściwie, był tylko przygodą na jedną noc. Tak, z pewnością miał wszelkie możliwe przesłanki, żeby sądzić, że to miało niesamowite szanse wypalić. Mogła go chociaż od razu wyprowadzić z błędu, zamiast czekać ponad tydzień, aż w końcu będzie musiał się z nią spotkać ze względu na swój stan zdrowia. Tak, w zasadzie to była jej wina że wtedy właśnie tak ją opisał, bo to ona sprawiła, że właśnie tak myślał. I niech teraz nawet nie próbuje odwracać kota ogonem, wpędzać go w zakłopotanie czy poczucie winy.
Ale oczywiście, nie mogła tego nie robić, prawda? Przecież nie była głupia, mogłaby sobie w tym swoim móżdżku poskładać dlaczego bawił się swoją percepcją postrzegania czasu, kiedy spędzali razem czas. Ale nie. Musiała go zmuszać, żeby wyjaśnił wszystko na głos i to jeszcze w obecności swojej siostry. Och, świetnie. Przecież Wallace doskonale zdawała sobie sprawę, że on nie był najlepszy w... mówieniu. A przynajmniej nie w mówieniu o takich rzeczach.
- Uhm... Żeby dłużej z tego korzystać? ...żeby to trwało dłużej - wybąkał w końcu. Podrapał się po głowie. Do czego ona go zmuszała. I to jeszcze przez to, że była zła na niego za coś, za co sama odpowiadała. Ha! Pewnie gdyby sytuacja była nieco inna, właśnie by jej to wytknął. Ale na razie... na razie wolał się rozpłynąć w powietrzu. Pogarszanie sytuacji stanowczo nie było dobrym rozwiązaniem.
Na chwilę nieco mu ulżyło, kiedy dziewczyny ze sobą rozmawiały i udało im się nie powiedzieć o nim niczego kompromitującego, nawet Mercy stwierdziła, że w końcu - na szczęście - sobie idzie. Wszystko było już na jak najlepszej drodze, aż Wallace nie wyskoczyła z tym swoim komentarzem, a Hopper znowu żałował, że nie potrafi się stopić ze ścianą. Przez chwilę stał tam, w tym kompletnym milczeniu, w zasadzie nawet nie mając pojęcia na ile Wallace była na niego zła i o co właściwie jej chodziło. To ostatnie pytanie było dość kluczowe, bo to akurat zwykle była jedna z najbardziej nieodgadnionych tajemnic do Willa.
Tak jak teraz, kiedy przejechała językiem po swoich ustach. Cholera, nie był w stanie powiedzieć o co chodziło z tą jej miną, ale naprawdę mu się w jakiś sposób podobała, nawet jeśli to oznaczało, że czeka go właśnie godzinne kazanie. Nieważne. Po prostu... cieszył się, że znowu ją miał przy sobie, równie irytującą co zwykle.
- Uhm... okay - odpowiedział tylko, zanim obydwoje zniknęli za drzwiami.

/zt x2
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Liam Ellsworth
Administrator



Jestem sobą, jestem kimś...

Iluzja lęków

84%

Informatyk / haker





name:

Liam Adam Bruce Ellsworth

alias:
Dominic Lawson

age:
34 lata

height / weight:
193/88

Wysłany: 2018-11-28, 16:37   
   Multikonta: Brian, Nicholas, David
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


/ 31 października 2018

Ostatnie dni nie były dość przyjemne dla Imari. A kiedy znów znalazła się w domu, w bractwie, unikała wszelkiego kontaktu i dotyku. Liam biorąc udział w jej ratowaniu, widział to wszystko, jak wyglądała i co jej zrobiono. Dlatego też, rozumiał jej obawy. Nie nachodził jej, kiedy nie chciała. Ale przychodził, kiedy to było konieczne, aby przypilnować czy cokolwiek jadła lub piła. Jak nie on, robił to Alex. Od tamtego dnia nieustannie nosił rękawiczki, kiedy szedł zobaczyć się z Imari. Żeby czasem nie dopuścić do aktywacji dotykowej swojej mocy, gdyby zdarzyło mu się ją dotknąć. Mimo to, zachowywał dystans.
Sam jednak też oberwał podczas misji i miał opatrywaną ranę postrzałową na ramieniu i od żebrami. Mimo nakazu leżenia i nie przemęczania się, nie stosował się tylko do pierwszego zalecenia.
Dzisiaj Liam postanowił zajrzeć do przyjaciółki i sprawdzić jak się czuje. Właściwie robił to codziennie odkąd wrócili z tej misji odbicia. Czuł się w obowiązku jej pomagać, tak jak ona robiła to wobec niego. Nawet, jeżeli nie miała ochoty na rozmowy. Wystarczyło mu jedynie zobaczyć, czy nic jej nie jest i czy nie potrzebuje w czymś pomocy.
Zajrzawszy do pokoju Imari, nie zastał jej tam. W stołówce też jej nie było. Choć w jej sytuacji to pewnie ostatnie pomieszczenie, jak i kuchnia, gdzie by się znalazła. W pokoju wspólnym też jej nie widział. Ostatecznie poszedł do informatycznego, by zapytać Alexa. A że i on nie miał pojęcia, poszli jej szukać razem. Trafili aż na poddasze.
- Imari?
Zawołał Liam, rozglądając się po pomieszczeniu, zapewne dostrzegając gdzieś siedzącą samotnie dziewczynę. Mężczyzna na sobie miał Popielaty ciepły półgolf i spodnie jeansy, na stopach skarpety i trampki. Pod swetrem zabandażowane lewe ramię i nadbrzusze.
[Profil]
  [B+]
 
Alex Parker



x

wyostrzone zmysły

73%

Programista/specjalista ds IT





name:

Alex Parker

height / weight:
183/78

Wysłany: 2018-11-28, 17:14   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Ostatnie kilka dni, był niczym wyjęte żywcem z koszmaru. Wszystkie, najbardziej skryte obawy i lęki, zmaterializowały się i oto Parker musiał stanąć w obliczu myśli, że straci Imari na zawsze. Wiedział, po prostu wiedział, że ta jej skłonność do ciągłego " matkoteresowania", w końcu źle się skończy. Godzinami, które ciągnęły się niczym tygodniami myślał, co będzie gdy jej zabraknie.
Niewypowiedziana wręcz ulga spłynęła na niego, gdy okazało się, że Blanc żyje. Trudno było mówić, że "i ma się dobrze", ale jednak żyła. - poraniona, bez włosów, ale jednak żyła. Jakim więc nieprzyjemnym zawodem było, gdy jak tylko się zbliżał, ta wpadła w panikę, nie pozwalając się dotknąć. Chciał ją przytulić, zapewnić, że wszystko będzie dobrze, ale Imari nie chciała jego obecności.
Nie był dzieckiem. Rozumiał, że może tak być jakiś czas. Mogli jej zrobić coś okropnego i sama myśl sprawiała, że żałował, że go tam nie było, by pozarzynać jej oprawców.
Kiedy Liam oznajmił mu, że nie może znaleźć Imari, wpadł w jeszcze większy popłoch. Natychmiast porzucił swoje obowiązki i gdy ją znaleźli na poddaszu, nie potrafił nawet określić ulgi, którą poczuł. Wszedł za Ellsworthem, trzymając się nieco z tyłu. Patrzył na kobietę smutno, nie wypowiedziawszy ani słowa.
[Profil]
  [AB+]
 
Imari Blanc



Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.

support/rozwój mocy innych

60%

Trener





name:

Imari Blanc

alias:
Tara/Marceline Hopper

age:
25

height / weight:
173/48

Wysłany: 2018-11-28, 19:43   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Przeniosła się tutaj, bo poddasze bylo miejscem mało uczęszczanym, a przy okazji słonecznym. Nie dala rady przeniesc tu swoich rzeczy, a proszenie kogokolwiek o pomoc chyba obecnie ją przerastało. Doszła jednak do wniosku, że nie będzie nikogo tym zajmować. W koncu i tak wszyscy mieli duzo na glowie. Alex, Liam, Mike i Will zapewne starali się spędzać z nią jak najwięcej czasu, ale obecnie pewnie wydawało się, że nic to nie daje. Imari była zamknieta w sobie i wręcz panicznie unikała kontaktu fizycznego, co było dla niej raczej niespotykane.
Obecnie nie miała siły nad tym specjalnie myśleć ani się zastanawiać. Wszystko ją bolało, mysl o tym, że ktoś mógłby ją dotknąć wręcz paraliżowała ją strachem.
Gdy usłyszała, że ktoś wchodzi po schodach podniosła się z miejsca, w którym siedziała i odwróciła przodem do drzwi, jakby obawiała sie tego kto za nimi sie pojawi. Kosztowało ja to sporo wysiłku, ale strach byl silny.
Obserwowała wchodzących do pokoju mężczyzn uważnie, troche jak zwierzę zagonione w kąt. Na głowie miała kaptur ktorego chyba od tych dwóch dni nie ściągała, poza tym czasem kiedy sie myła. Gdyby mogla pewnie nie ściągała by go w ogóle.
Obecnie wyglądała jakby miała zaraz zaczac uciekac... Gdyby miała na to siły. Byla w strasznym stanie. Nie odezwała się, czekając.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8