Poprzedni temat «» Następny temat
Izolatka nr 1
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-04-07, 14:31   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


- Nie znasz mnie wcale. Nie jestem tą osobą, co przed laty, za jebanego gówniarza. - Skwitowałam krótko jego słowa. Zmieniłam się i to niekoniecznie w taki sposób, w jaki oczekiwałam za młodego. Zmieniłam się... Na gorsze. Sama siebie nie poznawałam. Jak więc on miał mnie tak dobrze znać?
Ja... Ja nawet nie wiedziałam, co się własnie tutaj dzieje. To była jedna wielka abstrakcja. Miałam się uspokoić po jego słowach? No błagam! Ja... Ja wiem, że sama chciałam dla siebie najgorzej, ale gdy to bliscy sprowadzają Cię do roli inkubatora... To boli tysiąckroć bardziej.
- Och, świetnie. To teraz sugerujesz, że mam słabe geny? - Zapytałam z wyrzutem, gdy na mojej twarzy pojawił się istny grymas złości. Mimowolnie wstałam ze swojego miejsca podchodząc do ściany i próbując skupić na jej bieli swój wzrok. Nie miałam sił na niego patrzeć w tym momencie, coraz bardziej żałując tego, co między nami zaszło. W dupie już miałam że i jego zachipowali. W dupie miałam jego sytuację. Widać... Zasłużyliśmy sobie na taki los.
Prychnęłam słysząc jego słowa.
- To powiedz - jak dla mnie może być jeszcze gorzej? - Zapytałam, wciąż nie odwracając się do niego twarzą, a zamiast tego, uderzając pięścią o tę nieszczęsną ścianę. Ból, który odczułam przez to w knykciach pozwolił mi na chwilę trzeźwego myślenia, nie sprowadzonego tylko i wyłącznie do mojego łona.
- Kurwa, Ty tego dalej nie rozumiesz! - Wycedziłam przez swoje zęby, podnosząc swój ton. - Czy Ty kurwa nie widzisz, co oni robią? Serio kurwa tego nie widzisz? Mydlą Ci oczy tym jebanym gówniarzem, tylko po to, żebyś był im kurwa posłuszny! Ze mnie zrobią jebany inkubator w tej jebanej klitce na kolejne pół roku, żeby w Tobie mieć dalej oddanego jebanego szwadronowca, i co dalej? Jaką masz kurwa pewność, że tego dzieciaka Ci szybciej nie zajebią, bo jednak - heh - dostanie moje zjebane zmutowane geny? Co będzie po tym ze mną? Zrobią ze mnie potrawkę dla tego całego Ogara czy worek treningowy? A może kurwa jeszcze sobie wymyślą hodowlę kundli, jeśli za pierwszym razem im się uda? - Zaczęłam sypać czarnymi argumentami rodzącymi się w mojej głowie. Ale czy można mnie o to winić? Od tak wielu miesięcy na własnej skórze doświadczałam, czym jest bycie szczurem laboratoryjnym. Jaką mogłam mieć pewność, że nie będą chcieli swoich praktyk kontynuować i na moim dziecku?
- Kurwa mać! - Krzyknęłam kolejny raz, tym razem już kopiąc w ścianę, by po skulić się pod nią powstrzymując łzy. Jak widać... Emocje nie były po mojej stronie.
- Tu już kurwa nie chodzi o mnie, Kersey... Oni... Oni... JA im nie ufam. Zrobią z tym coś złego... - Dodałam po chwili, zaciskając wargi w cienką linię. W moim głosie dało się wyczuć żal, rozpacz i smutek. Rząd miał to do siebie, że mówił to, co ludzie chcieli słyszeć. Ale przecież... Ja to znałam od środka. Nie mogłam się doczekać jebanego lekarstwa ani pomocy, gdy w pokoju obok mnie zdychała tamta dziewczyna. Byłam napełniona strachem, ale teraz... Teraz coraz bardziej byłam pewna, że to dziecko nie może się urodzić. A przynajmniej - nie tutaj...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2019-04-09, 00:23   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To że się zmieniła, zauważył od razu. Westchnął, kiedy wypowiedziała takie słowa. Nie skomentował ich nawet. Nie było po co. Tylko nie potrafił właśnie konkretnie stwierdzić, w którym kierunku. Może faktycznie stała się tą gorszą, przez aktywację genu X? Może to ten gen ją tak zmienił? Wszystko możliwe.
Wspomnienie o słabych i mocnych genach przyniosło nie tak pozytywny kierunek, jakiego spodziewał się Brian.
- Nie to miałem namyśli. Chodzi mi o możliwość uśpienia na długo mutacji.
Jak inaczej miał jej przekazać to o co mu chodziło? Ale skoro ona twierdziła, że ma słabe geny, to czy nie było też prawdą? Poddawała się. Słabła z każdym dniem, przechodząc przez tutejsze piekło.
Jak mogło być jeszcze gorzej dla Samanthy? Co mogli jej zrobić gorszego? Sprać jej mózg. Nawtykać takich głupot, by później funkcjonowała tak jak oni tego będą chcieli. Brian wiedział, jak kończą niektóre mutanty. Jej mogło nawet grozić specjalne więzienie. Całkowita izolacja od otoczenia. Samotność do końca życia. Nie chciał tego dla niej. Nie wiedział też, jak ma jej pomóc. Czy w ogóle może to uczynić?
Nie chciał jej odpowiadać na to pytanie. Zamilkł jedynie spuszczając wzrok. Wiedział co może być, ale nie chciał jej dobijać bardziej. Sam jednak wyrzuciła w niego wyrzuty, zarzucając nie rozumienie sytuacji.
Tego było za dużo. Z jednej strony rząd narzuca mu, że to wina mutantki która nim manipulowała. Z drugiej, Sam twierdzi, że to oni nim sterują i wmawiają wszystko w co powinien wierzyć. Gdzie tu jest prawda? Czy faktycznie może być tak, że go wykorzystują? Jego szef nie przejmował się tym, czy Sam urodzi dziecko czy nie.
To co mówiła, nie mieściło mu się w głowie. Patrzył na nią z powagą i przejęciem. Nie uważał, by chcieli z niej robić inkubator na tworzenie dzieci mutanckich, by potem je wychowywać na żołnierzy.
- Więc co powinienem według Ciebie zrobić? Złamać umowę i pozwolić by mnie zamknęli w więzieniu? I tak grozi nam to samo.
Nie miał pojęcia, ile lat by mu przyszło odsiedzieć za swoje czyny. I może nie chciał wiedzieć.
Oboje byli w kiepskiej sytuacji. Domyślał się, że jej nie przekona. Zmusić także nie może by urodziła jego dziecko. Co było z jednej strony smutne.
- Zrobisz co uważasz...
Dodał po krótkiej chwili przerwy. Mieszało mu się wszystko, z informacji jakie otrzymał.
- Ja... Naprawdę nie wiem komu wierzyć.
Rzekł z rezygnacją w głosie
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-04-09, 23:40   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


On tego nie rozumiał. Po prostu tego nie rozumiał...
To nie on teraz nosił w sobie nowe życie. To nie on był skazany na samotność i zbyt wiele czasu na przemyślenia. To nie jego zamknęli za sam fakt, że był inny. To nie przed nim rysowała się wizja, że może wszystko stracić.
On... On nie mógł zrozumieć, jaki to dla mnie cios.
Ledwie odzyskałam brata, a straciłam go na nowo. Ledwie wróciła do mnie kruszyna, a znowu jej nie było. Ledwo odzyskałam dawnego przyjaciela, by stanąć przed wizją, że znowu go stracę. A teraz? Ledwie dowiedziałam się, że mogę zostać matką, by za chwilę mogli mi zabrać to maleństwo?
Nie. Tak... Tak po prostu nie mogło być. Wszyscy ode mnie odchodzili, ale ta jedna, jedyna osoba... Po prostu nie mogła.
Na nowo odwróciłam swój wzrok, ledwie powstrzymując się od płaczu.
- Brian, ja... Ja zaatakowałam kobietę, by ten dzieciak mógł to przeżyć. - Wyznałam w końcu, biorąc głębszy oddech. - Zachorowałam. Byłam świadkiem, jak tamta dziewczyna zdycha w męczarniach przez tego jebanego wirusa. Byłam zdesperowana. Nie chciałam tak skończyć, nie, gdy... Gdy noszę Twoje dziecko. - Wyznałam, podnosząc na niego swój wzrok. Pojedyncza łza spłynęła wtedy po moim policzku, jednak szybko ją otarłam. - Ale wtedy pojawiła się tam dziewczyna. mieszkaniu Jensena. I ona... Ona miała rumieńce... Mówili, że to oznacza odporność, że to lekarstwo... Ja... - Nie wiedziałam, jak mam to wytłumaczyć, by nie zaczął mnie nienawidzić. W końcu... Stałam się zwierzęciem walczącym o przetrwanie. - Ja ją zaatakowałam. Ja piłam jej krew, na Boga! - Wyrzuciłam w końcu z siebie podniesionym tonem, po chwili chowając twarz we własnych dłoniach. - Robiłam wszystko co mogłam dla tego bachora. Nie możesz mi go teraz zabrać. Nie możesz pozwolić, żeby oni go zabrali... - Wyjęczałam między szlochami, które powoli zaczęły opanowywać całkowicie moją mowę. To było dla mnie naprawdę ciężkie. A najgorsze, że wciąż nie miałam pewności, czy on to zrozumie.
- Zajeb mnie tu na miejscu, razem z nim, albo nie pozwól tu zostać. Tu żadne z nas nie ma szansy, Brian... - Wyrzuciłam w końcu z siebie, z ledwością spoglądając na niego. Moja twarz z całą pewnością przybrała kolor czerwieni, gdy oczy były szkliste od kolejnych łez. Ale... Ja naprawdę nie chciałam tu rodzić. Nie chciałam tu zostać. Przecież... Przecież oni wszyscy obiecali mi wolność, a teraz co? Poddali się, byle zyskać to, co mogłam z siebie wydusić?
To nie była zbyt optymistyczna wizja...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2019-04-10, 00:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Po prostu mówił to, co mu powiedziano. Jakie jest rozwiązanie jego problemu. Nie chciał, by jego dziecko wychowywało się bez matki, ale co mógł zrobić? Nie powinien decydować o jej dziecku, ale też miał zostać rodzicem. Czy nie lepiej wtedy, by to Sam wychowywała?
Słuchając jej, rozmyślał i analizował swoją i jej sytuacje. I tak miał tu słabą przyszłość zawodową. Widział jak traktowali kobietę jego serca. Przyjaciółkę od lat. Chciał jej pomóc, ale w tej chwili miał związane ręce. Jej płacz nie pomagał. Ani wyznania, co robiła by przetrwać. Szukała ratunku by wyleczyć się z choroby, otrzymując potajemnie lekarstwo. Przemyt.
Ostatecznie Brian wstał, kiedy Samantha przestała mówić. Podszedł do niej ze smutkiem i objął. Nawet jeżeli się szarpała i nie pozwalała. Objął ją w swoje silne ramiona i przytulił, nic nie mówiąc.
Milczał przez jakąś chwilę, po czym pochylił się do jej ucha.
- Wyjdziesz stąd. Ale wytrzymaj jeszcze trochę. Nie poddawaj się.
Wyszeptał. Starał się mówić na tyle cicho ale dla niej słyszalnie, korzystając z jej szlochu. Co miało pomóc zakłócić jakiekolwiek zbieranie sygnałów i wychwytywania jego rozmowy z Sam. Będzie tu widocznie potrzebował Fowlera o ile ten dupek potrafił się dobrze schować. Brian był świadom tego, jak to się dla niego skończy. A nie chciał więcej widzieć płaczącą Sam. Nie chciał też widzieć i słyszeć o śmierci swojego dziecka. Dlatego pomoże jej wyjść stąd.
Spojrzał w jej oczy.
- Sam. Wiem jakie to trudne dla Ciebie. Ale musisz zrozumieć, że wyjście jest tylko jedno. Przemyśl to, proszę.
Nawiązywał do tej oficjalnej części ich rozmowy, nie chcąc jasno mówić o swoim planie. Spuścił wzrok na jej brzuch i niepewnie, ale położył tam dłoń. Nawet jeżeli nic nie poczuje, to chociaż powoli oswajał się z wizją "być rodzicem".
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-04-11, 00:36   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Wbrew oczekiwaniom mężczyzny, ja... Ja się nie opierałam. Potrzebowałam tego, Choć odrobiny bliskości, uczucia, jakiegokolwiek ciepła. Naprawdę, potrzebowałam tego. Jak dziwne się to mogło nie wydawać, jak nienaturalne to dla mnie nie było... Potrzebowałam wsparcia. Tym bardziej teraz, gdy zostałam z tym problemem sama.
Mimo wszystko jednak, czując jego objęcia - po prostu pękłam. Łzy pociekły po moich policzkach, nawet mimo faktu, że próbowałam to powstrzymać. Że nie chciałam na nowo pokazywać swojej słabości. Jak widać jednak - hormony robiły swoje.
Odwzajemniłam więc ten uścisk. Wiedziałam, że jemy zależy na czymś więcej i że ja nie jestem w stanie mu tego dać. Ale... Teraz ja tego potrzebowałam.
Jego słowa też w niczym nie pomogły. Jak bardzo mnie to nie bolało, ledwie słyszalnym tonem wycedziłam przez swoje zęby:
- Obiecaj mi tylko... Że nie pozwolisz... - Nie dałam rady nawet tego dokończyć, na nowo zanosząc się płaczem. Wiedziałam jednak, że zrozumie moją prośbę. Nie kłamałam, gdy mówiłam, że wolałabym zdechnąć razem z tym dzieckiem, jeśli byłabym skazana na poród w tych paskudnych, więziennych celach. I miałam nadzieję, że Brian zdoła zrobić cokolwiek, by mnie przed tym uchronić. Miałam świadomość, że to również dla niego cios, że to niewyobrażalnie wielka prośba, ale... Nie zostało mi nic innego. Mogłam tylko wierzyć w jego oddanie.
Przetarłam swoje powieki, gdy kolejne słowa z jego ust padały. Rozumiałam jego motywacje, wiedziałam, czym się kieruje. Ale... Ale on wciąż tego nie rozumiał.
- Obiecaj mi tylko... Jeśli to się nie uda... Nie pozwól... - Nie wiedziałam., czy moje słowa były wystarczająco składne. Nie wiedziałam, czy jestem w stanie w tych emocjach przekazać mu to, na czym mi zależało. Przekaz był jednak prosty.
Jeśli złapiesz jakiekolwiek wątpliwości co do naszej - czyli mojej i dziecka przyszłości - nie pozwól żadnemu z nas do tego dożyć.
Po prostu. Wolałam zdechnąć, niż stać się zabawką Rządu....
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/102

Wysłany: 2019-04-14, 12:30   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Obejmował i nie przejmował tym, że puściła łzy. Że nie wytrzymała być twardą. Pobyt tutaj ją wyniszczał i jeszcze bardziej osłabiał. Pozwolił jej wypłakać się tyle ile tego potrzebowała. Teraz miała tu tylko jego. A on nie mógł już zrobić dla niej aż tyle co wtedy. Degradacja stanowiska nie dopuszcza go już do dzielnicy mutanckiej. Mógłby wejść, ale pewnie eza pozwoleniem lub w określonym celu.
Wiedział jednak, że tę jedną rzecz może jeszcze zrobić całkowitym kosztem swojego zawodu, jeżeli nie i życia. Nie miał szczerze nic do stracenia. Nie miał nikogo, poza tu obecną Samanthą. Nie miał przyjaciół, rodziny, rodzeństwa. Nikogo.
Nie było mu łatwo słyszeć jej słowa. Ale jeżeli to miało być ich ostatnie spotkanie, lub bardzo ograniczone, lepiej by teraz złożyli sobie obietnice.
- Nie pozwolę... Obiecuję.
Zgodził się. Jeżeli tego chciała, nie pozwoli by rodziła w tym miejscu. To nie będzie łatwe dla niego. Wyboru jednak nie miał. Kto wie czy rząd by go za to nie pochwalił, gdyby pozbawił życia ją czy swojego dziecka. Czy tego chciał?
- Ty mi też coś obiecaj.
Rzekł do jej ucha, nadal przytulając.
- Bądź silna. Nie poddawaj się. Przetrwaj i przeżyj. Dbaj o niego. Niezależnie od tego, co się stanie. Obiecaj.
Chciał by dbała o ich dziecko. By pozwalała mu się w sobie rozwijać. By było silne, tak samo ona. O najgorszym wspominać nie chciał, ale musiał. Sama dobrze wie jakie przeszła piekło i przechodzi nadal. O nic więcej jej nie prosił. Nie prosił nawet o to, by go kochała. Tylko tyle by przeżyła i urodziła mu dziecko. Nie ważne czy to będzie córka czy syn. Ale w głębi siebie, pragnął by to był chłopiec. Który dorośnie i będzie ją chronił, gdyby jego zabrakło.
W zależności od tego, w jakiej by się znaleźli sytuacji i odstępie czasowym, musieli sobie zaufać i sobie jakoś pomóc. Gdyby jego plan się nie powiódł, wtedy sięgnie po spełnienie jej obietnicy.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



When there's nothing left inside, there's still a reason to fight...

Alkokineza

3%

Mieszkaniec DOMu





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2019-04-14, 17:08   
   Multikonta: Vera. 3Ch0, Marcos
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


Tyle... Tyle mi chyba wystarczyło. To jedno, krótkie słowo, które miało mi zapewnić to bezpieczeństwo. Bo przecież... To nie tylko brak zagrożenia. To też spokój ducha. To fakt, że nikt więcej ie zrobi krzywdy ani Tobie, ani tym, którzy są Ci cenni. A teraz... Teraz to było dla mnie najważniejsze.
Jeszcze kilka dni temu mogłam zrobić wszystko dla tego ledwie rozwijającego się życia. Ale wtedy - nawet, gdyby miało przyjść na świat w niewoli - tak łatwo byłoby je przekazać w bezpieczne ręce. W ramiona kogoś, kto nie pozwoli z niego zrobić szczura laboratoryjnego. Dzisiaj... Dzisiaj nie miałam tej pewności. To nie było życie ani dla mnie, ani dla tego dziecka.
Choć przecież ja już byłam skreślona.
Pokiwałam swoją głową na znak zrozumienia.
- Tylko tak długo, jak Ty dotrzymasz swojej. - Wyznałam, już zdecydowanie spokojniejszym tonem. W sumie... Miał rację. Musiałam być silna. Musiałam przetrwać. Musiałam...
I pewnie szło by mi całkiem nieźle, gdyby już po chwili drzwi do izolatki się nie otworzyły z prostym przekazem - koniec tego dobrego. Zacisnęłam swoje wargi w cienką linię, ostatni raz ściskając jego dłoń, nim ten wstał i ruszył w kierunku wyjścia.
- Obiecuję. - Rzuciłam jedynie, nie odrywając od niego wzroku. Pierwszy raz od dłuższego czasu moja wypowiedź brzmiała tak spokojnie i zdecydowanie zarazem.
Mógł wiedzieć jedno. Ja... Ja tym razem się nie poddam.

[z/t x2]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6