Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-05-24, 23:05   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali nie miała nawet za bardzo czasu zastanawiać się nad tym wszystkim, czy to było bezpieczne, czy w ogóle miało sens. Musiała stąd uciec i nie miała czasu myśleć o tym, kim właściwie była ta kobieta, skąd się wzięła i jakie miała zamiary. O ile tylko nie planowała spalić Shiv, zamordować jej ani zaciągnąć do siedziby DOGS, w tych warunkach można było ją uznać za najlepszą przyjaciółkę Nyberg.
Wszystko miało być już dobrze, miały już odjechać z tego przeklętego miejsca, kiedy nagle znikąd pojawił się dwa pajęczaki. Obydwa zwróciły swoją uwagę na drugą z kobiet, więc Shivali mogłaby właściwie uciec sama nie odwracając się za siebie... tyle że ona taka nie była. Musiała znaleźć sposób, żeby jakoś obydwie je stąd wyciągnąć, a jeśli dziewczyna nauczyła się czegoś podczas Marszu, to tego, że przesunięcie tych pajączków było niewiarygodnie ciężkie, a ona nawet nie miała niczego, czym mogłaby zniszczyć tę maszynę. Nie znała się na kablach, nie miała więzi z nikim, kto się znał... Musiała szybko coś wymyślić i to zdana na samą siebie.
Nagle przyszło niespodziewane olśnienie. Przecież miała samochód. Nie czekając, aż maszyny ją zaatakują, rzuciła się do wyciągarki, żeby zaczepić hak o pajęczaka. Jeżeli Fay nie zostawiła kluczy w stacyjce, to dziewczyna w momencie je jej zabrała, a potem wpadła na siedzenie kierowcy. Przez chwilę nie miała pojęcia jak uruchomić wsteczny na automatycznej skrzyni biegów, ale kiedy już znalazła odpowiedni guziczek ruszyła, pociągając za sobą maszynę. Byle to zadziałało.

_____________________________________________
MG:
Rzuty:


Za Shivali również ruszyły dwa pajęczaki, śledząc każdy jej krok i goniąc za nią na tyły samochodu. Na szczęście dla kobiety jednak - prawdopodobnie w lesie znajdował się też w jakiejś bliskiej okolicy albo inny mutant, albo kolejny raz doszło do uszkodzenia jednego z systemów wykrywania mutantów u jednego z robotów, bowiem w pewnym momencie ruszył w kompletnie innym kierunku. Drugi jednak wciąż sobie nie odpuszczał. W momencie, gdy schylałaś się, by wyciągnąć linkę z samochodu, mogłaś zauważyć szkarłatne oczko ledwie dwa metry od siebie. Jeden fałszywy ruch i prawdopodobnie skończysz podobnie do nieznajomej, która przywitała Cię pod bramą...
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Andy Dark



It's So Nice To Meet You. Let's Never Meet Again.

Nefryt

57%

Rebel





name:

Andy Dark

alias:
Nefryt

age:
28

Wysłany: 2018-05-24, 23:20   
  

   Władca Pingwinów

  

   Masz talona na Aarona i balona


Moment, w którym strzała przemknęła obok mojej głowy, był nie do opisania. Nim zdążyłem ogarnąć, co się działo, słyszałem tylko trzask bezwładnego ciała, uderzającego o ziemię. Co mogliśmy zrobić? Staliśmy tam, jak kaczki na odstrzał, zdając się na łaskę jakiegoś popierdoleńca. Wiele w tamtej chwili przechodziło przez moją głowę. Najwięcej myśli krążyły wokół sposobów na oskórowanie tego chuja. Nie mogłem jednak dać ponieść się agresji.

W pewnej chwili poczułem, jak moje nogi nieco drżały. Stawka była wysoka i mimo tego, że chciałem jakoś zapobiec, to stałem jak wryty, obserwując ich wszystkich. - Rusz się! - Krzyknąłem do siebie w głowie, co by jakoś otrząsnąć się z całej tej sytuacji. Najchętniej przydałby się teraz porządny kopniak w tyłek, który pobudziłby mnie całego. - Jesteśmy sami. - powiedziałem cicho, jednak tak, by wszyscy usłyszeli. Słowa w głowie latały, jak popierdolone, a ja starając się coś z nich wyłapać, starałem się sklejać je w jakieś sensowne zdania. - Nie wiemy, gdzie się ukrywają.. Jesteśmy sami. - Jakoś się udało. Z chwilą, gdy zakończyłem swój jakże krótkawy, lecz sensowny monolog, wróciłem do siebie. Nogi - wcześniej drżące ze strachu - zaczynały się powoli uspokajać. - Jeśli nam nie wierzycie, to tak jak kolega wcześniej wspomniał - jesteśmy martwi. - Skwitowałem, lekko nie dowierzając we własne słowa. Jednak takie były fakty. Nic nie poradzisz. Boże, dopomóż. Ześlij jakąś zarazę na nich i daj nam uciec. Albo chociaż pierdyknij w nich prądem. Proszę?
[Profil]
  [A-]
 
Christian Spivey



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

65%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Spivey

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2018-05-25, 18:58   
   Multikonta: Ruth; Kathryn


Cóż nic innego nie zamrożenie ich do podłoża nie przyszło mi do głowy. Może i mogli atakować dalej, ale przynajmniej nie ruszą się z miejsca. Jak to, że uwolnienie się z tego też zajmie im trochę czasu. Nie zamierzałem zgrywać bohatera i robić coś ponad moje siły. Dałem im możliwość obrony, bo tamci nie będą mogli ruszyć. Niestety nie przewidziałem tego co wydarzyło się po tym. Może gdyby chociaż spodziewał się tych wydarzeń jakoś mógłbym im zapowiec. Niestety tak nie było.
Rzeczywiście przez ten krótki moment wydarzyło się tak wiele. Aaraon zasłaniający mnie przed dogsami robiąc żywą tarczę, a następnie próbujący odciągnięcie mi. Jednak na wiele się to zdało. Po chwilę później obaj dostaliśmy porządną dawkę wstrząsów. Jeszcze nigdy mi tak nie ulżyło jak chwili jak to cholerstwo się skończyło. Nie byłem pewny ile jeszcze był wstanie wytrzymać. Cóż nie odzywałem się, bo no cóż nie wiedziałem gdzie w tych regionach kryło się Bractwo. Nawet jakbym wiedział to bym nie wydał jego położenie. Tak jak przez te lata nie zdradziłem nazwisk kompanów z Nowy Yorku. Nie byłem zdrajcą miałem nadzieję, że oni nie zdradzą swoich. Może nie wierzyłem już walkę o prawa do mutantów, ale wiedziałem co ich spotka jeśli trafią w ręce dogs.
Gdy Seth zabił jednego z więźniów... Trudno określić to co czułem, ale na pewno tej chwili cały szacunek jaki miałem względem swojego dowódcy odpłynął w siną dal. Może był mutantem, ale nie stanowił zagrożenia, ani też nie innego robił. Tylko stał... Sto kroć wolał bym na jego miejscu. Wiem, że za pewne nigdy nie zobaczył bym siostry i nie poznał prawdy o losach brata. Jednak ten gościu też miał bliskich... Wtedy też odezwał się Aaron i jego znajomi, nie słuchałem pozostałych. Ani też dokładnie nie wsłuchiwałem się słowa przyjaciela. Bo byłem w szoku ilością słów jakich użył. Po za tym wyglądał, a raczej brzmiał jakby gadał od czapy. Były dwie możliwość jedna to, że coś kombinował albo też prąd za mocno go popieścił. Spojrzałam na Jenkinsa, bo w końcu sam dał uciec jednej kobiecie.
- Masz zamiar mu na to pozwalać? Odpowiadasz za tych ludzi, a po za tym jesteście na tym samym stopniu - zwróciłem się do niego doskonale zdając sobie sprawę z tego, że raczej powinien milczeć. Jednak prawą były moje słowa Seth nie miał prawa zabijać więźniów, a pewnym sensie Jenkins za nich odpowiadał. Jak każdy z nich tutaj...
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-26, 01:08   

In the end
It doesn't even matter...


Wszyscy zdawaliście się ze sobą współgrać – wspólnie ciągnęliście bajeczkę, którą zainicjowała panna Murphy. Co? Bractwo? Jakie Bractwo? W życiu o ludziach nie słyszałem.
Być może Seth nawet by wam uwierzył, gdyby nie jeden, znaczący szczegół...

Żadne z was nie zauważyło chwili zawahania w oczach Leona. Żadne z was nie dostrzegło, jak powoli tracił zmysły, nie wiedział co ze sobą począć, a widok martwego mutanta, którego przecież mieliście wyprowadzić na wolność – całkowicie nim wstrząsnął. To właśnie w tamtej chwili połączenie między chłopakiem a Shivali się uaktywniło, przenosząc go jaźnią na ukrytą bramę kompleksu. Hawthrone z pewnością żałował, że w ogóle do tego doszło – bo oto przed swoimi oczami widział leżącą pod tym paskudnym robotem Fay. Widział też Szwedkę uciekającą przed kolejnym pająkiem. Widział, jak ich misja właśnie się kończyła – i to zupełnie inaczej, niż to sobie na początku wyobrażali.
W kolejnej sekundzie mężczyzna ponownie znalazł się we własnym ciele, z szybko bijącym sercem i masą wątpliwości. Nie wytrzymał jednak i mimo waszego wspólnego zgrania – pękł.
- Powiem wszystko! Powiem! Tylko wypuście te dwie kobiety! Zostawcie tych biednych mutantów! Oni nie są niczemu winni! - wykrzyczał, zaciskając mocno swoje pięści, by po chwili spojrzeć w waszym kierunku i wyszeptać ostatnie:
- Przepraszam...

Od tej pory czas zdawał się przyspieszyć. Na nic były starania Aarona, który resztką sił sięgnął noża i zranił jednego z agentów Ambrose'a w nogę. Na nic były też starania Christiana, by przemówić do sumienia Jenkinsa. Na nic też było ciągnięcie tej bajeczki. To po prostu był koniec... I mogliście to doskonale odczytać z uśmiechu mężczyzny, który właśnie sprawował nad wami władzę.
- Dobrze. - usłyszeliście głos Setha, nim krzyki w sali obok się skończyły, a po pomieszczeniu zaczął się roznosić dziwny zapach, wydobywający się ze schodów. Właśnie zaczęła działać ta dziwna puszka, którą wcześniej miał przy sobie jeden z żołnierzy.
W tej samej chwili też, Inferno jak i Frost mieli już założone obroże, a po chwili – byli obróceni i otrzymali silne uderzenia w potylicę – co by nie sprawiać więcej zagrożenia. Choć co wnikliwsze oko, bez problemu mogło dostrzec, że Aaron oberwał zdecydowanie mocniej.
I jak na zawołanie - Andy i Ronnie zostali zaatakowani – przez tą samą broń, którą wcześniej oberwał Bartowski i Spivey. Wyładowania sprawiały ból, pozbawiały możliwości ruchu, nasilały złość. I tylko jeden Leon stał, patrząc jak jego przyjaciele zostają obezwładnieni, by to właśnie z nim mógł pomówić jeden z najbardziej wpływowych członków D.O.G.S.

Niewiele lepiej rysowała się sytuacja na zewnątrz.
Nyberg starała się podczepić linkę z auta do robota, który zaatakował Fay, jednakże – przez fakt, że sama mogła paść kolejną ofiarą – nie zrobiła tego wystarczająco skutecznie. Hinduska wskoczyła do auta w ostatniej chwili, kończąc jedynie z dość dużym skaleczeniem spowodowanym przez jedną z nóżek robota, idącym przez całą jej rękę. Uruchomiła naprędce silnik i ruszyła – niestety, bez maszyny. Wiedziała jednak, że zostając, nie zdoła nikomu pomóc. Co gorsza – będzie to też oznaczać dodatkowe problemy dla samego Paula, któremu dziś przecież tak wiele zawdzięczała. Ruszyła więc, lasem, gnając przed siebie i będąc gonioną przez pajęczaka jeszcze przez kilka minut, nim zgubiła go między drzewami, pozostawiając blondynkę na łaskę Rządu...

A sam Jenkins? Dzisiejszy dzień z pewnością zapamięta – i to bynajmniej jako dzień chwały. Rząd zdobył informacje, na którym im zależało – czy jednak nie zapłacili za to zbyt wysokiej ceny? Czy to wszystko rzeczywiście było potrzebne?
Zostawało mu tylko wierzyć, że jego podopieczna z minionego tygodnia wyjdzie z tego cało...

~.~

2 marca 2018 roku.
Dzień jak co dzień, Noc jak każda inna...
Terroryści w liczbie osób 5 zostali zatrzymani na terenie Ośrodka Terapii Genetycznej. Uszkodzili wiele systemów (w tym ochrony i obserwacji), wypuścili więźniów i obiekty badawcze, zniszczyli infrastrukturę w bloku X i kolaborowali z mutantami będącymi pod opieką Ośrodka. Odnotowano ofiary w liczbie – 2. Nie odnaleziono jednego ciała.
Mutanci zostali zatrzymani na czas dochodzenia. Wykorzystano środki obrony koniecznej. Spacyfikowano agresorów i umieszczono ich w celach – po wcześniejszym zaaplikowaniu mutazyny i założeniu kajdan wraz z obrożami. Nie sprawiają już zagrożenia.
Przewidywane dalsze postępowanie: widmo.
Czas pobytu w ośrodku: 8 dni.

~.~

10 marca 2018 roku.
Od wielu dni nie mieliście kontaktu z żadnym z waszych kompanów. Nie mogliście mieć pewności, kto przeżył, a kto nie. Nie wiedzieliście też, co się z wami dalej stanie. Czas wam się dłużył, kajdany ugniatały, a obroża zdawała się wrastać w wasze karki. Małe klitki w których was umieszczono wprawiały w klaustrofobiczny nastrój, a złość, rozgoryczenie i zawód coraz bardziej w was narastały. Cóż jednak z tego, skoro mutazyna dostatecznie blokowała wasze zdolności?
Traciliście nadzieję. Gubiliście zmysły. I gdy już każde z was chciało się poddać, odejść, odpocząć... Coś się stało.
Każde z was zostało siłą wyprowadzone ze swoich cel, postawione przed obcą osobą, która zdawała się nie mieć twarzy i... Boom. Zniknęło.
Wasze wspomnienia z ostatnich kilku dni zdawały się rozpływać, umysł robił się lżejszy, a świadomość odpływała w nieznane. Nie ważne, jak bardzo staraliście się walczyć – nie dało się. Ciemność was pochłaniała, z każdą sekundą coraz bardziej. Byliście po prostu na to skazani...

_______________________________________

Dziękuję wszystkim za udział w evencie!
Każdy z uczestników w ramach nagrody otrzymuje koło ratunkowe, do wykorzystania w dowolnym momencie fabularnym (w sytuacji podbramkowej, gdzie waszej postaci będzie groziło trwałe uszkodzenie ciała lub śmierć, możecie liczyć na wsparcie Mistrza Gry)!
    Sytuacja postaci po evencie:
  • Christian zostaje zdegradowany i traci część swoich przywilejów – wciąż będzie należał do oddziału, jednak będzie poddany przymusowym badaniom i eksperymentom, mającym na celu podniesienie jego lojalności wobec Rządu.
  • Paul powraca do swoich codziennych obowiązków.
  • Shivali może rozpocząć swoje rozgrywki fabularne od nocy z 2 na 3 marca.
  • Renegaci z bractwa mogą rozpocząć swoje rozgrywki fabularne od nocy z 10 na 11 marca – żadne z nich nie pamięta jednak, co się z nim działo przez ostatni tydzień, a sam atak wydaje się rozmyty, niczym we mgle. Żadne z was nie pamięta, kto wydał bractwo. Macie jednak szansę na odzyskanie wspomnień (przy pomocy MG lub postaci o odpowiedniej mocy, mogącej wpływać na umysł). Mutanci jeszcze przez około tydzień fabularny powinni odczuwać skutki przyjmowania mutazyny – Z dniem wypuszczenia żadne z was nie może korzystać ze swoich mocy – ta zacznie powracać z czasem. Kontynuacja waszej historii tutaj.

[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 21:50   
  

   Talon na Aarona i balon


~Noc z 28.02 na 01.03

Tyle wydarzyło się w ciągu ostatnich godzin... Nie miał pojęcia jak to wszystko ugryźć, ale gdzieś w głębi duszy wiedział, że musi dać radę. Dla nich.
Zbyt długo pozwolił im gnić w zamknięciu, był im to winien. Zarówno Colleen, jak i Sam. Obie uratowały go w pewnym momencie jego życia i chociaż darzył obydwie innym rodzajem miłości, one... To jedyne co miał na tym świecie.
Przetarł wierzchem dłoni zmęczone oczy i sięgnął po kubek z kawą, który postawił na dachu swojego samochodu. Wypił kilka łyków, po czym sięgnął po papierosa. Miał jeszcze parę chwil, musiał... Musiał się uspokoić.
Znajdował się kilka kilometrów od miejsca w którym przetrzymywana była Samantha.
Rozpalił papierosa i oparł się o drzwi swojego czarnego Renault Kadjara i przymknął oczy.
Nie miał pojęcia co się dalej wydarzy, wiedział za to na pewno, że musi wrócić w jednym kawałku razem z Sam.
Miał dla kogo żyć, zdał sobie z tego wreszcie sprawę, dlatego... Dlatego wszystko musiało się udać.
Sytuacja wyglądała trochę inaczej niż przy jego włamaniu do domu Very - wtedy miał wszystko zaplanowane, teraz... Co prawda miał jakiś pomysł, ale nie mógł tak naprawdę przewidzieć co go czeka, gdy dotrze na miejsce.
Pociągnął jeszcze kilka machów z papierosa i wyrzucił go, po czym dopił resztkę kawy i również pozbył się kubka.
Usiadł na miejscu kierowcy i odpalił silnik, po czym ruszył w kierunku wyżej wspomnianego miejsca.
Znalazł się tam w przeciągu 10 minut, zatrzymał się spory kawałek od bramy.
Pilnowało jej dwóch szwadronowców, ale nie powinni stanowić większego problemu.
Wyciągnął z torby karabin z lunetą snajperską, po czym wyszedł z samochodu. Wskoczył na maskę , a z niej wdrapał się na dach auta. Położył się na nim i rozłożył podstawkę pod broń. Był cały odziany na czarno, dzięki czemu nie powinni go zobaczyć. Noc była jego sprzymierzeńcem.
Wciągnął głębiej powietrze do płuc i przyłożył oko do lunety.
Jaki był plan? Zdejmie ich dwóch, gdy tylko zobaczy, że otwiera się brama. Wskoczy za kółko i podjedzie bliżej, po czym korzystając ze swojej mocy szybko pokona dystans dzielący go od Sam i pomoże jej dotrzeć do samochodu. W razie problemów w torbie miał jeszcze jeden karabin, oraz dwa pistolety. Gdyby ruszył za nim pościg, cóż... Poradzi sobie z nimi. Musi sobie z nimi poradzić.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 5