Poprzedni temat «» Następny temat
Sala nr 1
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-06, 00:38   

//11 kwietnia 2019, wieczór


To z całą pewnością był ciężki dzień. Zawsze jednak trzeba patrzeć na pozytywy, czyż nie? A takim z pewnością było to miejsce - zwykła sala, ze zwykłym łóżkiem, ze zwykłą pościelą i zwykłym światłem. Bez oślepiającej jarzeniówki palącej się całą dobę, bez przygnębiających całkowicie białych ścian i bez nazbyt obronnych drzwi. Po ostatnich tygodniach mogłeś się tu poczuć... Wręcz normalnie.
Nim ktokolwiek zakłócił Ci spokój, miałeś dla siebie kilka godzin. Mogłeś je wykorzystać w dowolny sposób - śpiąc, kontemplując, czy po prostu gapiąc się przez kraty na korytarz, gdzie co jakiś czas przechodził ktoś z laborantów lub szwadronowców. Może nawet udało Ci się zamienić z kimś słówko?
Dano Ci nawet dziś normalny obiad, czy to jakieś święto?

W końcu jednak przyszedł wieczór - mogłeś to poznać po większej ilości sztucznego światła na korytarzu i mniejszej liczbie pracowników. Już zacząłeś tracić wiarę w to, że ktokolwiek z Wellerów się tu zjawi - a jednak, gdy już miałeś przymknąć oko i oddać się marzeniom sennym, przed Twoim obliczem stanął nie kto inny, jak Friedrich we własnej osobie.
- Dobry wieczór Brianie. - Rzucił nonszalancko w Twoim kierunku, wchodząc do sali. - Wybacz że tak późno, ale rozumiesz. Praca. - Dodał po chwili z lekkim uśmiechem na ustach, nim zajął wygodnie miejsce na fotelu koło Twojego łóżka.
- O czym to chciałeś porozmawiać, żołnierzu?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-06, 01:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 11 kwietnia 2019

Zmiana jaka zaszła po wygłoszeniu wyroku, była widoczna już w odprowadzaniu nie do celi izolacyjnej, ale pomieszczenia laboratoryjnego, gdzie przetrzymywano mutantów do eksperymentów. To była dla Briana duża ale tez i niepokojąca zmiana. Nawet jeżeli się wahał tam wejść, został do tego zmuszony. I tam zdjęto mu kajdanki, pozostawiono samego. Może i wygodniejsze łóżko, ma fotel dziwny i pewnie składany? Światło nieco inne i jeszcze wgląd na korytarz. Ta sytuacja nie wiele zmieniała, jak i tak pozostawał więźniem. Nie poprawiało jego nastroju nawet to, że dostał porządny obiad. Nie przełknął wszystkiego.
Resztę godzin przeleżał, przesiedział, rozmyślał a nawet zrobił sobie małą gimnastykę, która pomagała mu wytrwać i nie zanudzić się na śmierć przez ostatnie tygodnie "aresztu w zamknięciu".
Nastał wieczór. Brian siedział pod ścianą i jedynie nasłuchiwał kroki lub ciszę dobiegająca zza drzwi. I pomyśleć, że kiedyś i jeszcze jakiś czas temu, to on przechodził tymi korytarzami i kontrolował mutantów. To on wypuścił Sam i pomógł jej uciec. Westchnął, a wtedy drzwi się otworzyły. Na widok Wellera, wstał z łóżka. Nawyk zawodowy z wojska.
- Chciałem zapytać, czy ta terapia jest konieczna? Czytałem akta osób które były temu poddane i nie bardzo mi się podobały efekty tych działań.
Naukowcy laboratoryjni pewnie zapisywali skutki uboczne albo sukcesy i odczucia poddanego terapii, więc pewnie i jakieś akta mogły trafić w ręce Briana. Czy to sam trafił na nie podczas papierkowych dostarczeń informacji, raportów, a może i nawet była tam wzmianka w tych, co zostawiła mu do wglądu Pani Adwokat. Było można zauważyć, że Brianowi ten pomysł się nie podobał. Ale też nie wiedział co planuje szef względem jego osoby. Ponoć stawili się za nim, ale żeby aż tak?
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-06, 23:54   

Weller nie odrywał od Ciebie swojego spojrzenia, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Znał się na tym - w końcu nie byłeś pierwszym żołnierzem poddanym takiej terapii. Dla niego... To był niemal chleb powszedni.
- Oh, doprawdy? A co dokładnie niepokoi Cię w tej terapii, żołnierzu? - Zapytał, z wyczuwalną troską czy może raczej zmartwieniem w głosie. - Obawiam się, że w tym momencie terapia jest nie do uniknięcia, ale mogę Ci zagwarantować, nie jest ona niczym złym. - Dodał po chwili, biorąc głębszy wdech w swoje płuca. - Pamiętasz czasy, gdy pracowałeś jeszcze pod szyldem GC? Pamiętasz swoje sukcesy? Pamiętasz, jak silną pozycję miałeś przechodząc do Departamentu? Chcemy Ci to oddać, Kersey. Szwadrony są Ci pisane. Widzę w Tobie... Przywódcę. Tak, mógłbyś prowadzić własny oddział, albo działać u boku Ambrose'a, jako jego zastępca. Czy nie jest to piękna wizja? Nie chciałbyś na nowo świecić przykładem? Masz do tego potencjał... - Rozmarzony głos Wellera niemal niósł się po sali, wprowadzając dziwny nastrój. Chciałeś go słuchać, chciałeś poddać się tej wizji. Czy mogłeś w to wierzyć? Czy łatwo wpadłeś w tę pajęczynę słów, z której nie szło się wydostać? A może jednak Twoje wątpliwości były silniejsze, niż chęć pięcia się ku górze? Może... Może to wcale nie było takie złe?
Może warto było się oddać tym słodkim obietnicom?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-09, 21:23   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian, żeby przy przełożonym nie wyjść źle, nie siadał nigdzie a jedynie stał przed nim a bliżej łóżka i słuchał patrząc poważnie, nie ukrywając tego jak bardzo terapia mu nie leży. Jednakże słowa szefa były dziwnie przekonujące. Przypomniał mu czasy Genetically Clean, które w prawdzie już nie istniało. Przypomniał mu jak wtedy pracował, ile doświadczenia zebrał i zasługi, że nawet tutaj go zwerbowano. Był tu potrzebny. Ale później, gdy spotkał Samanthę Bartowski po latach tutaj, jak mu powiedziała co robią i jaki jest rząd, był w zawieszeniu komu wierzyć. Pracował na dwie strony, obie tym samym narażając. Nie mówiąc już o sobie. Wyrok teraz zapadł. Czy nic nie zrobi, choćby teraz próbował?
Ale z tym przywódcą, Weller chyba poszedł za daleko. Brian nigdy nie mierzył wysoko. Wykonywał tylko swoje obowiązki i misje. Tym żył, to była jego praca. Odebrana z wyrokiem. Ile razy sobie mówił, że nie ma nic do stracenia. Nie miał nikogo. Jedynie siebie. Uwolnił Sam, by nie gniła tutaj. Nie udało mu się jej przekonać do współpracy, to pomógł jej uciec. Miłość jest ślepa...
- Sam nie wiem...
Wahał się. Mimo iż wszystko tak pięknie brzmiało. Tak nierealnie.
- Ta terapia... Zakładam że wpływa za mocno na umysł. Wiem, że nie jestem jedyny, który złamał tutejsze prawo i zasady. Ci co zostali poddani tej terapii, ponoć zmienili się, w przeciwieństwie do tych, którzy otrzymali wyrok pozbawienia wolności. Nie chciałbym drastycznej zmiany w sobie. Nie ma innego sposobu?
Przypuszczenia wzięły mu się z tego co wyczytał w aktach i miał dużo czasu na ich przeanalizowanie. Miał sporo wersji porównawczych, a nawet opisywane opinie tych, którzy te terapie przeprowadzali. Na pewno to zmienia osoby temu poddane. Do teraz wykonują obowiązki jak najlepiej. Nie wracają do przeszłości, nie sprawiają problemów, są zbyt idealnymi żołnierzami. To prawie jak przepranie mutanta na kundla. Czemu z ludźmi też tak robią?
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-10, 01:13   

Twarz mężczyzny nie wyrażała praktycznie żadnych emocji, dopóki nie wchodził w swoje monologi. Mogłeś bez problemu zauważyć, dlaczego był z niego idealny dowódca - nie było po nim widać strachu, nie było widać stresu, ale emanował od siebie wręcz niezwykłą charyzmą.
Słuchając Twojego pytania, Weller wyciągnął ze swojej kieszeni metalową papierośnicę, by po chwili umieścić jeden ze skrętów między swoimi wargami, a następnie i Tobie zaproponować poczęstunek tą palącą używką. W zależności od Twojej odpowiedzi na ten gest - albo podpalił oba papierosy, za pomocą swojej beznzynowej zapaliczki z wygrawerowanym symbolem szwadronów, albo wyciągnął papieros ze swoich ust, chowając go do metalowego opakowania - w końcu nie chciał Cię tu zatruć, jeśli okazałoby się, że wolisz wprowadzić zdrowe zmiany do swojego życia.
- To nie tak. - Pokiwał przecząco swoją głową, słuchając Twoich domysłów. - Nikt podczas terapii nie wpływa całkowicie na umysł żołnierza. Wyjątek stanowią tu siłą rzeczy kundle. - Odpowiedział, biorąc głębszy wdech lub zaciągając się papierosem - W przypadku ludzi stosujemy tak zwaną terapię uproszczoną - mającą na celu zlikwidowanie przyczyny wystąpienia symptomów nerwowych. Bardzo skuteczna rzecz w przypadku PTSD, muszę przyznać. Sam wielokrotnie korzystam z tej terapii, i nie uważam się za osobę o zmienionej osobowości. - Wyznał po chwili, co w sumie... Składało się w jakąś całość. W końcu zasługi Friedricha odbijały się echem po całym departamencie, a trzeba było mieć na uwadze, że ten był jednocześnie mutantem - i nikt specjalnie tego nie ukrywał. - Wiem, że w Twoim przypadku ta kobieta namieszała Ci w głowie. Każdy z nas chyba czasem się tak daje płci pięknej, czyż nie? Haha... - Zażartował po chwili, jakby chcąc odjąć nieco nerwów z tej dość gęstej atmosfery - Ale spójrz na to z innej strony. Rząd nie krzywdzi tych, którzy z nim współpracują. Miała być jej zapewniona opieka, czyż nie? Wydaje mi się, że sama potrzebowałaby takiej terapii, skoro wpadła w tak wielką panikę i histerię, że i Ciebie, doświadczonego w boju żołnierza, zdołała przekonać do swoich racji... - Zamyślił się po chwili, biorąc kolejny wdech, nim mógł wrócić do rozwiewania Twoich wątpliwości - Mogę Ci zagwarantować, że Twoja osobowość się nie zmieni. Będziesz też pamiętał o tych, którzy są dla Ciebie ważni. Po prostu... Będziesz dawnym sobą. Szeregowy Kersey ponownie na służbie... - Rozmarzył się po chwili, gładząc swoją bródkę i opierając wygodniej o oparcie krzesła. To... To chyba brzmiało aż zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe...
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-12, 14:29   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian nie odmówił papierosa, skoro była to okazja, jaka może się później nie zdarzyć. Choć kto wie. Palenie jak i picie dawno ograniczył, będąc do tego zmuszonym przez poważne problemy z nerką. I tak rzadko do tego sięgał, co mu więc szkodzi i teraz sobie zapalić? Poczęstował się papierosem i pozwolił go sobie zapalić. By następnie wysłuchać wyjaśnień szefa.
Jego słowa brzmiały zbyt pięknie i zbyt przekonująco. A wzmianka o kobiecie sprawiła, że Brian jedynie westchnął i zaciągnął papierosem, nie chcąc tego komentować. Ale to była prawda. Samantha namieszała mu w sercu, sprawiając że nawet po latach jego uczucia się przebudziły. Próbował ją przekonać do współpracy. Urodziłaby mu dziecko, by mogli je wychować. Nie, on by je wychowywał. Ale na warunkach departamentu. Dlaczego więc odmówiła? Mówiła przecież że nie traktują ich tu dobrze. Sam widział jak to wszystko wyglądało w Dzielnicy Mutantów.
- Z jakiegoś powodu trudno mi w to uwierzyć. Nie będę ukrywał, że chciałbym wrócić do swojej pracy. Znów ratować ludzi przed agresorami i zapewniać bezpieczeństwo. Wojsko i służba stało się jakby, moim życiem. Nic innego nie mam. Ani nikogo. Ale... Podświadomie czuję, że nie chcę tej terapii. Wiem również, że zawiodłem. Dostałem szansę i nie skorzystałem z niej odpowiednio.
W tym momencie, odruchowo złapał się za kark i jakby wymasował miejsce, gdzie znajdował się wszczepiony mu czip. Najchętniej by się go pozbył. To pewnie teraz będzie niemożliwe. Wspomniano mu, że kobieta zajmująca się tym - zniknęła. I jeszcze jej zniknięcie było mu przypisywane, jakoby brał w tym udział. Ten rząd był chory. Pokazali z drugiej strony jak bardzo chcieli na niego zrzucić winę, co jednak nie udało się, ponieważ miał mocne argumenty i dowody, że nie brał w niczym takim udziału. Na rozprawie wszystkie karty były wyciągane.
- Spodziewałem się odsiadki w więzieniu, niż terapii po tym wszystkim.
Dodał, opuszczając rękę z karku, spojrzawszy na Wellera. Kto z takimi zarzutami spodziewałby się ułaskawienia w postaci terapii i szansy na powrót do służby?
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-13, 00:32   

Friedrich był nie tylko mistrzem przekonywania - on wręcz naturalnie wyłapywał te małe szczegóły na twarzach swoich rozmówców, dzięki którym wiedział, w które strony uderzyć, by melodia zagrała dokładnie tak, jak on sobie to wymarzył. Czy właśnie dlatego nie odpuścił tematu ukochanej Ci kobiety, gdy tylko zauważył to zmartwienie bijące z Twojej postawy.
- Słuchaj Kersey. Ta kobieta miała problemy i to poważne. Nie była poczytalna. Jej akta nie były czyste. Sama doprowadzała się do tego stanu i chyba sama zaczęła wierzyć w brednie, które tworzyły się w jej głowie. Nie mam teraz głowy do akt, ale chyba była od czegoś uzależniona? Mózg na używkach nie pracuje jak powinien. Rząd wychodził do niej z próbą pomocy, nawet mimo tak poważnych występków jak współpraca z terrorystami. Departament wierzy w drugie szanse. Czy ja nie jestem tego najlepszym przykładem? - Zapytał, rozkładając szeroko swoje ramiona, jednocześnie zaciągając się porządnie dymem papierosowym, by po chwili posłać w kierunku sufitu porządną chmurę dymu. - Skoro stało się Twoim życiem, nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie daj sobie tego życia przekreślić. Tym bardziej, że masz przed sobą świetlaną przyszłość. - Dodał po chwili, podłapując od Ciebie temat, nim na nowo wygodniej rozsiadł się w fotelu, opierając jedno ramię o jego oparcie, a drugie o swoje kolano. - Powiem Ci prawdę. Normalnie czekałby Cię "szafot". Dowódcy stanęli w Twojej obronie właśnie przez Twoje zasługi. Jesteś zbyt dobrym kadetem, by tak po prostu wypuścić Cię z dłoni. Dlatego dostajesz tę szansę. A to ustrojstwo? Przy terapii jak najbardziej wchodzi w grę uwolnienie Cię z tego brzemienia na karku. Żyć nie umierać, żołnierzu. - Głos Wellera zdawał się zyskiwać dziwne ciepło, nawet mimo poruszania tak ciężkich tematów. Był pewien swoich słów i było to czuć nie tylko po jego postawie, ale i samym, niezaprzeczalnym tonie. Zresztą... Sam znałeś swoje możliwości, wiedziałeś, jak wiele w ostatnich latach dokonałeś. Układało się to poniekąd w jakąś dziwną całość.
Więc gdyby tak... Gdyby po prostu się temu oddać?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-13, 22:20   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To prawda. To była prawda o czym mówił Weller na temat Samanthy. Sam dobrze pamiętał ich wygłupy i wspólnie spędzany czas. Ale pewne wydarzenie sprawiło, że musieli się rozejść. I to bardzo daleko od siebie. Nie miał pojęcia w jakie tarapaty się potem wpakowywała. Ale o jej używkach wiedział. Nie jedno u niej w mieszkaniu w DOMu znalazł. A nawet nie chciał zgodzić się jej załatwiać takie rzeczy.
Słuchając szefa, wszystko miało sens. A on jak głupi jej słuchał. Chciał jej pomóc, ale odmawiała. Za każdym razem. Prosząc jedynie, by nie móc tutaj rodzić. Zrobił wszystko, by tylko urodziła jego dziecko z dala od tego miejsca. Czy to się uda? Nie miał pojęcia. Miał jednak nadzieję, że tak.
Brian milczał. Nawet nie odpowiedział na pytanie. Słuchał dalej i nie ukrywał zaskoczenia, co tak na prawdę mogło go czekać. Aż spojrzał na przełożonego, który jak twierdził, z pozostałymi dowódcami nie bez powodu się za nim wstawili. Miał kolejną szansę to zmienić. Znów być tym, kim był kiedyś. Nawet mogliby mu tego chipa zdjąć?
Potrzebował chwili na przetrawienie tego wszystkiego. Zaciągnął się ponownie i wypuścił dym. Nie miał już argumentów przeciwstawnych. Chyba się poddawał. Ta bezsilność w tym momencie go trochę dobijała. Ale nie miał wyjścia. Bo cokolwiek by nie zrobił, wyrok zapadł.
- Jak długo to będzie trwać? I kiedy ma się zacząć?
Zapytał, przenosząc wzrok niepewności na szefa. Niby odważny żołnierz, ale jak każdy czegoś się bał. Bał tego procesu, jak będzie przebiegał.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-14, 00:53   

Weller doskonale zdawał się wiedzieć, co robi. Zdradzała to jego postawa, jego pewne spojrzenie, jego zdecydowany ton głosu. Poza tym... Ta terapia nie mogła być niczym złym, skoro tyle energii wkładano w przekonanie Cię o jej wyższym dobru, czyż nie?
- Nie jestem w stanie przewidzieć, ile sesji będzie niezbędnych dla najlepszego efektu. W przypadku każdego żołnierza, w zależności od jego... Doświadczeń... Ta ilość może się różnić. - Stwierdził spokojnym tonem, po raz ostatni zaciągając się dymem papierosowym, gdy żar na bletce zaczął stykać się już z filtrem. - Im szybciej, tym lepiej. Jeśli czujesz się na siłach, już dzisiaj możemy ruszyć z terapią. Jeśli nie - oczywiście damy Ci czas na odpoczynek. Mimo wszystko przetrawienie swoich problemów i rozterek wewnętrznych to ciężki proces i sam to doskonale rozumiem. - Westchnął po chwili, wypuszczając dym ze swoich płuc, a resztę niedopałka przygaszając o podeszwę własnego, wojskowego buta.
Mimo wszystko... Chyba mogłeś się czuć, jakby tu o Ciebie dbali. Nie brali Cię do tego siłą, warunki znacznie się zmieniły, a cała ta rozmowa... Chyba była Ci po prostu potrzebna. Czy nie czułeś się spokojniejszy, widząc ten delikatny uśmiech rysujący się pod brodą mutanta, który z Tobą rozmawiał? Czy wszystko nie układało się w końcu w jakąś logiczną całość, a koszmar się w końcu nie kończył?
Czy po tak długich tygodniach... Miałeś szansę na powrót do normalności?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-15, 22:36   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Wolał konkrety. A tutaj wychodziło na to, że liczyły się doświadczenia i kto wie, siła woli? Brian nigdy tego nie przechodził. Jedynie widział, jak przeprogramowano mutantów na bycie kundlami. Ich metody były niekiedy nawet brutalne, ale konieczne. Ich pierwsze fazy do przyjemnych mogły nie należeć. Nie miał jednak pojęcia jak przebiega w praktyce ta cała terapia z nie mutantami związana. Czyli takimi jak on. Sugerował się jedynie opiniami lekarzy i naukowców.
- Nie dzisiaj. Jeżeli mogę prosić.
Odpowiedział krótko. Rozumiał, że ich czas naglił. Ale jemu było to zdecydowanie obojętnie. Im dalej od tego, tym lepiej. Wiecznie tego nie będzie mógł odkładać, z czego zdawał sobie sprawę. To był wyrok sądu i musi zostać wykonany. Miał o dziwo na tyle dobrze, że szef jest wstanie podejść do niego z większą wyrozumiałością. Co aż dziwne, że dostał nawet lepsze pomieszczenie, niż izolatka. Lecz nadal było to więzienie. Zaciągnął się znów, dopalając papierosa. Niedopałek zrzucił na podłogę i przydeptał butem. Na tę chwilę, Brian więcej pytań nie miał.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-22, 20:50   

Friedrich nie certolił się w tańcu - przygasającego już papierosa przygniótł do ściany, zostawiając w niej niewielki, szaro brązowy ślad, nim ponownie zaczął go ściskać między swoimi palcami. Tyle dobrze, że mężczyzna nie zamierzał Ci tu śmiecić, na tej Twojej... Względnie świeżej podłodze.
Słysząc też Twoje słowa, jedynie skinął swoją głową, samemu biorąc głębszy wdech w swoje płuca.
- Rozumiem. Dam Ci w takim razie odpocząć, żołnierzu. - Odparł na Twoje słowa, wstawiając z tego raczej niewygodnego fotela, i kierując się w stronę wyjścia z celi, odwrócił się po raz ostatni w Twoim kierunku:
- Sam zobaczysz. Będziesz się czuł jak nowo narodzony po tym wszystkim. Dobranoc. - słowa Wellera po raz pierwszy nie odbijały się echem wśród tych czterech ścian. Nie przytłaczały. Nie sprawiały, że mogłeś czuć się nieswojo. Brzmiały wręcz... Lekko. Jakby nieco pocieszająco. Nie byłeś pewien, czy to zmęczenie, czy jednak samo jego towarzystwo tak na Ciebie wpływało, ale tej nocy... Chyba w końcu miałeś szansę zasnąć bez tego ogólnego stresu, który towarzyszył Ci w ostatnich miesiącach.
Dźwięk jarzeniówek nie niósł się po celi. Po jakimś czasie samo światło po prostu zgasło - mogło to świadczyć o tym, że w końcu wybiła 22. Za ścianą nie słyszałeś opętanych jęków i krzyków. Było jakoś tak... Normalnie. Samotnie, ale normalnie.
Jak spędziłeś ten wieczór i noc?


Miejmy nadzieję, że sen był dla Ciebie łaskawy.
Światło pojawiło się ponownie z rana. To musiała być godzina 6 albo 7. Nie byłeś pewien, bo przecież od tak długiego czasu omijało Cię patrolowanie tych korytarzy i nabrałeś całkowicie innego rytmu dnia. Kilka minut po zapaleniu świateł do Twojej celi zostało wsunięte śniadanie na plastikowej tacce, z plastikowymi sztućcami. Było całkiem pożywne, chyba nawet smaczne. Porcja również niczego sobie - niezła odmiana po izolatce. Gdy tylko wysunąłeś tackę z powrotem poza drzwi celi, w tym przejściu zjawiło się dwóch szwadronowców, z niewielkim, ażurowym workiem w dłoniach. Zawiniątko rzucili w Twoim kierunku i nakazali wyjście z celi. W pakunku mogłeś znaleźć ręcznik, szczoteczkę, pastę do zębów, mydło w kostce i jednorazowe klapki. Prosty rachunek - czeka Cię prysznic. Nawet mimo poprawy warunków, nie oddano Ci jednak w pełni godności - zaprowadzono Cię do zbiorczej łaźni, gdzie nie było widać ani kawałka kurtynki, a przy samych kurkach z wodą znajdowały się barierki do podpięcia kajdanek. Nikt Cię jednak nie pospieszał. Mogłeś wykorzystać ten czas.
Tak długo, jak nie kombinowałeś niczego nieprawidłowego - mogłeś czuć się niemal swobodnie!
Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, odprowadzono Cię z powrotem do Twojej celi, wcześniej wrzucając Ci w ręce nowe ubrania. Nie był to typowy uniform celny - przypominał raczej odzienie szpitalne. Cienkie, białe spodnie, bawełniana koszulka i bielizna...
Chyba wcale nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, do czego to zmierza, czyż nie?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-24, 01:43   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Brian potrzebował tego czasu, aby psychicznie przygotować się na coś, na co nie miał pojęcia jak będzie wyglądało. Terapię, która miała na celu pomóc wrócić mu do dawnego siebie. Mimo zapewnień i zaoferowanego spokoju, gdzieś wewnętrznie odczuwał ten niepokój. Szef po skończonej rozmowie wyszedł, a Kersey znów został sam. Jedynie słyszał lub widział co jakiś czas przechodzące osoby, przez niewielkie okienko kratowe w drzwiach. Położył się na łóżku i kiedy zgasły światła na korytarzu, jak i w jego celi, wiedział że przyszła noc. I tak nie mógł zmrużyć oka. Nie spał, a jedynie drzemał, spał na czuwaniu. Aż do samego rana.
Dostarczono mu śniadanie, przez odpowiedni otwór w drzwiach. Odebrał tacę i spojrzał na zawartość posiłku. Nie da się ukryć, że było znacznie lepsze od poprzedniego, jakim go karmiono, ale nie był wstanie nic przełknąć. Mimo prób, oddał nie dokończne porcje. Spokoju na długo nie miał. W pewnym momencie weszło dwóch mundurowych, rzucając zawinięty worek i nakazywali wyjście. Pakunek obejrzał dopiero będąc na miejscu, jakim okazała się być łaźnia. Znał to miejsce. Westchnął zaglądając do wnętrza pakunku, dostrzegając ręcznik, mydło, szczotkę i pastę do zębów. W końcu pomyślano o jego potrzebach higienicznych. Skoro dano mu czas, wykorzystał go na ogarnięcie się porządnie. Co znaczyło, że musiał z siebie zdjąć więzienny uniform.
Wiedząc, że jest obserwowany i pilnowany, nie kombinował niczego. To przecież w niczym mu nie pomoże a pogorszy bardziej sytuację. Musiał pozwolić sytuacji dać się rozwinąć, co będzie dalej. Po ogarnięciu się i otrzymaniu czystych ubrań, zdziwił nieco widząc samą biel. Nawet spojrzał na mundurowych, myśląc że chyba sobie żartują. Ale nic nie powiedział. Nago w ręczniku nie będzie przecież paradował. Nie mając wyjścia, ubrał całą biel na siebie, zostając później odprowadzonym do swojej celi. Nie dostał jednak nic czym mógłby się ogolić, więc odrosty włosów jak i zarost pozostawały na swoim miejscu.
Zostając samemu, usiadł na brzegu łóżka i czekał. Nie wiedząc na co. Ale w między czasie, myślami był przy jednej osobie. "Samantha... Gdziekolwiek jesteś, chcę byś mnie pamiętała takiego, jakiego znałaś...." - pomyślał tak, jakby chciał jej przesłać te myśli. Jakby obawiał się, że za bardzo się zmieni, czego nie chciał. Może dojdzie do tego co powiedział Fowlerowi? Może to on, uwolni go jednym celnym strzałem od takiego życia?
Z tymi myślami, czekał na niewiadomą.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-25, 10:59   

Miałeś jeszcze kilka minut dla siebie. Dali Ci czas, by móc jeszcze odpocząć, postawić się w całej tej sytuacji. Myśli odciągały Cię od tego miejsca, ale przyszedł też czas na powrót na ziemię. Usłyszałeś niosące się po korytarzu odgłosy ciężkich butów, należących do zdecydowanie większej ilości osób, niż dwóch patrolujących szwadronowców. Odczucie więc Cię nie myliło - bo już po chwili drzwi Twojej celi zostały uchylone, a w samym przejściu stanął Joseph Weller, w towarzystwie znanej Ci lekarki - Evie, oraz szwadronowców stojących gdzieś z tyłu, blokujących Ci widok... Kogoś jeszcze?
- Dzień dobry, Kersey. - Rozpoczął doktor będący na czele sztabu badawczego. - Mam nadzieję, że jesteś wypoczęty. Czeka nas ciężki dzień. - Dodał po chwili, nim pozwolił kobiecie się do Ciebie zbliżyć. Jedyne czego mogłeś być pewien to to, że jej uśmiech był tu chyba najszczerszą rzeczą, na jaką mogłeś trafić. - Pozwól, że najpierw przeprowadzimy standardowe badanie. Jak Twoje samopoczucie? - Zapytała, a po uzyskaniu odpowiedzi ciągnęła kolejne pytania, które miały ją doprowadzić do ogólnej konkluzji - czy jesteś teraz w dobrym zdrowiu. Jeśli nie zgłosiłeś żadnych problemów, przeprowadziła rutynową kontrolę - sprawdziła stan Twojego gardła, zaświeciła latarką w każde z oczu, zmierzyła ciśnienie jak i osłuchała klatkę piersiową.
Jak więc rysowało się Twoje zdrowie, po tych kilku miesiącach w niewoli?
  
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-25, 13:18   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Długo nie było dane mu czekać, aż ktokolwiek się zjawi. Lecz przez ten czas, zdążył trochę się namyśleć i zastanawiać, jak będzie w praktyce ta terapia wyglądać. Do tej pory widział czasami jak do odbywało się na mutantach, ale podobno na ludziach, praktykowane jest nieco inaczej. Nie miał pojęcia. Wewnętrzny stres towarzyszył mu od dnia wczorajszego. Niby rozmowa z szefem mu miała pomoc i nieco go uspokoić, to zmiany raczej nie było. Denerwował się.
Kiedy drzwi się uchyliły, spojrzał w stronę Josepha Wellera, po czym zaraz wstał jak nakazywała jego żołnierska postawa. Na słowa powitania nie odpowiedział. Uwagę przeniósł na znajomą lekarkę, która podeszła do niego informując o przeprowadzeniu profilaktycznych badań. Widocznie były ważne do przeprowadzenia terapii, więc nie stawiał oporu.
- Średnie.
Odpowiedział krótko. Nie powie, że jest wspaniale. Nie będzie kłamał, skoro i tak było widać po nim napięcie i stres, które starał się nie okazywać. Kto normalnie by nie przejmował się jakąś terapią, która nie wiadomo jaki będzie miała później skutek?
Na pytania kobiety odpowiadał spokojnie. Na nic się nie skarżył, o ile nawet podczas przebywania w więzieniu otrzymywał zalecane leki, jako że musiał żyć bez jednej nerki i stawiać na dializy. Te spotkania musiała mieć zanotowane w jego kartotece lekarskiej. Kolejne badania wykazały, że był w pełni zdrowy, lecz zmierzone ciśnienie pokazało wysoki poziom niż powinien mieć w normie. Może to przez stres? Różnica także pojawiła się w jego wadze, która przez ostatnie miesiące ulegała skokom. O ile schudł przez epidemię jaka zapanowała w początku zimy, wrócił w miarę do swojej normalnej, ale i teraz odsiadka w celi więziennej będącej izolatką przyczyniła się do ubytku paru kilo. Zapewne spowodowane też nie proporcjonalnie małymi porcjami posiłków jak i jego braku apetytu. Czy po skończonych badaniach, czekano na ocenę lekarki, czy dopuści go dzisiaj do terapii? Gdyby usłyszał "nie dopuszcza", chyba poczułby ulgę. Tylko, czy wydłużanie czasu nie sprawi, że będą go znów medycznie do tego przygotowywać?
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5