Poprzedni temat «» Następny temat
Z zewnątrz
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-04-12, 21:07   Z zewnątrz







[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 22:50   

Dawno tak dobrze nie spałam. Nie miałam koszmarów i było mi dobrze, aż za dobrze. Może umierałam? W końcu. Odetchnęłabym z ulgą, gdyby tak było. Śmierć wydawała mi się całkiem dobrym rozwiązaniem. Wszystkie moje problemy, ot tak, po prostu by zniknęły. Przecież to brzmiało naprawdę cholernie dobrze.
Nie miałam pojęcia, co się ze mną działo, ale cieszyłam się tą błogością. Nie chciałam się budzić. Czułam, że pierwszy raz od… (właśnie, od kiedy dokładnie) dawna w końcu naprawdę odpoczywam. I było to cholernie miłe uczucie.
Co jakiś czas na dosłownie kilka sekund odzyskiwałam świadomość. Wiedziałam, że jestem z Dalem. Jechaliśmy gdzieś. Samochodem. Na dworze wciąż było jasno, ale chyba jechaliśmy przez las, bo drzewa trochę tłumiły światło. Nie bałam się. I nie miałam pewności, czy mój brak strachu wywołany był nagłym zaufaniem do mężczyzny, czy po prostu tym, że kompletnie nic mnie już nie obchodziło. Straciłam wolę walki, wszystko było mi obojętne.
I wtedy Dale zatrzymał samochód. Silnik zgasł, a on odezwał się do mnie, zmuszając mnie tym samym do otwarcia oczu, do obudzenia się.
Musiałam? Czemu po prostu nie mogłam zostać w tym samochodzie już na zawsze, i tak po prostu spać i spać, i nigdy się nie budzić?
Niechętnie otworzyłam oczy, bardzo powoli, żeby następnie przetrzeć je dłonią. Westchnęłam ciężko, czując się trochę lepiej, ale wciąż było beznadziejnie. Wyprostowałam się w fotelu, rozejrzałam po okolicy i…
- Co… Gdzie… Gdzie my jesteśmy… – mruknęłam cicho i nie czekając na odpowiedź Dale’a, wyszłam z samochodu, zamykając za sobą drzwi, opierając się o nie dłonią. Nie byłam w stanie ustać na nogach. Znów czułam się przytłoczona, chyba jeszcze bardziej niż wcześniej.
Jesteś córką Yvonne, obserwowałaś to, jak działa w Bractwie przez cztery lata i wiesz co masz robić, a z niewielką pomocą kilku osób będziesz tak dobrym liderem jak ona.
James. Stoi w drzwiach domku. Wpuszczam go do środka. Nie wyglądam dobrze, ale lepiej niż teraz.
Matilde. Nie lubię jej, ale pomaga. Ona też mnie nie lubi. I inni też nie. Nie zgadzają się ze mną. Boją się mnie.
Ale jest Bradley. Pobił Aarona. On mnie lubi. Ja go też. Całuje mnie. I jest mi ciepło, choć jest zima i śnieg.
A potem znów jestem w domu. Dale śpi w łóżku. W moim łóżku. I martwię się o niego bardzo, ale czuję, że będzie dobrze.

- Ja… ja tu mieszkałam. Ty też. – wyszeptałam tylko, nie spuszczając wzroku z domu. Wyglądałam tak, jakbym zobaczyła ducha, i właśnie tak się czułam. Co tu się stało? Z sekundy na sekundę zauważałam, jak okropnie wyglądał ten domek. Nie tak go pamiętałam. Nie tak wyglądał w moich wspomnieniach… Nie mogłam sobie przypomnieć więcej. Nie wiedziałam, co się stało… Nie pamiętałam.
I o co chodziło z tym byciem liderem?
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-14, 23:09   
  

   Talon na Aarona i balon


Wreszcie mogła przez parę chwil odpocząć, a Dale był zadowolony z tego, że dał jej taką możliwość.
Nie miał pojęcia co przeszła podczas swojego pobytu w D.O.G.S... Nie potrafił sobie nawet tego wyobrazić. Wiedział doskonale jakie metody stosują i zwyczajnie bał się tego co od niej usłyszy - o ile oczywiście pamięta i o ile zaufa mu na tyle, by mu o tym opowiedzieć.
Na pewno nie było lekko, tacy jak oni nigdy nie mieli łatwo.
Czy właściwie kiedykolwiek jeszcze miało być dobrze? Czy dostaną szansę na prowadzenie chociaż względnie normalnego życia? Jeśli tak... Chyba powinni uciec z tego nieszczęsnego kraju, ale jak to zrobić, skoro zarówno Dale'a, jak i Colleen trzymało tutaj mnóstwo rzeczy?
Przede wszystkim ludzie. Przyjaciele. Rebelia, ludzie z bractwa... Oni wszyscy ich potrzebowali i możliwe, że z wzajemnością. Czy mogli tak po prostu od tego wszystkiego uciec?
To na razie pozostawało w sferze marzeń, ale... Może kiedyś im się uda wyrwać z tego całego bagna.
Na razie nie było nawet czasu, by nad tym pomyśleć. Mimo tego, że było jeszcze przed południem nie pozostało mu zbyt wiele czasu, by się przygotować. Jak właściwie miał jej po tym wszystkim przekazać, że musi ją zostawić na całą noc samą?
No dobra... Nad tym pomyśli za chwilę.
Colleen wreszcie się obudziła, a on wspomnieniami wrócił do czasów, gdy budziła się obok niego. Nie ważne ile godzin spała - zawsze wyglądała jakby to było za mało. Może... Może rzeczywiście w tamtych czasach też była wiecznie zmęczona. Chyba nie potrafił tego zauważyć, ponieważ skupiał się za bardzo na sobie. Miał się za ofiarę losu, pragnął jej uwagi, a nie myślał o tym, co czuje ona... I to był jeden z wielu jego błędów - dopiero po czasie potrafił to wszystko zauważyć. Powinien być dla niej oparciem, a nie zawsze tak było. Być może teraz dostał szansę, by to wszystko naprawić?
Dziewczyna wyszła z samochodu, a Dale zrobił dokładnie to samo.
Okrążył auto i otworzył bagażnik wyjmując z niego torbę w której znajdowała się broń, oraz drobne zapasy jedzenia.
Zerknął na nią i nie pytając już o pozwolenie sięgnął do kieszeni swojej kurtki, którą miała na sobie. Oczywiście wyciągnął z niej papierosy i już po chwili jeden z nich zapłonął ulokowany między jego wargami.
- To prawda. Mieszkaliśmy tutaj... Razem. Nie tylko my. Całe bractwo, którego byłaś przywódczynią. - powiedział spokojnie opierając się o samochód. Nie odrywał od niej wzroku, nie wiedział czy dobrze postępuje. To co teraz robił chyba nazywało się terapią szokową, a on nie był pewien czy to dobra droga, nie był przecież pieprzonym lekarzem. Jednak... Postanowił spróbować. Być może to miejsce sprawi, że dziewczyna przypomni sobie chociaż część ich poprzedniego życia.
Wskazał jej palcem pobliskie jezioro i uśmiechnął się sam do siebie pod nosem na wspomnienie tego wszystkiego co tam robili.
- Spróbuj coś sobie przypomnieć. Nad tym jeziorem spędziliśmy naszą pierwszą wspólną noc. - powiedział mając nadzieję, że nie będzie to dla niej za dużo... Podniósł po raz kolejny papierosa do ust i wypuścił przed siebie gęstą chmurę dymu.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-14, 23:41   

Kręciło mi się w głowie. Za dużo informacji na raz. Dale coś robił, gdzieś kręcił się za mną, a ja znów byłam w swoim świecie, zatopiona we własnych myślach. Patrzyłam przed siebie, rozglądałam się wokół i dosłownie widziałam rzeczy, które działy się na przestrzeni lat. Nic konkretnego, ale widziałam.
Najpierw biegające dzieci. Wszystkie małe. Od wieku przedszkolnego do szkolnego. Wśród nich ja. Trzymałam za rękę dziewczynkę, młodszą ode mnie. Miała identyczne oczy jak ja. Czy to moja siostra? Uciekałyśmy. Goniła nas starsza dziewczyna. Ta miała włosy takie same jak ja. I jak moja mama. To też moja siostra. Śmiałyśmy się. Wszystkie.
A potem byłam starsza. I moich sióstr już ze mną nie było. Byłam ja i śmiałam się głośno. Siedziałam na trawie naprzeciwko chłopca, a on dotykał ziemi, a z ziemi wyrastały kwiatki. I dał mi jeden z nich, a wtedy przyszedł Bradley i powiedział, że woła mnie mama. Wziął mnie za rękę. Pomógł mi wstać.
Siedziałam na ławce przed domem. Byłam wykończona. Ubrana cała na czarno, włosy związane miałam w ciasny kucyk. Czekałam na kogoś. I nie byłam szczęśliwa. W ogóle. Widziałam te krzywe spojrzenia. Rozumiałam je. Jak miałam nimi rządzić, skoro nie potrafiłam zapanować nad samą sobą?

Znów miałam łzy w oczach. To miejsce atakowało mnie tyloma wspomnieniami, że nie za bardzo mogłam sobie z tym wszystkim poradzić. Chciałam sobie przypomnieć, ale nie wiedziałam, że to przypominanie było tak cholernie ciężkie, tak strasznie bolało. Męczyłam się. I jeszcze Dale mówił mi, że nie mieszkaliśmy tu sami, tylko z innymi ludźmi, czego już zdążyłam się domyśleć. Bractwo. Czyli to o to chodziło z tym całym byciem liderem. Byłam ich przywódczynią. Dlatego tak krzywo na mnie patrzyli. Dlatego nikt mnie nie lubił.
- Musiałam w tym być naprawdę beznadziejna. – mruknęłam cicho, ignorując fakt, że Dale wyjął papierosy ze swojej kurtki, którą wciąż miałam na sobie. Czułam się jak w transie, naprawdę. Nie mogłam się ruszyć, choć kręciło mi się w głowie tak, jakbym miała zaraz zemdleć. I wtedy on powiedział, żebym spróbowała sobie coś przypomnieć, wskazał na jezioro, zaczął mówić o naszej wspólnej nocy… Oderwałam wzrok od domu i spojrzałam na mężczyznę wzrokiem pełnym zmęczenia i żalu. Chciał, żebym sobie przypomniała. Ja też. Ale nie miałam siły. I denerwowało mnie to, że na mnie naciskał. Nie mógł mi po prostu odpuścić?
- Nie… nie dam rady. Nie chcę. – powiedziałam po prostu, zaskoczona tym, że faktycznie już nie chciałam niczego sobie przypominać. Nie dzisiaj… Chciałam po prostu wejść do tego domu, który kiedyś należał do mnie, pozbyć się obroży i… i pójść spać. Marzyłam o łóżku.
Ruszyłam więc przed siebie, w stronę domku, do którego zamierzałam wejść. I jeżeli Dale chciał iść za mną, nie zamierzałam go powstrzymywać.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-15, 00:08   
  

   Talon na Aarona i balon


No dobra, może terapia szokowa nie była najlepszym pomysłem, ale skąd mógł biedny o tym wiedzieć?
Być może chciał wszystko za szybko, za bardzo zależało mu na tym, by jak najszybciej wspomnienia do niej wróciły. To... Nie wiem, chyba zrozumiałe. Jemu również było ciężko, a nie należał do ludzi, którzy zbyt wiele mówią o tym co czują. Zawsze tak było, dopiero doprowadzony do ostateczności potrafił wyjawić co tak naprawdę siedzi mu w głowie.
W tej chwili? Czuł się, jakby w jego sercu, oraz umyśle szalało jakieś ogromne tornado. Rzucało w niego na zmianę różnymi emocjami, a on nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć, chociaż się starał. Wiedział jednak, że musi zachować spokój - chociaż z zewnątrz. Nie będzie w stanie jej pomóc, jeśli będzie pokazywał złość, smutek, czy cokolwiek w tym stylu.
Jak to mówią... Tylko spokój nas uratuje. W tej sytuacji to powiedzenie jak najbardziej pasuje.
Widział co się z nią dzieje. Wystarczyło spojrzeć na jej twarz, która wyrażała na pewno sporą część tego co w tej chwili czuła. W jej oczach po raz kolejny pojawiły się łzy, a Fowler odwrócił na moment wzrok, by na to nie patrzeć. Nie potrafił tego znieść, nie mógł patrzeć na jej ból. Czy ta dziewczyna nie wycierpiała już zbyt wiele?
- Nie byłaś, Col... Nie każdy się z Tobą zgadzał, ale byłaś dobrą przywódczynią. Zależało Ci na tych ludziach, a im mimo wszystko zależało na Tobie. Nie mogli sobie wymarzyć lepszej osoby na tym stanowisku, do czasu aż... No, aż wszystko się nie popsuło. - ostatnie słowa powiedział szeptem. Nie miał zamiaru jej teraz tym katować, cały ten atak na to miejsce, to wszystko... Nie, nie teraz. To z pewnością zbyt wiele, musiała to sobie wszystko powoli poukładać.
Wreszcie na nią spojrzał, a widząc ten żal, smutek w jej oczach... Poczuł, że serce pęka mu po raz kolejny i uniósł drżącymi dłońmi papierosa do ust. Zupełnie, jakby ten głupi szlug był jakąś bezpieczną przystanią, tajemniczym artefaktem, który pomoże mu się uspokoić.
No, niestety to tak nie działało.
- Dobrze. Nie musisz. Jeszcze będzie na to czas... - ostatnie słowa już powiedział bardziej do jej pleców, ponieważ bezceremonialnie ruszyła w kierunku domu. Mruknął coś jeszcze o ukryciu samochodu, po czym poczekał, aż zamkną się za nią drzwi. Wsiadł do pojazdu uprzednio wyrzucając papierosa i oparł głowę o zagłówek.
Po raz kolejny łzy stanęły w jego oczach, jednak tym razem nie pozwolił im płynąć.
Uderzył kilka razy mocno otwartą dłonią w kierownicę i wciągnął głębiej powietrze do płuc.
Przetarł rękoma twarz pozbywając się z oczu łez i odpalił silnik. Odjechał kawałek od domku - spędził już w nim kilka nocy, więc miał przygotowane miejsce na ukrycie auta. Gdy już się z tym uporał wysiadł z niego i ruszył w kierunku domu do którego weszła Colleen. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale... Ale nie pragnął niczego innego niż jej towarzystwa. Potrzebował jej tak samo, jak ona potrzebowała jego.
Otworzył powoli drzwi i wszedł do środka. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak jak to zostawił - i tak miało wyglądać. Jakby dom był dawno temu opuszczony.
Podszedł do jednej ze ścian w kuchni i palcami podważył jedną z płytek, która odeszła od ściany. Wyciągnął z dziury klucz i ruszył do drzwi, by je zamknąć. Rolety były pozasłaniane - tak jak je zostawił. I dobrze.
Postawił torbę, którą wcześniej wyciągał z bagażnika na podłodze i przykucnął przy niej.
Wyciągnął z niej trochę jedzenia, w większości były to konserwy, suchary i rzeczy tego typu - takie, które się nie zepsują. Postawił je na stole, a następnie podszedł do szafy.
Jakiś czas temu zrobił w niej drugie dno, po paru chwilach walki z płytą znajdującą się na dnie szafy ta wreszcie ustąpiła ukazując mu parę rzeczy, które zostawił tu ostatnim razem. Czyste ubrania, bawełniane dresy, jeansy, koszula, t-shirt, oraz bielizna. Wszystko to ułożył obok jedzenia i wreszcie na nią spojrzał.
- Może to niewiele, ale... Na pewno jesteś głodna. Poza tym... Woda powinna jeszcze działać, możesz się wykąpać, przebrać... Cokolwiek potrzebujesz.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-15, 00:29   

Działałam instynktownie. Nie zastanawiałam się wcale, jak w tym wszystkim czuje się Dale. Tak, wierzyłam już w to, że coś musiało być między nami. Pamiętałam, że mnie całował, i że wcale mi to nie przeszkadzało. Pamiętałam też, że spał w moim łóżku, a ja leżałam tuż obok niego, przyglądając mu się, obserwując, czuwając… Coś było między nami i wiedziałam, że musi mu być z tym wszystkim ciężko, ale byłam zbyt skupiona na sobie, by móc się nim teraz przejmować, jakkolwiek okropnie to brzmiało.
Musiałam odzyskać pamięć. Musiałam odzyskać siły, wyleczyć wszystkie swoje rany, najeść się, odpocząć, zrozumieć i pozbyć się tej cholernej obroży. Dopiero po zdobyciu tego wszystkiego mogłam myśleć o jakichkolwiek relacjach z innymi, o ich uczuciach, doświadczeniach. O tym, co straciłam, kiedy mnie nie było.
Ale dzisiaj miałam już tego wszystkiego dość.
Dopiero co wybiegłam z tej cholernej furgonetki, a już dowiedziałam się, że straciłam ukochaną mamę, że byłam Przywódcą jakiegoś Bractwa, które upadło, a Dale był ponoć miłością mojego życia. Nie byłam w stanie przyjąć do siebie więcej informacji. Po prostu nie mogłam i, cholera, miałam nadzieję, że Fowler to uszanuje. Póki co było dobrze. Nie krzyczałam na niego, nie czułam takiej potrzeby. On też się nie wściekał. Nie chciałam tego psuć, a wiedziałam, że będę musiała, jeżeli będzie na mnie naciskał.
- Dobrą przywódczynią? – powtórzyłam po nim, ale dużo bardziej ironicznie. Patrzyłam na niego i uśmiechałam się smutno, bo wiedziałam, że mówił totalne głupoty. Byłam pewna tego, że wcale nie byłam dobrym liderem. Wręcz przeciwnie. Pamiętałam te wszystkie spojrzenia… Pamiętałam je.
- I dlatego, że byłam taka dobra, to miejsce jest teraz opuszczone? Dale… Przeżyłam piekło. Jest ze mną źle. Wielu rzeczy nie pamiętam, ale to sobie przypominam i… nie okłamuj mnie, do cholery. – westchnęłam cicho, nie chcąc wcale rozmawiać o takich poważnych rzeczach. Nie dzisiaj. Dlatego nie pytałam go o to, co tu się stało. Nie chciałam wiedzieć. Nie dzisiaj.
I dlatego właśnie tak szybko poszłam do domu, chcąc uciec od rozmów, chcąc chyba trochę też uciec od niego. Nie umiałam przestawić się na towarzystwo innej osoby, nawet, jeżeli faktycznie pamiętałam Dale’a, chociaż w niewielkim stopniu. Potrzebowałam czasu…
Weszłam do domu i znów przeżyłam szok. Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie, wzrokiem omiatając pomieszczenie. Za wiele… To było za wiele.
Mama kręciła się po domku. Zbierała się na zebranie rady. Ja szykowałam się na trening. Lubiłam trenować, lubiłam swoją moc.
A teraz tej mocy nie miałam. Została mi brutalnie odebrana, a obroża wciąż drażniła moją szyję. Wściekałam się. Znowu. Zdjęłam kurtkę i bluzę, odkładając je na kanapie. Zostałam w samej koszulce na ramiączka i dresach, więc całkiem spora część moich blizn i nowych ran była doskonale widoczna. Usiadłam na kanapie i po chwili dołączył do mnie Dale.
Patrzyłam, jak zamyka drzwi od środka, ale nie martwiłam się, że robi to po to, by mnie skrzywdzić. On chyba naprawdę nie chciał mnie zabić. Wyjmował jedzenie, ubrania, ale… ale to wszystko mogło poczekać.
- Zdejmij ze mnie tą cholerną obrożę. Proszę cię. – znów miałam łzy w oczach. Nie mogłam wytrzymać. Musiałam się uwolnić. Musiałam się pozbyć tego cholerstwa, które nie pozwalało mi być sobą. Zabrali mi życie, pamięć, moc… Musiałam odzyskać chociaż jedną część siebie. Musiałam.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-15, 00:39   
  

   Talon na Aarona i balon


Pewnie, że się nie zastanawiała jak on się w tym czuje. Wcale jej za to nie winił, musiała mieć cholerny mętlik w głowie. Przede wszystkim myślała o sobie - i dobrze. On mógł tylko pomóc jej odzyskać to co utraciła i... Ponownie stać się sobą. Nie miał prawa wyskakiwać ze swoimi uczuciami, w tej chwili liczyła się dla niego tylko ona.
Dlatego zamierzał znosić jej płacze, krzyki, wszystko co będzie trzeba - ile czasu będzie trzeba. Miała w tej chwili tylko jego... Nawet jeśli nie przyjmowała tego do wiadomości. Nie była w stanie poradzić sobie sama - a przynajmniej do czasu, aż nie przypomni sobie właściwej części swojej historii. Im wcześniej to zrozumie tym lepiej. Jeśli po tym wszystkim nie wybaczy mu tego, że jej nie odnalazł, jeśli będzie chciała odejść, cóż... Oczywiście jej na to pozwoli, nie była przecież jego własnością. Nie była własnością nikogo.
Nie dała mu nawet odpowiedzieć na to wszystko, po prostu zniknęła w domku, a gdyby dała mu dojść do słowa powiedziałby jej... Że dla niego była najlepszą przywódczynią. Może to niezbyt obiektywne spojrzenie, ale tak właśnie było. Dałby się za nią pokroić - nawet wtedy, gdy podejmowała głupie decyzje. Dlaczego? Ponieważ kochał ją bezgranicznie. Nigdy wcześniej nie rozumiał czym tak naprawdę jest to uczucie - dopóki jej nie poznał. Dzięki niej stał się kimś lepszym, od ich pierwszego spotkania zmienił się o 180 stopni. Można powiedzieć, że go uratowała i teraz... Teraz był jej winny to samo.

Wreszcie znaleźli się oboje w mieszkaniu, które Dale zabezpieczył zamykając je od środka. Wyciągnął jedzenie na stół, zaproponował jej kąpiel, ale ona... Wyskoczyła z tą obrożą. Przeniósł na nią wzrok i przez parę chwil nic nie mówił.
Wreszcie podszedł do niej i usiadł obok wzdychając cicho. Wbił spojrzenie w obrożę, po czym wolno wyciągnął dłoń w jej kierunku. Przesunął palcami po tym zlepku metalu, oraz elektroniki. Nie do końca był pewien jak to działa, ale... Na pewno nie mógł tego zrobić tak po prostu - bez zastanowienia.
- Posłuchaj, jeśli nie przemyślimy tego dobrze, jeśli nie znajdziemy jakiegoś sensownego sposobu... To może Cię zabić. Nawet jeśli Tobie jest wszystko jedno - mi nie jest. Nie mogę Cię drugi raz stracić. Daj mi trochę czasu, spróbuj wytrzymać. Proszę. - powiedział spokojnie i odsunął swoją dłoń. Tak bardzo chciał pomóc jej wydostać się z tego koszmaru, pozbyć się tej cholernej obroży, która przypominała jej o tym wszystkim, ale nie potrafił tego zrobić. Nie tak od razu.
Cholera, ile on by dał za to, by był tu teraz Hopper... On na pewno wiedziałby co zrobić. Może powinien go odszukać? Tylko kiedy miał to zrobić?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-15, 01:08   

Wszystkie swoje potrzeby odstawiałam na bok.
Byłam cholernie głodna, nie jadłam nic już jakiś czas. Pić chciało mi się strasznie. Trudno.
Marzyłam o ciepłym prysznicu. W laboratorium pozwalali mi się kąpać raz na kilka dni, w zimnej wodzie, krótko. Miałam po prostu być względnie czysta, ale absolutnie nie na tyle, by czuć się ze sobą dobrze. Cholernie chciałam też założyć jakieś świeże ubrania, bo zazwyczaj to przebierałam się w coś nowego tylko wtedy, jak brałam prysznic. Brakowało mi normalnych, wygodnych ubrań, w których czułabym się dobrze.
Strasznie też chciałam już położyć się w łóżku, pod normalną pościelą. Pamiętałam, że jest tu łóżko. Powinny być nawet cztery. Domek był duży. Nie mieszkałam tu tylko z Dalem. Mieszkał tu też Bradley, pamiętam. Zaproponowałam mu, żeby się do mnie wprowadził zaraz po tym, jak Aaron wprowadził się do Alby. Mieliśmy dużo miejsca i naprawdę miałam nadzieję, że chociaż jedno z tych łóżek wciąż tu stało. Nawet, jeżeli miałam je dzielić z mężczyzną, o którym wciąż nie wiedziałam tyle, ile wiedzieć powinnam… Trudno. Tak bardzo marzyłam o normalnym łóżku, że byłam w stanie się przełamać.
Boże. Tak strasznie wielu rzeczy teraz potrzebowałam, ale… najbardziej na świecie potrzebowałam pozbyć się tej cholernej obroży. Musiałam poczuć się wolna. Po prostu musiałam. Bez mocy nie byłam sobą. Bez swojej pamięci, wspomnień, doświadczeń… też nie byłam, ale wydawało mi się, że odzyskanie mocy było znacznie łatwiejsze niż odbudowanie na nowo samej siebie.
Dale w końcu zostawił te wszystkie rzeczy i usiadł koło mnie. Z szybko bijącym sercem patrzyłam, jak przesuwa dłonią po obroży, której tak bardzo nienawidziłam. Znów nerwowo przegryzłam wargę, znów czując w ustach smak krwi. Nie bałam się tego, co zdjęcie obroży mogło spowodować. Chciałam się jej po prostu pozbyć, za wszelką cenę. No ale problem był taki, że Dale zamierzał to przemyśleć, i bla, bla, a ja cholernie się niecierpliwiłam.
- Nie. Dam. Rady. – wysyczałam przez zęby, starając się nie mówić tego nerwowo, ani nic, ale chyba nie do końca mi to wyszło. Byłam wściekła. Ale nie na Dale’a. Serio nie. Przeczesałam nerwowo włosy, układając się trochę wygodniej na kanapie. Wciąż patrzyłam na mężczyznę, nie mogąc uwierzyć, jak to się w ogóle stało, że tu teraz ze sobą byliśmy. Dziwne. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek go sobie przypomnę; czy kiedykolwiek zrozumiem, co tak naprawdę było między nami…
I po chwili spuściłam wzrok. Dopiero teraz miałam chwilę, by przeanalizować te wszystkie rany, którymi już na zawsze miałam być naznaczona. One miały mi już zawsze przypominać o tym, jak bardzo popieprzone było moje życie. Palcami prawej dłoni zaczęłam sunąć po bliznach na lewej ręce, przez chwilę kompletnie ignorując obecność Dale’a.
- Jak długo mnie nie było? Nie mów nic więcej. Chcę tylko wiedzieć jak długo… – szepnęłam cicho, bo choć naprawdę nie chciałam dzisiejszego dnia poznawać więcej szczegółów ze swojego życia, to czas… czas był dla mnie bardzo ważny. Musiałam odzyskać chociaż niewielką kontrolę nad swoim życiem, a skoro Dale nie zamierzał zerwać ze mnie obroży w tym momencie, to chociaż chciałam się dowiedzieć ile życia straciłam…
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-15, 16:26   
  

   Talon na Aarona i balon


Dał jej wszystko czego na chwilę obecną potrzebowała i to była tylko jej decyzja, czy z tego skorzysta, czy nie.
Normalnie pewnie mocno by się zdenerwował na taki brak pomyślunku, ale nie ma co się jej dziwić. To wszystko było dla niej... Nowe.
Tyle czasu spędziła w zamknięciu - prawdopodobnie w bardzo złych warunkach, doskonale wiedział jak to jest. Przeżył coś podobnego i to dwa razy. Jedyna różnica była taka, że nie trwało to tyle czasu, ponieważ zawsze jakimś cudem udawało mu się wydostać. Ona nie miała tyle szczęścia, a raczej... Cholera, to była jego wina. Jego psim obowiązkiem było wydostać ją z łap tych cholernych D.O.G.S, ale poszedł na łatwiznę. Po prostu się poddał, uwierzył w to, że jej już nie ma. To był prawdopodobnie jego największy błąd.
Swoją drogą... Czy nie popełniał ich ostatnio zbyt wiele?
Uratował wiele istnień - to fakt, pomógł wielu ludziom, ale te najważniejsze dla niego osoby tej pomocy nie otrzymały - mimo tego, że bardzo tego potrzebowały.
Czuł się z tym wszystkim okropnie. Miał wrażenie, że zawiódł wszystkich. Co mógł z tym zrobić? Naprawić swoje błędy zapewniając im bezpieczeństwo. Już teraz wiedział, że... Będzie musiał odezwać się do starych przyjaciół. Rebelia? Oni... Oni mieli swoje cele, swoje ideały, które Dale coraz bardziej odrzucał gdzieś tam w środku. Tylko czy mógł tak po prostu od nich odejść? Doskonale wiedział, że są to niebezpieczni ludzie, których porzucenie może nie skończyć się dobrze - zwłaszcza, że był przydatny. Jego umiejętności były im potrzebne, umiejętności, oraz doświadczenie. Nie wiedział jeszcze jak to wszystko ugryźć. Wiedział jednek, że będzie musiał w końcu usiąść i spokojnie to wszystko przemyśleć, odpowiedzieć sobie na jedno podstawowe pytanie - co dalej?
Fowler również pamiętał czas spędzony w tym domku. Nie były to najlepsze dni w jego życiu, rekonwalescencja po torturach, które zafundowała mu Vera...
Wtedy stał się kimś innym, nie potrafił dojść do siebie po tym wszystkim. Nie było w nim części, która nie zostałaby złamana. Podniósł się jednak, jakimś cudem mu się to udało... I teraz musiał pomóc podnieść się jej. Uratować ją zupełnie tak, jak ona kiedyś uratowała jego.
Spojrzał na nią z żalem w oczach.
- Będziesz musiała dać. - odparł cicho nie odrywając wzroku od Colleen. Coś mu podpowiadało, że... Da sobie radę. Znał ją na tyle, by to wiedzieć. Była prawdopodobnie najsilniejszą kobietą jaką poznał w swoim życiu, więc dlaczego miałaby poddać się właśnie teraz? Teraz, gdy odzyskała wreszcie wolność i... I odzyskała jego.
Przyglądał jej się, gdy jej palce błądziły po tych wszystkich bliznach... Było ich mnóstwo - prawie doganiała go w ich ilości. Na moment przymknął oczy, przypomniał sobie, jak przesuwała dłonią po jego ciele w ten sam sposób. Opowiadał jej skąd wzięły się te wszystkie blizny, a ona patrzyła mu w oczy z żalem, współczuciem i... Miłością. Wtedy w jej oczach można było dostrzec ból - ból spowodowany jego przeszłością. Tamtego dnia zdała sobie sprawę z tego jak wiele przeszedł, a on... A on teraz miał dokładnie tak samo.
Jak wiele musiała wycierpieć? Skąd te wszystkie sznyty na jej rękach, co te potwory jej robiły?
Narastał w nim gniew. Powoli kiełkował i... Zaszczepiał w nim pragnienie zemsty. Znał to - przez prawie rok polował na Verę, a gniew na nią, to wszystko prawie go zniszczyło. Czy tym razem będzie podobnie?
Jeśli obiecywał, że po kogoś przyjdzie... Prędzej czy później go dopadał. Zawsze tak było. Neumann się o tym przekonała.
Otworzył oczy odrzucając te wszystkie wspomnienia, które chciały przejąć nad nim kontrolę. Zerknął na Col i westchnął cicho słysząc jej pytanie.
- Prawie... Prawie rok. Nie jestem pewien ile dokładnie to był... Ciężki rok. Bez Ciebie wszystko było takie... Trudne. - powiedział bardzo cicho i przetarł dłońmi - po raz kolejny - zmęczone oczy. Wiedział, że mogły to być głupie słowa, bo przecież ona pewnie miała trudniej. To nie miało jednak znaczenia, nie chciał jej okłamywać, a taka przecież była prawda - bez niej było cholernie ciężko, a cały świat, który niegdyś budowali wspólnie... Zniknął, zmienił się nie do poznania. Było ciężej niż kiedykolwiek, ale... Teraz wracała nadzieja. Wraz z jej powrotem, zaraz po uwolnieniu Sam może... Może uda się zacząć od nowa i ponownie coś zbudować. Coś, co będzie trwałe, co nie przepadnie tak jak cała ich przeszłość.
- Może nie ma to teraz większego znaczenia, może Cię to nie obchodzi, ale ja... Nigdy nie przestałem o Tobie myśleć. Śniłaś mi się prawie co noc, byłaś moją pierwszą myślą po przebudzeniu. Nie potrafiłem poczuć do nikogo tego, co do Ciebie, ja... Po prostu chcę, żebyś o tym wiedziała... - powiedział nie patrząc na nią. Co prawda miał nie mówić nic więcej, ale to wszystko... To wszystko siedziało w nim tak mocno i miał wrażenie, że jeśli tego z siebie nie wyrzuci to po prostu rozsadzi go od środka.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-15, 16:51   

Wiedziałam, że nie dam rady, nawet, jeżeli Dale twierdził inaczej. Dzisiejsza noc miała być moją pierwszą nocą na wolności i absolutnie nie zamierzałam położyć się spać wciąż z obrożą na szyi. Nie. Chciałam poczuć się tak, jakbym naprawdę była wolna… Nie byłam już zamknięta w swojej celi, w której stało tylko i wyłącznie łóżko, i to do tego potwornie niewygodne. Mogłam wyjść i biegać po lesie, i czuć wiatr we włosach. Mogłam zanurzyć się w jeziorze i pozwolić, żeby moje łzy zmieszały się z zimną wodą. Mogłam wiele, ale nie mogłam dłużej mieć tej cholernej obroży na sobie. Nie ważne, co mówił Dale, czy się o mnie martwił, czy wolał to przemyśleć… Nie obchodziło mnie to. Musiałam się pozbyć tego gówna. Za wszelką cenę. On… czułam, że mnie nie rozumie. Patrzył na mnie z żalem i nie był w stanie pojąć tego, jak bardzo zniecierpliwiona byłam, jak bardzo źle czułam się przez obrożę, która odkąd pamiętałam drażniła mnie w szyję. Dusiłam się w nocy. Nie mogłam oddychać. Byłam bezsilna i bezbronna, a on teraz mi mówił, że… że muszę czekać, że musimy to przemyśleć, że on potrzebuje na to wszystko czasu.
Gówno prawda. On potrzebował czasu, a ja tego czasu już nie miałam. Wariowałam. Nie byłam w stanie wytrzymać i nie interesowało mnie totalnie nic. Wolałam umrzeć, niż spędzić kolejną noc w tym cholernym poczuciu słabości, bezsilności… Nie mogłam być już więźniem. Nie mogłam.
- Nie, nie będę musiała. – powiedziałam twardo, wciąż patrząc mu w oczy. Było mi go żal. Widziałam, że cierpi, mimo tego, że wcześniej kompletnie nie wierzyłam w jego dobre intencje. Cholera, nawet teraz nie mogłam mu w stu procentach zaufać… Mimo to jednak, naprawdę mu współczułam. Skoro naprawdę mnie kochał, myślał, że umarłam… a teraz mnie odnalazł… Musiało być mu ciężko.
Ale mi też było. Strasznie. I póki co, cholernie egoistycznie, myślałam tylko i wyłącznie o sobie.
- Zdejmę to sama jeżeli mi nie pomożesz. Nie wytrzymam dłużej, błagam, zrozum… Po prostu nie wytrzymam… – wyszeptałam, wzdychając ciężko. Opadałam z sił. I traciłam cierpliwość. Nie chciałam tłumaczyć tego, jak się czułam; wyjaśniać, dlaczego zdjęcie tej pieprzonej obroży było dla mnie takie ważne… Po prostu musiałam się jej pozbyć. Za wszelką cenę, naprawdę.
Postanowiłam jednak, że dam mu jeszcze pomyśleć. Chociaż przez następne dziesięć minut… Oparłam głowę na oparciu kanapy, przymykając oczy, a wtedy Dale zaczął mówić, odpowiadając na moje pytanie. Prawie rok… Poczułam się tak, jakbym wpadła do lodowatej wody. Było mi zimno. Zamarzałam. Objęłam się rękoma, trzęsąc się z zimna. Oczy wciąż miałam zaciśnięte. Chciałam zniknąć. Chciałam nie istnieć… Prawie rok.
Odebrali mi rok z życia. To już nie były tylko wspomnienia, czy moc. Oni odebrali mi życie i gdybym nie uciekła z tej cholernej furgonetki, z pewnością umarłabym ze starości w laboratorium. Boże. Znów zaczęłam szlochać i trwałam tak chwilę w moim cierpieniu i w tym strasznym bólu, ale Dale wcale nie przestał mówić. Wręcz przeciwnie.
Otworzyłam oczy i uniosłam głowę, znów patrząc w oczy mężczyzny, który mówił mi teraz takie rzeczy, że czułam jak pęka mi serce. Ja… nie czułam tego, co czuł on. Akceptowałam fakty. Wierzyłam w to, co mówił. Pamiętałam, jak się całowaliśmy, ale… ale na tym koniec. Nie pamiętałam uczucia, jakim go darzyłam. Nie pamiętałam tej miłości i to mnie niszczyło. Chciałam… chciałam go kochać.
- Przepraszam. – szepnęłam cicho, czując się tak strasznie winna… Powinnam pamiętać. Jeżeli faktycznie kochaliśmy się tak bardzo, jak mówił, to powinnam go pamiętać. Uniosłam jedną z dłoni, powoli, by delikatnie dotknąć jego policzka. I… i nic. Poza żalem, smutkiem, złością… nie czułam nic. I czułam się przez to jak potwór.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-15, 18:18   
  

   Talon na Aarona i balon


Jasne, mogli grać w tę grę. Ona wiedziała, że nie da rady, mimo tego co on mówił - Dale natomiast czuł zupełnie inaczej. Był pewien tego, że poradzi sobie z tym wszystkim... Jakoś.
Tylko po jaką cholerę się w to bawić? Dopóki nie dojdą do porozumienia nie uda im się nic sensownego wymyślić. Tego był pewien, ale nie potrafił do niej dotrzeć.
Był cierpliwy, spokojny, ciekawe tylko jak długo jeszcze...
Rozumiał czym jest karcer, jak smakuje niewola. Potrafił to zrozumieć, serio. Wiedział również dobrze czym jest bezsilność - przecież doświadczał jej tak często... Naprawdę chciał pomóc jej to ściągnąć, ale przecież w tej chwili jej zdrowie, oraz bezpieczeństwo było najważniejsze. Kto mógł zagwarantować mu, że przy próbie ściągnięcia tego cholerstwa nie umrze? Nie wiedział jak to działa, a gdyby odeszła po tym wszystkim przez to, że dobrze nie przemyślał tej kwestii... Nie potrafiłby już z tym żyć, zwyczajnie nie dałby sobie rady. Dlatego - może to było egoistyczne z jego strony, ale chociażby ze względu na siebie... Nie zamierzał działać pochopnie. Dlatego musiał dobrze przemyśleć jak to zrobić, chociaż czas go naglił.
Wytrzymał jej spojrzenie, choć nie było to wcale prostym zadaniem. Nienawidził tego jakim człowiekiem w tej chwili jest Colleen.
Zaraz, a może zawsze taka była? Gdzieś w głębi duszy? Może to właśnie dzięki niemu zmieniła się na kogoś delikatniejszego, łagodniejszego? Chciał w to wierzyć. Ciekawe tylko, czy będzie potrafił to powtórzyć - ponownie pomóc jej się zmienić. Ona... Ona sprawiła, że stał się kimś o wiele lepszym - zdawał sobie z tego sprawę każdego dnia rano, gdy patrzył w lustro. Dzięki niej z aroganckiego najemnika gotowego zrobić wszystko za parę groszy stał się kimś, komu zależało na ludzkim życiu. Kimś, kto pomagał innym i nie myślał tylko o sobie.
- Prosiłem Cię o to wcześniej, poproszę znów. Daj mi trochę czasu. Nie zdejmiesz tego sama, to Cię zabije, rozumiesz? Ja... Wiem, że to trudne. Dla mnie to też nie jest proste, uwierz. Na pewno damy sobie z tym jakoś radę, ale... Nie teraz. Zjedz coś, wykąp się. Odpocznij chwilę, a do tego czasu ja... Ja coś wymyślę. - powiedział i sięgnął do kieszeni po telefon komórkowy. Przejrzał kontakty. Może znalazłby się ktoś, kto potrafiłby mu chociaż powiedzieć co z tym zrobić? Ktoś, kto mógłby im pomóc?
Nie bardzo tylko wiedział do kogo mógłby się w tej chwili zwrócić, przeciez spalił za sobą tak wiele mostów...
Za chwilę przeszli do tematu jej nieobecności. Faktycznie - rok to naprawdę kawał czasu, nie dziwił jej się, że załamała się słysząc to.
Wzdrygnął się delikatnie czując jej dotyk na swoim policzku. To było prawie jak... Prawie tak jak kiedyś. Mimowolnie przytulił przez chwilę twarz do jej dłoni, chciał zanurzyć się w tym dotyku, który mimo tego, że bez uczucia... Dawał mu ukojenie. Nie pragnął niczego więcej niż zamknąć się w jej ramionach, poczuć dotyk jej skóry, jej zapach, jej ciepły oddech na swojej szyi... Ale niestety do tego było im daleko.
Gwałtownie podniósł się z kanapy strząsając jej ręke ze swojej twarzy.
- Ja... Przepraszam. - powiedział i skierował swoje kroki do kuchni.
Otworzył jedną z szafek i wyciągnął z niej do połowy opróżnioną butelki wódki.
Odkorkował ją i wlał w swój przełyk sporą ilość alkoholu. Już po chwili poczuł jak żar rozlewa się po jego ciele i chociaż częściowo wypala wszystko co złe. Tak... Tak było po prostu łatwiej.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-15, 21:06   

Czy on zawsze był taki cholernie uparty? Patrzyłam na niego i trochę śmieszyła mnie myśl, że mogłam kiedyś kochać kogoś, kto tak strasznie mnie denerwował, kto był tak cholernie uparty, kto tak strasznie wolno wszystko robił… Nie uratował mnie z laboratorium. A teraz potrzebował czasu, żeby pomóc mi z tą obrożą. Jakiego czasu, do cholery? Nie wydawało mi się, że pozbycie się tej pieprzonej elektroniki było jakieś niewyobrażalnie trudne. To było naprawdę do zrobienia… I to była moja decyzja. Chciałam, by to ze mnie zdjął, nie ważne, czy by mi się coś stało, czy nie. Czy on nie mógł po prostu uszanować tego, o co go prosiłam? Nie wymagałam wiele… Chciałam po prostu poczuć się wreszcie wolna. Potrzebowałam jego pomocy, a on mi odmawiał, bo przecież nie mogliśmy działać pochopnie. Jezu. Czy on nad wszystkim tak bardzo długo myślał i się zastanawiał? To dlatego mnie nie uratował i nie pomógł uciec z tego cholernego więzienia? Bo potrzebował czasu?
Kompletnie zignorowałam to, co do mnie powiedział. To wszystko było dla niego takie łatwe, takie oczywiste… Hej, Colleen, poczekaj po prostu. Będzie dobrze, uda się, wiadomo, że się uda. Pierdolenie, serio. Nie chciałam tego słuchać, bo to, co mówił, doprowadzało mnie do szału. A gdy się wściekałam, to czułam się strasznie winna i było mi głupio, bo nie powinnam tak reagować.
No po prostu nie chciałam się na niego wściekać. Naprawdę. Widziałam, jak na mnie patrzył. Czułam, jak reagował na mój dotyk, gdy ułożyłam dłoń na jego policzku… I czułam się okropnie. Czemu nie potrafiłam przypomnieć sobie tego, co do niego czułam? Przecież… byłoby wtedy tak łatwiej. Kochałabym on. On kochałby mnie. I wtedy mogłabym uwierzyć, że nam się uda, że będzie dobrze, ale teraz… teraz po prostu pękało mi serce, gdy widziałam jego ból. I zaczynałam nienawidzić samą siebie przez to, jak go traktowałam, jak go odrzucałam, jak okropna byłam… Ale nie potrafiłam tego zmienić. Po prostu nie umiałam.
Dale zerwał się z kanapy, a ja odprowadziłam go wzrokiem, patrząc, jak idzie do kuchni, jak z szafki bierze butelkę wódki, pije…
Musiałam wyjść. Potrzebowałam przestrzeni, a on czasu. Wstałam z kanapy i zgarnęłam ze stołu – na którym wcześniej położył wszystkie rzeczy – za dużą koszulkę i bieliznę (to były moje rzeczy? Czy należały do kogoś innego?) i bez słowa poszłam do łazienki, doskonale wiedząc, gdzie jest.
Rozebrałam się, mając zamiar później wyrzucić wszystkie rzeczy, które z siebie zdjęłam i weszłam pod prysznic, odkręcając wodę. Najpierw lodowatą, a potem tak ciepłą, że aż znów zaczęłam płakać. Tęskniłam za ciepłą wodą. W ogóle tęskniłam za ciepłem.
Stałam pod tym prysznicem i płakałam, a łzy zlewały się z lecącą z prysznica wodą. Wreszcie mogłam się umyć. I nikt mnie nie pospieszał, i czułam się czysta, i gdybym nie miała tej cholernej obroży… bez niej naprawdę czułabym się dobrze.
Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ale w końcu wyszłam spod prysznica. Ubrałam koszulkę i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki, siadając przy stole. Byłam głodna, cholernie głodna. Zgarnęłam jakiegoś batona, którego Dale tu zostawił, i wodę. I aż zamknęłam oczy z zachwytu, bo dawno nie jadłam niczego tak dobrego.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-15, 23:26   
  

   Talon na Aarona i balon


Tak, właściwie od zawsze był taki uparty. Jednak ustępował w tym jej - nie oszukujmy się, do Colleen było znacznie ciężej dotrzeć, co pokazywała od ich pierwszego spotkania.
On też czasami zastanawiał się jak mógł kochać kogoś tak... Tak cholernie stawiającego na swoim. Jednak może właśnie w tym sęk? Może za to ją pokochał? Właściwie... Nie, to głupie. Kochał ją za wszystko i pomimo wszystkiemu.
Oczywiście, że potrzebował czasu - nie było to takie proste, czy ona naprawdę nie potrafiła zrozumieć tego, że nie mógł pozwolić na to, by stała jej się krzywda?
Czy był w tym pomieszczeniu jedyną osobą, której na tym zależało?
Na całe szczęście w jego głowie dość szybko pojawił się pomysł. Była na tym świecie jedna osoba, która z pewnością będzie potrafiła im pomóc. Ba, ta postać wisiała mu przysługę - i to nie małą.
Z tym, że... Wciągnięcie go w to wszystko oznaczało powrót do starego świata, od którego przecież finalnie chciał uciec...
Decyzja tak, czy inaczej była prosta - przecież tu ważył się los jego ukochanej, nie pora teraz na jego problemy.
Poczekał, aż Colleen zamknie za sobą drzwi w łazience, a gdy usłyszał wodę wreszcie wybrał numer.
Rozmowa nie trwała szczególnie długo, zajęła raptem parę minut.
W zasadzie... Cieszył się słysząc jego głos. Czasem dobrze porozmawiać z kimś, kto nie chce Cię zabić, kto jest Ci w jakikolwiek sposób przychylny.
Teraz tylko musiał przekazać jej wieści.
Usiadł na kanapie i sięgnął po kolejnego papierosa.
Jeśli wcześniej nikt tego nie zrobi - z pewnością ten nałóg go wykończy.
Nie zdążył nawet dopalić do połowy. Colleen wyszła z łazienki i zajęła miejsce przy stole.
- Wiem... Wiem jak to z Ciebie zdjąć. Z tym, że to nie będzie ani przyjemne, ani proste. - powiedział po chwili zastanowienia. Czy aby na pewno nie powinien na niego poczekać? Pewnie tak właśnie było, ale... Wiedział doskonale, że każda chwila spędzona w tym ustrojstwie jest dla niej mordęgą i naprawdę chciał pomóc jej się tego pozbyć.
- Mam jeszcze jedną wiadomość... Ktoś tu przyjedzie. Ta osoba to... Znasz go. Pomagał Ci, gdy jeszcze byłaś przywódczynią bractwa. On... Będzie wiedział co robić, to najmądrzejszy człowiek jakiego znam. - po tych słowach po prostu czekał na jej reakcję. Prawdopodobnie opierdoli go za to - jak za wszystko co robił. Nie ważne - tak jak mówiłem wcześniej... Zamierzał to znosić tyle, ile będzie trzeba.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-15, 23:43   

Na dosłownie kilka sekund zapomniałam o tej cholernej obroży. Skoro i tak musiałam czekać, aż Dale wymyśli co zrobić i jak to ze mnie zdjąć, to chyba mogłam chociaż przez kilka sekund nacieszyć się tym, że gdyby nie obroża, to czułabym się… dobrze. Byłam czysta. W końcu. Gorąca woda odprężyła mnie na tyle, że ciało nie bolało mnie już aż tak bardzo, jak zawsze. Jadłam. I piłam. Ból głowy już całkowicie mnie opuścił, co z zaskoczeniem zauważyłam dopiero teraz, pozwalając sobie na chwilę ciszy i spokoju.
Przez te kilka chwil pozwoliłam sobie na jakąś taką wewnętrzną radość. To nie był jeszcze moment, kiedy miałam ochotę skakać ze szczęścia i w ogóle, ale faktycznie czułam się lepiej. Byłam bezpieczna, z dala od tych popieprzonych naukowców z laboratorium. Odzyskałam już kilka ze swoich wspomnień, a mężczyzna, który mnie kochał siedział ze mną w jednym pomieszczeniu. I naprawdę mnie to cieszyło, nawet jeśli nie do końca potrafiłam mu to okazać, nawet jeśli nie potrafiłam przypomnieć sobie mojej miłości do niego.
I gdy otwierałam już chyba trzeciego batona z rzędu, to Dale się odezwał, a ja zamarłam z jedzeniem w powietrzu i spojrzałam na niego. Wiedział jak to ze mnie zdjąć. No i to był właśnie moment, kiedy miałam ochotę skakać ze szczęścia.
Zostawiłam batona na stole i podeszłam do mężczyzny, siadając obok niego na kanapie, uśmiechając się tak szeroko, jak jeszcze chyba nigdy wcześniej (no, a przynajmniej nie przypominałam sobie, kiedy ostatni raz byłam taka szczęśliwa). Nie obchodziło mnie, jak trudne to miało być, jak bardzo skomplikowane i niebezpieczne. Nie do końca też interesowało mnie, kto tu przyjdzie, kto zdecydował się udzielić mi pomocy. Niech przyjdzie. Ktokolwiek. I niech mnie z tego uwolnią.
- Dale, ja… dziękuję. – powiedziałam po prostu, totalnie szczerze. Patrzyłam mu w oczy i uśmiechałam się jak skończona wariatka, totalnie mimowolnie chwytając go za dłoń, splatając nasze palce ze sobą… Może właśnie za to go kochałam? Przecież się starał. Znalazł w końcu rozwiązanie, pomimo tego, że zdążyłam się już zezłościć z milion razy, nie będąc w stanie cierpliwie czekać.
- Nie mogę się doczekać… – mruknęłam jeszcze cicho, spuszczając wzrok. Byłam podekscytowana. I w ogóle nie przerażały mnie konsekwencje. Niech się dzieje cokolwiek, byle ta cholerna obroża już nie blokowała mojej mocy, nie drażniła mojej skóry… Byle tej cholernej obroży już nie było.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-16, 00:07   
  

   Talon na Aarona i balon


To prawda - po tej kąpieli dziewczyna prezentowała się o wiele lepiej. Widać było, że... No cóż, wolność jej służyła. To tylko potwierdza słowa kogoś mądrego - nie ma nic cenniejszego od niej.
Zaraz po tym, gdy przekazał jej te wszystkie wiadomości zajęła miejsce obok niego, a on nieco zdziwiony przeniósł na nią wzrok.
Jeszcze ani razu dziś nie zachowała się w ten sposób, nie... Nie uśmiechnęła się tak jak teraz. Tak prawdziwie, szczerze. Przypomniała mu po raz kolejny za co ją tak mocno kochał i... Znów był powodem jej uśmiechu, a więcej nie trzeba było mu do szczęścia. No dobra. Może tylko jeszcze tego, by było jak dawniej.
Tak, czy siak... Mimowolnie kąciki jego ust również powędrowały do góry, gdy tak na nią patrzył.
Mimo podkrążonych oczu, widocznych kości policzkowych i tego wszystkiego, ona... Dalej była nieziemsko piękna. Może to nie najlepszy moment na takie wnioski, ale właśnie to przyszło mu w tej chwili do głowy.
- Nie musisz mi dziękować, to... Zrobiłbym dla Ciebie wszystko, Colleen. Wcześniej mi się nie udało, teraz... Teraz mogę to naprawić. - odparł wbijając spojrzenie w ich splecione dłonie. Mocniej zacisnął palce czując, jak tonie w tym wszystkim. Czuł się w tej chwili... O wiele spokojniej niż wcześniej, znowu miał wrażenie, że była przy nim całym sercem, że ją miał. Doznał tego już kiedyś - wtedy, gdy zaczynali ze sobą to... To wszystko.
Wtedy miał wrażenie, że może uczynić wszystko, że może przenosić góry. Jej obecność mu to dawała i w tej chwili poczuł się podobnie, chociaż... Jakiś głos gdzieś tam z tyłu głowy wręcz wrzeszczał, że to nie jest to.
- Do zdjęcia obroży będzie potrzebna nasza dwójka. Musimy użyć naszych mocy w tym samym momencie z dwóch jej stron. To... Sprawi Ci ból, ogromny ból. Możliwe, że stracisz przytomność, nie wiem co dokładnie może się stać, ale... To powinno podziałać. - wyjaśnił jej po paru chwilach jak przedstawiała się sytuacja. Już kompletnie pomijał to, że i jemu może się coś stać - to już dawno temu przestało mieć znaczenie. Był gotów poświęcić swoje zdrowie, jeśli to mogło jej pomóc. Życie... No dobra, życia nie mógł poświęcić - jeszcze z pewnością przyda się paru osobom.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 5