Poprzedni temat «» Następny temat
Sypialnia #1
Autor Wiadomość
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-23, 00:38   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


To nie tak, że mieszała mu w głowie, bo mężczyzna był świadomy sytuacji. Wiedział, że może jej się odmienić i wiedział, że nie powinni przekraczać granic. Niestety jak to mówią serce nie sługa i jakieś tam wspomnienia i uczucia wracają, a on nie miał na to żadnego wpływu.
Musiał mieć dystans, dlatego nie chciał się nakręcać. Już i tak przesadził z tym pocałunkiem. Bał się, że to namiesza. Choć ona pocałowała go pierwsza, prawda? On wyrównał rachunki. No a tak naprawdę po prostu chciał to zrobić. I nie było co szukać wymówek.
- Myślę, że nie masz na to wpływu - zaśmiał się na jej pomysł. Pochlebiało mu to, że chciała z nim spędzać czas i uważała go aktualnie za jedną z najważniejszych osób w swoim życiu, ale cały czas miał świadomość, że wszystko może się odmienić.
- Byłoby cudownie, ale nasza zemsta czeka. Musimy uratować świat mutantów - powiedział sprowadzając ją nieco na ziemię. Chociaż sam w sobie pomysł był uroczy.
- Muszę dobrze całować, że masz takie szalone pomysły - zaśmiał się jeszcze, głaszcząc ją po dłoni. Oczywiście żartował i domyślał się, że dziewczyna zrozumie.
- W porządku, mogę przyjeżdżać codziennie - uśmiechnął się szeroko. On też ćwiczył swoje moce codziennie, a razem zawsze będzie raźniej. - No chyba że Dale mnie pogoni w pewnym momencie.
Co nie byłoby takie dziwne. Jeśli dowie się o tej sytuacji to na pewno nie będzie zadowolony i kto wie, czy nie zabroni mu widywać się z Colleen.
- Może faktycznie lepiej, żebyś przez moment nie dołączała do nikogo. Do czasu aż nie wstąpimy do rebelii - stwierdził po chwili. Nie wiedział jaka byłaby reakcja w bractwie. Nie przypuszczał, żeby była zła, ale jeśli miałaby odejść po paru tygodniach to może faktycznie bez sensu. Chociaż chciałby ją mieć bliżej.
Przymknął powieki gdy jeździła po jego ramieniu. Po chwili poczuł pocałunek w kąciku ust i otworzył gwałtownie oczy, ale dziewczyna zdążyła już opaść na jego klatkę. Westchnął i położył jaj dłoń nisko na plecach, niebezpiecznie blisko pośladków.
- Kusisz mnie - mruknął bardziej do siebie niż do niej, ale starał się otrząsnąć się z tego podekscytowania.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-24, 20:26   

Chciałam nie myśleć o tym, co będzie jutro, ale tak cholernie ciężko przychodziło mi wyłączenie myślenia. Nie umiałam przestać się zastanawiać, pomimo tego, jak bardzo chciałam. Najzwyczajniej w świecie bałam się mojej relacji z Dale’m i bałam się swoich uczuć do Bradley’a. Czy powinnam czuć się głupio przez to, że ewidentnie czułam coś do chłopaka, który właśnie mnie obejmował i sprawiał, że moje serce biło jak szalone? Czy to normalne, że czułam się niemal w obowiązku pokochać Dale’a, nawet, jeśli czułam teraz, że absolutnie nigdy nie będę w stanie go kochać? To było wszystko takie szalone, takie abstrakcyjne, że chyba naprawdę ucieczka gdzieś na jakąś opuszczoną wyspę była najlepszym z możliwych pomysłów.
- A ja muszę całować bardzo słabo, skoro nie chcesz ze mną uciekać. – odpowiedziałam i zrobiłam bardzo smutną minę, choć przecież spodziewałam się takiej właśnie odpowiedzi. Bardzo bym była zaskoczona, gdyby Bradley stwierdził, że ucieczka na koniec świata jest super pomysłem i że powinniśmy się zaraz zacząć pakować. Był znacznie bardziej rozsądny niż ja, to trzeba było mu przyznać. No ale zaraz potem zapewnił mnie, że będzie przyjeżdżał do mnie codziennie, a to już wywołało we mnie zdziwienie. Nie miał co robić, że tak chciał do mnie jeździć? Nie, żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Cieszyło mnie to, że byłam dla niego taka ważna, bo on… też taki dla mnie był.
- On nie za bardzo ma cokolwiek do powiedzenia. – odpowiedziałam od razu, marszcząc czoło z irytacją. No czemu niby Dale miał Bradley’a pogonić? Przecież to była moja sprawa z kim się spotykałam, a nie Dale’a, nawet, jeżeli w przeszłości faktycznie nas coś łączyło. Cholera, byłam tak strasznie rozdarta w tym wszystkim… Z jednej strony czułam się winna za brak uczuć do Fowlera, a z drugiej strony denerwował mnie tak bardzo, że cieszyłam się, że nie pamiętam miłości do niego. Popieprzone, wiem.
- I w ogóle to nie wiem, czy z nim zostanę. Jak będzie miał jakiś problem to nasze wątpliwości rozwiążą się same i pójdę z tobą do Bractwa do czasu, aż nie przejdziemy do Rebelii. – wzruszyłam ramionami, bo wydawało mi się to oczywiste. Nie chciałam zostawać z Dale’m wbrew sobie, serio. Nie wydawało mi się też, że będę w stanie przeżyć codzienne awantury z nim, a jeżeli będzie zazdrosny o Bradley’a, to takie awantury na pewno się pojawią.
Jak to się stało, że dopiero co odzyskałam wolność, a już wplątałam się w trójkąt miłosny i to mając amnezję? Nie umiałam odpowiedzieć sobie na to pytanie i nawet już nie chciałam, bo Bradley ułożył dłonie na moich plecach, a jego dotyk i słowa sprawiły, że zadrżałam mimowolnie.
- Wcale się nie staram. – odpowiedziałam, bo w sumie tak było. Nie wiedziałam, co robiłam, działałam totalnie instynktownie, nie za bardzo myśląc nawet nad tym, co robiłam.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-25, 00:01   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


On też nie mógł się wyłączyć całkowicie. Zawsze z tyłu głowy miał swoje problemy, o których nie mógł tak po prostu zapomnieć. Także doskonale by ją zrozumiał. Zwłaszcza że sam cały czas myślał o tym co powinien a czego nie. Na pewno nie powinien robić świństw Dale'owi i naprawdę nie zamierzał. Nie chciał go zranić, choć wiedział, że nie ma wpływu na uczucia Colleen.
- Całujesz cudownie, ale poczucie obowiązku wygrywa z przyjemnościami. Nie mogę tak tego zostawić - westchnął. Kiedyś by jej tak odpowiedział, ale po jego porwaniu jego osobowość również uległa modyfikacji i patrzył na wszystko bardziej poważnie i racjonalnie. Niektóre żarty również mu już nie wychodziły. No zmienił się po prostu. Nie wiedział, czy Colleen nie będzie zawiedziona jego zmianą, ale nie mógł nic na to poradzić.
Jasne, że mógłby w tym czasie zrobić inne rzeczy, ale chciał ją widywać codziennie, więc jazda samochodem nie była jakąś wielką ceną do zapłacenia.
[b]- Nie denerwuj się. Po prostu nie zdziwię się jak będzie zazdrosny, skoro nic do niego nie czujesz, a ze mną chcesz spędzać czas -[/b] wytłumaczył jej powoli. Nie chciał się teraz kłócić, ale zrozumie Dale'a jeśli ten zareaguje zazdrością. Niemniej faktycznie jeśli będzie robił afery albo zabroni im się widywać to może to przynieść odwrotny do zamierzonego skutek.
Nie powinna czuć się winna tylko dać sobie czas na przemyślenie i przypomnienie swoich uczuć.
- Decyzja należy do ciebie i ja ją uszanuję - stwierdził po chwili, bo przekonywanie jej o intencjach Dale'a nie było w tym momencie dobrym pomysłem. Cały czas jednak miał w głowie to, że za chwilę przypomni sobie miłość do niego i jej dylemat zniknie. Brad naprawdę nie chciał żadnych problemów, ale też nie mógł się okłamywać.
- Wiem, po prostu tak na mnie działasz - mruknął na tyle głośno, żeby go usłyszała. Pogłaskał ją po plecach i pocałował ją w czubek głowy.
- Nie wiem czy wiesz, ale mam swoją przeszłość z Dale'em. Byliśmy przyjaciółmi, niemal braćmi w sierocińcu. Nasze drogi się rozeszły, ale nadal traktuje go jak przyjaciela - powiedział, starając się jej przekazać, że nie chciałby go zranić swoim zachowaniem.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-25, 00:41   

Ułożyłam się tak, by nadal móc leżeć głową na torsie Bradley’a, ale by móc swobodnie go obserwować. Leżałam tak i oddałabym wszystko, by móc chociaż na chwilę poznać jego myśli. Co on o tym wszystkim sądzi? Co myśli o mnie, o mojej amnezji, o braku uczuć do Dale’a? Co… co czuje do mnie, tak w zasadzie? Cholera, było coś między nami i wiedziałam, że to coś mogłoby być piękne i na całe życie. Naprawdę czułam się trochę jak zakochana nastolatka gdy Bradley mnie całował, gdy mnie dotykał… Czy on czuł się przy mnie tak samo? I jeśli tak, to dlaczego nadal mieliśmy wątpliwości? Strasznie to wszystko było głupie. Dlaczego tak strasznie utrudnialiśmy sobie życie?
- Wiem. – odpowiedziałam mu krótko. Rozumiałam go i chcąc nie chcąc… zgadzałam się z tym, co mówił. Nie mogłam mu mówić, żeby zostawił swoje dotychczasowe życie dla mnie. Miał swoje sprawy i bliskie sobie osoby, a ja ciągle o tym zapominałam, bo przecież zapomniałam o wszystkim i nie miałam kompletnie niczego.
- Wrócimy do tego tematu jak już dokonamy naszej zemsty, superbohaterze. – dodałam jeszcze, uśmiechając się nieznacznie. I nie byłam w stanie się powstrzymać. Znów nieznacznie się uniosłam, by móc go pocałować. Po prostu. Jakby to było coś całkowicie normalnego. Znów uświadomiłam sobie, jak bardzo za nim tęskniłam, jak strasznie mi go brakowało… Jego miękkie wargi smakowały domem, po prostu. I po chwili odsunęłam się nieznacznie, by móc kontynuować naszą rozmowę.
- Wiem, no wiem, masz rację… – powiedziałam cicho, bo to, co mówił Bradley było całkowicie prawdziwe, a mi znów zrobiło się głupio, że byłam taka wściekła na Dale’a – Po prostu… czuję się tak, jakbym musiała go kochać, rozumiesz? Jest mi tak strasznie głupio, że go nie pamiętam, serio, jest mi z tym zajebiście źle. No ale z drugiej strony… to trochę tak, jakby mnie zmuszał do tych uczuć. Wiem, że go kochałam, ale teraz… chyba wcale tego nie chcę, wiesz? I to też mnie okropnie denerwuje, bo nie chcę go skrzywdzić, ale trochę boję się, że w przeciwnym razie skrzywdzę samą siebie. – mówiłam to, co leży mi na sercu. Faktycznie tak było. Wiedziałam, że jak już tak totalnie skreślę Dale’a (jeżeli już tego nie zrobiłam), to będę przez to nieszczęśliwa. Ale wiedziałam też, że jak zdecyduję się udawać, że go kocham i zrezygnuję z Bradley’a… Też będę cholernie nieszczęśliwa. Tylko które zło było mniejszym złem?
Znów uniosłam jedną z dłoni, by móc ułożyć ją na policzku Bradley’a. Kusiłam go. To dobrze.
- Cieszę się, bo ty działasz na mnie tak samo. – przyznałam szczerze, bo jedyne czego teraz pragnęłam to móc całować się z nim przez całą noc, ale… oboje mieliśmy wątpliwości. I to było oczywiste. Dale był jego przyjacielem, a teraz jeszcze się dowiadywałam, że mieli wspólną przeszłość. Cholera…
- Nie wiedziałam. No albo nie pamiętam, że wiedziałam. – przegryzłam nerwowo wargę, patrząc w oczy chłopaka – Ja pierdole, Brad… Strasznie to wszystko popieprzone. – mruknęłam jeszcze, by zaraz po tym kciukiem delikatnie przesunąć po dolnej wardze mężczyzny. Czy to było możliwe, by odczuwać tak okropny smutek, frustrację, szczęście i pożądanie jednocześnie? I to wszystko raptem kilkanaście godzin po ucieczce z więzienia?
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-25, 01:24   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Mogła się układać jak chciała, bo była lekka jak piórko i wcale mu nie przeszkadzała. Było mu wręcz przyjemnie, zwłaszcza gdy na niego patrzyła.
Właściwie powiedział jej co sądzi o tym wszystkim. Była dla niego bardzo ważna, a wspomnienia powrócą i pewnie uczucia do Dale'a również. Życie nie było takie proste, żeby mogli od razu przejść do nastoletniego romansu. Oboje mieli jakieś "ale", oboje byli po traumatycznych przeżyciach, więc ciężko coś od razu postanawiać.
- Żaden ze mnie superbohater. Bliżej mi do Jokera - zaśmiał się nieznacznie i kiwnął głową co do powrócenia do tematu. Oczywiście, że mogli do tego wrócić.
A kiedy znów go pocałowała, przycisnął ją nieco bardziej do siebie, a ręka którą miał na plecach mimowolnie przesunęła się niżej. Naprawdę go kusiła i do cholery, nie był już taki pewien, czy jest w stanie się kontrolować. Wódka trochę poluźniła mu hamulce. Gdy się odsunęła, jego ręka znalazła się z powrotem wyżej.
- Myślę, że nie powinnaś tego przesadnie analizować. Twoje uczucia mogą ulec zmianie w ciągu najbliższych tygodni. A jeśli tak się nie stanie to po prostu powiesz Dale'owi prawdę. Zasługuje, żeby znać prawdę. A nie sądzę, żeby cię przymuszał do czegokolwiek, bo sam wtedy też nie będzie szczęśliwy - rozgadał się trochę na ten temat, ale skoro zaczęli ten temat to musiał powiedzieć co myśli. Poniekąd go to dotyczyło, a kobieta potrzebowała porady.
- Och, nie dziwię się. Spójrz tylko na mnie, sam seks - powiedział na pozór poważnie, po czym zaśmiał się wesoło. Chciał ją rozbawić i wprowadzić nieco luzu do rozmowy.
- Popieprzone to niedopowiedzenie roku - znów się zaśmiał, ale gdy dotknęła kciukiem jego wargi, rozchylił je i spojrzał na nią z powagą i pożądaniem. Teraz chyba działała jednak specjalnie, kusiła go choć resztkami sił ze sobą walczył.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-25, 01:47   

Jakby jeszcze wczoraj któryś z tych obrzydliwych naukowców w białych fartuchach powiedział mi, że z samego rana uda mi się uciec z ciężarówki, potem pozbyć się obroży i w końcu skorzystać ze swojej mocy, a w środku nocy będę leżała na miękkim łóżku w ramionach chłopaka, który sprawiał, że miałam ochotę robić rzeczy, których nie zdecydowanie powinnam robić, to absolutnie bym nie uwierzyła. Pomyślałabym, że to jakaś kolejna forma ich tortur, albo coś równie okrutnego. Nie byłabym w stanie uwierzyć, że jednego dnia odzyskam wolność i spotkam dwóch mężczyzn, których pokazywali mi na zdjęciach. Nie spodziewałabym się też, że odzyskam tak dużą część swoich wspomnień, choć przecież to i tak był dopiero czubek tego wszystkiego.
A jednak, to wszystko okazało się prawdą. Byłam zagubiona. Miałam totalny mętlik w głowie. Mimo to jednak czułam się szczęśliwa. Przytulaliśmy się i rozmawialiśmy o tak wielu różnych rzeczach, że aż dla osoby postronnej mogłoby się to wydawać dziwne. Płakaliśmy, żartowaliśmy, rozmawialiśmy o Dale’u i o nas, o przyszłości i o przeszłości, o mojej nowej mocy, o niewoli, a potem się całowaliśmy. Tak, jak teraz. Tym razem to Bradley przedłużył pocałunek, przyciskając mnie do siebie i sprawiając, że jak się odsunęłam, mój oddech znacznie przyspieszył. Doprowadzał mnie do szaleństwa, choć trochę bałam się mu poddać.
- Mogłabym być twoją Harley Quinn. – rzuciłam z uśmiechem, bo skoro on był Jokerem… W ogóle, cholera, zaskakiwało mnie za każdym razem, jak wiele takich głupich rzeczy pamiętałam. Seriale, filmy, książki… Wiedziałam, kim był Joker, ale zaczynałam się gubić, gdy Bradley wspominał o GC. Jak to działało?
- Nie wiem, kurwa, tak strasznie nie wiem co robić. Cholernie się w tym wszystkim gubię, męczą mnie emocje, męczy mnie ich brak. Chciałabym po prostu, żeby było łatwiej… – mój nastrój zmieniał się z sekundy na sekundę, cały czas. Poddawałam się tym uczuciom, nie chcąc z nimi walczyć, no bo i po co? Nie bałam się swojego smutku, ani złości, nie wstydziłam się okazywać tych emocji przy Bradley’u. Już nie raz przecież płakałam przy nim, a on zawsze mnie rozśmieszał i sprawiał, że jakoś było mi lepiej… I tak przecież zrobił i teraz.
- Absolutnie się zgadzam. – odpowiedziałam i w całej tej atmosferze żartu mówiłam poważnie. I też byłam poważna, bo pod jego spojrzeniem nie umiałam inaczej. Wciąż trzymałam dłoń na jego policzku, wciąż sunąc palcem po rozchylonych wargach. Oddech miałam krótki i nie umiałam oderwać wzroku od Brada.
- Zostaniesz ze mną do rana, prawda? – spytałam głosem pełnym jakiegoś dziwnego napięcia. Pytałam o coś, co wydawało mi się względnie oczywiste. Nie wyobrażałam sobie powiem, że Bradley mógłby mnie zostawić i wrócić do siebie. Chciałam, żeby ze mną został. Cholernie chciałam.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-26, 00:53   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Najgorsze jest to, że oboje przeżyli podobny stopień bólu przy torturach. Bo jemu również szaleni naukowcy wsiadali na psychikę i przekazywali mu różne informacje, niekoniecznie prawdziwe ani w ogóle adekwatne do sytuacji. Niestety po dłuższym czasie w niewoli Bradley tracił rozeznanie co jest prawdą a co fikcją. By się bronić na swój sposób, przestał wierzyć w cokolwiek co mu mówią. Ale niekiedy im podświadomie wierzył nawet jeśli zarzekał się przed samym sobą że tego nie robi. Wiedział jak to jest być uwięzionym przez tyle czasu przez złych ludzi. Może dlatego miał więcej cierpliwości i więcej pokory w tym wszystkim. A przede wszystkim więcej zrozumienia dla Colleen, która była obecnie całkowicie zagubiona.
Ich relacja zawsze była trochę skomplikowana. Chociaż w tamtych czasach oboje byli nieco bardziej beztroscy niż teraz. Chociaż Brad był niesamowicie szczęśliwy, mając u boku kobietę. Jego tęsknota była ogromna po porwaniu, a dodatkowo czuł się winny jej uwięzienia. A teraz gdy ich drogi znowu się spotkały, to wszystkie skrywane do tej pory emocje znalazły ujście i wyszły skumulowane na światło dzienne. Nie wiedział czy Dale mu wybaczy i nie myślał o tym teraz. Jeśli byli prawdziwymi przyjaciółmi to nic ich nie zniszczy. Także czas pokaże.
Tymczasem miał w ramionach Colleen, z którą pocałunki zawracały mu w głowie. Chciał więcej i mocniej, ale coś go powstrzymywało. Był jeszcze zbyt odpowiedzialny albo wypił za mało alkoholu, który zwalniał hamulce. Najgorsze że czuł także jej podniecenie i radość, a ciężko mu było to zignorować.
- Mogłabyś - odpowiedział z uśmieszkiem. Jej pamięć była wybiórcza ale nie zastanawiał się nad tym ani tego nie kwestionował. Po prostu tak było, a jeśli zechce być jego Harley to nią zostanie.
- Wyłącz myślenie i po prostu czuj. Będzie ci wtedy łatwiej - nie wiedział czy jego rada była dobra, ale wydawało mu się że przesadne analizowanie sytuacji nic nie da, a będzie ją tylko bezsensownie dołować. Po co miała się zastanawiać skoro wszystko stanie się jasne jak jej wspomnienia wrócą. I tak nie mogla przyspieszyć tego procesu.
Uśmiechnął się, ze jego żart został tak przyjemnie odebrany. Pochlebiła mu, ale nie chciał wdawać się w rozszerzenie dyskusji. Zwłaszcza że cały czas dotykała jego policzka i warg, przez co pobudzała jego zmysły.
- Oczywiście że zostanę. Tylko jeśli tego chcesz - odparł poważnie. Nie zamierzał jej zostawiać. Musiał przypilnować że jest cała i zdrowa. A poza tym nie byłby w stanie jej opuścić. Zwłaszcza jak praktycznie na nim leżała i nęciła go swoim zachowaniem. Może nie była tego świadoma, ale chciał, żeby ten wieczór wyglądał znacznie inaczej.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-26, 01:19   

Może faktycznie Bradley rozumiał mnie tak dobrze dlatego, że przeżył podobne piekło do mnie? Może dlatego miał do mnie tyle cierpliwości? Pojęcia nie miałam. To było kolejne pytanie, na które nie umiałam jednoznacznie odpowiedzieć. Byłam jednak pewna, że te podobne do siebie, równie okropne i przerażające przeżycia bardzo nas do siebie zbliżały. Rozumiałam jego ból, a on rozumiał mój. Byliśmy w stanie wzajemnie się wysłuchać, współczuć sobie. On tolerował moje szaleństwo, amnezję i potworne zagubienie, a ja całkowicie akceptowałam jego chęć zemsty i przecież nawet ją z nim dzieliłam.
I chyba to sprawiało, że z nim dogadywałam się tak dobrze, a z Dale’m totalnie źle. Fowler mnie nie rozumiał. Nie był w stanie pojąć tego, że mogę nie żywić do niego żadnych uczuć, że mogę być kompletnie zagubiona… Nie akceptował tego, a ja nie byłam w stanie się zmienić i pod niego dostosować. Nie chciałam tego robić. Dużo bardziej wolałam być Harley Quinn Bradley’a, jakkolwiek śmiesznie i dziecinnie to brzmiało. No ale może teraz był właśnie czas, żeby wyluzować? I zrobić to, na co miałam ochotę? W końcu jako Przywódczyni Bractwa Mutantów na pewno nie byłam egoistką, a teraz miałam ku temu możliwość… Może to był najwyższy czas, by zacząć myśleć o sobie?
- No to chyba mamy już wybrane kostiumy na tegoroczne Halloween. – rzuciłam z głupim uśmiechem, bo tak cudownie się czułam rozmawiając o zupełnie przyziemnych sprawach. Odpoczywałam. Czułam się w ramionach Bradley’a jakbym była na wakacjach, serio. Działał na mnie tak odprężająco, uspokajał mnie, a jego rady – choć tak oczywiste – dodawały mi sporo otuchy.
- Jak będę zbyt mocno wszystko analizować… to po prostu mnie pocałuj. I nie przestawaj, póki mi nie przejdzie. – wyszeptałam, i to wcale nie był taki zły pomysł. Nie umiałam trzeźwo myśleć, gdy mnie dotykał, a jego pocałunki sprawiały, że wariowałam. Więc może to był właśnie jakiś sposób na to, jak bardzo gubiłam się w swoich uczuciach? Może powinnam po prostu oszaleć przez Bradley’a?
- Chciałabym, żebyś został tak ze mną na zawsze. I wcale nie żartuję, ale skoro jesteś taki rozsądny i odpowiedzialny, to zostań chociaż do rana. Niczego tak nie chcę, jak zasnąć i obudzić się w twoich ramionach. – kto by pomyślał, że byłam taka romantyczna? Uśmiechałam się delikatnie, choć jego wzrok mnie paraliżował. Wciąż dotykałam go po twarzy i trwaliśmy w takim dziwnym zawieszeniu, pełnym napięcia. Oboje czekaliśmy na swój następny ruch i kręciło mnie to oczekiwanie.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-26, 01:47   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Przypuszczał że tak było. Wspólne przeżycia bardzo zbliżają ludzi i chociaż nie byli wtedy ze sobą to jednak cierpieli w podobny sposób. A nic nie jednoczy tak bardzo jak cierpienie. Ale tak poza tym to Brad zawsze ją rozumiał a przynajmniej zawsze się starał. I zawsze był po jej stronie, wiec nic się nie zmieniło w ich relacji właściwie. Chciał jej pomoc, ale nie chciał jej zmieniać. Chyba to było jakąś podstawą do tego, że naprawdę dobrze się dogadywali. Brad miał nawet wrażenie, że gdyby go nie pamietała to i tak znaleźliby wspólny język. Może nie byłoby tak łatwo, ale wiedział że by się udało.
Właśnie Brad nie bardzo wiedział co o tym myśleć. Czy nie wygłupiał w swoim zachowaniu? Ona doznała amnezji, wiec wszystkie błędy zostaną jej wybaczone. Ale nie jemu. On działa świadomie i choć ma wątpliwości to jednak uczucia prowadzą go za rękę. Wiedział też że zostanie za to zlinczowany, ale chyba był na to gotowy. I tak nigdy zbyt wielu pochwał nie słyszał także nie robiło mu to większej różnicy.
- Będziesz wyglądała nieziemsko seksownie jako Harley- wyobraził ją sobie już w przykrótkiej bluzeczce i krótkich szortach, a dodatkowo w tych rajstopach z dziurami. Sama myśl była ekscytująca, a gdyby zobaczył ją na żywo w takiej wersji to na pewno nie mógłby oderwać od niej wzroku... i rąk oczywiście. I bez sensu git teraz usprawiedliwiać, po prostu był facetem i taki strój działałby na niego pobudzająco.
- Tylko wtedy mogę cię pocałować? zapytał niskim szeptem, a ich twarze dzieliło tylko kilkanaście centymetrów. On również szalał pod wpływem jej pocałunku i dotyku. To niesamowite, ale czuł z nią niesamowitą więź. Miał nadzieje ze ona również to czuła.
- Póki co musi nam wystarczyć do rana. Ale jeśli nic się po drodze drodze nie zmieni to kto wie? - uśmiechnął się do niej, po czym westchnął cicho. Dotykała jego twarzy i cały czas go kusiła. Ile wyposzczony facet jest w stanie się opierać? Chyba niedługo, biorąc pod uwagę jego myśli i zachowanie. Zacisnął zęby i zjechał ręką w dół, zatrzymując się na jej pośladku, którego ścisnął w ręce.
- Próbuję ze sobą walczyć, bo wiem że będę miał wyrzuty sumienia, ale pragnę cię, maleńka - wyszeptał prosto w jej usta. Dopiero co ją odzyskał i nie przypuszczał, że sytuacja tak się rozwinie, ale jego ciało reagowało zanim zdążył to przeanalizować. Miał nadzieje, że dziewczyna nie będzie miała mu za złe tego wyznania.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-26, 02:15   

Obawiałam się tego, co będzie, jak jednak sobie przypomnę. Póki co kompletnie nie nastawiałam się na to, że jakimś cudem moje uczucia do Dale’a wrócą, ale choć nie chciałam mówić tego na głos, to przecież nie mogłam jednoznacznie stwierdzić, że jest to niemożliwe. Jeszcze wczoraj przecież nie miałam tożsamości, ani wspomnień. Nie znałam swojego imienia, kompletnie nie wiedziałam kim byłam, a teraz już miałam taką wiedzę, a nawet większą, więc… nie mogłam powiedzieć, że moje uczucia nigdy nie wrócą. I zaczynałam się obawiać, że to się stanie. No bo… co wtedy? Co, jeśli będę kochać zarówno Bradley’a, jak i Dale’a? Co ja wtedy zrobię? Jasna cholera, ta wizja mnie przerażała. Już teraz nie do końca wiedziałam, jak powinnam się zachowywać, a gdyby okazało się, że czuję coś do jednego, i do drugiego mężczyzny… Nawet nie chciałam sobie wyobrażać takiej sytuacji, która choć póki co tworzyła się jedynie w mojej głowie, była przecież całkiem prawdopodobna. Uczuć do Bradley’a nie byłabym w stanie zapomnieć, a uczucia do Dale’a mogłyby kiedyś do mnie powrócić… Iiii co wtedy?
- A ty na pewno będziesz przystojniejszym Jokerem niż sam oryginał. – wciąż się uśmiechałam, walcząc z tym, by moje ponure myśli nie wpłynęły na mój nastrój. Naprawdę podobała mi się ta luźna, acz jednocześnie pełna napięcia atmosfera między nami. Nie chciałam jej psuć tym, jak bardzo się wszystkim zadręczałam.
Bradley zbliżył się do mnie, a ja podsunęłam się nieznacznie, by mu to ułatwić, i w ten sposób faktycznie znajdowaliśmy się bardzo blisko. I znów rozmawialiśmy o pocałunkach, a mi było tak gorąco, jakbym miała zaraz stanąć w płomieniach. Tym razem jednak to gorąco było przyjemne, nie czułam się tak, jakbym się dusiła. Było mi dobrze.
- Możesz całować mnie wtedy, kiedy tylko chcesz. – znów najpierw powiedziałam, a potem pomyślałam. Powinniśmy to robić? Czy tak właśnie powinna wyglądać nasza relacja? Cholera, nie wiedziałam. Wiedziałam za to, że pragnęłam jego bliskości. Chciałam jego ust na moich ustach i dłoni błądzących po moim ciele. Chciałam, by mówił mi, że jestem dla niego piękna, jak wiele dla niego znaczę. Nie mogłam wyzbyć się tego pragnienia, nie byłam w stanie, szczególnie teraz, jak już wiedziałam, że miał zamiar ze mną zostać aż do rana.
- No dobrze, może podczas dnia nie umrę z tęsknoty za tobą. – powiedziałam jeszcze, a chwilę później on chwycił mnie za pośladek, przyciągając do siebie jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle było możliwe. I zabolało. Byłam przecież cała poraniona, cała w siniakach. Skrzywiłam się więc nieznacznie, ale… podobało mi się. Nie wiedziałam tylko, czy byłam gotowa pójść na całość, jakkolwiek to brzmiało. Ja… przeżyłam naprawdę wiele i z Bradem czułam się trochę tak, jakby te wszystkie okropności w moim życiu były tylko złym snem, ale wciąż świeże rany przypominały mi, że to jednak była rzeczywistość.
- Podobno nie powinno żałować się tego, co daje ci radość. Ktoś kiedyś mi tak powiedział, albo sobie to wymyśliłam. Nie pamiętam. – wyszeptałam głosem pełnym napięcia, cała aż drżąc pod jego bliskością, w reakcji na jego słowa… Cholera. Pragnął mnie. Ja go też. Bardzo. Tak bardzo, że aż chciało mi się płakać, bo nie mogłam uwierzyć w uczucia, jakimi go darzyłam. Odczuwałam wszystko tak strasznie intensywnie… Nasze wargi dzieliło zaledwie kilka milimetrów, a ja chciałam, by nie łączyło ich kompletnie nic.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-28, 23:52   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Jasne, że się nie nastawiała i on to rozumiał. Dla niej było tu i teraz, a nie "co będzie gdy". I całkiem zdrowe podejście, choć Brad nie potrafił się wyzbyć tego przekonania, że za jakiś czas sytuacja ulegnie diametralnej zmianie. Nie chciał nic komplikować. Nie chciał być powodem ich rozpadu i nie chciał, żeby Dale go znienawidził. Ale ciągnęło go do tej dziewczyny, kto wie dlaczego.
Na szczęście Brad był dość gruboskórny i długo nawiązywał relacje. Chyba jeszcze nigdy się tak naprawdę nie zakochał, a przeżył wiele uniesień i na wielu dziewczynach naprawdę mu zależało. To jednak nie było "to coś". Czasem po prostu mu ktoś nie odpowiadał, a czasem nie mieli wystarczająco dużo kontaktu, żeby mógł z tego rozwinąć jakieś głębsze uczucie.
Jego uczucia to skomplikowana kwestia i sam do końca ich nie rozumiał, więc pisanie o tym było nieco absurdalne.
Zaśmiał się i pokręcił głową. Kobiety. W jego odczuciu Joker nie był ani trochę przystojny. Co w sumie dobrze o nim świadczy, bo nie leci na facetów. Ale chodzi bardziej o to, że uważał Jokera za takiego złego i przerażającego. Ale widocznie kobiety inaczej to postrzegały i kim on był, żeby to oceniać.
- Chcę. Ale nie powinienem - westchnął cicho, bo wypowiedział na głos to co ona myślała. To zaskakujące jak po takim czasie dobrze się odczytywali. Widział w jej twarzy każdą nutkę zawahania i wątpliwości. Nie mogła go oszukać, za dobrze ją znał.
- Nie wybaczę ci, jeśli umrzesz. Zwłaszcza z tęsknoty za mną - zaśmiał się rozbawiony, a potem zauważył skrzywienie na jej twarzy i zrozumiał. Debil, co on sobie myślał. Wiadomo, że po takich przeżyciach była obolała, powinien to wiedzieć lepiej niż ktokolwiek inny.
- Przepraszam Col, zapomniałem się - natychmiast cofnął rękę i teraz faktycznie uważał na każdy ruch i każdy dotyk. Jakby była z porcelany, ale w tym momencie trochę była.
Potem znów zapanowała między nimi intymna atmosfera, a jego dziwiło jak szybko ulegało to zmianie. Co chwila albo smutno albo zabawnie albo "gorąco". Jak tu się nie pogubić?
Po jej słowach po prostu pocałował ją z nową dozą namiętności. Jego język delikatnie musnął jej warg, jakby spragniony jej smaku.
Ta chwila nie trwała tak długo jak powinna. Brad odsunął twarz i westchnął ciężko.
- Jestem debilem, że to robię, ale chyba powinniśmy przestać. Przynajmniej dopóki nie zorientujesz się dokładnie w swoich uczuciach - powiedział najdelikatniej jak mógł. Nie chciał jej wykorzystywać, a całowanie tylko mąciło im obojgu w głowie.
Zamiast tego chwycił ją delikatnie za rękę i pogłaskał po wierzchu. Dał jeszcze czułego buziaka w policzek i położył się wygodnie. Chciał, żeby była blisko, ale nie mógł tego robić własnemu kumplowi, a także dziewczynie. Bo czy to w porządku całować kobietę tak zagubioną w obecnej sytuacji? Raczej nie.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-29, 07:30   

Leżałam tak przy Bradley’u, w jego objęciach, oddychając płytko i uświadamiając sobie, że wiele bym oddala, by tak po prostu wyłączyć myślenie. Chciałam przestać się zastanawiać, skupiać się na bólu i tych wszystkich okropnych rzeczach, które spotykały mnie przez ostatni rok. Nie chciałam myśleć o tej wymyślonej ciąży, którą wmawiali Bradowi, i nie chciałam też myśleć o tym co czuję i co powinnam czuć do Dale’a. Jedyne czego chciałam, to żeby Bradley mnie całował i nie przestawał, i żeby jego usta wyznaczały ścieżkę od jednej rany do drugiej. Chciałam poczuć się chciana, bo póki co uciekałam od lustra ze strachu przed tym, jak wyglądałam. Poza tym moja tęsknota za Bradley’em było naprawdę duża i uświadomiłam to sobie w momencie, gdy zobaczyłam go pierwszy raz. Wiedziałam, że teraz nie byłabym już w stanie bez niego żyć, a on beze mnie chyba też nie. No a już na pewno nie wybaczyłby mi, gdybym umarła, tak twierdził.
- Nie? A kto ci mówi, że nie powinieneś, Brad? Bo na pewno nie ja. – powiedziałam spokojnie, patrząc mu w oczy. Nie wiedziałam, czy powinniśmy się do siebie zbliżać, ale chciałam tego, więc co kogo obchodziły konsekwencje? Trudno. Będzie jak będzie. Dopiero co odzyskaliśmy siebie wzajemnie, więc zdecydowanie powinniśmy odsunąć dobre maniery na dalszy plan. Przynajmniej ja tak uważałam.
- No i postaram się nie umrzeć, ale nie możesz mnie opuszczać na zbyt długi okres czasu. – odpowiedziałam mu z bardzo poważną miną i tonem typowego lekarza wydającego zalecenia medyczne. Iiii trochę mówiłam prawdę, bo może umrzeć to bym nie umarła, ale strasznie nie chciałam znów go tracić, nawet na jeden dzień. Chciałam być jak najbliżej niego, jak najczęściej i jak najdłużej mogłam. Wiedziałam, że jak tylko dojdę do siebie, jak dołączymy do tej całej Rebelii… Wtedy wszystko już będzie dobrze, a póki co mierzyliśmy się z wątpliwościami i moim bólem, i prawie mi serce pękło, jak Brad zabrał tak gwałtownie rękę z moich pośladków, jak zaczął mnie przepraszać. Cholera, czyli musiał zauważyć mój grymas bólu, a ja strasznie nie chciałam, by traktował mnie jakoś nadmiernie delikatnie. Zaboli mnie… no i co z tego? Przecież nie umrę z bólu.
- Przestań mnie przepraszać, bo się obrażę. – byłam śmiertelnie poważna. Brad naprawdę nie miał mnie za co przepraszać. No bo za co? Za to, że mnie pragnął? Ja go przecież też. Za to, że dotknął mnie mocniej, niż – w jego mniemaniu – powinien? No i co z tego, przeżywałam gorsze rzeczy, a taki jego stanowczy dotyk był dla mnie cholernie przyjemny, pomimo bólu. Naprawdę było mi przykro, że chłopak mnie tak ciągle przepraszał, że odczuwał jakieś dziwne wyrzuty sumienia przy mnie, ale nie zdążyłam zatracić się w tych myślach, bo Bradley znów mnie pocałował, a ja oddałam ten pocałunek z dużą dawką namiętności. Czułam jego język na swoich wargach i to było najcudowniejsze uczucie na świecie, a Brad… odsunął się po chwili, znów mając wątpliwości, znów się zastanawiając.
- Jestem doskonale zorientowana. Do ciebie coś czuję, do niego nie. – wiedziałam, że się o mnie troszczy, że stara się trochę myśleć za mnie, bo ja chyba już nie byłam do tego zdolna. Doceniałam to, naprawdę. Był najwspanialszym przyjacielem na świecie, ale… nie chciałam go jako tylko przyjaciela. Więc gdy tylko on położył się wygodniej, ja usiadłam na niego okrakiem i uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Nie… nie musi dojść do czegoś między nami, ale… nie przestawaj mnie całować. – powiedziałam szczerze to, co czułam, i wydawało mi się, że to najlepsze co mogłam zrobić. Faktycznie, nie czułam się gotowa na seks z Bradem. Udawałam twardą i w ogóle, ale… coś mnie powstrzymywało przed zbliżeniem. Ból? Może strach? Nie wiedziałam, ale coś podświadomie mówiło, że nie dzisiaj, dzisiaj nie powinnam. Nie chciałam jednak rezygnować z jego dotyku, ze smaku jego warg… Dlatego właśnie wpiłam się w jego usta, z całą tą tęsknotą, i frustracją, i namiętnością, i uczuciem, jakim ewidentnie go darzyłam.
No teraz to ewidentnie go kusiłam, przejmując całą inicjatywę.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-05-29, 22:34   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


- Sumienie mi mówi, że nie powinienem - westchnął. Przecież doskonale rozumiała o czym mówił, prawda? Ona też miała wątpliwości mimo że bardzo się starała skupić na nim uwagę w pełni i nie myśleć o problemach. Mogli się starać, ale w umyśle człowieka zawsze gdzieś z tyłu szepcze złośliwy głos, który mówi o problemach. Myślał o tym, że mimo uczuć to swoim zachowaniem zrani przyjaciela, a być może całkiem go straci. Nie chciał być dupkiem, dlatego miał wątpliwości.
- Będę przyjeżdżał jak tylko będę mógł - obiecał dość uniwersalnie. Chciał przyjeżdżać codziennie, ale nie mógł jej tego zagwarantować. Miał przecież swoje obowiązki i nie mógł wszystkiego rzucić. Ale na pewno będzie spędzał z nią maksymalną ilość czasu w miarę możliwości.
Nie mógł też zagwarantować, że będzie czekał aż ona będzie gotowa na wstąpienie do Rebelii. Gdy będzie miał okazję to na pewno po prostu przejdzie zgodnie z ich procedurami. A ona musiała dojść do siebie, więc może po prostu on ją wciągnie gdy już tam będzie.
Nie chciał sprawiać jej bólu, dlatego cofnął rękę i dlatego ją przepraszał. Niemniej wewnętrznego bólu również nie chciał jej zadawać. Był rozdarty i naprawdę nie wiedział co robić.
- Ok, nie będę przepraszać. Po prostu nie chcę, żeby cię bolało - odpowiedział z jakąś nutą skruchy. Wiedział, że przeżyła gorsze rzeczy, dlatego sam nie chciał jej zadawać jakiegokolwiek bólu.
Ich pocałunek był cholernie przyjemny i czuł się dobrze, ale nadal nie wiedział jak się zachować, żeby było dobrze.
- Wiem, maleńka, ale czujesz tak w tej chwili. Nie wiesz czy jutro albo za tydzień nie wrócą ci wspomnienia i uczucie do Dale'a - powiedział po raz kolejny przypominając jej, że to może być tymczasowa sytuacja. Nie wiedział jak będzie, więc też nie chciał się nakręcać.
Gdy usiadła na niego okrakiem, jęknął i spojrzał na nią. Teraz ewidentnie go kusiła.
- Całowanie to już jest coś... to nie fair w stosunku do Dale'a, a nawet w stosunku do ciebie. Gdy przypomnisz sobie uczucia do Dale'a to poczujesz się przeze mnie wykorzystana przeze mnie, a tego nie chcę - wytłumaczył jej swój punkt widzenia.
On nie dążył dziś do seksu. Jasne, że było zbyt wcześnie. Pragnął jej, oczywiście, ale nie był zwierzęciem i potrafił postawić granicę.
Ale kiedy wpiła się w jego usta, odwzajemnił pocałunek i trochę zaprzeczył temu całemu myśleniu o sobie, że nie jest zwierzęciem i potrafi się zatrzymać. A jednak nie bardzo.
Położył jej delikatnie ręce na plecach i pozwolił na tę namiętną chwilę. Całość była na tyle emocjonująca, że Colleen mogła poczuć pod sobą, że słowa Brada o pragnieniu były prawdą.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

77%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
24

height / weight:
168/46

Wysłany: 2019-05-30, 15:41   

Czy to było normalne, że Bradley tak zaczął mnie denerwować swoim podejściem? Czy w ogóle powinnam się na niego wkurzać? Wiedziałam, że chce dobrze. Miał wątpliwości i to było oczywiste, powinnam była to rozumieć.
To wszystko była moja wina. Nie rozumiałam swoich uczuć i byłam zagubiona, a to swoje zagubienie przekładałam na innych. Zraniłam Dale’a. Bardzo. Wiedziałam o tym. A teraz ewidentnie bawiłam się Bradley’em, który chyba nie do końca chciał się angażować w romantyczną relację ze mną i cholera, nie dziwiłam mu się, bo przecież faktycznie nie miał gwarancji, że moje uczucia się nie zmienią.
Ja pierdole, co ja robiłam?
Całowaliśmy się. Namiętnie. I oboje tego chcieliśmy, pomimo tego, że słowa Brada, które przed chwilą wypowiadał totalnie przeczyły jego podnieceniu. Ciało wygrywało nad umysłem, a ja nie mogłam pozwolić na to, żeby czuł się wykorzystany, żeby miał wyrzuty sumienia. Nie mogłam się nim tak bawić, bo, kurwa za bardzo mi na nim zależało. Może faktycznie trochę za bardzo się z tym wszystkim pospieszyłam? Może powinnam odpuścić i zobaczyć jak to będzie, a nie od razu wpadać chłopakowi w ramiona? Może i powinnam, ale po prostu nie byłam w stanie się powstrzymać… Wiedziałam, że go chcę. Był dla mnie okrutnie ważny i jeżeli ktoś spytałby mnie w tym momencie, z kim wyobrażam sobie swoją przyszłość, odpowiedziałabym, że z Bradley’em. Ale może on po prostu potrzebował więcej czasu? Może potrzebował jakiegoś zapewnienia, że nie zmienię zdania, że nagle mi się nie odmieni i nie pobiegnę do Dale’a? W tym momencie byłam pewna tego, że do Fowlera kompletnie nic nie czuję i nie przewidywałam nawet scenariusza, w którym by się to zmieniło, ale… nie mogłam być przecież pewna tak na milion procent, że Dale Fowler już nigdy nie będzie dla mnie ważny pod względem romantycznym, co nie?
Dlatego musiałam przestać.
Odsunęłam się od chłopaka, oddychając ciężko. Byłam go tak strasznie spragniona… naprawdę nie chciałam przestawać, ale musiałam. Dla niego.
- To chyba ty poczujesz się wykorzystany przeze mnie, jeżeli faktycznie sobie przypomnę… – wyszeptałam smutno, nawiązując do jego poprzednich słów. Zeszłam z niego i podniosłam kołdrę, by móc nas nią przykryć. Patrzyłam na Bradley’a i, cholera, strasznie mi było przykro.
- Przepraszam, Brad… Może… nie spieszmy się. I zobaczymy. Ostatnie co chcę zrobić to bawić się twoimi uczuciami, serio. Chodźmy spać, dobrze? I jutro będzie lepiej, chyba. – powiedziałam cicho i położyłam się plecami do chłopaka, ale na tyle blisko, że jeżeli chciał, to mógłby mnie objąć. Pytanie tylko… czy chciał? Zamknęłam oczy, a raczej zacisnęłam mocno powieki, nie chcąc pozwolić napływającym do nich łzom na to, by zaczęły płynąć po moich policzkach. Dopiero co uciekłam dzisiaj ze swojego więzienia, a już bawiłam się uczuciami dwóch mężczyzn, na których chyba mi zależało. Świetnie.
_________________


I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

86%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-06-11, 00:14   
   Multikonta: Scarlett Reynolds, Richard Ryan
  

   1 Rok na Giftedach!


Jasne, że mogła się na niego denerwować. Jej perspektywa była całkowicie inna od niego. On żył w teraźniejszości, a ona zatrzymała się na przeszłości. sytuacja była skomplikowana i żadne proste wytłumaczenie nie pasowało. Dlaczego więc mieli być spokojni, gdy wszystko było tak popieprzone?
I nie chciał, żeby się obwiniała. Jej uczucia były w tym momencie całkowicie naturalne. Kto byłby spokojny w jej położeniu? I tak zachowywała się bardzo dobrze, biorąc pod uwagę to wszystko. I naprawdę mógłby się z nią całować całą noc. Zależało mu na niej i nie przywiązywał się zbyt szybko w tym sensie romantycznym. To nie tak, że od razu się zakocha, chociaż faktycznie ciągnęło go do dziewczyny. Być może bardziej niż był w stanie przyznać.
Ich pocałunki faktycznie były namiętne i oboje czuli do siebie pociąg, nie tylko fizyczny. Brakowało im siebie wzajemnie i to był jakiś sposób na pokazanie sobie wzajemnie jak za sobą tęsknili. Zwłaszcza, że dziewczyna pamiętała tylko uczucia do niego. Było to dla niego dezorientujące. I nie miał nic przeciwko zabawie, dopóki nie krzywdziła ona tych, którzy byli dla niego bliscy. A cholera, wiedział, że już wszystko zepsuł. Gdy Dale się o tym dowie na pewno go znienawidzi. Nie był pewny czy był gotowy na kolejną bitwę. Nie chciał obracać przyjaciół we wrogów. Miał dość problemów na co dzień.
- Nie poczuję, nie martw się o mnie, Col. Jestem twardy - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nawet jeśli jej uczucia wrócą to będzie w stanie się z nią przyjaźnić na dawnych zasadach. Powinna teraz myśleć przede wszystkim o sobie. On był aktualnie w pełni swoich sił i naprawdę nie potrzebował jej ochrony. To on chciał chronić ją.
On również z trudem się od niej oderwał i kiedy zaczęła mówić i przykryła ich kołdrą, po prostu kiwnął głową.
- Wszystko w porządku - odparł, żeby nie było jej przykro, bo naprawdę nie był zły ani nic z tych rzeczy. Nie miał prawda przecież.
- Czekaj, nie będę spał w ubraniach - powiedział jeszcze, po czym wstał na chwilę i ściągnął spodnie i koszulkę. Pozostał w samych majtkach, bo uznał, że nie zgorszy dziewczyny, która pamiętała doskonale ich zbliżenie.
Wsunął się pod kołdrę i objął dziewczynę, po czym przymknął powieki.
- Nie martw się, dobrze? Wszystko będzie dobrze - zapewnił. Ostatecznie przecież będzie.
_________________

Let me tell you what it's like to
be a zero
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6