Poprzedni temat «» Następny temat
Sala badań
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 23:22   Sala badań



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-03, 21:21   

24 Lutego 2018,
Kilka minut przed południem...

Kto by się spodziewał, że los może być aż tak przewrotny?
Że tyle złego może się wydarzyć w jednym dniu?
A co gorsza - że o to wszystko można zostać oskarżonym, tylko za to, że chciało się pomóc?

Już w trakcie jazdy próbowano Ci wmówić, jak niewiele znaczysz, jakim śmieciem jesteś, jak bardzo bekniesz za to, co zrobiłaś. W dość brutalny sposób pobrano Ci też krew i wstrzyknięto coś w żyłę. "Profilaktycznie", jak to usłyszałaś, pomiędzy kolejnymi przekleństwami. Chyba nawet nie byłaś w stanie zareagować, byłaś w zbyt wielkim szoku. A może to i uchodzące emocje z wydarzenia, w którym przed chwilą brałaś udział, tak na Ciebie wpłynęły? Czyżbyś straciła wolę walki? A może tylko na nowo regenerowałaś siły? Może nie chciałaś sprawiać więcej problemów, i próbowałaś współpracować? Może wierzyłaś, że właśnie spokojna rozmowa i racjonalne argumenty zapewnią Ci wolność?

Nie miałaś czasu nad tym myśleć. Nie w chwili, gdy pojazd przystanął, a jego drzwi otworzyły się z niemałym impetem. Jeden z pilnujących Cię żołnierzy natychmiast wysiadł, a drugi - popchnął Cię w ramiona pierwszego. Jego uścisk był daleki od tych przyjemnych, dających bezpieczeństwo. Byłaś dla nich... Robakiem. Mogłabyś przysiąc, że właśnie za to Cię uważają. Że właśnie tak Cię teraz traktują. I za nic mają Twoje prośby i groźby. Teraz, należałaś do nich...
Poprowadzono Cię długim korytarzem, wciąż szydząc z Twojej osoby. Wciąż Cię atakując słownie i wciąż przepychając, do przodu. Widać było, że próbują Cię prowokować, rozjudzić, wyprowadzić z równowagi. Chyba sami chcieli sobie udowodnić, jak niebezpieczna jesteś...

Wepchnięto Cię do tej małej klitki, z łóżkiem lekarskim i zabezpieczonymi na klucz szafkami. Skuto Ci tu też ręce, a na odchodne usłyszałaś tylko, że nawet, jeśli sama nie jesteś inna, to na pewno odpowiesz za pomoc terrorystom w ucieczce. I że to właśnie Twoja wina, że kolejne dzieci dziś stracą życie...
Z tymi słowami, zostawiono Cię samą, w niewielkim pomieszczeniu o sztucznym świetle...
[Profil]
 
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-06, 18:25   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali właściwie całą drogę nic nie mówiła. Była strasznie zmęczona, ale nie fizycznie, jej ciało miało się całkiem dobrze; to jej serce było w kawałkach. Po prostu tego dnia wydarzyło się za dużo, żeby cokolwiek było w stanie ją obchodzić, pewnie gdyby była w domu po prostu położyłaby się w łóżku, ale przecież nie była w domu.
To nie był pierwszy raz w jej życiu kiedy została zatrzymana. Była na kilku protestach które przybrały zdecydowanie nieciekawy obrót, ale nigdy nie została aresztowana. Kiedy nie było takiej potrzeby, nie wychodziła poza granice prawa, więc nie mieli o co jej oskarżać, ale już lata temu dowiedziała się jak powinna się zachowywać, o co pytać.
I wiecie co?
W tym momencie zupełnie jej to nie obchodziło. Nie miała ochoty nawet przetwarzać w swojej głowie angielskiego na jakiś ludzki język. Nie chciała nijak reagować, nie, po prostu nie. Nie teraz. Może za godzinę, kiedy to wszystko stanie się łatwiejsze do strawienia. Ale czy śmierć pięciolatki może kiedykolwiek stać się łatwa do przełknięcia? Nie powinna. Nigdy nie powinna.
Shiali była jednak na tyle przytomna, żeby szybko skontaktować się z Tori zanim mutazyna zacznie działać - bo podali jej mutazynę, prawda? Krótko przekazała kobiecie że jest cała i zdrowa, że ją złapali, ale nic na nią nie mieli. Poprosiła jeszcze, żeby powiadomiła jej rodziców, jeśli nie w ciągu doby znowu się z nią jakoś nie skontaktuje. Jeżeli chcieli ją w coś wrobić, ściągną prawników, poruszą niebo i ziemię. W końcu to byli jej rodzice.
Szczerze mówiąc, Shivali odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu została sama. Jasne, była skuta, w nie za dobrej sytuacji, sama i zdana tylko na siebie, ale przynajmniej mogła chwilę odpocząć. Spróbować ochłonąć od tego wszystkiego. Usiadła na jakimś krześle i jakby zapadła się w sobie. Chyba była nawet zbyt zmęczona, żeby się zwyczajnie rozkleić.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-04-06, 19:36   

#1

Kiedy tylko dowiedział się o zatrzymanej terrorystce, przebywającej teraz w sali badań, Jenkins postanowił wybrać się tam osobiście. Nie miał zamiaru dopuścić do tego, by ktoś coś znowu spieprzył. Jego durni współpracownicy zdawali się nawet nie dostrzegać tego, jak wielką porażkę ponieśli na marszu pokojowym. Byli rządem, do cholery. W ich kompetencjach było zapewnienie swoim obywatelom bezpieczeństwa, a nie urządzanie krwawej jatki, w której ginęły dzieci. Tak, dzieci. Nawet nie chciał myśleć o tym, że wśród ofiar mogła znaleźć się jego córka.
Jako dowódca nie mógł więc pozwolić, by doszło do kolejnej tragedii. Ktoś musiał się zająć tą sprawą jak należy, a bądźmy szczerzy – nikomu na tyle nie ufał. Nie w tym temacie. Dlatego też zabrał ze swojego gabinetu teczkę ze sprawozdaniem oraz służbowego laptopa, po czym ruszył we wskazane miejsce. Zanim jednak wszedł do pomieszczenia, przyjrzał się jeszcze terrorystce przez małe okienko w drzwiach i… cóż, westchnął ciężko. Tak, tego zdecydowanie mógł się spodziewać. To też było jeszcze dziecko. Skute, z całą pewnością bardziej potrzebujące pomocy niż przesłuchania, dziecko. Jenkins dość energicznie otworzył drzwi do pomieszczenia, niemal od razu kierując swoje kroki do stolika, który znajdował się kilka metrów od Shivali i położył na nim swoje wszystkie rzeczy. Na stojąco odpalił laptopa, a następnie podszedł do brunetki, by rozkuć ją z kajdanek.
–Jenkins, Paul Jenkins – wyrzucił z siebie, sadowiąc się wreszcie naprzeciwko małej terrorystki i westchnął ciężko, kręcąc z niedowierzaniem głową.
– Słuchaj, nie chcę ci robić problemów. Bądź ze mną szczera, załatwimy to jak najszybciej się da i wrócisz do swojego życia. Podoba ci się taki plan? – ale nie oczekiwał odpowiedzi. Bo jemu ten plan się cholernie podobał. Nie miał zamiaru gnębić, czy więzić niewinnie wyglądających dzieci. Nie miał nawet cienia wątpliwości, że ta mała po prostu padła ofiarą jego durnych kolegów.
– Więc zaczynajmy – mruknął, klikając w komputerze na odpowiednią bazę danych, po czym poprawił się na krześle i przeczytał z komputera, jednocześnie wznosząc prawą brew ku górze: – Twoje imię, nazwisko, wiek, kraj pochodzenia..?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-06, 21:28   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali drgnęła, kiedy usłyszała nagle dźwięk gwałtownie otwieranych drzwi. Szybko przerzuciła wzrok na wejście, jakoś podświadomie spodziewając się uzbrojonego oddziału, który nagle otworzy ogień. Powtórki z marszu. Zamiast tego zobaczyła jednego człowieka bez jakiejkolwiek widocznej broni. Poprawiła się nieco na krześle. Musiała wziąć się w garść. Musiała być czujna i uważnie słuchać wszystkiego, dowiedzieć się na czym stoi. Nie miała zamiaru być bierną ofiarą, ale nie miała też zamiaru się z nimi wykłócać. Satyagraha, po raz kolejny. Starała trzymać się tego słowa, chociaż jej myśli jakoś same raz za razem wracały do marszu, do tych ogłuszających odgłosów wystrzałów i do upadających na ziemię ciał.
Potrzebowała siebie twardo stąpającej po ziemi. Zapamiętała nazwisko tego mężczyzny, wiedziała jak bardzo to było istotne. Mogła spytać o nie tych, którzy ją aresztowali. Czemu tego nie zrobiła? Przecież mieli obowiązek jej je podać. Musiała się skupić.
- Nie mam zamiaru kłamać. Nie robię tego - odpowiedziała najpewniejszym głosem, na jaki było ją stać.
Nie była pewna czy może uwierzyć słowom mężczyzny, czy nie chce jej oszukać, czy to nie jakaś prowokacja. Nawet jeśli tak było, to to nie zmieniało jej zachowania. Nic nie wiedziała, nie zrobiła nic, poza podawaniem zziębniętym ludziom herbaty i potem, próbą wyprowadzenia rannej kobiety poza teren strzelaniny. Czemu miałaby o tym nie mówić głośno i wyraźnie? I to bez znaczenie czy mężczyzna miał ją okłamać.
- Shivali Nyberg, dwadzieścia cztery lata, Szwecja. Indie - szybko się poprawiła. - W zasadzie, trochę to skomplikowane - dodała.
Nie miała pojęcia co właściwie uznają za jej pochodzenie w Stanach. Obywatelstwo? Kraj urodzenia? Pochodzenie etniczne? Cóż, mógł sobie wybrać odpowiedź, w zależności od pytania, które właściwie chciał zadać. Shivali poczekała jeszcze chwilę, zanim sama się odezwała.
- Mam prawo wiedzieć dokąd mnie wywieźliście i co mi podaliście - powiedziała najspokojniejszym tonem, na jaki było ją stać. Co prawda domyślała się odpowiedzi, ale wolała się upewnić. Z resztą, kiedy ktoś odpowiedzialny powie jej to prosto w twarz i będzie mogła się powołać na jego nazwisko, jej słowa będą miały większe znaczenie.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-04-07, 11:27   

– To dobrze – odparł spokojnie, jednocześnie marszcząc czoło. Nie miał powodu, by nie wierzyć tej małej, ale i tak z doświadczenia wiedział, że lepiej pozostać czujnym. W skupieniu wysłuchał więc jej kolejnych słów, powoli wklepując jej dane do komputera. I gdy w zasadzie wszystko się potwierdziło, Jenkins posłał jej dość zadowolone spojrzenie. Dwadzieścia cztery lata? Według niego wyglądała na znacznie młodszą. Być może nie była już takim dzieckiem, jak o niej myślał, ale to niczego nie zmieniało.
– Jesteśmy w siedzibie rządu, a dokładniej w części laboratoryjnej – miał swoje pytania, ale jej również były ważne. Jenkins miał nieco inne podejście niż wszyscy jego współpracownicy. Poza tym.. to nazywało się wywiadem, przesłuchaniem. Dwie strony miały prawo do zadawania pytań. A Shivali nie była dla nich żadnym zagrożeniem. Jej zdanie również się tu liczyło.
– Dostałaś mutazynę i jakieś leki na uspokojenie. W końcu jesteś małą terrorystką, huh? – mruknął pół żartem – pół serio, zawieszając spojrzenie na twarzy dziewczyny. I kiedy nie dostrzegł w jej twarzy niczego niepokojące, odchylił się na krześle, jednocześnie zaplatając dłonie na karku.
– Potrzebujesz czegoś? Jedzenia, picia, czegokolwiek? – zapytał jeszcze. Nie chciał w sumie, by Nyberg czuła się niekomfortowo podczas tego przesłuchania. Jeśli była głodna – wywiad zdecydowanie mógł poczekać. Nawet jeśli Jenkins miał ochotę, jak najszybciej stąd wyjść. Tak, miał dużo pracy, ale przecież w tym momencie dobro dziewczyny było najważniejsze. Nie, nie była terrorystką i właśnie te słowa naskrobał w swoich notatkach. I jeśli Shivali czegoś sobie zażyczyła – posłał jednego ze strażników po tą konkretną rzecz, a jeśli nie chciała nic – to po prostu kontynuował.
– A teraz mi powiedz co dokładnie się wydarzyło na tym marszu. Jak ty widzisz te wydarzenia – i oderwał się od komputera, nachylając się nieco nad stołem, by po chwili mimowolnie zacząć stukać palcami w blat stołu.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-07, 13:26   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Skinęła głową na słowa mężczyzny. W zasadzie, mogła się tego spodziewać, jednej i drugiej części. Nie spodobał jej się za to jego komentarz.
- To nie jest zabawne. Ludzie zginęli, a sprawcy są na wolności - odpowiedziała sucho.
Nie wiedziała jakie sprawy mieli na co dzień, ale terroryzm i panika tłumu nigdy nie były tematem do żartów. Ludzie byli ranni, niektórzy martwi, tak jak Lizzy, Lizzy...
- Nie, dziękuję - odpowiedziała tylko na propozycję mężczyzny. W zasadzie, wszystko czego potrzebowała, to był święty spokój. Chciała pobyć sama i chyba nawet dobrze, że na razie mutazyna na nią działała - przynajmniej w jej głowie było nieco mniej tłoczno, a to było jedyne miejsce z którego na razie mogła wyrzucić ludzi. Przynajmniej dopóki była w DOGS.
Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiało odpowiedzieć na to pytanie, ale liczyła, że ten moment nastąpi jednak nieco później. Przełknęła nerwowo ślinę (nagle zrobiło jej się strasznie sucho w gardle, mogła poprosić o tę wodę) i przygryzła policzek od wewnątrz. Powinna o tym opowiedzieć. Wszystkim to tylko wyjdzie na dobre. Problem w tym, że nie chciała w żaden sposób wracać do tamtych wydarzeń. Nie teraz, nie tak szybko. Może nawet miała ciągle gdzieś na swoich ubraniach krew tej kobiety. Może miała na sobie krew Lizzy.
Nabrała powietrze przez nos i wypuściła przez usta. To nie mogło być takie trudne, prawda? Wystarczyło tylko powiedzieć na głos to co widziała. Mogła to zrobić.
- Byłam daleko od sceny, niewiele widziałam. Rozdawałam herbatę - zaczęła. - Chyba ktoś zastrzelił Haywella i Smitha. Znalazła mnie Tori, zobaczyłyśmy że coś się stało przy scenie i chciałyśmy pomóc. - W miarę mówienia stawała się coraz mniej pewna, że to faktycznie tak wyglądało. Wszystko działo się tak szybko, w zasadzie nie miała pojęcia czy w ogóle opowiada to chronologicznie. Może Tori znalazła ją później? - Chodziło o tą dziewczynkę... Lizzy, ona nazywa - nazywała - się Lizzy. Była bezdomna, spotkałam ją kiedyś w Olympi, chciałam jej pomóc, znaleźć jej rodziców, ale mi nie ufała, uciekła, próbowałam coś o niej znaleźć... - mówiła coraz bardziej i bardziej monotonnym głosem. Chyba się trochę zakręciła. Na chwilę zamknęła oczy i odezwała się, kiedy je otworzyła. - Ledsen - potrząsnęła głową, kiedy uświadomiła sobie, co zrobiła. - Przepraszam, to było nie na temat - odpowiedziała już po angielsku.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-04-08, 14:15   

Nie, nie było zabawne. Było wręcz tragiczne, czy absurdalne. Brwi Jenkinsa się zmarszczyły i przez chwilę po prostu przyglądał się dziewczynie z jakimś zainteresowaniem, ale ostatecznie nic nie odpowiedział. Po prostu dał jej czas na zebranie myśli, jednocześnie odkładając wszelkie przybory do pisania na bok. Nie chciał jej przeszkadzać stukaniem w klawiaturę, czy też kreśleniem długopisem po kartce. Wszelkie interesujące go rzeczy miał i tak zapamiętać. Wsłuchał się więc uważnie w jej słowa, by już po chwili zapytać:
– Kim jest Tori?
Wszelkie nazwiska, czy imiona były ważne. A skoro dziewczyna wspomniała o niejakiej Tori, to nie mógł pominąć tej poszlaki. Oczywiście, brał poprawkę na kolejność wydarzeń, bo rozumiał jak ludzie działali pod wpływem emocji, adrenaliny, czy szoku. On jako żołnierz był przecież do takich sytuacji przygotowany, wyszkolony, a mimo wszystko nie był do końca bez skazy.
– Widziałaś skąd padły strzały? – dopytał spokojnym tonem głosu, chcąc tym sposobem pokazać dziewczynie, że odwalała kawał dobrej roboty. Była dzielna, nie dawała mu podstaw, by jej nie wierzył, a to wszystko to jedynie formalności. Dopiero kiedy Shivali wspomniała o tajemniczej dziewczynce, jedna brew Paula nieznacznie uniosła się ku górze.
– I znalazłaś coś? O tej dziewczynce? – tak, los zmarłej dziewczynki z pewnością był przykry, ale jego jako osoby z rządu nie powinien nic interesować. W końcu była mutantką i zdecydowanie mogła mieć coś wspólnego z terrorystami. To był dość ważny trop. Jeśli nie dla sprawy – to dla samego Paula. W końcu był tylko człowiekiem. Chociaż jeszcze do końca nie wiedział, co zamierzałby zrobić z tymi informacjami, to wypadałoby powiadomić rodziców dziecka. Albo ich znaleźć. Oczywiście, o ile sami nie byli terrorystami.
Led…? – próbował po niej powtórzyć, ale bynajmniej mu się to nie udało. Co to w ogóle miało znaczyć? – To nazwa jakiejś organizacji? Nazwisko?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-12, 19:21   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali zorientowała się co właściwie zrobiła, dopiero kiedy usłyszała pytanie mężczyzny. Jak ona mogła być taka głupia? Przecież nie musiała nic mówić o Tori, a to było oczywiste, że skoro o tym coś wspomni, Paul ją o to zapyta. Przecież to była jego praca, tak? A ona właśnie zdradziła swoją przyjaciółkę, która była mutantką. Której faktycznie mogło się coś stać. Dlatego kazała jej uciekać! Żeby jej nie złapali! A teraz sama zaczęła opowiadać o niej na prawo i lewo, żeby poszli prosto do jej domu.
- To moja przyjaciółka. Ona nic nie wie, dałam jej moje klucze i kazałam uciekać zanim to wszystko tak naprawdę się zaczęło. Miała tam jakiś atak paniki, nie ma potrzeby jej teraz dodatkowo niepokoić. Naprawdę - powiedziała. Miała nadzieję że mężczyzna nie będzie kontynuował tego tematu i chyba dało się to wyczuć w jej głosie. I to wszystko z resztą była prawda. Tori potrzebowała teraz trochę spokoju i na pewno nie wiedziała o tym wydarzeniu nic więcej niż Shivali.
- Myślę że gdzieś z góry, ale nie mam pojęcia - odpowiedziała na pytanie. Nawet się jakoś szczególnie nad tym wcześniej nie zastanawiała, miała trochę inne rzeczy do roboty.
Dziewczyna pokręciła głową słysząc pytanie mężczyzny. Naprawdę żałowała, że nie dowiedziała się czegoś więcej wcześniej. Może wtedy Lizzy zobaczyłaby się znowu ze swoimi rodzicami? Może w ogóle nie poszłaby na ten marsz? Może wtedy ciągle by żyła? Wystarczyłoby tylko, żeby Shivali bardziej się przyłożyła do swojego zadania. Przecież to nie mogło być takie trudne. Gdyby poświęciła więcej czasu, bardziej się zaangażowała...
- Nie za bardzo. Nie wiem nawet jak miała na nazwisko, tylko tyle że ma - miała - pięć lat, w swoje urodziny miała wypadek samochodowy razem z rodzicami, kiedy się obudziła już ich nie było - powiedziała, nerwowo odgarniając sobie włosy z twarzy. Czemu nie mogła się dowiedzieć czegoś więcej? Przecież zaczęła sprawdzać wypadki samochodowe z tamtego okresu, czemu się do tego nie dokopała? Zajęła się organizacją tego głupiego marszu, zamiast doprowadzić to do samego końca. Jak mogła być taka głupia? Przecież wiedziała, że Lizzy cały ten czas musiała spędzić na ulicy. Kiedy ona piła herbatę i korzystała z tych wszystkich wygód, z tych wszystkich pieniędzy, Lizzy nawet nie miała porządnego posiłku dziennie. Akurat ona, Shivali, powinna to rozumieć. Powinna była coś z tym zrobić, nawet jeśli to by nie były ostatnie tygodnie życia tej dziewczynki.
- To szwedzki - odpowiedziała odrywając się od tych wszystkich myśli. - Przepraszam, jestem trochę zmęczona.
Chyba zaczynała się już nieco powtarzać. Przepraszała za to, że przepraszała w złym języku? Czy to się nie robiło już nieco absurdalne?
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-04-13, 19:44   

– Wolałbym to jednak osobiście sprawdzić – być może nie było potrzeby niepokoić tajemniczej Tori, ale dziewczynie wciąż mogło coś grozić, czyż nie? W końcu również brała udział w marszu, a nikt nie wiedział lepiej od Shivali jakim fiaskiem okazał się ten cały pokojowy pochód. Poza tym doskonale wyczuwał w tonie głosu brunetki pewne zdenerwowanie. Miał nawet wrażenie, jakby dziewczyna starała się coś ukryć. I zdecydowanie nie wiedział co o tym sądzić, ale coś nie pozwalało mu tego zignorować.
– Imię, nazwisko i wiek koleżanki – rzucił wciąż spokojnym i luźnym tonem głosu, jednak dało się wyczuć w jego postawie, że nie było nawet z czym dyskutować. Jeśli dziewczyna chciała wyjść stąd jak najszybciej – musiała współpracować. Poza tym to było rutynowe pytanie. Miał zamiar sprawdzić i zapomnieć, to wszystko. Jeśli nie było nic do ukrycia, wszystko miało przebiec pomyślnie. Na słowa dziewczyny odnośnie pozycji strzelca, Jenkins jedynie kiwnął ze zrozumieniem głową. To i tak była jakaś informacja. Nie wyczuwał też w jej głosie kłamstwa, więc po prostu pozostawił ten temat.
– Miałaś okazję rozmawiać z tą dziewczynką? Lizzy, tak? – profilaktycznie wzniósł brwi, zupełnie jakby chciał się upewnić. – I czy była tam sama? Jeśli nie – to wiesz kto ją zaprowadził?
Czy sprawa tej dziewczynki miała jakieś głębsze znaczenie? To właśnie miał zamiar ocenić. Z pewnością była to pewna poszlaka. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę sprawozdanie, jakie zostało mu dostarczone przez współpracowników. Z kolei na przeprosiny dziewczyny jedynie machnął dłonią w powietrzu.
– Nie przejmuj się. Zresztą i tak już kończymy. Za chwilę będziesz wolna – i wzniósł kąciki ust ku górze, by posłać jej pokrzepiający uśmiech.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-04-14, 18:43   

W oddali od pomieszczenia, gdzie właśnie rozgrywała się prywatna tragedia panny Nyberg, dało się usłyszeć kroki. Kroki spowodowane przez małe pantofelki przestraszonej sekretarki, w okularkach i zdecydowanie za dużej marynarce. Szła pospiesznie, niemal potykając się o własne pantofle i prawie mijając odpowiednią salę, do której miała dostarczyć dokumenty. Cofnęła się jednak i spojrzała przez niewielkie okienko, w którym dostrzegła Jenkinsa i - oh - na jej twarzy od razu zagościł rumieniec! Widać było, że tej młodej pracownicy pan dowódca musiał wpaść w oko!
Nie minęła jednak chwila, gdy dziewczyna się ogarnęła i trzykrotnie zapukała w drzwi, po czym weszła do pomieszczenia.
- P-p-panie Jen-en-en-enkins. - Skinęła głową, jednocześnie przekazując czarną teczkę w ręce mężczyzny, po czym spojrzała speszona na działaczkę F.P.T.P. i speszona, szybko odwróciła się na pięcie, jednocześnie opuszczając pomieszczenie.

W teczce, prócz podstawowych danych o Shivali, znajdowały się również jej wyniki badań - wyniki potwierdzające fakt, że była mutantką. Była do nich również przyczepiona mała, samoprzylepna karteczka z napisem "Unieszkodliwić", co oczywiście oznaczało, że kobiecie powinna zostać założona obroża, lub powinna ona otrzymać dodatkową porcję mutazyny.
Były tam również informacje o dalszym postępowaniu z hinduską - bowiem wykraczały one poza standardowe działania rządu - ze względu na jej pochodzenie, nie było możliwe zamknięcie jej w izolatce i poddanie badaniom. Mutantka miała zostać odizolowana do czasu, aż przybędzie po nią delegacja ze Szwecji - to właśnie tam kobieta będzie odpowiadać za swoje czyny - o ile oczywiście cokolwiek zostanie jej udowodnione...
[Profil]
 
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-15, 22:17   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


- Victoria Johnson, dwadzieścia osiem lat - odpuściła w końcu. - Ale ona dzisiaj naprawdę sporo przeszła. Nie ma potrzeby jej tutaj ściągać. Naprawdę.
Tak naprawdę wszystko czego potrzebowali uczestnicy tego marszu to po prostu chwila spokoju, wystarczająco długa, żeby ułożyć to wszystko w głowie, może jakieś spotkanie z psychologiem. Ostatnie co mogło im pomóc to było wyciąganie z domu, żeby zabrać ich do ukrytej przed światem siedziby DOGS i przesłuchiwać ich przez długie godziny.
- Ostatnio rozmawiałam z nią kilka tygodni temu - doprecyzowała. - Chciałam do niej podejść podczas tego marszu, ale kiedy w końcu się przecisnęłam, ona już... - Nie była w stanie dokończyć tego zdania. Znowu poczuła, jak pojawia jej się gula w gardle, a ją samą zaczyna otaczać niesamowite zimno. Nie mogła o tym myśleć, nie teraz. - Lizzy byłą na miejscu z jakąś kobietą, ale nie mam pojęcia kim ona dla niej była. Może w końcu znalazła mamę. - W momencie, kiedy Shivali wypowiedziała te słowa zdała sobie sprawę, że po prostu w nie nie wierzyła. Nie była pewna dlaczego, ale to wydawało się zupełnie nie na miejscu, nie pasowało jej. Może to przez moc. Poczułaby, gdyby Lizzy znalazła mamę, prawda?
Dziewczyna uśmiechnęła się słabo w odpowiedzi na uśmiech mężczyzny. Nie była pewna czy właściwie czekała na powrót do domu. W tamtym momencie nie była pewna czy w ogóle na coś czekała. Wszystko stało jej się dziwnie obojętne. Pewnie gdyby była w tym momencie sama w mieszkaniu nawet nie za bardzo by wiedziała co ze sobą zrobić. Po prostu... cały świat wydawał się zbyt odległy, zbyt brutalny, zwyczajnie za trudny. Shivali nie zwróciła szczególnej uwagi na kobietę, która weszła do pokoju, najprawdopodobniej nawet na nią nie spojrzała. Po prostu chciała się od tego wszystkiego odciąć. To wszystko.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-04-19, 18:22   

Paul kiwnął głową w skupieniu wysłuchując kolejnych słów Shivali. Pozwolił jej mówić, nie wtrącał się, ani nie przeszkadzał. Po prostu.. mimo wszystko był dobrej myśli. Dziewczyna była szczera, nie miał podstaw, by jej nie wierzyć. Właściwie to co oni tutaj jeszcze robili?
– Myślę, że to by było.. – ale niedane mu było skończyć, bo właśnie w tym samym momencie drzwi się otworzyły, a przed jego oczami wyrosła postać kobiety. Jenkins ściągnął brwi, by chwilę później odchrząknąć. Nie lubił takich sytuacji. Nie lubił, gdy mu przerywano i przeszkadzano. Ale najwidoczniej cokolwiek to było nie mogło poczekać. Paul westchnął ciężko, otwierając teczkę i rzucając krótkie spojrzenie na wyniki badań Shivali. A potem.. przez chwilę po prostu nic nie mówił. Ścięło go, tak po prostu ścięło go z nóg. Ta.. ta przeklęta teczka wszystko komplikowała, wszystko zmieniała. Jenkins rozmasował sobie skronie, podnosząc się z krzesła i po prostu bez słowa opuszczając pomieszczenie. Nie było go tylko chwilę. I kiedy wrócił miał ze sobą butelkę małej wody i jakiś dziwny pakunek. Położył to wszystko na biurku, przesuwając w stronę Nyberg zarówno picie, jak i paczkę suszonych owoców i jakiegoś niewielkiego batona. Najwidoczniej i tak miała zostać tu o wiele dłużej, niż oboje przypuszczali.
– To teraz powiedz mi, w jakich okolicznościach ujawniły się twoje zdolności – a potem nastała ta wyczekująca cisza, z której jasno dało się wyciągnąć to, że Jenkins po prostu chciał, by Shivali powiedziała mu możliwie wszystko na ten temat.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-04-28, 21:11   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shiv nie sądziła, że to ma szanse źle się dla niej skończyć, dopóki Paul Jenkins nie dostał tej teczki w swoje ręce. Nie trzeba było mieć mocy, przez którą było się bardziej wyczulonym na emocje innych ani nawet jakiejś zwyczajnej empatii, żeby zorientować się, że nie było dobrze, ale Shivali nie mogła sprawić, żeby to ją obchodziło. Jutro, za kilka godzin, byle tylko nie teraz. Teraz po prostu starała się nie rozpaść pod ciężarem tej przerażającej pustki w środku niej, tej dziury, którą wyrwała w niej śmierć Lizzy.
Mogła się tego spodziewać, prawda? Bo przecież musiało chodzić o jej moc, co innego to mogłoby być? Przecież pobrali jej krew, mogła się tego spodziewać. Dlaczego o tym wcześniej nie pomyślała? Tak samo jak o tym, kiedy zaczęła mówić o Tori. Jej myśli były tak porażająco powolne, że nawet nie potrafiła połączyć najoczywistszych faktów. Przecież wiedziała, że to znajdą. Wiedziała o tym, kiedy kryła tamtą kobietę, kiedy odesłała Victorię i kiedy w ogóle zdecydowała się zostać w Stanach.
Mężczyzna chwile nie wracał, więc Shivali ściągnęła kurtkę. Pewnie to była kwestia czasu zanim przeniosą ją do jakiegoś lepiej przystosowanego pomieszczenia. W końcu była teraz terrorystką, prawda? Mogła im zrobić krzywdę, nie mogli jej trzymać w jakimś gabinecie lekarskim - o ile kiedykolwiek mogli. W końcu na pewno było tutaj pełno od niebezpiecznych przedmiotów. Gdyby faktycznie była fanatyczną terrorystką, już kilka razy zdążyłaby się zadźgać nożyczkami albo wyciągnąć swoją tabletkę z cyjankiem.
Shivali po prostu zarejestrowała jak mężczyzna znowu wchodzi do pomieszczenia. Bez słowa sięgnęła po butelkę wody i upiła drobny łyk.
- Na terytorium Stanów Zjednoczonych, parę dni po tym, jak mój tata miał wypadek - odpowiedziała znużonym głosem. Przynajmniej wydawało jej się, że tak właśnie było, ale zauważyła swoją moc dopiero parę dni po tym, jak zaczęła działać. Równie dobrze, to mogło mieć miejsce nad Atlantykiem.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Paul Jenkins



Only the dead have seen the end of war...

-

martwy Dowódca Oddziału Infiltracji





name:

Paul Jenkins

alias:
Farrier

age:
40 lat

height / weight:
186/87

Wysłany: 2018-05-01, 16:23   

Paul miał mnóstwo pytań, ale w tym momencie.. po prostu pokręcił głową. Widział w jakim stanie była Shivali i nie chciał jej dodatkowo męczyć. Miała moc, czy też nie miała.. według niego Nyberg wciąż nie stanowiła żadnego zagrożenia. Jenkins westchnął ciężko, by wyrzucić z siebie zdystansowane:
– Jak się pewnie domyślasz, wypuszczenie ciebie nie jest możliwe. Nie w tych okolicznościach. Zostaniesz deportowana.
Jakie miał inne wyjście? Gdyby nie ta teczka… byłoby łatwiej. Jednak teraz wszystko się pokomplikowało. Jenkins nachylił się nad papierami, by długopisem nakreślić kilka informacji. Chciał jej pomóc i to właśnie robił.. to było wszystko na co go stać. Zaznaczył na papierze, że podano Shivali wystarczająco mutazyny, a także to, że dziewczyna jest w zbyt ciężkim stanie, by opuścić gabinet lekarski. Z tego też powodu, założenie jakiejkolwiek obroży było po prostu niedopuszczalne.
– Słuchaj… – zabrzmiało to trochę jak opiekuńcze, ojcowskie listen, kiddo. Mężczyzna rozmasował sobie skronie palcami prawej ręki. – Nie rozmawiaj z nikim oprócz mnie. Pamiętasz moje nazwisko? Jenkins. Zawsze proś o Jenkinsa.
A potem mężczyzna poskładał swoje rzeczy z biurka i zaczął pakować papiery do teczki. Może nie powinien kierować się sumieniem, czy dziwnym ojcowskim instynktem, ale klamka zapadła.
– Zostaniesz tutaj. A jeśli ktoś spyta, masz wstrząs mózgu, gruźlicę, czy cokolwiek sobie wymyślisz.
I opuścił pomieszczenie, jeszcze przez chwilę zastanawiając się, czy dobrze zrobił. Dzisiaj miał zamiar dać jej święty spokój. Do tematu wrócą po prostu jutro. Wychodząc nakazał jeszcze strażnikom przypilnować drzwi, za którymi znajdowała się Shivali.


/zt x2
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8