Poprzedni temat «» Następny temat
Matilde Jane Wallace
Autor Wiadomość
Matilde Wallace



Guess I was born to be at war and my love, I won't give up. So my love, please don't give up.

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen

age:
27 lat

height / weight:
170/59

Wysłany: 2018-02-18, 18:15   Matilde Jane Wallace
   Multikonta: Toby Jensen
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG


Matilde Jane Wallace
urodzona w Albuquerque 13 marca 1991 roku, mieszka w Olympii od 10 miesięcy, przynależy do Bractwa Mutantów, piastuje stanowisko sanitariuszki, wizerunku użycza Krysten Ritter
historia
„Ponoć taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli.”

Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy czasu, mam wrażenie, że los postanowił sobie ze mnie zakpić. Rozdano mi wszystkie karty, niezwykle mocne i dobre karty, a mimo to jakimś cudem nie potrafiłam ich dobrze wykorzystać. A przecież znałam zasady tej gry, wiedziałam jaki powinien być kolejny ruch. Wpatrując się w mokre od deszczu okno, staram się wytężyć swój umysł i wreszcie zrozumieć. Gdzie popełniłam błąd?


Przecież urodziłam się w wzorowej rodzinie. Ojciec był wybitnym prawnikiem, zarabiającym naprawdę dużo pieniędzy, dzięki czemu był w stanie zapewnić nam godny byt. Matka – zanim zwariowała, popadając w depresję po tym, jak poroniła drugą ciążę (cóż, miałam wtedy 16 lat) – miała kontrolę nad wszystkim. Byli dobrymi rodzicami, dbającymi o moją przyszłość. Właściwie – zaplanowali ją od A do Z. Nauka gry na fortepianie, tenis, język hiszpański, olimpiady, zajęcia z pływania, balet i dziesiątki innych zajęć, których nie jestem teraz w stanie zliczyć. W tygodniu moje dni były wypełnione po brzegi, jedynie niedziele dawały chwilę odetchnienia. Z pozoru. Rodzina, w której się wychowałam była rygorystycznie religijną rodziną. Należeliśmy do różnych fundacji, stowarzyszeń, chórów, a na niedzielnych obiadach często pojawiał się pastor z rodziną. To było dobre towarzystwo, dające mi dobre podstawy.
A więc czy powinnam winić moich rodziców i ich chore ambicje? Czy to brak swobody był motylem w mojej historii? Nie, zdecydowanie nie. Był to jednak początek mojej klęski.


Miałam 14 lat, kiedy po raz pierwszy zapaliłam skręta. Nie przypominam sobie dlaczego dokładnie to zrobiłam - czy była to presja towarzystwa, lub czy nikt mnie nie namawiał. Pamiętam jedynie uczucie, gdy wypuszczałam z ust chmurę dymu, krztusząc się niemiłosiernie. Pamiętam łzy, napływające do moich oczu i poczucie odprężenia. Zupełnie jakby jakiś niewidzialny ciężar spadł z moich ramion, a ja wreszcie poczułam się wolna. Zrelaksowana. W tamtym momencie? Nie byłam dłużej spięta, nie czułam stresów związanych z chęcią wygrania kolejnego konkursu matematycznego. Byłam zwykłą nastolatką. I choć chwilę po tym cudownym uczuciu zwymiotowałam na swoje nowe, białe tenisówki, znalazłam w wypalaniu skrętów swego rodzaju nadzieję. Lubiłam to. Lubiłam i zdecydowanie nie zamierzałam z tego zrezygnować… Ale zioło nigdy nie wyrządziło w moim życiu dużych szkód. Nie było też powodem, dla którego znalazłam się w dołku. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że to właśnie wtedy byłam najwyżej niż kiedykolwiek później.

W mojej rodzinie zaczęło się psuć, gdy mama poroniła ciążę. Teoretycznie – lekarze uprzedzali ją, że może do tego dojść, jako że była kobietą po 40 roku życia, ale praktycznie – kompletnie się załamała, wręcz odleciała. Nie było z nią żadnego kontaktu, wielokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. I wbrew pozorom – to nie stan psychiczny mojej mamy tak bardzo na mnie wpłynął. Ojciec nie radził sobie z całą sytuacją. Stawał się jeszcze bardziej surowy i rygorystyczny, a między nami coraz częściej wybuchały kłótnie i pojawiały się różnice zdań. Zaczęłam się buntować. Nie chciałam być prawniczką; to sztuka zajmowała szczególne miejsce w moim sercu. Miałam 18 lat, gdy rzuciłam szkołę i postanowiłam nie iść do collegu. Zatrudniłam się w kręgielni i w wolnych chwilach projektowałam tatuaże dla miejscowego studium. W tamtym czasie kompletnie odcięłam się od rodziny, jedynie wciąż pojawiając się na niedzielnych obiadkach – tylko po to by zachować pozory przed pastorem Tedem i jego rodziną.

Gdy poznałam Aarona miałam 23 lata. Początkowo była to czysto przyjacielska więź, ale dość szybko przerodziło się w coś bardziej zażyłego. Szaleliśmy za sobą. Problem pojawił się jednak wtedy, gdy Aaron zatrudnił się jako miejscowy diler. Pewnej nocy, spontanicznie zaproponował mi skosztowanie heroiny – a ja... nie odmówiłam. I tak to się wszystko zaczęło. To był mój moment.
Wkrótce oboje uzależniliśmy się od brązowej cieczy, wpadając w tygodniowe ciągi i przepuszczając całe pieniądze. Nie pamiętam dokładnie jak długo to trwało, wiem tylko, że wielokrotnie – za sprawką mojego ojca – lądowaliśmy na odwyku, by po kilku tygodniach znowu wrócić do ćpania. W moje 25 urodziny zdarzyło się coś czego już nigdy miałam nie zapomnieć. Serce pękło mi na miliony kawałeczków i już nigdy nie miało zostać sklejone w całość. Gdy obudziłam się rano – Aaron już nie żył. Zakrztusił się własnymi wymiocinami tuż po przedawkowaniu. Tego dnia – po raz pierwszy dobrowolnie zgłosiłam się na odwyk.

To na odwyku odkryłam swoją moc. Nie rozumiałam wtedy, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie rozumiałam, że śmierć ukochanego Aarona aktywuje coś we mnie. To był niefortunny wypadek. Koleżanka potknęła się o stopień schodów, uderzając podbródkiem w kafelki. Instynktownie złapałam ją za rękę, pomagając wstać, gdy wtedy zobaczyłam jak jej rana goi się na moich oczach. Ale przecież byłam głupią ćpunką, prawda? Tej samej nocy z bólu straciłam przytomność, a z mojego nosa puścił strumyk czerwonej krwi. Przestraszona tymi niedorzecznymi omamami uciekłam z odwyku, a następnie – z miasta. To właśnie wtedy trafiłam do Olympii.

A dokładniej do u mojej długoletniej przyjaciółki z rodzinnego miasta – Cassandry Gardner. To ona mnie uspokoiła, to ona mnie wtajemniczyła we wszystko – zaraz po tym jak opowiedziałam jej o sytuacji na odwyku, to ona wprowadziła mnie do Bractwa Mutantów. Początkowo byłam zwykłą wolontariuszką, ale w miarę rozwijania i praktykowania mojej mocy – zostałam sanitariuszką. Tak jak Cass.

Śmierć Yvonne - przywódczyni Bractwa - przyjęłam z pewnego rodzaju spokojem. W końcu byłam ćpunką, a śmierć nie była mi obca. Ba, sama wielokrotnie balansowałam na jej granicy. Po śmierci Aarona - nie sądziłam by cokolwiek mogło mnie jeszcze zaboleć, czy dotknąć. Nie ufam tej nowej przywódczyni Bractwa i sama nie wiem dlaczego.

Nie żałuję zapalenia skręta, nie żałuję wyprowadzki z domu i rzucenia szkoły, nie żałuję poznania Aarona. Sunąc palcem po szybie, zupełnie jakbym śledziła tor spływającej po oknie kropli wody, zdaję sobie sprawę tylko z jednego. Gdybym mogła cofnąć czas? Nigdy nie zgodziłabym się spróbować heroiny. Nie pozwoliłabym sobie wstrzyknąć igły w żyłę i być może nigdy nie spotkałyby Mnie te okropieństwa, które wydarzyły się po śmierci ukochanego. Gdy przymykam oczy jedyne co widzę, jedyne o czym marzę i pragnę to znowu poczuć silne ramiona Aarona wokół mojej talii…

charakter


• skryta • nieufna • niezwykle uparta • pewna siebie • impulsywna • bystra • nieco naiwna • raczej egoistka, ale jeśli na kimś jej zależy - jest skora do poświęceń • przed odwykiem - była lekkoduchem, duszą towarzystwa • artystyczna dusza • nie lubi pomagać • bezczelna • nie pozwala sobą rządzić • złośliwa • niecierpliwa • sprawiająca problemy • obojętna

***


Matilde jest osobą, która nie ma w zwyczaju odezwać się jako pierwsza. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie cichej, niezainteresowanej i zdecydowanie zamkniętej w sobie, być może nawet nieco wywyższającej się osoby. W pewnym sensie nie potrafi schować dumy do kiszeni, by uraczyć nieznajomego chociażby jednym słowem - zamiast tego niczym ten diabelny chochlik lubi kusić, prowokować, byś to właśnie Ty zrobił ten pierwszy krok.

Mimo tej tajemniczej otoczki, dziewczyna jest niezwykle szczera w swoich zamiarach. Nie potrafi kłamać, mówiąc to co jej ślina na język przyniesie. I o ironio - słowna szczerość, nijak przekłada się na szczerość emocjonalną. Panienka Wallace nie lubi obnażać swoich uczuć, doskonale zdając sobie sprawę, że jest to najkrótsza droga do pozostania zranioną. Z zaciśniętymi w linijkę ustami - będzie wypierała się jakiegokolwiek zaangażowania, czy przywiązania.

Nieufność i skrytość skutecznie powinny ją chronić przed światem, ale.. nic bardziej mylnego. Matilde jest dobrym przykładem powiedzenia "kto od miecza wojuje, od miecza ginie". Jest niezwykle podatna na manipulacje, często wykazując się okropną, wręcz dziecięcą naiwnością. Prawdopodobnie dlatego zmaga się z nałogami, od których nie jest w stanie się uwolnić.


opis mocy - uzdrawianie

Moc Matilde polega na uzdrawianiu wszelkiego rodzaju zadrapań, ran, złamań, a z czasem nawet i chorób za pomocą dotyku. Nie jest możliwe korzystanie z mocy na samej sobie.

Poziom I [0% - 25%]
  • Leczenie skaleczeń, drobnych ran, zadrapań, oparzeń.
  • Uśmierzanie bólu.

Skutki uboczne: utrata przytomności, krwawienie z nosa, poczucie pustki, brak kontroli, wymioty.
Możliwy czas używania mocy: 1 post - odpoczynek: 6 postów.

Poziom II [26% - 49%]
  • Leczenie głębszych ran.
  • Uśmierzanie bólu.
  • Przejęcie bólu od leczonego.
  • Leczenie zwichnięć, skręceń.

Skutki uboczne: omdlenia, krwawienia z nosa, brak kontroli, pojawianie się otwartych ran na dłoniach, obniżone tętno, zalążki depresji, nieustannie towarzyszący ból.
Możliwy czas użytkowania mocy: 3 posty - odpoczynek: 6 postów.

Poziom III [50% - 97%]
  • Leczenie głębokich ran (również postrzałowych).
  • Uśmierzanie bólu.
  • Przejęcie bólu od leczonego.
  • Leczenie złamań.
  • Łagodzenie objawów poważniejszych chorób.
  • Obniżenie temperatury ciała w przypadku gorączki.

Skutki uboczne: krwawienia z nosa, bezsenność, depresja, obniżony puls, objawy astmy, przy zbyt częstym korzystaniu z mocy możliwe chwilowe przejęcie na siebie objawów choroby, przy zbyt częstym korzystaniu z mocy możliwa kilkudniowa utrata czucia w używanej do leczenia dłoni, samoistnie pojawiające się rany na dłoniach, anemia.
Możliwy czas użytkowania mocy: 5 postów - odpoczynek 5 postów (przy poważniejszych przypadkach), przy lżejszych - odpoczynek do 2 postów.

Poziom IV [98% - 100%]
  • Leczenie głębokich ran (również postrzałowych).
  • Uśmierzanie bólu.
  • Przejęcie bólu od leczonego.
  • Leczenie złamań.
  • Łagodzenie objawów poważniejszych chorób.
  • Obniżenie temperatury ciała w przypadku gorączki.
  • Wyleczenie poważnej choroby.
  • Cofnięcie zmian spowodowanych przez mutacje.

Skutki uboczne: możliwe całkowite przeniesienie na siebie choroby, możliwa śmierć, częściowy paraliż, niewydolność serca, bezsenność, depresja, anemia wymagająca transfuzji krwi.
Możliwy czas użytkowania mocy: 7 postów - odpoczynek 8 postów (przy największym wysiłku), 5 postów przy głębszych ranach i 2 posty przy tych lżejszych.


ciekawostki

• Matilde pali niczym smok. Jej rekordem są 4 paczki papierosów w ciągu jednego dnia.

• Jest uzależniona od heroiny. Od zakończenia ostatniego odwyku minęło już 15 miesięcy, o czym przypomina jej breloczek w kształcie okrągłej blaszki, na której jest wygrawerowana 15. Wcześniej była 2 razy na odwyku, ale dopiero śmierć Aarona na tyle nią wstrząsnęła, że dziewczyna sama z siebie zechciała się uwolnić od swoich demonów.

• Dziewczyna interesuje się sztuką. Dużo o tym czyta i często odwiedza różne muzea. Szczególnie uwielbia prace Vincenta van Gogha.

• Potrafi rysować, uwielbia projektować tatuaże dla zarobku. Ironicznie - sama nie posiada ani jednego tatuażu.

• Gdy się urodziła - nazwano ją Jane, jednak już po trzech latach zmieniono jej imię na Matilde. Było to spowodowane obsesją jej ojca na punkcie filmu Leon Zawodowiec.

• Rodzice mówią na nią Tilly, czego dziewczyna wręcz nie znosi. Natomiast znajomi nazywają ją Tildą, Mae lub Mattie.

• Jej ojciec jest w połowie Meksykaninem, zatem śmiało można powiedzieć, że w jej żyłach płynie gorąca latynoska krew.

• Jej znakiem rozpoznawczym są wiecznie pomalowane na ciemne kolory paznokcie, czerwone usta i prosta grzywka.

• Nigdy nie skończyła szkoły. Rodzice nie potrafili zaakceptować jej pasji i zamiłowania do sztuki, chcąc zrobić z niej prawnika. Po karczemnej awanturze, Matilde po prostu rzuciła szkołę. I na złość rodzicom - nie poszła ani na prawo, ani do Akademii Sztuk Pięknych.

• Potrafi jeździć samochodem, ale po tym jak spowodowała wypadek pod wpływem heroiny, odebrano jej prawo jazdy i dziewczyna ma uraz do wsiadania za kółko.

• Po tym jak uciekła z odwyku jej ojciec nie był w stanie dłużej żyć z myślą, że jego jedyna córka okazała się takim rozczarowaniem. Dzięki swoim znajomościom, wykorzystał jedną ze znalezionych, bezdomnych, martwych ćpunek do legalnego uśmiercenia Matilde. W skrócie - Wallace nie ma zielonego pojęcia, że w świetle prawa jest martwym człowiekiem.



Ostatnio zmieniony przez Matilde Wallace 2018-11-06, 09:09, w całości zmieniany 10 razy  
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

magnetokineza

92%

Przywódca Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
23 lata

height / weight:
168/48

Wysłany: 2018-02-18, 22:37   
   Multikonta: Zośka O.


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 50%
Karta jest cudowna! Bardzo przyjemnie mi się ją czytało, a moc opisana tak pięknie i poprawnie, że powinnaś dostać medal! <3 Nie mam się do czego przyczepić, mogę się tylko zachwycać i życzyć miłej gry na forum :love:
_________________
We found you hiding, we found you lying, choking on the dirt and sand. Your former glories and all the stories dragged and washed with eager hands.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5