Poprzedni temat «» Następny temat
David Elliott Hopper
Autor Wiadomość
David Hopper



...

Pisarz





name:

David Elliott Hopper

alias:
Dave

age:
57

height / weight:
179/85

Wysłany: 2018-10-05, 19:50   David Elliott Hopper
   Multikonta: Brian, Liam, Nicholas, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


David Elliott Hopper
urodził się w Olympii 18 grudnia 1961r., mieszkał w Ottawie 4 lata, z kolei z końcem września 2018 wrócił do Seattle, nie przynależy do żadnej frakcji, z zawodu jest pisarzem, publicystą, wizerunku użycza Sean Bean
historia
Syn pilota i kierowniczki sklepu odzieżowego. Urodził się w domu państwa Hopper. Z tego względu że zima była surowa i pojawił problem z dojazdem do szpitala, sprowadzono pielęgniarkę, która wykonała swoją pracę bardzo dobrze. Chłopiec urodził się zdrowy, a jego matka przeżyła poród. Najgorsze mieli za sobą, a szczęśliwi rodzice mogli nacieszyć pierwszym potomkiem. Elliott, ojciec, nadał swojemu synowi imię David.

Dzieciństwo David zaliczyłby do udanych, mimo iż jego ojciec często musiał wyjeżdżać na szkolenia osiągając kolejne stopnie i doświadczenia w pilotowaniu. Wakacje zawsze spędzali w rodzinnym gronie. Niestety, rodzeństwa chłopak się nie doczekał. Pozostawał jedynakiem.
Życie rodzinne układało się wspaniale do pewnego dnia, kiedy nie nadeszła tragiczna wiadomość. 25 września 1978 roku, długo po godzinie 9:00 rano we wiadomościach pojawił się komunikat informujący o katastrofie lotniczej. Davidowi i jego matce Grace, zamarło serce. Ojciec tego dnia miał wrócić do domu, ale czy leciałby tym samolotem? Po kilku próbach dodzwonienia się do centrali specjalnej linii informacyjnej o ofiarach, dowiedzieli się, że Elliott Sebastian Hopper jest wśród ofiar. Tyle wystarczyło, by Grace straciła przytomność. David w tym przypadku musiał wezwać pogotowie. W obawie o stan zdrowia matki. Mimo tak tragicznej wiadomości, musiał się trzymać. Lecz nadal tak informacja do niego nie docierała. Cały czas był w szoku. Nie miał pojęcia jak udawało mu się utrzymać na nogach, nie zapłakać ale też i być wsparciem dla rodzicielki.
Następny dzień w szkole był inny. Spotykając się z wieloma współczującymi spojrzeniami ze strony kolegów i koleżanek a nawet i nauczycieli. W kolejnych dniach już nie pojawił się, czego powodem był pogarszający się stan psychiczny jego matki. Bojąc się, że kobieta sobie coś zrobi, wolał zostać przy niej. Lecz jej stan utrzymywał się aż do samego pogrzebu jego ojca. Zaś później, było już gorzej.
Nie mając wyjścia, David poprosił swoją pedagog szkoły, by poleciła mu dobrego psychologa dla swojej mamy. Kobieta rozumiejąc sytuację chłopca, podała mu namiary na swojego przyjaciela. Od razu po zajęciach, David udał się do mężczyzny. Był to tytułowany i doświadczony w swojej dziedzinie wdowiec, który posiadał dwie nastoletnie córki.
Mama nie chciała podjąć się leczenia. Nie chciała iść na umówione spotkanie. Nie dbała o siebie i myślała, że wino pomoże jej o wszystkim zapomnieć. Nie ważne też, że miała jeszcze nastoletniego syna, a Davidowi w sumie niewiele już brakowało do pełnoletności. W związku z tym, przy kolejnej próbie umówienia jej, David zaprosił mężczyznę do domu. Jak się okazało, miał podejście do tak trudnych przypadków. Po dwóch tygodniach, David obserwując matkę, zauważył pozytywne zmiany. Nie piła, bardziej o siebie zaczęła dbać i wznowiła chodzenie do pracy. Wiedział, że będzie im ciężko, ale nie mogli się całe życie załamywać. A on, nie mógł opuszczać zajęć w szkole. Na całe szczęście, po kilku miesiącach oboje wzajemnie sobie pomagając jak i się wspierając, dali radę przetrwać kolejne lata.

Dwa lata później (1980r.), jego matka poślubiła swojego psychologa co w tym przypadku było niemałym zaskoczeniem dla Davida. Tego co prawda nie spodziewał się po rodzicielce. Od razy też nie wiedział, czy ona chodziła tylko na terapie czy dodatkowo na kolację. Ale, nie miał nic przeciwko. Miała prawo na nowo ułożyć sobie życie i żyć dalej szczęśliwa. To było przecież najważniejsze. Ich rozmowa była spokojna. Bowiem sama bała się, jak on na to zareaguje. A nie wszystkie dzieci po utracie jednego rodzica, akceptują nowego członka rodziny, który może być ich ojczymem czy macochą. Jednakże David nie miał nic do partnera matki. Zaakceptował go. Problemem tylko okazały się przybrane siostry, z którymi ciężko szło mu nawiązać jakikolwiek kontakt. Jakby żyły swoim światem i niezbyt cieszyły, że mają brata. Tak czy inaczej, kiedy ukończył szkołę średnią, udał się do akademii na kierunek dziennikarstwa w Seattle. Nie dla niego było już mieszkanie w "pełnej chacie". Chciał już iść na swoje i usamodzielnić się.

Ucząc się już któryś rok w wyższej szkole w Seattle i mieszkając w internacie, poznał bardzo miłą, sympatyczną dziewczynę. Podczas swoich zajęć, gdzie mieli przeprowadzić ankietę lub małe wywiady z wybranymi osobami, on podszedł do niej. Nie miała nic przeciwko odpowiedzeniu na kilka pytań. Ale także nie odmówiła mu wspólnej kawy, lodów a następnie spaceru. Był pod wrażeniem, że dziewczyna obrała kierunek biologiczny, zakładając że pewnie będzie w przyszłości lekarzem. Ich wspólna studencka znajomość po latach, przerodziła się w miłość. Mieszkając w sąsiednim internacie, nie mieli problemu ze spotykaniem się.

David ukończył szkołę szybciej niż jego dziewczyna. Podjął się pracy w prasie miejskiej, by móc już zarabiać na swoje utrzymanie. Jego relacje z ojczymem były pozytywne. Dzięki jego pomocy i wkładowi, udało się młodemu Hopperowi ukończyć szkołę z tytułem magistra. W między czasie David dorabiał sobie stażem w zwykłych sklepach, stacjach paliw jak i magazynach. A uzbierane pieniądze, przeznaczał na swoje mieszkanie. Wstępnie wraz z dziewczyną, wynajmowali. Ślub wzięli na rok przed ukończeniem szkoły jego ukochanej. Zostali małżeństwem w październiku 1990 roku. Miesiąc później, żona wyznała mu że jest w ciąży. Niby to się cieszyła, ale też martwiła. Obawiając się o swoją edukację. A nie chciała zawalić roku i go powtarzać. David pocieszał, że sobie poradzą i wszystko ułoży po ich myśli.
Tak też się stało. Aby uniknąć niepotrzebnego stresu, za namową męża, kobieta przeczekała z obroną swojej pracy i pierw urodziła im pierwsze dziecko- syna. Któremu nadali imię William. Był to 8 sierpnia 1991 roku.
Miesiąc później, mogła przystąpić do swojej obrony i otrzymać tytuł magistra. Bardzo szybko też otrzymała staż w pewny biurze laboratoryjnym, co z jednej strony zaskoczyło Davida. Przekonany cały czas, że będzie miał lekarkę w domu, a tu się okazało że przyszłego naukowca. Zastanawiało go, czym się kierowała przy wybieraniu tego kierunku zawodu. Może nie zwrócił dokładniejszej uwagi na jej specjalizację? Ale nie analizując przy niej tego głębiej, ucieszył się uznając to za duże szczęście. W związku z tym, opieka nad dzieckiem bardziej przypadła Davidowi, pomijając kilka pierwszych miesięcy, które matka musiała przecież karmić dziecko.
Jego żona nie wykorzystała w pełni okresu macierzyńskiego, zatem po taką możliwość zgłosił się David. Jako że nie zgadzał się na oddawanie dziecka do żłobka czy też podrzucając rodzicom pod opiekę, zdecydował się ograniczyć swoją pracę i podjąć tak zwanego "tacierzyństwa". Nie ma co ukrywać, że początki miał trudne a na przygotowanie się do tej roli przyszło za późno. Rodzina była nastawiona na to, że to on jako głowa swojej rodziny będzie zarabiał na żonę i dzieci, kiedy tak naprawdę wyszło zupełnie odwrotnie. To ona poszła pracować a on został nianią. Bez pomocy matki, teściowej czy nawet sąsiadki by sobie chyba nie dał rady. Mając już wprawę w opiece i wychowywaniu syna, przyszła kolej na kolejne. A chciał, by William miał rodzeństwo. Nie spodziewał się, że tak szybko.

Rok później (1992) w grudniu Hopperom urodziła się córka - Marceline. Urocza, słodka dziewczyna przyszła na świat jako wcześniak o kilka dni. Planowany termin był w okolicach urodzin Davida, zatem żona uraczyła go prezentem dość wcześnie. Dziewczynce najwyraźniej nudziło się i chciała poznać świat szybciej. Nie trzeba wspominać, jaki szok wymalował się na twarzy Hoppera, kiedy żona zaczęła mu krzyczeć, że ma skurcze i wody jej odchodzą, a on nie potrafił znaleźć kluczy od samochodu. Szczęśliwie się skończyło, że dojechali w porę do szpitala. Williama musieli zostawić pod opieką sąsiadki, która zrozumiała ich nagłą sytuację. Miła starsza pani, zajęła się chłopczykiem. Nie trzeba też wspominać, jak urocze były święta u Hopperów, mając dwójkę małych brzdąców przy sobie.

Po dwóch miesiącach, matka dzieci wróciła znów do pracy. Tłumacząc, że nie może wziąć kolejny raz macierzyńskiego. Jej zawód nie za bardzo na to pozwalał. David niby to zrozumiał, ale też miał pewne obawy, czy ona nie ucieka od takiej odpowiedzialności. Lecz z przyjemnością wziął na siebie obowiązek opieki nad dwójką dzieci. Skoro dał radę z jednym, da radę z dwójką. Było nieco łatwiej, kiedy William miał już roczek. Nie można też zapomnieć tego, że to tata nauczył go chodzić i mówić, podobnie jak jego siostrę. Chłopiec jednak okazał się być szybko pojętym dzieckiem. Ale też wymagał sporej uwagi. A tym bardziej, jak już i Marceline zaczęła chodzić. David oczy musiał mieć wszędzie. Żadne z nich nie umiało usiedzieć w miejscu. Każdy dzień miał bardzo aktywny. Wracająca żona z pracy, czasami dość późnymi wieczorami, nie raz przyłapała swojego męża śpiącego z dziećmi przy czytaniu bajki.

Sytuacja opieki nad dziećmi, zmusiła Davida do zmiany swojego trybu zawodowego, że zdecydował się na pisanie książek. Sprawnie opanował pisanie na maszynie lecz kiedy dzieci spały, musiał przerzucić się na pisanie ręczne na papierze. Dopiero kiedy na rynek zaczęły wchodzić komputery, nie bez powodu podjął się kursu ich obsługi i znajomości programów biurowych. Jako że ich rodzina także się powiększała, sprzedali mieszkanie i kupili domek jednorodzinny.

Warto wspomnieć również o jednej ważnej rzeczy. Kiedy podczas sprzątania domu, natrafił na dość interesujące dokumenty żony, pozostawione w jej pokoju biurowym. Z ciekawości zajrzał do nich, ciekaw będąc nad czym tak jego żona intensywnie pracuje, skoro mało czasu spędza w domu bądź wraca dość późno. Nie da się ukryć, że to co wyczytał, niezbyt mu się podobało. Sprawdzając nawet daty podpisywanych przez nią papierów, nie wierzył że od dawna zajmowała się czymś, co nazywają "Genem X". Wiele dokumentów miało rok z przed narodzin Williama. Nie przypominał sobie, by już wtedy nad tym pracowała. Nic mu nie mówiła. Miała staż i to było zwyczajne biuro laboratoryjne. Ale czy na pewno?
Wieczorem, kiedy dzieci spały, podjął rozmowę z żoną na ten temat. Kobieta nie bardzo chciała o tym mówić, lecz mimo nalegań i przypomnieniu jej, że rodzina jest najważniejsza i że powinni się wspierać, ufać sobie, w końcu przełamała się i powiedziała prawdę. A milczała, bojąc się trochę jego reakcji. Bowiem projekt "Gen X" był tajny i nie mogły o nim wiedzieć osoby nie związane z badaniami. Gen mutacji który pozwala danej osobie na nabycie nadprzyrodzonej zdolności, aktywujący się podobno przy pewnych traumach, silnych przeżyciach. David wstępnie nie wiedział czy ma jej wierzyć czy też nie. Ale wysłuchał i jedyne o co prosił, to żeby nie wpadła w wir pracoholizmu. Zauważył, że za często bierze nadgodziny, a nie chciał by dzieci zauważały brak matki w domu. Tym samym prosił by była z nim szczera i nie ukrywała niczego przed nim. Jego prośba została wysłuchana. Kobieta starała się nie przepracowywać i więcej czasu spędzać w domu.

Ciężko było uwierzyć w istnienie czegoś takiego jak mutacja czy przebudzenie "Genu X". O tym David jednak przekonał się po trzech latach, kiedy ku jego zdziwieniu, czteroletni William szybko pojmował logiczne zabawy z klockami. Może nawet i lepiej, niż jego rok młodsza siostra.
Opowiadając o tym swojej żonie, sama była pod wrażeniem jego zdolności, szybkiego uczenia się, dziecięcych zabaw edukacyjnych. Rodzice byli z tego dumni, ale coś wewnętrznie Davidowi i tak nie dawało spokoju. Choćby przez to, że wiedział czym zajmuje się jego żona zawodowo.

W samą wigilię 1997 roku na świat przyszło trzecie dziecko Hopperów - córka Claire. William miał już sześć lat i zaczął chodzić do przedszkola, którego z rana zawodziła mama. Tata odbiegał wraz z pięcioletnią Marceline paromiesięczną Claire we wózeczku. Trzeba przyznać, że David bardzo wczuł się w rolę ojca a dzieciom niczego w sumie nie brakowało. Może większej uwagi i obecności matki, która mimo starań, nie zawsze mogła wracać wcześniej do domu.
Przygotowywane obiady, śniadania i kolacje przez ojca były dobre, zdążył nauczyć się podstaw przygotowania posiłków przez ten czas. Ale nie można tego powiedzieć o poważniejszych wypiekach, jak niedopieczony indyk, czy spalony placek. Nigdy nie potrafił dogadać się z piekarnikiem. Za to matka dzieci świetnie radziła sobie w kuchni i nawet tatusia nauczyła robić kilka potraw. A jej pieczone babeczki zawsze znikały z tacy.

Życie rodziny Hopperów upływało spokojnie z rytmem spędzania wspólnie czasu wolnego, wycieczkach i podróżach. Wspólnemu odrabianiu prac domowych i rozdzielania sprzeczającego się rodzeństwa. Najwięcej tych atrakcji miał David, który nie raz słyszał za drzwiami innego pokoju "TATOOOO!". Przychodzenia z pretensjami, uwagami na brata lub siostrę, czy też nasłuchiwać się kłótni o pluszowego misia. Ile to musiał też natrudzić się, by każdemu dziecku dogodzić i znaleźć ogólny kompromis ich dziecięcych trudnych problemów. Nie raz też przyszło mu podnieść głos, aby wszystkich uciszyć. Nawet matka była pod wrażeniem, jak dzieciaki są ułożone i że mąż radzi sobie z nimi bardzo dobrze.

Z każdym rokiem David dostrzegał w synu szybkość przyswajania wiedzy jak i zdobywanie nagród szkolnych. Nie tak samo było z córkami, z którymi siedział nad zadaniami domowymi, gdy syn miał wszystko zrobione. Z ich mamą dzielił się tematyką prac domowych, pomagając im bardziej w przedmiotach humanistycznych. Z kolei mama bardziej z tych ścisłych, jak i biologii. Oboje jednak dostrzeli, że ich syn ma nadzwyczajny talent i kiedy tylko dzieci spały, podjęli na jego temat poważną rozmowę, w której kobieta przedstawiła swoje podejrzenia co do jego bycia mutantem o niebywałej inteligencji. Pytając Davida, czy Willowi nie przytrafiła się jakaś trauma, czy stało się coś o czym mogła ona nie wiedzieć, a nie było też niczym istotnym by opowiadać. Mężczyzna przyznał, że coś takiego miało raz miejsce w parku, że czegoś panicznie się przestraszył i przez całą drogę do domu płakał. Mógł to byś kulminacyjny moment stwierdzenia, że w ich synu przebudził się Gen X. Nie chcąc tego przyjąć do wiadomości że taka może być prawda, David musiał się z tym pogodzić. Był co prawda z syna bardzo dumny, ale po tej rozmowie, niepokój wzrastał. Przy dzieciach tego jednak nie okazywał.

Kwiecień 2007 roku był początkiem dramatycznych sytuacji i zmian w życiu rodziny. Począwszy od zniknięcia szesnastoletniego Williama.
Dzieci szybko dorastały i zaczęły chodzić do szkoły. Dzięki temu David mógł ponownie podjąć się normalnej pracy, niż zarabiać na sprzedawaniu swoich zwyczajnych powieści dla młodzieży. Nie był jakimś tam super znanym pisarzem, ale jakieś pieniądze zarabiał ze sprzedaży swoich powieści.
Tego pamiętnego dnia, William nie wrócił ze szkoły do domu. To był niepokojący sygnał dla Davida, że coś jest nie tak. Chciał być przekonanym, że udał się do kolegów albo z nimi gdzieś poszedł. Ewentualnie został w szkole na zajęciach dodatkowych lub na rozmowie z nauczycielami. Marceline wróciła według planu. Claire odebrał wcześniej. Do domu wróciła żona z pracy, ale Williama nadal nie było. Niepokój z każdą chwilą wzrastał aż wieczorem u drzwi domu nie pojawiła się policja. Rozmawiając z funkcjonariuszami David, usłyszał jedynie o zarzutach stawianych jego nastoletniemu synowi odnośnie zabójstwa. Nie chciał w to uwierzyć. Podobnie jego żona. Normalnie nie przyjmował tego do wiadomości, by jego syn mógł dokonać czegoś takiego. By jednak nie utrudniać pracy policji, musieli zgodzić się na przeszukanie jego pokoju.
Kiedy policjanci skończyli i opuścili ich dom, David od razu przeprowadził z żoną dość poważną rozmowę, z której wynikało, że taki talent zainteresował kogoś. Nigdy by nie uwierzył, że syn mógłby kogoś zabić. Jego żona była tego samego zdania. Mimo iż zamartwiali się tym, gdzie jest William, musieli też pomyśleć o swoich córkach. David tutaj nie widział dla nich bezpiecznego miejsca. O tyle było dobrze, że one nie wzbudzały takiego zainteresowania jak William. Lecz co będzie w przyszłości? By temu zapobiec, David podjął decyzję o tym, by wyjechały. Nie poleciały, ale pojechały za granicę. Żona nie chciała na to się zgodzić. Lecz tutaj chodziło o ich bezpieczeństwo. Rozmowa była długa i przekonująca aż doszli ostatecznie do wspólnego podjęcia decyzji. Córki polecą do stolicy Kanady, znajomej Davida. Był tylko jeden problem, który mężczyzna z trudem przyjął. Mimo nieprzyjemnego doświadczenia z przeszłości, jaką była śmierć jego ojca w katastrofie lotniczej, bał się o dziewczynki które miałyby polecieć samolotem. Żona go jednak uspokajała, że nic im się nie stanie. Że dolecą bezpiecznie na miejsce.

Cała ta sytuacja sprawiła, że David całą noc nie spał. Wykonał nawet telefon do osoby, która miała zaopiekować się ich dziewczynkami. To była jego ogromna prośba. Nie chciał tego robić, ale przez cholerną pracę żony jak i zniknięcie Williama, musiał je ratować. Musiał zapewnić im bezpieczeństwo. Jeszcze tej samej nocy, starał się przygotować dla nich dokumenty na wyjazd. Lecz wykonanie ich, mogło potrwać parę dni.
Rankiem dnia następnego, atmosfera w domu była napięta. Zawsze rano było żywiołowo, ale tego dnia było inaczej. Marceline i Claire na pewno to zauważyły. David czuł na sobie ich spojrzenie. W końcu przy śniadaniu, nawet nie przeglądając żadnej gazety, oznajmił im co się stało z Williamem. Że został porwany. Że policja była i przekazała tę wiadomość. Nie zagłębiał się w szczegóły, samemu ich nie znając. Jedynie dodał, że trwają poszukiwania. Dla bezpieczeństwa dziewczyn, dodał także że nie pójdą tego dnia do szkoły. Jak i do końca tygodnia. Matka ich córek nie ukrywała jak i dla niej ten okres stał się trudny. Obowiązek przekazania tej wiadomości spadł na niego. Żona nie miała odwagi tego dzieciom powiedzieć. Jedno w tym wszystkim Davida zastanawiało, czy jego żona wiedziała, że Ci ludzie będą chcieli przyjść po ich syna?

Kiedy wszystko do wyjazdu dziewczynek było przygotowane, matka spakowała ich walizki, zaś ojciec wziął do siebie na rozmowę. Nie było mu łatwo to mówić, ale wytłumaczył że robi to dla ich bezpieczeństwa, by nie spotkało je to samo co Williama. Łzy w oczach Claire go mocno poruszyły, że przytulił je obie do siebie. Wyszeptał im także, że bardzo je kocha, obiecał że jeszcze się spotkają, a także prosił o w miarę możliwości by odzywały się do niego. Pisząc listy czy dzwoniąc. Również chciał, by miały ze sobą kontakt. Powiedział im także jak od tej chwili będą się nazywać jak i z jakiej rodziny pochodzić. Będą musiały udawać, że ich rodzice nie żyją.
Wszelkie najważniejsze dokumenty schował do ich walizek, które przedstawiały ich nazwiska rodzeństwa Blanc jak i inny życiorys. Wraz z matką odwiózł je na lotnisko a tam, założył im tabliczki odpowiednie dla podróżnych dzieci. Miał nadzieję, że córeczki dolecą bezpiecznie i nie spotka je taka tragedia, w jakiej zginął jego ojciec. Przez cały ten czas był bardzo niespokojny.
Samolot z dziewczynkami odleciał i doleciał bezpiecznie na miejsce. Wielką ulgę poczuł David, kiedy otrzymał telefon z informacją od znajomej, że je odebrała. Mógł teraz skupić się próbach odnalezienia syna. Jego żona by nie myśleć o tym wszystkim, dość szybko wróciła do swojego wiru pracy. Nie ukrywając jednak tego, że sama tęskniła za dziećmi i oczekiwała każdej wiadomości.
David z kolei nie poddawał się i nawet na własną rękę próbował odnaleźć syna. Śledził wszelkie informacje w sieci, gazetach i telewizji. Nawet w swojej redaktorskiej pracy, miał możliwość wejścia w różne tereny dozwolone dla mediów. Lecz mimo paru wzmianek, nie odnalazł syna. A pogodzić się z jego utratą nie zamierzał. Wierzył, że żył gdzieś tam w stanach.
Marceline i Claire dostały się do rodzin zastępczych. Kontakt utrzymywany był tylko z Claire. Marceline nie odezwała się ani razu. Odmawiała jakichkolwiek rozmów. Najwyraźniej odcięła się od swoich rodziców. Co z kolei Davida bardzo zasmuciło. To jednak uszanował jej decyzję. Przynajmniej wiedział, że z nią wszystko w porządku.
Przez te kilka lat państwo Hopper starali się żyć normalnie i przesyłali swoim córkom pieniądze na przeżycie i edukację. Nie zapominali o nich.

W 2014 roku na obchodach dnia niepodległości w Seattle doszło do tragedii, na której przeprowadzony został atak terrorystyczny ze strony mutantów. Nieszczęśliwie się złożyło, że David z żoną znaleźli się na wspomnianej uroczystości. Wokół nich rozpętała się panika i chaos. Ludzie biegali, uciekali a nawet padali ranni bądź zabici. Widok był przerażający. Ucieczka bywała utrudniona również przez wybuchy, latające samochody czy spadające elementy konstrukcji budynków. Jeden taki element spadł właśnie próbującego biec Davida. Mężczyzna nie tylko poczuł że coś w niego uderzyło w plecy, ale nagle uderzył ciałem w asfalt. Próby podniesienia się spełzły na niczym. W dodatku odczuwał ból w okolicach kręgosłupa. O dziwo był przytomny, ale nie czuł całej dolnej połowy swojego ciała. Żona go znalazła, kiedy zorientowała się że nie ma go u jej boku. Wróciła i próbowała zawołać pomoc. Przygnieciony ciężkim kawałkiem betonu, musiał czekać na pomoc, która nastąpiła dopiero po zakończonym ataku mutantów.
Przy pomocy odpowiednich służb publicznych, udało się Davida wyciągnąć spod głazu, od razu transportując go na noszach do karetki i zawożąc do szpitala. Tam przeszedł szczegółowe badania oraz operację. Od razu też przyznał się, że nie czuje całej dolnej części swojego ciała. Lekarze wzięli to pod uwagę.
Gdy było po wszystkim i znalazł się w sali chorych podpięty do kroplówki, opatrzony z pomniejszych ran. Obok siedziała jego żona, również w kilku zadrapaniach i niewielkich ranach. Na szczęście jej nie groziło nic poważnego. Inna sytuacja miała się w jego przypadku. Lekarz oznajmił że ma uszkodzone kręgi i dolną część kręgosłupa, a tym bardziej nerwy odpowiedzialne za sprawność nóg. Przeprowadzona operacja nie daje gwarancji, że będzie kiedykolwiek chodził. Nie da się też ukryć, jak bardzo ta wiadomość na niego wpłynęła. Czekało go resztę życia na wózku inwalidzkim.

W szpitalu przebywał kilka miesięcy. Przez ten okres pobytu w szpitalu, David miał czas na wiele przemyśleń i podjęcia kolejnych decyzji. Zdecydowanie nie zamierzał się poddawać i nawet wózek nie sprawi że przestanie cokolwiek robić. Inwalidztwo może i zmieniło jego życie, ale nie załamało psychicznie, jak to u wielu osób ma miejsce.
Gdy wrócili do domu, wtedy żona skontaktowała się z ich córką by przekazać kilka wiadomości. Pierwsza to inwalidztwo Davida, a druga to że przylecą do Kanady. Jednakże tutaj z tym "przylecą" David postawił ostry warunek - on do samolotu nie "wjedzie". Chodzić nie mógł, więc i jego słownictwo się nieco zmieniło.

Przyjazd do Kanady zakończył się sukcesem, mimo iż podróż była długa. Nastąpiło to pod koniec 2014 roku. W Ottawie wynajęli parterowy dom, ze względu na wózek inwalidzki. Co by ułatwiało Davidowi poruszanie się między pomieszczeniami jak i możliwością wyjścia na zewnątrz. Wielką dla niego radością było ujrzenie Claire. Dorosłej jego córeczki. Mimo nadania im fałszywych imion i nazwisk, zawsze wolał zwracać się do swoich córek prawdziwymi ich imionami.

Jakiś czas później, do jego żony doszła wiadomość od Claire odnośnie pojawienia się u niej zdolności mutanckich. Nie da się ukryć, że na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie, szok i kolejny niepokój jaki odczuwał przy Williamie. Przeczucie go jednak nie zawiodło, że wysłanie dziewczyn z dala od Stanów było dobrym posunięciem, przy którym uniknęły nieprzyjemności jakie spotkały ich brata. Do teraz, nie wiadomo było, co się z nim dzieje.
Ojciec chętnie wysłuchał córkę, ale sprawie mutacji więcej pomóc mogła matka, jakby bardzo dobrze była obeznana w tych tematach. Davidowi jedynie słuchał uważnie i obserwował. Zaczynał też zastanawiać się, czy jego żona, za bardzo nie interesowała się tym tematem o Genie X. Odnosił wrażenie, że to stało się jej codzienną pracą. Co jeśli nie mówiła mu o wszystkim i przeprowadzała badania na innych mutantach? Co by było, gdyby dziewczynki odkryły swoje moce mieszkając jeszcze z nimi w Stanach?

W 2018 roku, podczas rodzinnego spotkania, Claire zakomunikowała, że chce wrócić do Seattle. David był temu z początku przeciwny. Nie chciał by się narażała, odkąd rząd powołał specjalne organizacje tropiące mutantów. Rozumiał jej chęć odnalezienia rodzeństwa czy też spojrzenia na ich stary dom rodzinny, ale to było niebezpieczne posunięcie. Dziewczyna jak powiedziała, tak nie zmieniła zdania. Przykuty do wózka ojciec, nie miał jak jej zatrzymać. Prosił jedynie o to, by na siebie uważała. Musiał jej zaufać, że sobie poradzi i nic jej się nie stanie. Troska rodzicielska nadal w nim tkwiła. Nawet jeżeli jego dzieci mogły mieć już własne życie.

Kolejne miesiące do spokojnych nie należały. Nie tyle co istniała obawa o dzieci, ale i o żonę. Wiedział czym się zajmowała. Jak bardzo była pochłonięta pracą. Odczuwał to tak, jakby się sama nawet od niego oddalała, z powodu jego inwalidztwa. Ich wspólne dni na kolacjach, czy spacerach mógł spokojnie wyliczyć na palcach. Ile razy też wychodziła z domu w nocy. Ile też było sytuacji, kiedy wyjeżdżała na kilka dni czy tygodni, jemu załatwiając opiekunkę. Miał tego dość. Nawet na pisaniu książek nie mógł się skupić. Aż pewnego dnia, ukochana powiedziała mu coś, co naprawdę było dla niego szokiem. Dostała propozycję pracy w Departamencie Bezpieczeństwa Genetycznego. Nie chciał by przyjmowała tej pracy. Przecież wiedziała, że ich dzieci są mutantami a oni takich chcą złapać. Tłumaczyła mu, że jeżeli tam pójdzie, będzie wiedziała czy nie trzymają Williama. Będzie chroniła dzieci od środka. Nie pozwoli by ich złapano. Nie przekonywała go. Czas na podjęcie decyzji, miała naprawdę mały.

Do owej rozmowy nie wrócili przez jakiś czas, ponieważ do miasta wróciła Claire. Zapytana przez ojca czy odnalazła rodzeństwo, otrzymał przeczącą odpowiedź. Nie pocieszało go to w żadnym stopniu. Mimo iż cieszył się z utrzymywanego kontaktu z jednym dzieckiem, nie będzie spokojny, jeżeli nie dowie się o sytuacji pozostałej dwójki.

2018 rok był bardzo dynamiczny, jeżeli chodziło o liczne ataki na organizacje rządowe czy ugrupowania bractwa. Kiedy zaczęły się wspomniane ataki, David z przejęciem i uwagą śledził ich losy, mając nadzieję, że nie było tam jego dzieci. Nie zawsze podawane są nazwiska mutantów, ale czasami zdarzy się, że kamera reporterów coś wyłapie. W takiej sytuacji przeklinał dzień, że musiał stracić władzę w nogach. W przeciwnym wypadku, mógłby tam być jako dziennikarz i sam zbadać sytuację. Lecz nie mógł.
W kolejnych miesiącach, letniego okresu, doszło do zwiększenia siły ataków i to nawet od wschodu. Włączyła się Europa. David w swoim domu w Ottawie przez większość tego okresu pozostawał sam z opiekunką. Jego żona była widocznie potrzebna gdzie indziej. Nie trudno się domyślić i być na tyle spostrzegawczym, że najprawdopodobniej dołączyła do organizacji rządowej i przyjęła ich propozycję pracy. Już nie tylko bał się o dzieci ale i swoją miłość.

Gdy przyszedł wrzesień a żona wróciła znów na kolejny tydzień "wakacji" by się z nim zobaczyć i spędzić czas, postawił jej sprawę jasno, żądając też wyjaśnienia czy przyjęła posadę w D.O.G.S. Kobieta potwierdziła to. Tłumacząc tym samy, że to dla dobra ich dzieci. Że jeżeli ich złapią, będzie mogła im pomóc. Póki co, nie dowiedziała się, żeby tam którekolwiek z ich dzieci przetrzymywano. Uważała, że będąc tam będą mieli większy wachlarz możliwości i zdobywania informacji. Ona przecież także bała się o dzieci.
Po tej dość długiej rozmowie i dowiedzeniu się, że żona pracuje teraz w Seattle, David podjął decyzję by wrócić tam razem z nią. Jako rodzina powinni być razem. Kobieta zgodziła się.
Na kilka dni przed wyjazdem, David wysłał wiadomość do Claire, że z mamą wracają do Seattle. Nie miał jednak pojęcia, że córka ponownie tam wróciła. Jak i dzieci pewnie nie miały pojęcia, że ich rodzicielka tam już pracowała od miesięcy.

charakter
Przykładny ojciec, kochający mąż i wspierający w trudnych chwilach syn. Tak można byłoby określić Davida, patrząc na to, ile w swoim życiu przeżył, doświadczył i osiągnął. Dla niego największym osiągnięciem jest posiadanie rodziny. Doczekał a nawet wychował trójkę dzieci do pewnego etapu ich życia.

David jest osobą twardą, silną psychicznie, zdecydowaną i zdolną podejmować trudne decyzje. Nie ważne w jakim byłby stanie i jak daleko są jego dzieci. Wierzy z ich możliwości, że są na tyle zdolne i inteligentne, by poradzić sobie w tak trudnych czasach. Nie traci wiary w siebie i to, że kiedyś przyjdzie dzień że wstanie z wózka.
Bywa bardzo ostrożny w utrzymywaniu kontaktu z jedyną córką. Częściej dziewczyna rozmawiała z matką, czego nie mógł co prawda zabraniać. Przysłuchując się rozmowom swojej żony z ich dzieckiem, jakoby pilnował, czy kobieta nie zaproponuje chorych pomysłów jak badania nad Genem X, kiedy dowiedziała się o mutacji córki. Na całe szczęście, nic takiego nie miało miejsca. Przynajmniej, nie w jego obecności.

Jedyną poważną traumą w jego życiu była śmierć ojca. Od tego czasu unika wszelkich lotów samolotami. Zniknięcie Williama jak i jego paraliż nóg były tylko mniejszym szokiem. Nic jednak nie wskazywało na to, by w nim aktywował się gen X. Jednakże bacznie był obserwowany przez swoją żonę. Jakby bała się, że i jemu uaktywni jakaś mutacja. Może i tego nie okazywała, ale David był także spostrzegawczą osobą i widział jej obawy. W końcu jej praca też mogła być zagrożona, gdyby okazało że jej mąż jest mutantem. O ile sam nie skończyłby jako jej królik doświadczalny.

Akceptuje istnienie mutantów, być może z tego względu, że są nimi jego dzieci. Pewności tylko nie ma co do starszej córki. Nawet wypadek, którego doznał podczas ataku terrorystycznego, nie zmienił jego poglądów. Zrozumiał jednak, że tamtego dnia ataku musiała dokonać grupa skrzywdzona przez rząd i organizacje antymutanckie. Innego w tej chwili wytłumaczenia nie potrafi podać. Nie uważa też, że należy mutanty wyeliminować i ograniczać. A jedynie okazać im pomoc i zrozumienie.

ciekawostki
  • Biologicznie jest jedynakiem. Posiada z kolei przybrane rodzeństwo od strony ojczyma - dwie młodsze siostry. Nie ma z nimi jednak zbyt dobrego kontaktu..

  • Jego ojciec, Elliott Sebastian Hopper, zginął w katastrofie lotniczej 25 września 1978r. Samolot jakim leciał, zderzył się z awionetką gdzie oba następnie spadły na ziemię. Zginęły wtedy 144 osoby. Samolot ten miał trasę z Sacramento do San Diego. Miejsce katastrofy miało miejsce w San Diego. Przyczyną był błąd kontrolera lotów.

  • Wykształcony humanista na kierunku dziennikarskim. Nie był co prawda nikim sławnym i tego trzymał się. Nie walczył także o awanse, poświęcając się całkowicie rodzinie i wychowywaniu dzieci. Zupełne przeciwieństwo swojej żony. Pracował w domu pisząc zwyczajne książki dla młodzieży.

  • Mistrzem kuchni się nie nazwie. Niedopieczony czy spalony indyk, nie jest jego mocną stroną. O tyle dobrze, że śniadania, kolacje czy obiady były jadalne. Z piekarnikiem aż do teraz nie dogadał się.

  • Podejmując się pracy pisarskiej, nauczył się pisania na maszynie, a później podjął kursów obsługi komputera i programów biurowych.

  • Kocha swoją żonę, ale ma pewne obawy co do jej zawodu. Już samo bycie naukowcem i pracowanie nad Genem X wydawało mu się być niebezpieczne i błędnie może stwierdzone, że podejrzane. Nie pomylił się, kiedy zniknął William. Tym samym myślał, że to rozjaśniło jego ukochanej jak bardzo niebezpieczne jest pracowanie nad takimi projektami, kiedy ma się dziecko z takim genem. Nie ma jednak pojęcia, jak daleko jego żona się posunęła w tych badaniach. Ale został przez nią uświadomiony o odkryciu leku, niwelującego moce mutantów, wręcz je minimalizując do zera, usypiając sam gen. Miał i ma nadal nadzieję, że jego żona nigdy nie pomyśli o tym, by takie leki podawać ich dzieciom.

  • Obecnie David wie tylko o mutacji Williama i Claire.

  • Bardzo kocha swoje dzieci. I zrobiłby wszystko, aby im pomóc i je ratować. Nie poddawał się w poszukiwaniach na własną rękę Williama, które kończyły niepowodzeniem. W obawie o przyszłość swoich córek, nie miał wyjścia jak oddalić je od domu wysyłając do znajomej, mieszkającej w Ottawie. Wiedział też, że zostaną rozdzielone do innych rodzin zastępczych. Prosił jedynie, by w miarę możliwości się odezwały i miały także ze sobą kontakt. O ile Claire się tak zrobiła i był z nią kontakt, tak z Marceline było ciężko. Wręcz przykro, że dosłownie odcięła się od rodziców.

  • Ze względu na tragedię lotniczą swojego ojca, miewa obawy przy lataniu samolotem. Nie tylko bał się o swoje dzieci, ale i o siebie i żonę, czy dane loty zakończą się powodzeniem i bezpiecznym dotarciem na miejsce. Można by rzec, że ma lęk albo traumę przy lataniu samolotami. To samo może tyczyć się także śmigłowców czy innych pojazdów powietrznych. Dlatego z żoną do Kanady nie poleciał, a pojechał.

  • Po wypadku jakiego doznał podczas obchodów dnia niepodległości w 2014 roku, uczęszcza na rehabilitacje. Nie wiadomo czy cokolwiek mu pomogą, lecz od czterech lat nie widać żadnej poprawy. Mimo to, nie poddaje się i nie przestanie, dopóki jego stan zdrowia się choć odrobinę nie poprawi. Nawet jeżeli sytuacja jasno się przedstawia, że do końca życia może nie wstać z wózka.
    Lekarze stwierdzili u niego uszkodzenie nerwów odpowiedzialnych za sprawność nóg oraz kręgosłupa dolnej części. W dniu wypadku jego kości były w tych miejscach połamane, włącznie z udowymi.

  • Poruszanie się na wózku nie przekreśliło dosłownie jego możliwości zawodowych. Mimo uziemienia i przebywania w domu, może pracować dalej nad pisaniem książek. Ze względu na bardzo aktywne działania antymutanckie i sytuację jego dzieci, zrezygnował ze swojej aktywności w publikacjach internetowych.

  • Posiada prawo jazdy na samochody osobowe. Po wypadku, został z tego na dobre wykluczony. Być może kiedyś uda mu się otrzymać pojazd typowo przeznaczony dla niepełnosprawnych. Stery za kierownicą musiała przejąć jego żona.

  • Praworęczny.


  • Niewspomniane w biografii:
  • Jego matka, Grace Elisabeth Hopper (z domu Abbey), zmarła w 2014 roku. Na miesiąc przed wyjazdem Davida do Kanady. Przyczyną śmierci była walka z chorobą. Kobieta również ciężko zniosła wieść o bezwładzie nóg swojego syna. Stres i lęk o własne jedyne dziecko, spowodowało przyspieszony rozwój choroby. Przynajmniej tak twierdzili lekarze.

  • Po zniknięciu Williama, nie można zapomnieć o tym, że był przesłuchiwany przez policję o zachowaniach syna i gdzie mógłby się udać. Czy też o jego wiedzy nad zdolnościami nadprzyrodzonymi, którym była ponad miarę ludzką inteligencja. David jako rodzic, miał prawo wszystkiego nie wiedzieć o synu, zatem nie pomógł swoimi zeznaniami w poszukiwaniach. Możliwe że zrobił to też dla Willa, wiedząc o jego mutacji. Z jednej strony chciał go odnaleźć, z drugiej nie chciał by jakakolwiek policja po odnalezieniu, odebrała mu go. Nastolatek który dopuściłby się zabójstwa, mógłby trafić do poprawczaka. W jego przypadku, nie wiadomo czy tak by było, gdyby zabicie kogoś przez Williama okazało faktycznie prawdą.

  • Żona pracując nad projektami mutanckimi, wymusiła czy wręcz wybłagała męża o jego zgodę, by przebadał się na aktywność Genu X. Jasno dawała mu dowód na to, jak bardzo pochłonięta była tymi badaniami. Miało to miejsce rok po jego wypadku. Dla świętego spokoju i przekonania, że żadne inne zmiany w nim nie zaszły, poza bezwładem nóg, zgodził się. Wynik był co prawda negatywny. Gen X nie został aktywowany. Jego uspokoiło, ale czy jego żonę także?

  • Ostatnia książka jaką wydał dla młodzieży "Magiczna księga", mówi o rozbitym przez los rodzeństwie. Częściowo nawiązując do sytuacji swoich dzieci i rodziny. Zmieniając nazwiska, imiona, miejsca akcji jak i życiorysy. Co by dosłownie nie wzorować się na własnych przeżyciach. Ale też dać namiary na siebie. Historia tej powieści jest zupełnie zmieniona, kończąc się co prawda szczęśliwie. Pisał to tak, jakby sam widział swoją rodzinę w pełnym komplecie. Gdzie nic ich nie rozdziela. I nikt nie staje na drodze.
    Przyniosła mu większy sukces niż poprzednie, inne wydania. Niektóre księgarnie robią z nim spotkania fanowskie, gdzie udziela wywiadów, bardziej związanych z pracą niżeli życiem prywatnym. Nie unika też rozmów na temat swojego przeżycia w dniu niepodległości, w którym uległ wypadkowi. Nie wstydzi się też tego, że jest niepełnosprawny i skazany na wózek. Wobec swoich fanów jest życzliwym, ciepłym i uśmiechniętym człowiekiem, Krytyką się nie przejmuje.



  • [Profil]
      [A-]
     
    The Gifted



    kocham tworzyć tematy i nie tylko

    jestem kontem specjalnym

    milio

    Admin





    name:

    The Gifted

    Wysłany: 2018-10-06, 21:38   

    Karta zaakceptowana!
    Poziom opanowania Twojej mocy to: nie dotyczy
    Witaj Panie Tato Hopper! Czas najwyższy, by wszystkie stare sprawy rodziny Hopper zostały wreszcie rozwiązane. Wszyscy członkowie tej rodziny zasługują na trochę normalności i szczęścia, więc liczę, że pojawienie się Pana Starszego pomoże jego dzieciom uporać się z przeszłością. Nie mogę się doczekać rodzinnego reuniona! <3
    Twoja grupa krwi: A Rh-
    [Profil]
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    [ ZAMKNIĘTY ]
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do:  
    Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7