Poprzedni temat «» Następny temat
Caroline McCoy | Julie "Jules" Kane
Autor Wiadomość
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-02-03, 23:43   Caroline McCoy | Julie "Jules" Kane
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Caroline McCoy
urodzona w Nowym Jorku 13 maja 1991 roku, mieszka w Seattle od 2010 roku, przynależy do D.O.G.S., piastuje stanowisko neurochirurga, wizerunku użycza Amanda Seyfried
historia
Czy kiedykolwiek obudziłeś się z myślą, że jesteś nikim?

Dokładnie pamiętałam ten dzień. Rozrywający ból głowy, nieznajome otoczenie, niemożność wstania… Tak, dokładnie pamiętam to wszystko. I pamiętam tę dziwną pustkę, która mi towarzyszyła…
Obudziłam się wśród białych, szpitalnych ścian. Ponoć miał miejsce wypadek, w którym ucierpiał mój tato. Ponoć nie mógł się już mną zajmoać. Ponoć - bo te wszystkie słowa nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. Słuchałam ich, ale ich nie rozumiałam. Bo… Kim był dla mnie tato? Nie potrafiłam przypomnieć sobie jego twarzy. Nie potrafiłam przypomnieć sobie jego imienia. Nie potrafiłam sobie przypomnieć mojego domu, moich ostatnich urodzin czy choćby ulubionej zabawki.
Nie pamiętałam… Absolutnie niczego.

Nie potrafiłam się odezwać, mimo, że mowę znałam. Nie miałam siły wstać, mimo, że poza kilkoma siniakami i obiciami nic mi nie było. Po prostu… Nie potrafiłam pogodzić się z faktem, że nie mam życia…

Byłam wtedy nastolatką. Powinnam była przechodzić swoje pierwsze miłości. Odnajdywać swoje ideały w młodych aktorach czy modelach. Zastanawiać, gdzie kupić nowy błyszczyk i jaki kolor spinek założyć do szkoły. A tymczasem… Nawet nie wiedziałam jaki kolor lubię i jakiej muzyki słucham na co dzień. Byłam dosłownie nikim i to było… Trudne.

Trafiłam pod opiekę wujostwa, gdy tylko potwierdzono w szpitalu, że mój stan jest już stabilny. To u nich miałam poznać się na nowo - w końcu wiedzieli o mnie najwięcej. A przynajmniej na to wyglądało.
Nikt nie pomyślał jednak, że wyjazd do Albuquerque wcale nie musi mi służyć. To było dla mnie obce środowisko - nie miałam tu moich przyjaciół, nie miałam mojej szkoły i nauczycieli, nie miałam też swojego otoczenia, które mogłoby mi o sobie przypominać na nowo. Odcięto mnie od starego życia, a ja nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego?

Miałam problemy ze sobą. Nie radziłam sobie z emocjami, nie radziłam sobie z nauką. Odcięto mnie wtedy już nie tylko od starego życia, ale i od nowego - stawiając na edukację domową, bo ponoć “nie byłam gotowa na włączenie się w życie społeczeństwa”.
Nie powiem, bo rzeczywiście - zaczęłam cokolwiek pojmować, gdy skupiano się tylko na mnie. Nadganiałam powoli swoje braki, ostatecznie tylko o rok przedłużając swoją edukację. To był sukces - i to wielki. Nawet, jeśli dalej nie pamiętałam, jakim dzieckiem byłam.

Znalazłam jednak nowe pasje i nowe zainteresowania. Stałam się zafascynowana działaniem ludzkiego mózgu. Przez krótką chwilę zastanawiałam się nawet nad podjęciem studiów psychologicznych, by ostatecznie jednak… Skierować swoje kroki na medycynę w Seattle. Nie byłam może prymusem, ale miałam olbrzymie zaparcie - by jednak dać radę, by zostać neurochirurgiem. A szansę na to miało mi dać prywatne laboratorium, w którym akurat poszukiwano stażystów…

Nie wiedziałam wtedy nic o mutantach, ale AlterGen szybko miało to zmienić. Po krótkich kursach wprowadzających, jakoby ich pacjenci jak i obiekty badawcze byli… Specyficzni - dopuszczono mnie w końcu do badań na żywym materiale. A w sumie to bardziej do asystowania - takie typowe przynieś, zanieś, pozamiataj. Często robiło się niebezpiecznie i nieprzyjemnie, ale ja tak bardzo byłam zafascynowana kolejnymi obiektami, kolejnymi badaniami, kolejnymi reakcjami…
Mijały miesiące, długie miesiące. W teorii dalej byłam stażystką. W teorii dalej wysyłano mi oceny na uczelnię. W praktyce - moje horyzonty znacznie się poszerzyły i mogłam sobie pozwolić na coraz więcej. W pewnym momencie wręcz zapomniałam, że to też ludzie. Że też czują. Z jakiegoś dziwnego powodu odczuwałam satysfakcję z każdym ich krzykiem i utratą kontroli. Jakby… Jakby przynosiło mi to upragnione katharsis za te wszystkie lata, których nie pamiętałam…

Byłam na dobrej drodze, by uzyskać ciepłą posadkę - już na stałe. Byłam ciekawa kolejnych wyników, moje pomysły były niekonwencjonalne a dodatkowo wiedza zdobywana na studiach jak i podczas praktyk w szpitalu znajdowała tutaj swoje ujście - bo gdzie indziej mogłeś sprawdzić swoje zdolności chirurgiczne na żywym materiale? Czułam się panią życia i śmierci i powoli - zaczęło mnie to przerażać. Szczególnie, gdy w 2014 roku okazało się, że nasze ukochane obiekty nie są odosobnione. Że to nie tylko wybryki natury. Że jest ich… Dużo więcej.

Badania jednak wciąż trwały a ja zaczęłam nabierać wątpliwości, mimo, że wciąż nie było tego po mnie widać. Moja ręka była stała w swoich cięciach, a umysł był przejrzysty jak zawsze, analizując, co też może się stać od kolejnego poruszenia, kolejnego bodźca. Nawet, jeśli gdzieś z tyłu głowy powoli zaczęły pojawiać się wyrzuty sumienia, próbowałam to sobie tłumaczyć wyższym dobrem - i zwykle to wystarczało.

Tylko że… Do tej pory nigdy nic mi się nie stało. Jasne - obiekty traciły nad sobą kontrolę, niszczyły sale, osobiście byłam świadkiem, jak jednego z naukowców uduszono przy pomocy mocy. Ale dopiero po jakimś czasie na własnej skórze odczułam, jak niebezpiecznymi istotami są mutanci.

Zbliżał się akurat czas mojej obrony na studiach, a co za tym szło - okres mojego stażu miał się zakończyć. Do laboratorium szłam więc pełna energii, szczęśliwa, zainspirowana. Czułam, że robię coś dobrego dla świata. I nie byłam w stanie przewidzieć, że właśnie dziś rozpocznie się mój koszmar.
Podczas kolejnych badań Obiekt 36 nie wytrzymał. Stracił nad sobą panowanie. I pierwszy raz… I ja byłam na linii jego ataku. Pierwszy raz odczułam siłę jego wektorów na własnej skórze, gdy zostałam odrzucona z niezwykłą siłą na drugi koniec sali. On… On złamał mi wtedy rękę i doprowadził do wstrząśnienia mózgu. Ale czego nikt nie wiedział - przez te krótkie chwile, gdy po uderzeniu straciłam świadomość - przeszłość mnie naskoczyła krótkim wspomnieniem. Krótkim, nie do końca zarysowanym i bardzo niewyraźnym…
Czułam się niepewnie. Czułam się zagrożona. Słyszałam czyjś głos, który do mnie wołał… Jules? Tak, chyba właśnie to imię słyszałam. Czułam wstyd. Czułam się źle. A po chwili znowu uderzyła mnie ciemność…

Nie rozumiałam tego. Nie potrafiłam tych krótkich urywek złożyć w całość. Nie wiedziałam, czy to serio są prześwity mojej dawnej świadomości, czy jednak moc tego mutanta. Zaczęłam… Zaczęłam się bać. Właśnie dlatego AlterGen poszło w odstawkę - tym bardziej, że ledwo powstały Departament Bezpieczeństwa Genetycznego szukał pracowników, a ja miałam już doświadczenie.

Tutaj również zaczęłam jako stażystka. Od trzech lat rozwijam jednak swoje skrzydła, dzięki czemu mam za sobą już dwa awanse. Teraz mogę się wykazywać nie tylko dzięki stanowisku neurochirurga, lecz również jako członek działu badań genetycznych. Nie mogę powiedzieć, że nie lubię tej pracy - w końcu zapewniają mi większe bezpieczeństwo, niż mój poprzedni pracodawca, nie mówiąc już nawet o ciepłej posadce Rządowej… Jak z tego nie korzystać?

charakter

➤ Spokojna, cicha, wykonująca posłusznie swoje polecenia z uśmiechem na ustach. To właśnie ja. Nie lubię się wychylać i być w centrum uwagi - prędzej zrobię coś wbrew sobie, niż stanę na czele tłumu z własnymi, nierealnymi wizjami.
➤ Nie lubię zmian. Mam zaplanowaną niemal każdą minutę swojego życia i boję się każdej chwili, w której coś może mi te plany pokrzyżować. Spóźniony tramwaj czy korek na drodze to moja największa zmora!
➤ W głębi duszy jestem romantyczką, nawet, jeśli na pierwszy rzut oka zdaję się trzymać z dala od ludzi. Po prostu... Jest coś, co mnie w innych niepokoi i potrzebuję wiele czasu, nim zdołam się przed kimś otworzyć.
➤ Nie przeszkadza mi to jednak tryskać optymizmem na lewo i prawo - nawet, jeśli w środku wcale nie czuję się szczęśliwa.
➤ Lubię pomagać i czuć się potrzebna. Właśnie dlatego tak zafascynowała mnie medycyna. W pracy odkładam jednak własne potrzeby na bok i nie wiem, co musiało by się stać, by to się zmieniło.
➤ Chyba cierpię na pewnego rodzaju fobię społeczną. Staram się tego jednak nie okazywać. W chwilach zagrożenia i paniki zarzucam na swoją głowę kaptur od płaszcza, ręce chowam do kieszeni i przyspieszam kroku. Nucę sobie też piosenki, byle nie słuchać nieprzychylnych komentarzy, np. od jakiś zboków na ulicy...
ciekawostki

➤ Nie pamiętam nic, co działo się przed moim 12 rokiem życia. Czasem we śnie widzę jakieś prześwity, czy słyszę dziwne głosy - nie potrafię ich jednak z niczym skojarzyć.
➤ Od przykrego incydentu w AlterGen zaczęłam na poważnie bać się mutantów. Skorzystałam z kilku zajęć na strzelnicy, jednak do dziś daleko mi do strzelca wyborowego. Chciałabym jednak opanować kiedyś tę umiejętność.
➤ Naturalnie mam falowane blond włosy. Z jakiegoś jednak powodu wstydzę się ich od lat - właśnie dlatego ścinam je na krótko, prostuję i farbuję na ciemniejsze kolory. Czuję się wtedy... Bezpieczniejsza.
➤ Mam prawo jazdy i od lat jeżdżę moim GMC Canyonem z 2010 roku.
➤ Mam mieszkanie w Downtown Seattle urządzone w minimalistycznym stylu.
➤ Często miewam migreny.
Ukryj: 
➤ Po narodzinach zostałam nazwana Julie Kane. Caroline McCoy to dane, które otrzymałam od wujostwa po utracie pamięci.
➤ Moi przyjaciele z Nowego Jorku pamiętają mnie jako Jules.
➤ Po śmierci matki, która miała miejsce niedługo po moich narodzinach, ojciec kochał mnie zdecydowanie za bardzo. Po mojej utracie pamięci uznano jednak, że lepiej będzie, jeśli nikt nie będzie mi przypominał tych traumatycznych zdarzeń z zacisza domowego...
➤ Ojciec bardzo nie pochwalał moich kontaktów z chłopcami - prawdopodobnie z obawy przed utratą swojej księżniczki.
➤ Nim ojciec zdążył dopuścić się najgorszego, z opresji uratował mnie mój najbliższy przyjaciel i sąsiad - Scott D'Amico. Poniosło to za sobą jednak tragiczne skutki...


[Profil]
  [A-]
 
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-02-05, 23:05   

Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: nie dotyczy
Bycie DOGSem w mieście pełnym mutantów nigdy nie kończy się dobrze. Co się z Tobą stanie, sweet Caroline, huh? Dbaj o siebie, bo świat w którym żyjesz jest szalony i nie ma w nim miejsca na dobre, niewinne dusze.
Twoja grupa krwi to: A-
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8