Znalezionych wyników: 834
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Będzie dobrze, przecież musi być
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 17
Wyświetleń: 358

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-11-21, 19:38   Temat: Będzie dobrze, przecież musi być
Ostatnie dni nie należały do łatwych. Z tyłu mojej głowy wciąż ukrywała się ta głupia obawa, że oni wiedzą, że oni mnie znajdą, że ja za to zapłacę. Nie mogłam przywyknąć do faktu, że jestem względnie wolna - nawet, jeśli stałam się więźniem tego schronu.
Nie mogłam wyjść. Nie, gdy pod moją skórą wciąż ukrywał się ten paskudny, mały chip, który od razu zdradzi moje położenie. Nie, gdy ryzykowałam nie tylko własnym życiem...
Zaczynałam się jednak przyzwyczajać do samotności i dźwięku wydawanego przez generator. Dale... Załatwiał sprawy. Chyba nieszczególnie mnie wtajemniczał w swoje misje i wycieczki - szczególnie, gdy sama na głowie miałam inne problemy. W końcu... Minęło zaledwie kilka dni, odkąd oni wygrali - odkąd odebrali mi wszystko.
Miałam wrażenie, jakbym wciąż czuła ból w podbrzuszu, a jednak te ślady krwi, które wciąż malowały się pod moimi powiekami - wydawały się dziwnie odległe i nierealne. Jakby to wszystko wcale nie miało miejsca. A jednak - to, czego najbardziej się teraz bałam nie miało już szansy się ziścić - nie, gdy to nowe życie, które nosiłam pod swoim sercem, po prostu odeszło.
Jakie było ich nieszczęście, że nie wiedzieli, do czego jest zdolna kobieta, która straciła wszystko.
Z całą pewnością - nie przypominałam dawnej siebie. W moich oczach brakowało blasku, mięśnie pewnie zdawały się wręcz zanikać, a skóra na moich policzkach, ramionach, obojczykach czy żebrach po prostu się zapadała. Ile straciłam kilogramów przez ostatnie kilka miesięcy? Sińce i zadrapania nie chciały się już goić, a blizny były bardziej widoczne na bladej skórze. Włosy zdążyły mi już odrosnąć, a brak należytego dbania o nie również rzucał się w oczy - choćby przez splątane i rozdwojone końcówki. Cały mój organizm był wycieńczony - nie tylko tragizmem samego getta i tortur ze strony Rządu, ale i stanem, w którym jeszcze niedawno byłam.
Powinnam się chyba cieszyć, że znów byłam sama. A jednak... Czułam jakąś dziwną pustkę, która budziła we mnie złość.
Słyszałam, jak wejście zostaje otwarte. Niby wiedziałam, że to musi być Dale, ale jednak paranoja nawet teraz mnie nie opuszczała. Rzuciłam to, czymkolwiek się zajmowałam, podchodząc do jednej ze ścian - tak, dla bezpieczeństwa, gdybym jednak musiała się stąd zabrać z niepoznaką. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast rosłego mężczyzny przed moim wzrokiem stanęły dwie drobne kobietki.
Nogi z całą pewnością się pode mną ugięły. Śniłam, czy jednak umarłam? Czy możliwym było, że te ostatnie nieobecności Fowlera był spowodowane właśnie poszukiwaniem tych dwóch?
- Ricky... - Ledwo przeszło przez moje gardło, gdy praktycznie mimowolnie moje ciało ruszyło w jej kierunku, niemal natychmiast zamykając ją w moich chudych objęciach. Tyle szczęścia, że zbyt duże koszulki Dale'a choć odrobinę ukrywały tę tragedię, jaką sobą prezentowałam. - Jezu, Ty żyjesz... - Dodałam po chwili, czując jak serce mi wali w piersi, a pod powiekami zaczynają zbierać się łzy.
Nie miały teraz znaczenia nasze dawne kłótnie, nie miały znaczenia żadne waśni. Ona żyła. One żyły.
Potrzebowałam chwili, nim znad głowy kruszyny dostrzegłam też jej siostrę, stojącą tuż obok. Nawet, jeśli nie żywiłam do niej sympatii - rany, jak ja się cieszyłam, że ona wciąż dycha! Czy dlatego po chwili i ją przytuliłam w tym wielkim miśku, który zaczęłam tworzyć przy samej framudze drzwi?
- Wy żyjecie, wy naprawdę żyjecie, rany boskie... - Skrzeczałam nad ich uszami, czując ulgę gdzieś w swoim środeczku. Po prostu... Zobaczenie żywych, całych i zdrowych znajomych mi gęb było teraz... Takie wyzwalające.
I z całą pewnością oddawało to moje spojrzenie, które już po chwili skierowałam w kierunku blondyna. Nie musiałam nic mówić - już z samego mojego spojrzenia mógł wyczytać, jak bardzo jestem mu wdzięczna - za sam fakt, że je znalazł i dał mi możliwość własnymi rękoma sprawdzić, że one wciąż stąpają po tym padole nieszczęść zwanym Ameryką...
  Temat: Gif talks
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 89
Wyświetleń: 2443

PostForum: off-top   Wysłany: 2019-11-14, 07:00   Temat: Gif talks
  Temat: Kto pode mną napisze?
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 288
Wyświetleń: 5971

PostForum: off-top   Wysłany: 2019-11-14, 06:58   Temat: Kto pode mną napisze?
Po ostatnich wydarzeniach... DOGS tak, ludzi - nah :lol:

Ktoś, kto się mnie boi! :devil:
  Temat: X czy Y?
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 149
Wyświetleń: 3400

PostForum: off-top   Wysłany: 2019-11-14, 06:57   Temat: X czy Y?
Mielone.

wege czy mieNsko?
  Temat: Skojarzenia
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 227
Wyświetleń: 4765

PostForum: off-top   Wysłany: 2019-11-14, 06:56   Temat: Skojarzenia
Porcelana
  Temat: Parowanie
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 492
Wyświetleń: 11665

PostForum: off-top   Wysłany: 2019-11-14, 06:56   Temat: Parowanie
Imarka.
Może Ci we łbie coś poukłada :oops:
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-31, 00:03   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Źle rozumiałam?
Ja chyba już wcale nic nie rozumiałam. Gubiłam się w tej paskudnej rzeczywistości, która przecież w tak krótkim czasie dramatycznie się zmieniła. Kto by pomyślał, że w zeszłym roku jeszcze swobodnie poruszałam się po Seattle, głosząc swoje wyidealizowane ideologie?
Gdybym wtedy wiedziała, że każde moje słowo zostanie obrócone przeciwko mnie, że wszystko, czego się dopuściłam okaże się gwoździem do mojej trumny... Czy wciąż bym się na to decydowała?
Nie byłam w stanie powstrzymać rosnącej we mnie złości. Nie potrafiłam zatrzymać spływających wciąż łez. Moje ciało drżało od tych wszystkich, targających mną emocji. Teraz... Teraz chyba nawet nie wiedziałam, co bardziej mnie boli - ta ranna skorupa, zwana ciałem, czy jednak umysł, który nie był już w stanie logicznie myśleć?
- Pferdhol sze... - Powtórzyłam, chyba już po raz ostatni, ale bez tej energii, jaka jeszcze przed chwilą ze mnie tryskała. Znów stałam się tą małą istotką, która jeszcze kilka minut temu leżała pod klatką - praktycznie nieświadomą swojego położenia. Szloch wyraźnie podkreślał tę pustkę, jaka się we mnie kryła, tę bezradność, która już ze mnie wypływała.
Zawiodłam wszystkich. I nie byłam w stanie tego zmienić.
Czułam, jak od ciągłego płaczu moja twarz staje się czerwona. Wiedziałam, że od tego łkania w końcu zatracę oddech. Chyba właśnie dlatego zachłysnęłam się powietrzem, gdy doszły do mnie słowa bruneta, których... Też nie rozumiałam.
Nie mogłam się na niego spojrzeć. Uszkodzone oko wyraźnie mi to utrudniało, bowiem każdy gwałtowny ruch kończył się tym wirowaniem w mojej głowie, które teraz było jeszcze bardziej wzmożone przez moją moc. A poza tym... Sama powieka też średnio chciała się słuchać, gdy tak spuchnęła, tworząc pięknego sińca pod moim okiem - którego nawet prowizoryczna przepaska nie była w stanie ukryć.
- Sze so? Sze rhyk? Sze jesztem szłaba?! - Rzucałam pytaniami wydartymi chyba z mojej własnej wątpliwości. Nie miałam już sił się wkurzać, nie miałam sił się podnieść, nie miałam sił na tę histerię, jaka ogarnęła mnie przed chwilą. Ale z całą pewnością - miałam siłę, by walczyć o własne imię - jak przed laty, gdy upijałam się tylko dla własnej rozrywki, a w bójce moim największym wrogiem mógł być taki sam chlejus, jakim sama byłam.
Może więc nie wszystko było we mnie stracone?
  Temat: Cytaty
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 559

PostForum: Rozmowy   Wysłany: 2019-10-24, 19:14   Temat: Cytaty
Z discordowych rozmowowych odmętów
Cytat:
Jestę bogię
uświadom to sobię sobię
i mogę spuszczać wpierdziel
tobię tobię
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-22, 12:37   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Nie.
Nie...
Nie!
To nie mógł być do jasnej cholery Aaron. Nie i już. Po prostu nie. Ten ćwok... Nie mógł tu wylądować. To by oznaczało, że jest skończony... Przecież jego mutacja, jego siła... Nie trzeba było być geniuszem by wiedzieć, jak to się dla niego skończy. Tutaj mogli chcieć go złamać, by w końcu stał się jednym z nich. Za dużo znaczył w tym pierdolonym świecie, za bardzo zaszedł im za skórę, by pozwolili mu tak po prostu sobie "normalnie" żyć w tym padole nieszczęść, jakim okazywał się DOM.
Mimo, że chciałam grać twardą, mimo, że do tej pory udawało mi się utrzymywać maskę na twarzy, gdy tylko go opisywał... Nie wytrzymałam. Nie wiem na ile to moja upita podświadomość robiła ze mnie beksę, ale po prostu się poryczałam, szlochając żałośnie. Miało to jednak swoje plusy - bo obolałe oko zdawało się mniej mi przeszkadzać, gdy nawilżone powieki przesuwały się po mojej gałce.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową, zaciskając swoje wargi w cienką kreskę na mojej twarzy. Nie chciałam w to wierzyć, to już był za duży koszmar. A co... Co jeśli nie tylko jego schwytali?
Mój umysł był jednak zbyt nieogarnięty, by móc jakkolwiek logicznie przeanalizować tę sytuację. Jedyne więc na co było mnie stać, to:
- KURWA MAĆ! - wykrzyczane agresywnie pomiędzy kolejną falą płaczu. Dłonią uderzyłam o ziemię, gwałtownie prostując swoje nogi, by już po chwili ponownie je pod siebie podciągnąć. Miałam wrażenie, jakby mój świat po raz kolejny rozpadał się na drobne kawałeczki i nie byłam w stanie w żaden sposób tego ukryć. Miałam ochotę po raz kolejny szarpnąć się na swój żywot, zupełnie jak przed kilkoma dniami. Rozdrapać każdą z ran, porobić nowe, wypuścić z siebie ten ból razem ze spływającą po skórze krwią. Tak bardzo tego chciałam, ale jednocześnie - tak bardzo nie miałam na to sił.
Kompletnie zignorowałam fakt, że Christopher postanowił nieco przewietrzyć to miejsce - choć było to chyba zbyt odważnie powiedziane, patrząc na stan techniczny zarówno mieszkania, jak i klatki schodowej. Za bardzo się zajęłam wewnętrzną żałobą za naszą wolnością.
Aż do czasu, gdy usłyszałam jego drwiący ton.
Pijana czy nie pijana - w mojej obecnej sytuacji odebrałam to jako istny atak, czując potrzebę bronienia się. A ja... Ja nie znałam już innych sposobów na obronę, niż agresja i przemoc.
Nie w tym miejscu.
- PFIERDHOL SZE! - Wrzasnęłam wyraźnie zirytowana, by po chwili dodać, już (tylko) odrobinę ciszej. - Tho mój phierdholonhy bhrat. Nje mosze tu bhyć... Nje mhoże... - chwila żalu mnie ogarnęła, nim mężczyzna zaczął na nowo do mnie podchodzić, posyłając w moją stronę jakieś brednie, których już chyba nawet nie rozumiałam - no, może poza podkreśleniem moich złych cech, co na nowo budziło we mnie złość.
- PFIERDHOL SZE! - Powtórzyłam, jakbym już kompletnie zapomniała, że to dzięki niemu w ogóle dotarłam do tych czterech ścian i byłam jakkolwiek ogarnięta. Przetarłam też wtedy nos i policzki o własny rękaw - co chyba nie było najlepszym pomysłem zważając na fakt, że ten był pseudo-skórzany. Szybko jednak to zrozumiałam, więc zaczęłam nerwowo ściągać z siebie tę podniszczoną kurtkę - zupełnie jakbym się szykowała do spuszczenia komuś przysłowiowego wpierdolu - nawet, jeśli nie byłam do tego fizycznie teraz zdolna.
Czego jednak nie byłam teraz świadoma - to właśnie teraz obnażyłam się ze swoich problemów. Nawet, mimo posiadania tatuaży na niemal każdym centymetrze skóry rąk, kilkudniowe rany wciąż się na nich mocno odznaczały. Ale może jeśli i jego dopadła moja niekontrolowana moc, to wcale nie zwróci na to swojej uwagi?
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-14, 03:35   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Nie potrzebowałam ratunku. Nie potrzebowałam pomocy - a przynajmniej dalej głęboko w to wierzyłam. Byłam moją własną trucizną i to miało mnie zgubić. Moje własne złe wybory, przed którymi nikt nie mógł mnie ocalić.
To ja musiałam znaleźć drogę na prostą, choć dziś wydawała się tak odległa i nieosiągalna.
Ale kto wie? Może na dzień dzisiejszy to dla mnie lepiej? Normalnie pewnie bym się przeraziła mutacji jaszczurowatego jegomościa, a teraz... Teraz jej nawet nie byłam w stanie do końca dostrzec, bo cały rozmywał się wyłącznie w jedną, pasiastą plamę w dwoma żółtymi punktami gdzieś na czubku głowy. To chyba miało się okazać dla mnie... Nieoczekiwanym ratunkiem.
Albo moją zgubą.
Na wieść o sąsiedzie o ognistym temperamencie i we mnie się zagotowało. Moje ciśnienie znacznie się podniosło, dłonie zaczęły drżeć a na twarzy pojawił się kolejny grymas, gdy próbowałam się podnieść z ziemi.
- Coś Ty powiedział?! - Niemal wykrzyczałam, czując jak w mojej głowie na nowo zaczyna wirować od tego wysiłku, co na nowo przyszpiliło mnie do ściany. Nie, nie, nie, to nie mogła być prawda. To przecież... Aż za bardzo pasowało do Aarona. Ale on... On nie mógł tu być, nie mógł być zamknięty, nie mógł być ich więźniem. On... On powinien być wolny!
- Jak on wygląda, mów! - Zażądałam, sycząc z bólu gdy przyłożyłam własną dłoń do chorego oka, wierząc, że jakikolwiek ucisk zelży mi w cierpieniu. Ale to.. To w niczym nie pomagało. W tym wszystkim zignorowałam moment rozrywania jego koszulki - choć przecież jeszcze kilka miesięcy temu dźwięk rozdzieranego materiału przynosił mi tak wielką ulgę. Teraz jednak moje myśli kotłowały się wokół rzekomego sąsiada mojego nowego... Znajomego.
Czułam, jak moc przejmuje nade mną kontrolę. To w sumie zabawne, że właśnie teraz musiał wspomnieć o dopasowaniu mocy do człowieka, czyż nie? Bo czy moja się na mnie nie odbiła? Na tym chorym alkoholiku, który nie potrafił znaleźć swojego miejsca we wszechświecie? Czy ta mutacja nie zniszczyła mojego życia szybciej, niż sama byłabym zdolna upijając się do nieprzytomności? Promile mnożyły się w moim krwiobiegu i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu byłam za to wdzięczna. Bo w świecie gdzie żadne środki przeciwbólowe nie były dostępne - "upicie się" mogło się okazać niezbędne dla przetrwania.
- To nie może być Aaron... - Wybełkotałam, zapewne już nieco mniej zrozumiale, gdy chłopak przystąpił do tej nieprzyjemnej misji oczyszczania mojej twarzy z krwi. Co jednak wyraźnie mogło go zadziwić - również i ta czysta woda, którą przecież osobiście wylewał na materiał na swojej dłoni zaczęła w końcu nieprzyjemnie śmierdzieć, niczym kiepsko rozrobiony spirytus. Ale hej, do odkażania jak znalazł, czyż nie?
Przy niektórych ranach, których dotykał bawełniany materiał zdarzało mi się syknąć, ale... Nie wyrywałam się, nie przeszkadzałam mu - tak długo, jak utrzymywał mój komfort psychiczny na względnie dobrym poziomie. Tak długo, jak mogłam mieć nadzieję, że mój ćwok jednak jest wolny...
W tym wszystkim... Gubiłam siebie. Mój stres, moje zdenerwowanie wyraźnie się na mnie rysowało - gdy zaciskałam palce na własnych udach i starałam się utrzymać jakąkolwiek przejrzystość umysłu. Ostatnie czego teraz chciałam to odlecieć przez nadmiar alkoholu we własnym organizmie. - Oh, żamnyj sze... - Wydukałam po chwili w odpowiedzi na jego dziwnej natury komplement, gdy sama poprawiłam założoną przez niego "opaskę" na moim oku, nieco ją poluźniając.
  Temat: set me free
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 409

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-14, 02:38   Temat: set me free
Jego słowa... Wcale mnie nie pocieszały. Wręcz mogłabym przysiąc, że coraz gorzej się czułam ze świadomością, jak wiele oboje musieli poświęcić dla mojego bezwartościowego życia. Bo kim byłam? Zwykłym ćpunem, alkoholikiem, słabą jednostką w tym padole cierpienia. Nic nie znaczyłam - o czym codziennie przypominały blizny na moich przedramionach.Byłam jednym, wielkim gównem na tym świecie a w moich osiągnięciach nie można było znaleźć nic poza zdradą i... Zapłodnieniem?
Kurwa mać. Przez tego małego pasożyta, który od tylu tygodni decydował o moim życiu, prawdopodobnie dwójka najbliższych mi osób musiała poświęcić... Siebie. To... To wcale nie był uczciwy układ.
Czułam ścisk w gardle. Czułam wyrzuty sumienia. Ale czułam też wściekłość, bezradność, chęć... Chęć zemsty.
Chyba nigdy wcześniej nie odczuwałam tak silnie tego uczucia...
- Był oślepiony... - Skomentowałam krótko zachowanie Kerseya. Doskonale wiedziałam co nim kieruje, a jednak... Wykorzystałam to. We własnej bezsilności wykorzystałam go, a teraz nie mogłam się z tym pogodzić.... - On... On nigdy by tego nie zrobił, gdyby nie... Gdybym ja... - Sama nie wiedziałam jak to z siebie wydusić, nie wiedziałam, jak o tym w ogóle mówić. Było mi tak cholernie wstyd, czułam się załamana sama sobą. Ale teraz nie było chwil na słabości. Nie było czasu na sentymenty...
- Pokaż to. - Odparłam w końcu, chyba samej chcąc zająć czymś myśli. A czy może być coś lepszego niż wciąż krwawiąca rana? Niezależnie od tego, czy facet ze mną współpracował czy nie - zamierzałam mu pomóc. Za dobrze go znałam i doskonale wiedziałam, jak zakończy się jego "leczenie". Dlatego bez większych ogródek - jeśli sam tego nie zrobił - sama podwinęłam jego koszulkę do wysokości rany. Nie wyglądało to dobrze. Ale... Musiałam zachować pokerową twarz, nawet, jeśli piekielnie się teraz bałam, a ból rozrywał mnie od środka. Jak dobrze, że chociaż to nauczyłam się tak dobrze maskować.
Musiałam zerwać stary opatrunek i oczyścić ranę, by móc na nowo obłożyć ją gazą. Wiedziałam, że to zdecydowanie za mało, a sama pewnie narobiłam większych szkód zeszłej nocy, niż to było konieczne. A co najgorsze - do głowy z pomocą nie przychodził mi nikt, poza... Rocky. Tylko czy mogłam ją prosić o pomoc, gdy byłyśmy tak poróżnione?
- Byłeś w Bractwie, prawda? - Zapytałam w końcu, gdy wciąż oczyszczałam jego ranę. Gdy jednak mi wyznał, jak wielkie zmiany zaszły w jego życiu... Oniemiałam.
- Widziałam... Widziałam ją kilka dni temu. Na bloku X. Wystawili ją między innych więźniów, wcześniej... Chyba była izolowana. Nie wiem czy nie miała zostać kundlem. Na to... Na to wyglądało... - Wyznałam dość niechętnie, czując jak z każdym kolejnym słowem się łamię. - Ona... Nie była sobą. Zaatakowała mnie na wspomnienie o Bractwie. - Dodałam po chwili, niemal na nowo czując jej wychudzone palce na własnej szyi. To nie było przyjemne uczucie. Ale gdy tylko wspomniał o tym dziecku... Zrozumiałam.
Moja dłoń mimowolnie powędrowała na mój brzuch, w kierunku tego małego kłopotu, który pchał mnie ku tak wielu irracjonalnym decyzjom. - Nawet nie chcę wiedzieć co ona... Co Wy musicie przechodzić. - Stwierdziłam ze łzami w oczach. Przecież... Przecież właśnie o to chodziło. Wiedziałam, co robili z dziećmi mutantów. Dlatego tak błagałam Kerseya o śmierć, gdy tylko się dowiedziałam. Wolałam to od świadomości, co mogą robić tej małej kruszynie, gdy już się urodzi. Przetarłam nos własnym rękawem, by po chwili prychnąć w bezradności. - Chyba dokładnie to kierowało Brianem. Nie chciał... By i mnie spotkał ten los. - Pokręciłam głową, pozwalając kilku łzom powoli spłynąć po moich policzkach. Nie wiedziałam, na ile Kersey wprowadził Dale'a w naszą sytuację, ale liczyłam, że jeśli jeszcze o niczym nie wiedział - to będzie wystarczający znak, by się domyślił...
  Temat: set me free
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 409

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-13, 22:24   Temat: set me free
Gdy tylko do moich uszu dotarła prośba mężczyzny, niemal od razu cofnęłam się do łazienki po blister tabletek, by po chwili rzucić je w kierunku blondyna. Sama nie wiedziałam, na ile ten szajs sobie poradzi z bólem, który aktualnie nam dokuczał, ale... Czy mieliśmy lepszy wybór? W końcu szpitale i lecznice odpadały, a ja... Ja nawet nie znałam nikogo, kto mógłby nam pomóc "na lewo". Ale może... Może Fowler znał?
- Przynajmniej tego drugiego nam nigdy nie zabraknie. - Dodałam po chwili dość smutno, zgarniając z jednego z blatów otwartą już dawno butelkę. Dalej się nienawidziłam za to, kim się stałam. Za to, co się ze mną działo... Ja... Ja nie chciałam być mutantem. Nie takim. Nie tylko po to, by szkodzić. Bo przecież... Przecież nie widziałam żadnych dobrych stron mojej mocy. Czy to miała być kara za wszystkie ostatnie lata? Czy znajdę jakiś użytek poza lewą sprzedażą tej wątpliwej jakości trunków, które może kiedyś uda mi się wytwarzać świadomie?
Usiadłam w końcu na materacu, koło Dale'a, opierając się plecami o ścianę. Swój wzrok skupiłam gdzieś przed sobą, co chwilę wędrując spojrzeniem na sufit - ku oślepiającemu światłu z żarówki. Cóż... Wiele się to nie różniło od celi, nawet, jeśli względnie mogłam mówić "o wolności".
- Obawiam się że żadna przygoda wojskowa nie może się równać karze za dezercję... - Wyrzuciłam z siebie czując, jak poczucie winy wręcz rozrywa mnie od środka. Teraz, gdy byłam tutaj, z przyjacielem - zrozumiałam że to wszystko moja wina. To moja panika go do tego doprowadziła - do zdradzenia Rządu. Nie, żebym tę instytucję kiedykolwiek popierała, ale.. Ta wymiana wydawała mi się teraz tak bardzo nierówna. On... On przecież miał szansę na normalne życie. A ja? Czy pozostanie mi się ukrywać pod ziemią do końca życia? A co, jeśli nawet teraz nie jesteśmy bezpieczni? Co, jeśli już za kilka minut wparują tu szwadrony, zamykając nas oboje i to wszystko tak naprawdę nie miało sensu? Tak samo jak mowa o normalności - nie można już wrócić do stanu sprzed wojny. Po prostu... Nie można.
Moje spojrzenie niemal odruchowo jednak wróciło do mego towarzysza, gdy tylko usłyszałam to syknięcie. Tak dobrze to rozumiałam - bo sama miałam ochotę krzyczeć. Wiedziałam, że oboje potrzebujemy spotkania ze specjalistą, a mieliśmy... Tylko siebie.
- Jak rana? - Zapytałam, sięgając do stołu gdzie wciąż leżały nierozwinięte bandaże i kilka gaz z poprzedniego wieczoru. Nie miałam jak inaczej się odwdzięczyć za wszystko co dla mnie zrobił, niż chociaż dbając o tę ranę postrzałową. Nim jednak wróciłam na swoje miejsce i próbowałam się dobrać do jego klaty (hehe), ten mnie wyraźnie zaszokował.
Coleen. Dobrze przecież wiedziałam, że żyje. Doskonale poczułam to na własnej skórze.
- Ja... Wiem. Ale ona... Nie jest sobą... - Wyznałam, wzdychając ciężko. Chyba dopiero teraz zrozumiałam, jak wielkie miałam szczęście, że nie spotkało mnie to, co jej. Przecież ona w ogóle nie pamiętała, kim była. W ogóle nad sobą nie panowała... Mimowolnie podniosłam jedną ze swoich dłoni do własnej szyi. To... To było straszne miejsce, gdzie nawet ci, którzy kiedyś ratowali Ci życie, stawali się Twoimi wrogami.
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-10-02, 18:52   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Wszyscy byliśmy tu tylko numerami, rysującymi się na chorym planie Rządu. Nie mieliśmy znaczenia - getta powstały przecież tylko po to, żeby pokazać jak "dbają o bezbronnych", jak "walczą z zarazą". Ale czy naprawdę byliśmy tylko straszną chorobą, która niebezpiecznie się rozprzestrzeniała?
To nie od nas zależała liczba wzrastających mutacji - to ten chory kraj do tego doprowadził. Kolejne ataki, kolejne zamachy, kolejne traumy. To te wszystkie popieprzone emocje sprawiły, że dziś znaleźliśmy się w tym miejscu. I bynajmniej - z chorobą to miało niewiele wspólnego.
Oh, jak bardzo chciałabym to rozumieć będąc kilka lat młodsza... Może tak naprawdę to wszystko to tylko mściwa karma, próbująca mi udowodnić, jak wiele mam na swoim sumieniu? Szkoda, że nie potrafiłam wyciągnąć z tego wniosków, brnąc coraz dalej w to przeklęte gówno...
Oparłam się o szafkę przy samym wejściu, by po chwili - idąc wzdłuż jej brzegu i nie puszczając jej krawędzi - dobić do jednej ze ścian, przy której mogłam w końcu opaść na ziemię - podpierając się plecami o łuszczącą się farbę. To było w sumie dziwne - nie powinnam odbierać tego miejsca jako swojego, nie powinnam czuć się tu jakkolwiek bezpiecznie. Przecież to była pieprzona klatka, pułapka bez żadnego wyjścia. A jednak - czułam się tu lepiej niż na ulicy. To był mój mały skrawek świata, gdzie kamery nie dochodziły, gdzie mogłam schować swoje małe, szemrane tajemnice. A słysząc odpowiedź nowo poznanego jegomościa - bez problemu byłam w stanie stwierdzić, że nie tylko ja takowe posiadam. Do moich uszu dochodziły też wyraźne dźwięki grzebania we wszelkich szparagałach trzymanych na tym mieszkaniu, na co miałam wręcz ochotę prychnąć. Jeśli liczył, że da radę coś stąd ukraść, był w poważnym błędzie. Brian już wyraźnie zadbał o to, żeby nic wartościowego tu nie zostało. No, może poza tą butelką czystej wody i dwudniową kanapką, którą przyniósł ostatnim razem...
Na nic jednak zdawało się moje powstrzymywanie przed jakimikolwiek reakcjami. Mężczyzna... Zadawał wyjątkowo dziwne pytania jak na to miejsce. Chociaż w sumie czy mogłam go o to winić? W końcu sama... Podobnymi pytaniami znalazłam sobie tę "pracę".
- A co? Też chcesz zarobić w zęby? - Zapytałam, przymykając swoje powieki i podpierając się głową o tę nieszczęsną ścianę, która teraz wydawała się wyjątkowo miękka. - Czy chcesz po prostu zarobić? - Dodałam po chwili, już bez nuty szydery we własnym głosie. To chyba nie była tajemnica, że w tak patologicznym środowisku musiało dojść do wytworzenia się szarej strefy, gangów i podziemia. Moim błędem było skręcenie nie w tę odnogę, za co dziś musiałam ponieść karę. - Nie wydajesz się złą osobą, nie mieszasz się w takie sprawy. - Wyrzuciłam z siebie w końcu z ciężkim westchnieniem, walcząc po raz kolejny z nieprzyjemnym wirowaniem w głowie. Chyba powinnam już zapamiętać, że otwieranie chorego oka wcale nie przynosi ze sobą niczego dobrego...
Może jednak powinnam zostać piratem?
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-09-24, 20:07   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Gdyby mój umysł był w stanie dziś jakkolwiek myśleć... Pewnie zastanawiałabym się, czy nieznajomy wciąż wykazywałby wobec mnie tyle zrozumienia, gdyby wiedział, co miałam na sumieniu? Jak wiele osób przeze mnie cierpiało, w jak ciemne interesy się mieszałam, jak... Nie miałam szacunku wobec "swoich". Jak łatwo sprzedałam siebie, całe FPTP, innych mutantów. Jak nie podjęłam walki, jak nie ratowałam tych, których kochałam. Jak oglądałam śmierć i staczanie się moich bliskich, nie reagując w żaden, logiczny sposób.
Jak pozwalałam temu światu zatonąć we własnej nienawiści.
Czy dalej by mi wtedy współczuł i pragnął mi pomóc? Czy mógł być odzwierciedleniem tego, czego w moim życiu brakowało?
Prychnęłam jednak, słysząc jego jakże wyszukany komplement. W moim obecnym stanie, w niczym nie potrafiłam dostrzec niczego pięknego - przede wszystkim - nie w sobie samej. W sumie... Nie wiem, czy dobrze zrobiłam podając mu swoje prawdziwe imię. Może jednak powinnam była na poczekaniu wymyślić cokolwiek, co odbiłoby się echem między tymi uliczkami, nigdy nie będąc skojarzonym ze mną? Teraz... Teraz jednak było za późno na zmianę.
Szczególnie, jeśli miał mi pomóc w dostaniu się do mojej klitki.
Kiwnęłam głową na jego pytanie, przełykając po raz kolejny głośniej ślinę. Samo to, jak je zadał sprawiło, że poczułam nieprzyjemny ścisk w żołądku. To... Niedowierzanie. Czyli był w jednym z lepszych okręgów. Dobrze dla niego... Dobrze dla niego...
- Bądź grzecznym mieszkańcem, albo też tu skończysz. - Wysiliłam się na odrobinę czarnego humoru, wyginając usta w nieprzyjemnym grymasie. Nie powinno mnie to bawić, ale... Te wszystkie emocje, które mną targały budziły we mnie tę ciemną stronę, której nigdy nie chciałam okazywać. Agresja, przez tyle lat skrywana gdzieś tam w środku, żal, gniew, ból... To wszystko wypływało, nie znajdując już innego ujścia.
Nie mogłam tu usiąść do maratonu przed maszyną na kilkanaście godzin. Nie mogłam się uwalić w trupa, wyrzygując kolejne bolączki następnego ranka przy moralniaku. Nie mogłam... Znaleźć dla siebie wyjścia.
Gdy jednak moja prośba nie poszła na marne, a pod własną dłonią poczułam jego uścisk - nie mogłam z tego nie skorzystać. Przy krótkich syknięciach, lekkim zachwianiu i krótkich zawrotach w głowie, w końcu postawiłam się do pionu - o ile ten masakryczny garb można było tak nazwać. Nie przestawałam też podpierać się o barierkę, a moje paliczki z całą pewnością zmieniły kolor na biały, od tego uścisku. Czego jednak Christopher mógł być pewien - niezależnie od moich słabości, nie chciałam ich po sobie pokazywać. Nie przed obcymi. I nawet nie, gdy byłam tak upodlona.
- Dam radę. - Mruknęłam jedynie, próbując zachować pozory twardości, ale przecież wyraźnie czułam każde żebro z osobna, każdy siniak rozlewający się pod skórą, każde zadrapanie szczypiące od pocierania skrawkami materiału... I piekielnie czułam te przeklęte oko, które pewnie już do końca życia będzie mi dawać o sobie znać.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek przejście tych kilku metrów będzie takim wyzwaniem. Kto by pomyślał, że przed kilkoma miesiącami twierdziłam, że ten postrzał w nogę mógł być najgorszym, co mnie w życiu spotkało. Mimowolnie, zaczęłam cicho, nerwowo chichotać pod własnym nosem, gdy łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Ja... Nie wiedziałam, jak sobie z tym radzić. Nie puszczając jednak balustrady, odnajdywałam chwilę, by zgodnie ze swoją pamięcią, pokierować nowo poznanego mężczyznę do moich czterech ścian. On - czy tego chciałam czy nie - przynajmniej na teraz musiał być moim wzrokiem.
- Na piętrze, pierwsze po lewej... - Wyrzuciłam z siebie, stawiając małe kroczki, jeden za drugim, aż w końcu jedna z desek skrzypnęła w ten charakterystyczny, aż nazbyt mi znajomy sposób. Czy to dziwne, że wyuczałam się nawet takich rzeczy o tym miejscu?
Próbowałam też zrozumieć jego motywy, w końcu... Takie zachowanie nie było tu codziennością.
- Czemu.. To robisz? - Zapytałam, wymigując się od odpowiedzi na jego pytanie, gdy tylko drzwi zatrzeszczały przy otwieraniu, a ja poczułam ten paskudny zapach stęchlizny z wnętrza mieszkania.
No tak. Byłam w domu...
  Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Samantha Bartowski

Odpowiedzi: 14
Wyświetleń: 373

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2019-09-20, 00:46   Temat: Just tryin' to kill the pain, but the pain is killing me.
Mój umysł wciąż płatał mi figle. Zebranie myśli zdawało się być misją nie do wykonania, podobnie jak podniesienie się do pionu. Czy ja w ogóle dalej żyłam, czy to było moje małe, prywatne piekło?
To by jakoś wyjaśniło te żółte ślepia, które nawet mimo wirowania w głowie, byłam w stanie dostrzec wśród ciemnych plam przed moimi oczami...
- To jakiś głupi żart? Mam stracić czujność i wtedy mnie dorwiecie? - Zapytałam, wciąż dopatrując się w jaszczurzoludzie jednego z osiłków Morisa. No bo... Kim innym mógł być? Nie cieszyłam się popularnością w Dzielnicy, nikt tu nie robił niczego za darmo, nikt się nie pchał na pomoc mutantom, by samemu nie podpaść nieodpowiednim osobom. O co więc chodziło pasiastemu?
Złapałam się za głowę, dociskając ją do betonowej ściany za moimi plecami, by jakkolwiek móc utrzymać prosty wzrok - jednak nadaremnie. Ból pod lewą powieką był niemal nie do wytrzymania, gdy prawe próbowało "zezować", byle wyrównać się z tym pierwszym. Łzy mimowolnie spływały po moim policzku, nawilżając nie tylko erozję na rogówce, ale i ślady po strużkach krwi na mojej skórze. Jęknęłam żałośnie, podkulając pod siebie kolana - bo o wstaniu to dalej mogłam co najwyżej pomarzyć.
Dość szybko miałam być jednak sprowadzona do rzeczywistości, gdzie nie było czasu na dochodzenie do siebie.
- Nie! - Praktycznie krzyknęłam, odrywając się od budynku, by już po chwili zacząć tego żałować. Zakryłam zranione oko dłonią, sycząc nieprzyjemnie (byle tylko nieznajomy nie odebrał tego jako formy komunikacji, bo wolę nie wiedzieć, cóż mogło to oznaczać po gadziemu, poza jakąś bluzgą). - Żadne kliniki. Zrobię co zechcesz, ale nie zaciągaj mnie tam. - Wyrzuciłam z siebie w końcu, nieco ciszej, podpierając się łokciem o własne kolano, a głowę spuszczając w dół - jakbym właśnie chciała podziwiać nierównomierne pęknięcia na płycie chodnikowej.
Za dobrze wiedziałam, jak mogłaby się dla mnie skończyć taka interwencja. Ja... Sprawiałam problemy, nie zależało im na ratowaniu tak bezwartościowych mutantów. Nie miałam też po drugiej stronie nikogo z na tyle wysoką pozycją, by cokolwiek miało się tu zmienić. Miałam za to dalej pokaźną sumkę prochów we własnym organizmie i zdecydowanie za wiele na sumieniu - a ostatnie czego mi było trzeba, to powrót do zamkniętej placówki.
Szybko też do mnie doszło, że może... Może jednak się myliłam? To jak mówił, to jak się zachowywał (nawet, jeśli niewiele byłam w stanie z tego dostrzec) wskazywało, że mógł jeszcze nie poznać siły rządowców.
Oby nigdy nie musiał...
- Sam. - Odburknęłam w końcu, biorąc kolejny głębszy oddech, w odpowiedzi na jego przedstawienie się. Z całą pewnością - w moim głosie brakowało optymizmu. Byłam... Na głodzie. Byłam obolała. Zatraciłam już nadzieję. - I nie mam nikogo. - Dodałam po chwili, z kolejnym syknięciem, gdy próbowałam chociaż wypatrzeć jakiekolwiek charakterystyczne miejsca na tej ulicy. Z jaką ulgą przyszło mi stwierdzić, że to "moje rejony".
Nie mogłam mu też powiedzieć o Brianie, prawda? Już... Już mieliśmy za dużo problemów, a rozgadywanie po mutantach, że mam wtyki u szwadronowców było dalekie od rozważnego. Z resztą... Kersey doskonale wiedział, w jakim jestem stanie. Znaczy... Wiedział, aż do wczoraj. I gdyby nie on i jego nagłe poczucie sprawiedliwości, nigdy nie skończyłabym tak paskudnie. Gdybym tylko miała te prochy - dla siebie, na sprzedaż... Życie byłoby dużo łatwiejsze.
- Jak... Jak chcesz pomóc... Muszę dostać się na górę. - Poprosiłam, raczej z nikłym użyciem charyzmy w swojej wypowiedzi. Ostatnie jednak co miałam w głowie to ładne układanie zdań, gdy tak wiele rzeczy przemawiało przeciwko mnie. Podparłam się jedną z dłoni o schodek, przy którym siedziałam, gdy drugą rękę lekko wyciągnęłam w kierunku mutanta. Mógł dostrzec, jak całe moje ciało drży, a spod skórzanej kurtki, na skórze, rysują się kolejne rany...
Oh, Bartowski. Gdybyś tylko wiedziała, na kogo trafiłaś...
 
Strona 1 z 56
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 11