Znalezionych wyników: 467
The Gifted Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2020-02-02, 00:44   Temat: Uliczka
Cholera. Jakie to było uciążliwe. Nie potrafiłem sobie przypomnieć nawet trywialnych codziennych czynności z przeszłości. Ludzie? Kompletnie nie potrafiłem przywołać żadnych twarzy z pamięci, oprócz kilku mało istotnych oraz Albeczki i… tej zdziry. Nie rozumiałem, jak moja własna siostra – i to bliźniaczka! – mogła wbić mi nóż w plecy, jak mogła mnie zranić w ten bezwzględny sposób, jak mogła odebrać mi Albę.
Zacisnąłem pięści.
- Mam tylko jedną siostrę. Bliźniaczkę. Samanthę – odparłem, niemalże wypluwając kolejne słowa. Przepełnione były pogardą, nienawiścią… Ale przecież nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zemsta mnie napędzała do działania, zemsta i nadzieja, że kiedyś ten świat będzie taki, jaki wymarzyłbym sobie dla mojej zmarłej lubej.
- Nie wiem, kim była ta dziewczyna. Niska, drobna. Jasne włosy. Kurde… Znała mnie bardzo dobrze. Mówiła coś o trenowaniu… Gdybym tylko mógł przypomnieć sobie więcej. Widziałem ją w wizji, którą podsunęła mi Młoda. Była tam Alba… Ta dziewczyna, Samantha i jakieś inne osoby, których nie pamiętam, ale nie spotkałem ich na polu bitwy – stwierdziłem podirytowany. Zero było ze mnie pożytku. Moja głowa szwankowała. Postukałem się w czoło, jak gdyby to miało mi w czymkolwiek pomóc. Wciąż ta sama pustka.
- Myślę, że mogła współpracować z nimi, skoro była na polu bitwy. Najwyraźniej jej moc jest przydatna w terenie – wypaliłem po chwili. Niezbyt przemyślałem to, co mówiłem, ale każde kolejne wypowiedziane przeze mnie słowo sprawiało, że nabierałem nieco więcej pewności. Przynajmniej potrafiłem analizować. To była kolejna terrorystka, a ja łudziłem się, że to jakaś moja przyjaciółka. Z pewnością trzymała z Samanthą. Mogłem od razu ją ubić.
- Chciała mnie zabrać ze sobą… Może powinienem przejść trening infiltracji? Mógłbym dotrzeć do Samanthy i reszty terrorystów – pomyślałem w sumie za głośno, bo po mojej dzisiejszej porażce to brzmiało raczej niczym próba ucieczki, nie zaś oferta pomocy. – Nieistotne zresztą. Chodź, powinni cię przebadać i opatrzeć. I postaram się sobie przypomnieć. Zrobię wszystko, co będzie trzeba – obiecałem. Pomogłem wstać rannemu żołnierzowi, którego przysmażałem, i powoli ruszyliśmy w kierunku sprawnego pojazdu. Nic nie mówiłem. Myślę, że typ z chęcią strzeliłby mi w łeb za samo oddychanie tym samym powietrzem co on.
Ale przecież byliśmy ścierwem… Ścierwem, które należało wytępić.
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2020-01-26, 17:54   Temat: Uliczka
Beznadzieja. Marazm. Pragnąłem czegoś, co nigdy nie miało się ziścić… Ja pierdolę! Wszystko! Wszystkie moje pragnienia były ewidentnie wydumane, zbyt wyidealizowane, by mogły się ziścić. Taki najwyraźniej był już mój marny los. Ani nie mogłem mieć na powrót Alby… Ani nie mogłem przysługiwać się ludziom, gdyż to zawsze, ale to zawsze niosło za sobą to – porażkę. Dokładnie, porażkę niosło. Dlatego Alba nie żyła. Dlatego nie powinienem był do niej wracać. Przynosiłem pecha. Przynosiłem zawsze. Nie wiem, co odjebałem w przeszłości, ale z pewnością również nie kończyło się to happy endem.
Wstałem z zaciśniętymi wargami. Oczywiście, byłem wściekły na siebie, nie zaś na wściekłą Theresę, która postanowiła mi prawić morały. Właściwie, to czystokrwisty opierdol był.
- To znaczy, że nie słyszałem rozkazu. Same trzaski – odparłem rzeczowo, nie patrząc na nią, tylko na swoje wojskowe buty. – I w zespole. Pracuję w zespole – dodałem, by nie było. Nie zamierzałem odstawiać solowych akcji. Jakoś samo to wyszło. Obiecałem trzymać się planu, ale zaskakujący obrót spraw, nieznajoma-znajoma oraz niezbyt dobrze słyszalny rozkaz… To samo się prosiło o wzięcie spraw we własne ręce, szczególnie że zostałem sam na polu bitwy. Musiałem coś zrobić, by wyszło na nasze, nie? Chociaż spróbować.
- I nic nie mam. Uciekli mi przez dym. Z kolei wybuch zwalił mnie z nóg i pozbawił na chwilę przytomności… Przepraszam – odparłem zmieszany. Nie dość, kurde, że nie posłuchałem rozkazu, to jeszcze wracałem z niczym. Niezbyt dobrze. – Ale… Była tam dziewczyna… Widziałem ją w wizjach sprowokowanych przez Młodą. Nie pamiętam jej, ale chyba się znaliśmy. W przeszłości. I najpewniej zna moją siostrę – dodałem niepocieszony. Wszystko, co związane było z Samanthą było albo cholernie wkurwiające, albo cholernie zawodzące… Albo smutne.
  Temat: T-Mobile Park - Enchant Christmas
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1204

PostForum: Spin-off Universe   Wysłany: 2020-01-19, 16:05   Temat: T-Mobile Park - Enchant Christmas
- A ty menda – odparłem, skoro już wymienialiśmy się uprzejmościami, to wymieniamy się uprzejmościami na całego! Po tym wyprostowałem z wyższością, jak gdybym już od dawna nie górował wzrostem nad Samanthą Bartowski i kontynuowałem swoje mądrości. – Zaś jedna butelka whisky to nie whisky? Oszczerstwa jakieś, Samantho – odparłem rozbawiony, po czym ruszyłem za nią gdzieś tam na te poszukiwania jej lepszej, jak gdybym nie był nią ja sam, heh. Ale fakt faktem, Ricky również była tę lepszą od Sam, więc ostatecznie nie zamierzałem się kłócić, bo jeszcze, broń mi tu Boże, w wyniku jakichś źle wyciągniętych wniosków, Sam okazałaby się być tą najlepszą, a wtedy niechybnie doszłoby to jakiejś apokalipsy.
Tak patrząc na tę szopkę, to w sumie zastanawiałem się, czemu nie brałem w niej udziału. Śmiesznie by było. Napakowany Józef. Albeczka mogłaby mi towarzyszyć… Ale fakt faktem, że w sumie nie mógłbym tego zbyt długo znosić. Wolałem pomóc w kuchni czy w innych drobnych czynnościach.
Ou! Ale tu nam uwagę, widowiskowo dosyć, przejęła Ricks. Spojrzałem w kierunku sceny, robiąc z pewnością niemało zaskoczone oczy na te typowe, rymowane życzenia wypływające z ust Roseberry, po czym jej przyklasnąłem, a chwilę później również przytuliłem.
- Wy obie chyba coś dziś ćpałyście – stwierdziłem rozbawiony., po czym postanowiłem się ulotnić, by im dać nieco przestrzeni, prywatności. – To ja się ewakuuję. Do potem. Teraz ciekawsze rzeczy mam do roboty niż stanie z wami – rzuciłem, przytuliłem je raz jeszcze jednocześnie i zwiałem. W kierunku stołu. Miałem nadzieję, że znajdę coś tam lekkostrawnego, pozbawionego niepotrzebnych tłuszczy i takie tam.
Chwilę później przysiadłem się do Christophera, Elaine i Jane. Zamierzałem, oczywiście, coś zjeść, ale wpierw wypadało zagadać i takie tam, więc… Chyba nie kojarzyłem tych twarzy, ale może po kolei.
- Hej. Znamy się… czy dopiero się poznamy? – zapytałem niepewnie, po czym postanowiłem dodać nieco znaków rozpoznawczych z mojej biografii. – Swego czasu byłem trenerem w Bractwie? Potem, cóż, może tego lepiej nie wspominać… I jestem bratem bliźniakiem tego dzikusa Sam, co tu Was przed chwilą napastował – zaśmiałem się.
  Temat: Nasze miejsca w sieci
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 343

PostForum: Rozmowy   Wysłany: 2020-01-15, 16:41   Temat: Nasze miejsca w sieci
Leilah Addams napisał/a:
To i ja się pochwalę!

Jeżeli kogoś interesują zagadki kryminalne (szczególnie te nieco starsze, które nie są omawiane przez każdego i szeroko znane!), czy legendy miejskie (na przykład japońskie), to serdecznie zapraszam do odwiedzania, oglądania i subskrybowania mojego własnego, autorskiego i nowiutkiego kanału na youtube Kroniki Zbrodni. <3

https://www.youtube.com/c...b-IZ3TVR3qih-g/

I podawajcie dalej :dance:


O, podrzucę narzeczonemu. Kocha takie rzeczy <3
  Temat: T-Mobile Park - Enchant Christmas
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 33
Wyświetleń: 1204

PostForum: Spin-off Universe   Wysłany: 2020-01-09, 18:57   Temat: T-Mobile Park - Enchant Christmas
| z buta wjeżdżam!

Jadąc do T-Mobile Parku, miałem pewne rozkminy. Cóż, jazda samochodem pozwalała nieco pomyśleć, zrelaksować się, poczuć panem swego losu i ogólnie… Niezmiernie cieszyłem się, że miałem dla siebie Albę. Albę Marię Bartowski, gwoli ścisłości. A skoro budziłem się codziennie rano, mając ją u swego boku, to czego mogło mi brakować do pełni szczęścia…?
Uśmiechnąłem się łobuzersko, kiedy z powrotem spojrzałem w stronę jezdni. Ach, Bartowski to ewidentnie był stan umysłu. Gdyby Bartowski miało być jedynie zwykłym nazwiskiem, świat byłby zbyt prosty, za mało skomplikowany i nudny przy okazji.
Na miejscu wysiadłem, otwierając drzwi mojej królowej. Tak, czułem się trochę jak taki Król Balu w towarzystwie najpiękniejszej Królowej Balu, choć przecież przyjechaliśmy jedynie na uliczną wigilię. Hehehe. Nic wielkiego, a może jednak?
Cmoknąłem ją w policzek i przytuliłem do siebie. Ruszyliśmy zaraz w tłum, rozdzielając się gdzieś w połowie drogi. Ja pomknąłem w kierunku swojej lambadziary… A przynajmniej tak mi wyglądała Samantha w tym dzikim, charakterystycznym płaszczu. Ja wyrosłem na schludnego – powiedzmy, że schludnego, bo właśnie zdejmowałem całkiem oszałamiające okulary przeciwsłoneczne z nosa – i przystojnego młodzieńca, a ona to ona. Mały zgred-upijacz.
Po drodze postanowiłem podręczyć jakieś biedne mutanty.
- Co to za objadanie się przed pierwszą gwiazdką? Hmm? – zapytałem i dumnie stwierdziłem, że utrzymałem sam w sobie wstrzemięźliwość. Nie jadłem, nawet alkoholu nie piłem. Grzeczny chłopak, hihi.
Podbiegłem do niej, jak gdyby była butelką Zbyszka i złapałem ją w ramiona, unosząc w górę… jakby była butelką Zbyszka, przez którą pragnąłem ujrzeć najwyraźniej pierwszą gwiazdkę. Przy okazji zapewne ściskałem ją niewygodnie – dla niej – i zapewne zbyt mocno. Zreflektowałem się i odstawiłem ją na ziemię, zanim zaczęła wzywać pomoc albo – co gorsza – wymiotować.
- Co tam, Bartowski? – zagadałem.
  Temat: Przybieżeli do Seattle mutanci!
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 12
Wyświetleń: 547

PostForum: kącik MG   Wysłany: 2020-01-08, 13:45   Temat: Przybieżeli do Seattle mutanci!
Imię i nazwisko postaci: Aaron Bartowski
Czy postać pomagała w przygotowaniu Wigilii? Jeśli potrzebne jakieś ognisko czy też napalenie w kominku, to ja bardzo chętnie
Dodatkowe informacje dla MG Raczej nic do dodania. edit. Jakoś tak wyszło, że Aaron i Albeczka są po ślubie w tej pięknej przyszłości.
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2020-01-06, 14:06   Temat: Uliczka
Nie powiedziałem nic. Po prostu stałem, przyjmując na siebie wściekłość Theresy. Miała do tego pełne prawo. Nie dziwiłem jej się. Choć z początku wyglądałem na zaskoczonego, bo tak też się czułem, po chwili przypomniał mi się ten mało dla mnie zrozumiały przekaz, który postanowiłam olać do czasu pojawienia się kolejnego. Działanie na własną rękę? Och tak! Pokazanie mutantom, kto tu rządzi? I to wszystko, tylko dlatego by ostatecznie móc się poczuć nimi – niezdyscyplinowanymi mendami, niosącymi chaos, ból i cierpienie. Czy będąc w szeregach D.O.G.S. mogłem odkupić własne winy? Czy może jedynie sprawiałem im jeszcze większych problemów?
Zacisnąłem zęby i pomogłem jej wyciągnąć ostatniego poszkodowanego z pojazdu. Zdecydowanie ją odciążyłem, a mężczyzna faktycznie nie wyglądał zbyt ciekawie. Powiedziałbym, że masakrycznie. Patrzył na mnie z odrazą. Przepełniony był bólem, niezwykle cierpiał, ale również obwiniał mnie za to wszystko. Bądź co bądź również byłem mutantem, wynaturzeniem.
Podkradłem odrobinę ognia, który przeoczyłem, gasząc jego większe skupiska. Dziwnie – albo też nie – zachowywałem spokój w podobnych warunkach. Używanie mocy w tak prozaiczny sposób mnie uspokajało, ale myślę, że miały na to wpływ również moje przeżycia z przeszłości, których w większości nie znałem, których częściowo nie rozumiałem… i Samantha… Moje relacje z siostrą, nad wyraz skomplikowane, miały z pewnością spory wkład w to, kim teraz byłem. Może nawet największy? Ale nie w niej rzecz tkwiła właśnie, tylko w tym, bym mógł chociaż trochę przysłużyć się do lepszego jutra.
Drobna kropla ognia śmignęła mężczyźnie przed nosem i zwolniła nad jego nogą. Zaraz zrobiła to druga, kiedy okazało się, że ta pierwsza nie zdołała wystarczająco przypalić jego rany. Tego z kolei – przypalania ran – nie miałem okazji za często czynić. Przynajmniej tak myślałem. Dopiero D.O.G.S. otworzyło moje oczy na nowe możliwości w korzystaniu z mojej mocy, nauczyło mnie anatomii i zasugerowało, że mogę jeszcze bardziej rozwinąć własne umiejętności. Zrodzili we mnie nadzieję na zrzucenie największego ograniczenia, powiedzieli, że być może będę mógł tworzyć samemu płomienie. Uczyli mnie, choć mną w większości gardzili. Ale uczyli mnie i zamierzałem dać z siebie jak najwięcej.
- Wybacz… Ten komunikat… Nie słyszałem go dobrze – odparłem, wznosząc wzrok na Theresę. Rana była przypalona, więc miałem chwilę, by się wytłumaczyć. Pragnąłem, by chociaż ona dalej utrzymywała we mnie wiarę. – Potem wszyscy zniknęliście mi z oczu. Ruszyłem w pościg za rebeliantami – dodałem i zamilkłem, bo mój pościg okazał się być nadaremny.
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-12-14, 18:19   Temat: Uliczka
Szedłem hardo, starając się ignorować płomienie. Szedłem przed siebie, ale nie było to proste. Ogień był podwalinami mojej mocy, był największym mym pragnieniem… Najlepszym kompanem od początku. Mieliśmy trwać obok siebie aż do samego końca – przynajmniej tak to widziałem w tej chwili, tak właśnie ostatecznie pragnąłem zginąć. Choć tak bardzo wizja samospalenia mnie przerażała, to nie wyobrażałem sobie innego końca od oczyszczającej siły ognia.
Zagryzłem wargę, gdyż to nie wszystko. Wizja mnie w ogniu przywołała obrazy z pola bitwy, które oderwały mnie od rzeczywistości, wrzucając do tej pełnej bólu i przenośni, rzekomo starych twarzy i strachu… Był tam również ogień trawiący wszystko na swojej drodze. I wszystkich. Moją Albę… Siostrę, której tak szczerze nienawidziłem. I tę dziewczynę… Właśnie, śledziłem ich. Zgubiłem… Najwyraźniej nie byłem w zbyt dobrym stanie, skoro o tym zapomniałem. Byłem za bardzo rozkojarzony. Ten ogień…
I to nie koniec… Nie koniec.
Ten dzień był przedziwny. Więcej bólu i cierpienia, więcej nienawiści do mutantów i chorych wizji. Stopiona twarz Theresy migała mi przed oczami, które tak do końca nie rejestrowały jej ruchów. Moje myśli zaczęły błądzić, szukać czegoś… Coś bardzo podobnego miało kiedyś miejsce. Wiedziałem, że nie było mnie wtedy na miejscu… Tak jak teraz, a wiedziałem, że gdybym był, mógłbym nieco zelżyć skutki… Mógłbym ją ocalić. A tak spłonęła… Yv spłonęła, choć była mi jak matka. Theresa była mi jak matka. Żyła. Czemu czułem, że… Rany. Nie powinienem teraz zajmować głowy jakimiś lukami w pamięci.
Ja jebie! Szukałem wspomnień… z życia pomiędzy mutantami, z którymi teraz kompletnie nic mnie nie dzieliło. To, co teraz widziałem, TO JEBANA ICH WINA. Theresa tego nie zrobiła, nie stopiła sobie twarzy… Robili to tacy jak ja. To robiłem ja… Niejednokrotnie. Nawet ludziom. Ale teraz miałem smażyć mutantów. Palić ich żywcem niczym na stosie.
Przez to moje wzburzenie, ogień w moim najbliższym otoczeniu zamigotał złowrogo, może nawet miejscami wybuchł nieco. Zreflektowałem się jednak, nie chcąc już bardziej szkodzić tym biedakom. Zacisnąłem zęby i spróbowałem uspokoić płomienie, a może nawet wygasić? Ostudzić je kompletnie? A wtedy zabrać się za wyciąganie rannych i martwych. Żałowałem aby, że nie potrafiłem cofnąć poparzenia Theresy. Wiedziałem aż za bardzo, jakie katusze będzie przechodziła w najbliższym czasie.
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-12-04, 17:57   Temat: Uliczka
Byłem w szoku, owszem. Nie miałem pojęcia, co ze sobą począć, co zrobić, gdzie pójść. Stałem bezradny i czekałem na znak od niebios, póki nie poczułem tego czegoś, póki nie ujrzałem płomieni w oknach.
Z moich płuc wydobyło się ciche westchnienie. Ulżyło mi. Już nie czułem się przegrany i porzucony. Czułem się wszechmocny. Odwróciłem się w kierunku zgliszczy D.O.M.u i, cóż, szczerze do siebie uśmiechnąłem. To, co się tu działo na ulicach Seattle… Było niesamowite. Czułem je wszystkie. Lizały czule moją duszę, przyzywały, nawoływały.
Aaron… Przybądź do nas – szeptały, kiedy wyciągałem swoje emocjonalne dłonie w ich kierunku. Może robiły to również te moje fizycznie? Może stałem i z tęsknotą wyciągałem dłonie w kierunku płonącej części Seattle?
I zapewne bym to zrobił, poszedłbym tam, gdyby z oczarowania nie ocknęło mnie wezwanie w słuchawce. Zamrugałem kilka razy oczami, a kiedy zdałem sobie sprawę z tego, co miało właśnie miejsce, przeraziłem się. Kiedyś zginę, kiedyś zginę z powodu tego głupiego podszeptu.
Ogarnąłem wzrokiem ulicę, szukając jej nazwy. Byłem niedaleko.
- Zaraz będę – odparłem, po czym ruszyłem we wspomnianym przez przełożonych kierunku. Starałem się nie słuchać wciąż przyzywających mnie płomieni… Szeptały. Wciąż szeptały. Było ich tak wiele.
Przyspieszyłem kroku. Musiałem dotrzeć na miejsce zbiórki. Miejsce zbiórki – musiałem myśleć wyłącznie o tym.
  Temat: Uliczka
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 49
Wyświetleń: 1807

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-11-24, 17:51   Temat: Uliczka
| z rogatek

Uciekali. Najwyraźniej spanikowałem, skoro ogień nie odgrodził im drogi ucieczki, w żaden sposób nie zaszkodził. Najwyraźniej spanikowałem.
Zgasiłem karwasze. To była sekunda zastanowienia. Postanowiłem iść za nimi. Nie miałem planu. Śledzić? Przeszkodzić z ucieczce? Zabić? Wszystko zależało od okoliczności, od tego, co miałem ujrzeć w następnych kwadransach swojego życia, stąd wyciągnąłem na wszelki wypadek broń z poważniejszą amunicją, aniżeli strzałki z mutazyną. Trzymałem ją w pogotowiu, by w razie czego… bronić się? Czy atakować?
Szedłem pewnie, póki nie otoczył mnie dziwny, nienaturalnie ciemny dym. Wprawiał mnie dyskomfort, sprawiał, że się dusiłem, ale nie zamierzałem się tak łatwo poddawać. Słyszałem ich. Osłoniłem przed nim usta rękawem i podążałem dalej. Stąpali zapewne również na oślep, stąpali głośno, gdyż przecież nie mieli już czasu na subtelne kroczki. Czas naglił, zaś gruz i mokra ulica im w tym nie pomagała.
Skręciłem w kolejną uliczkę i kolejną. Czułem w kościach, że się do nich zbliżam. Miałem nadzieję, że uda mi się chociaż częściowo pokrzyżować plany rebelii. Nie mogło im przecież ujść na sucho. Nie mogło. Zmogło…?
Zamrugałem kilka razy oczami, by nieco rozjaśnić swój umysł. Dziwnie się czułem, ale nie mogłem im pozwolić uciec, czyż nie? Odpuścić? Co to by o mnie świadczyło? D.O.G.S., który jednak trzyma z mutantami? Owszem, sam byłem mutantem, ale to była pierwsza i ostatnia rzecz, które miała mnie łączyć z rebelią.
Ostatnia…
Chyba na serio ostatnia – pomyślałem, lecąc niespodziewanie kawałek do przodu. Potem upadłem. Po raz setny chyba dzisiejszego dnia. Zamroczyło mną, wyparło powietrze z płuc. Fatalne uczucie. Chciałem podnieść głowę i ogarnąć sytuację, ale pociemniało mi przed oczami. Osunąłem się w ciemność, tracąc przytomność.
Kiedy się przebudziłem, byłem obolały i zdezorientowany, w uszach wciąż mi piszczało. Coś wybuchło, coś niechybnie wybuchło.
Podniosłem się powoli. Na szczęście niczego sobie nie połamałem, ale nie mogłem mówić, że nie byłem poobijany i poobcierany w wielu miejscach. Twarz mnie piekła, ale żyłem. Żyłem… Wciąż żyłem.
Rozejrzałem się wokół. Co teraz? D.O.M. niechybnie został zniszczony. Nie musiałem się nawet odwracać w jego kierunku, by to wiedzieć po sile, jaka mnie odepchnęła nawet z tej odległości… Pytanie więc brzmiało, czy było kogo tam jeszcze ratować.
  Temat: Rogatki
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 225
Wyświetleń: 9907

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-11-20, 18:26   Temat: Rogatki
Kiedy tak stałem z ramieniem zaciskającym się na jej szyi, przez moją głowę przemknęły dwie myśli. Pierwszą z nich było to, że dziwnie było mi stać i grozić Ricky śmiercią, jak gdyby to było coś niepoprawnego… i zarazem znajomego, dziwnego, z kolei jak gdybym już to kiedyś robił. Robił, a jednak nie powinienem? Awrr. Można było od tego było dostać migreny. Nic, kompletnie nic nie składało mi się w logiczną całość, więc można było do tej sterty syfu było dodać podirytowanie.
A to jeszcze nie wszystko! Pozostawała ta druga myśl – że mój plan się powiedzie. Sklecony na szybko, niewystarczająco przemyślany, zdecydowanie pełen desperacji, ale genialny w swojej prostocie. Niestety, nie wziąłem poprawki na to, że miałem do czynienia z terrorystami, mutantami pragnącymi wojny, zniszczenia tego świata, wszystkiego, co ludzkie. Typ się odwrócił od Ricky, miał ją gdzieś i myślał, że rzucone wielce skruszenie wybacz mogłoby załatwić sprawę.
Spinało mnie to niesamowicie. Działo się dokładnie to, co powinienem był przewidzieć, kiedy ja, jak ostatni kretyn, miałem nadzieję, że może jednak, że mieli jakieś zasady, jakiś honor, braterstwo.
I Ricky! Sprawnie wykorzystała moje zamyślenie, wyswobadzając się z mojego uścisku. Byłem w szoku, niemałym szoku, zaś jej słowa, chaotyczne, ale zbyt szczegółowe i rozbudowane w swojej historii, by mogły być wymysłem, wypłynęły z jej ust, zasypując mnie całą falą niewiadomych. Wyłapałem z tego głównie imię Alby i Sam, i zarys historii, której raczej nikomu nie opowiadałem – to, jak stałem się mutantem. Przeklęty sukinsyn.
Przeklęci mutanci!
Pokręciłem głową.
- Ricky, nie rób tego. Jeśli faktycznie się przyjaźnimy, to nie uciekaj – rzuciłem do niej, robiąc krok w ich kierunku, rozkładając ręce na boki i odpalając swoje karwasze. Buchnęły płomienie. – Rozejrzyj się. To nie D.O.G.S., to oni, to zawsze oni powodują wojny, niosą ból i cierpienie. Straty! Ci ludzie mają rodziny – krzyknąłem do niej, do nich, pokazując im rękoma ciała leżące wokół. Może którekolwiek, może oboje zauważą w tym rację, a może nie?
Odetchnąłem głęboko i wypuściłem powietrze wraz z całą swoją wściekłością. Wydawać by się mogło, że ogień dmuchnął z karwaszy jeszcze mocniej… Tylko że to nie były one, to moja moc, to ja… Pan Mutant. Posłałem ogień czym prędzej w ich kierunku, by zagrodzić im ewentualną drogę ucieczki. W zamyśle, miała stanąć przed nimi ognista chmurka.

EDIT.
Jeśli nie udało mi się ich zatrzymać tym sposobem, zamierzałem za nimi pójść. Nie miałem planu. Śledzić? Przeszkodzić z ucieczce? Zabić? Wszystko zależało od okoliczności, od tego, co ujrzę w następnych kwadransach swojego życia, stąd wyciągnąłem na wszelki wypadek broń z poważniejszą amunicją, aniżeli strzałki z mutazyną. Trzymałem ją w pogotowiu.
  Temat: Cytaty
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 661

PostForum: Rozmowy   Wysłany: 2019-11-18, 16:43   Temat: Cytaty
  Temat: Rogatki
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 225
Wyświetleń: 9907

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-11-14, 22:18   Temat: Rogatki
Trochę się popierdoliło. Znalazłem się w sytuacji, w której celowano do mnie z broni palnej. Typ stał za daleko, bym mógł cokolwiek na to poradzić. Niestety. Niechybnie zaraz by wystrzelił, gdybym zrobił chociaż najdrobniejszy, podejrzany ruch. Sam bym tak zrobił. Bez zastanowienia. Wzniosłem powoli ręce w górę, bo nie chciałem przecież tak beznadziejnie zginąć, nie zabierając przy okazji kilku złych mutantów ze sobą. Musiałem to rozegrać racjonalniej, skoro zostałem tu jako jedyny z D.O.G.S.
I, niczym w jakiejś brazylijskiej telenoweli, ocknęła się ta nieznajoma znajoma. Znała mnie, bo niemalże natychmiast przytuliła się do mnie, jak gdyby nie dostrzegała faktu, iż staliśmy właśnie po dwóch stronach barykady. Zbiło mnie to z tropu. Nie miałem pojęcia, co powiedzieć, bo co mogłem w podobnej sytuacji? Nie pamiętałem jej. Jej imię kompletnie nic mi nie mówiło, podobnie jak dotyk. Przyjaciółka – tylko tyle, że tak twierdziła, choć, musiałem przyznać, była w tym przekonująca, zbyt naiwna, by mogła być podstępem, ckliwą iluzją.
Nie podobała mi się ta sytuacja. Ze względu na swój zanik pamięci, nie potrafiłem ocenić, czy mogę jej ufać, czy wręcz przeciwnie. Zachowywała się naturalnie, ale niepokojące było to, że wymówiła imię Samanthy. Spiąłem się niesamowicie na dźwięk tego słowa. SAMANTHA. Czułem się, jakby właśnie przebiegało po moich nerwach stado koni.
- Nie można ufać Samancie – wydukałem jedynie z siebie. Nie byłem pewien, czy mogę ufać Ricky, jednakże czułem, że nie powinienem zostawiać jej na pastwę mojej bliźniaczki. Nikt nie mógł być świadom tego, jak wielkie stanowiła ona zagrożenie dla świata. Postanowiłem działać dla dobra swego i Ricky. Może jeszcze o tym nie wiedziała i wcale nie mogła tego podejrzewać po tym, co zamierzałem zrobić, ale byłem pewien, że później mi podziękuje. Objąłem jej szyję ręką niczym podstępny wąż boa-dusiciel i zwróciłem się do celującego we mnie mężczyzny.
- Opuść broń, inaczej skręcę jej kark – wyrzuciłem z siebie i dla potwierdzenia swoich słów nieco mocniej zacisnąłem rękę na jej szyi. Wzniosłem wzrok na młodego chłopaka. – Ty również niczego nie próbuj.
W oddali słyszałem nadciągające wsparcie. Jeśli chociaż na chwilę ich zatrzymam, za chwilę ktoś przyjdzie i ich aresztuje.
  Temat: Rogatki
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 225
Wyświetleń: 9907

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-11-11, 18:39   Temat: Rogatki
Ponownie coś zakotłowało się w moim biednym brzuszku. Sam nie wiem, czy bardziej chciało mi się wymiotować, czy może… Ech, te rozwolnienia. Wziąłem kilka głębokich wdechów, po czym ponownie zamierzałem podźwignąć nieznajomą na swoje ramiona. Dolegliwości dolegliwościami, ale musiałem jakoś ogarnąć dziewczynę, odnieść w bezpieczniejszy rejon, który najprawdopodobniej już nie istniał, po czym rozprawić się z tym paskudztwem. Paskudztwem… Totalnym, biorąc pod uwagę, jakie moce mieli ci mutanci. To niechybnie działanie któregoś z nich. D.O.G.S. za nic by mnie nie podtruwało, a potem nie wysyłało w tym stanie na pewną śmierć. Gdzie była więc Theresa? Czemu wcześniej nie potrafiłem odnaleźć jej wzrokiem? Czyżbym jednak został sam? Ale przecież inni towarzysze broni jeszcze walczyli, prawda?
Z pewnością walczyła rebelia. Jakiś chłopak. Młody. O dziecięcej posturze, choć chłodnym usposobieniu. Właśnie on. Rościł sobie prawa do nieznajomej… Czyżby ją znał? Ba!, musiał ją znać, skoro walczyli po jednej stronie i ryzykował życie, by ją ze sobą zabrać.
- Kto to jest? – zapytałem, patrząc się na niego z wyrazem twarzy, który ewidentnie mówił, że chwilowo nie zamierzałem od tak pozwolić mu jej stąd zabrać…, ale też widać było gdzieś tam w moich oczach tę nutkę niepewności. Bardziej byłem niepewny swoich działań czy może tego, co działo się w mojej głowie? Czy obu na raz, jednocześnie? Starałem się o tym chwilowo nie myśleć, by utrzymać trzeźwość umysłu, aczkolwiek wiedziałem, że coś nie grało i to bardzo. Może nie powinienem tak hardo walczyć o nieznajomą? Z jakiegoś powodu nie było jej ze mną w D.O.G.S. Może mnie zdradziła? Może zdradziła rząd? Może była winna śmierci Alby???
Skup się, Aaron. Dziewczyna, przeciwnik i pytanie, które zadałem. Trochę głupie w obliczu tej całej akcji, ale ważne. Może jakieś imię, coś, cokolwiek pomogłoby mi odzyskać skrawek pamięci?
Pozostawiłem ją powoli na ziemie, by móc typa zaatakować, jeśli pozwoli sobie na jakiekolwiek agresywne działania w stosunku do mnie… czy nas. Bo teraz byłem z nią, ona była ze mną.
  Temat: Rogatki
Aaron Bartowski

Odpowiedzi: 225
Wyświetleń: 9907

PostForum: dzielnica ochrony mutantów   Wysłany: 2019-11-06, 22:27   Temat: Rogatki
Zagubienie. Nie wiem, co się ze mną działo. Stałem nad nieprzytomną dziewczyną, której kompletnie nie znałem, a jednak… Dezorientacja. A jednak coś mówiło mi, że powinienem ją znać. Wśród tych wizji pełnych katorgi przemknęła mi również jej twarz. Nie mogłem jej nie zapamiętać, skoro tak bardzo cierpiałem na widok jej płonącego wizerunku. Irytacja. Pozostawałem ograniczony przez amnezję. Nie znałem jej, walczyła z nami – powinienem się tego trzymać. Nie potrafiłem.
Padłem przed nią na kolana, by sprawdzić jej puls. Jakiś głos przemawiał do nas urywanie. Nie można było zrozumieć poszczególnych słów, ale brzmiało to jakoś jak ewakuacja? Nic mi o tym nie było wiadomo, więc spróbowałem odnaleźć wzrokiem Theresę. Może konkretnym gestem miała przekazać mi dalsze instrukcje…? Spojrzałem na nieznajomą. Co miałem z nią zrobić? Zabrać ze sobą. Straciła przytomność. Musiała ją odzyskać, bym mógł o cokolwiek ją zapytać.
Wstałem, chcąc ocenić sytuację i ewentualnie się stąd ewakuować z nią na rękach, ale… Właśnie. Zgiąłem się zaraz wpół. Los nie był dziś dla mnie litościwy. Poczułem paraliżujący ból w okolicy brzucha, a zaraz później zacząłem mieć straszne wzdęcia i mdłości. Ugh! A właśnie dla uniknięcia takich dolegliwości starałem się kiedyś zdrowo odżywiać… Och, zdrowo się odżywiałem.
Nie czas był jednak na odzyskiwanie wspomnień, bo mi się zbierało na wymioty. Ki czort?
 
Strona 1 z 32
Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 13